National Arts Centre Canada
5 marca 2014Kanadyjskie Narodowe Centrum Sztuki przygotowuje się do swego 50 lecia, w 2019 r. Dało to powód do zmiany dotychczasowego corporate identity, co widać poniżej.


źródło: designtagebuch.de, stcstorytellers.com
Odpowiedzialnym za przeprojektowanie była agencja Scott Thornley + Company ( STC ) z Toronto. Więcej na designtagebuch.de
trend logotypowy
3 marca 2014Wraz z postępującym minimalizmem znaków graficznych obserwuję coraz częściej trend stawiający na rozgrywanie logo samymi literami i zastanawiam się ku czemu to zmierza, co daje pozytywnego a co gubi/traci w odbiorze tak zbudowany znak firmowy.
Sprawa jest dość skomplikowana wbrew pozorom. To trochę jak widzenie barw – przeciętny Kowalski, wbrew pozorom, nie rozróżnia zbyt wielkiej gamy odcieni, wyszkoleni specjaliści, a więc ludzie zawodowo zajmujący się kolorem lub wykorzystujący go w swojej pracy, postrzegają/rozróżniają tych odcieni wielokrotnie więcej. Mówiąc krótko, niuanse widzą na ogół specjaliści. Dokładnie to samo dzieje się z krojami pisma. Skład książki, zastosowany krój, jego kształt, ma znaczenie dla projektanta, dla czytelnika istotny jest przekaz/treść książki i ewentualnie łatwość czytania ciągów liter. Jest oczywiście jeszcze jeden aspekt, w wypadku książek wygląd ogólny całej publikacji, coś co możemy nazwać pięknem książki. Taka suma wrażeń wzrokowych z oglądania jej, przed czytaniem, na które składa się i pusty margines i wielkość kolumny tekstowej, i oczywiście zastosowane kroje pisma, ale też jakość papieru i druku. Pomijam tu książki w jakikolwiek sposób ilustrowane, tam dochodzą kolejne elementy, które, akurat w tym rozważaniu, są nam zbędne. Czy to zmienia w jakiś szczególny sposób postrzeganie kroju pisma w tejże książce, rozróżnianie go? dla przeciętnego czytacza nie, bo nie ma na tyle wprawnego oka by wychwycić niuanse budowy liter, nazwać. No może poza jednym – litera ma lub nie ma szeryfu.
A teraz zastanówmy się, jak powyższe wpływa i co zmienia w wypadku występowania tylko jednego słowa, jak w znaku. Tam mieliśmy bardzo długie ciągi liter, układające się w setki słów i zdań, tu tylko jedno słowo, o kilku/kilkunastu literach. Te kilka liter, postawionych samodzielnie i bez ozdobników dodatkowych, powinno dawać dużo większe możliwości wzrokowego odróżnienia , bez czytania słowa/nazwy, jednego ich zestawu od drugiego, łatwiejszego postrzegania różnic i owych niuansów budowy, pozwalających zapamiętać tak skonstruowane słowo/nazwę na bazie kształtu. Wszystko to, dla utrudnienia, musi przebiegać u odbiorcy w tempie błyskawicznym, jak to się dzieje przy postrzeganiu logo, a zatem w wartościach milisekundowych. Nie ma więc, tenże odbiorca, ani czasu, ani ochoty, ani zasobu wiedzy na analizowanie postrzeganego, czasem kątem oka, zestawu liter a czasem i przeczytanie słowa/nazwy.
O jakich niuansach mowa? Zobaczmy na przykładzie zaczerpniętym z logodesignerblog.com
Czy to już naprawdę wystarczy?
Nie jest żadnym odkryciem, że przeciętny Jan, Hans czy John, rozróżnia trzy grupy liter 1/z szeryfem, 2/ jednoelementowe, czyli bez szeryfu i o „stałej” grubości, 3/ ozdobne, w jakimkolwiek znaczeniu. I niby nie jest to nic odbiegającego od podziału, jaki mamy w typografii, ale tu pojawia się, dla dwu pierwszych krojów, etykietowanie pod jedną wspólną nazwą – mamy więc Arial i Times. To etykietowanie grupy krojów nie było by problemem, gdyby nie jedno ale, wymienieni Jan, Hans czy John określają tym samym mianem każdy krój pisma z danej grupy. Nie odróżniają niuansów budowy między nimi, zatem wszystkie są Arialem lub Timesem, pomijając naturalnie kroje ozdobne ze słynnym Comic Sans. Koniec i kropka.
Na razie rozważaliśmy słowo nazwę jako taką, zestaw liter do przeczytania, ale sprawa komplikuje się w wypadku znaku firmowego, opartego tylko na literze. Z jednej strony mamy, po stronie projektanta, wiele możliwości zbudowania z nich znaku, na różne sposoby, od przekształceń tychże liter w jeden spójny kształt, np. liścia, po operowanie przestrzenią ujemną, pustym obszarem między literami, dla stworzenia kształtu wpisanego, vide FedEx. Tak zbudowany znak będzie miał swój charakterystyczny kształt, odróżniający go od innych znaków. Ale co jeśli z tych możliwości zrezygnujemy, ograniczymy się do budowania znaku w oparciu o litery wybranego kroju, postawione, jak należy, na linii bazowej? Na ile niuanse budowy litery w tym właśnie kroju są, same z siebie, dać w efekcie znak odróżnialny i charakterystyczny, pomijając charakterystyczność nazwy? Każdy zestaw liter, słowo, ma oczywiście swój charakterystyczny kształt wynikający z kształtów zastosowanych liter, ale, w wypadku znaku firmowego, nazwy firmy, możemy mieć z jednej strony podobieństwo nazw, z drugiej zaś brak owego odróżniającego elementu na pierwszy rzut oka. Jest problem, dla odbiorcy komunikatu, musi czytać. Skomplikujmy sprawę bardziej – tak zbudowane znaki pojawiają się czasem w szerszym zestawie np. jako znaki sponsorów. Odróżnialność jednego od drugiego właściwie żadna, żaden element nie powoduje przyciągania wzroku do „naszego” znaku, jak na stronie tekstu w książce, wielość słów złożonych jednakowym, lub prawie jednakowym (nie wnikamy w to czytając) zestawem liter. Ale przecież budując znak dążymy do tego, by możliwie najbardziej przyciągał wzrok, rzucał się w oczy, właśnie nasz, nie inny. Sprzeczność. Z punktu widzenia odbiorcy, bez szkody dla efektu końcowego, taki zestaw np. znaków zbudowanych na bazie krojów jednoelementowych, o podobnym ciężarze, moglibyśmy puścić jednym, także jednoelementowym, krojem np. Arialem. W końcu i tak musimy, jako odbiorcy, czytać te słowa/nazwy firmowe. Oczywiste jest iż specjalista sobie poradzi, rozróżni, ale ile firm, które poszły drogą owego trendu, ma w swoim targecie specjalistów/pasjonatów od typografii?
Na koniec, jako puenta, krótki cytat z Adriana Zwolińskiego znaleziony gdzieś w sieci:
„Stara prawda mówi, że człowiek lubi chodzić na skróty – im bardziej specjalistycznej wiedzy potrzebuje, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że poszuka jej u osoby, która nie jest specjalistą.”
Czy zatem zmierzamy wprost do źródeł i prezentowania nazw firmy ze składu, z rozróżnieniem tylko na dwie z trzech, wyżej przywołanych, grup krojów pisma (szeryfowe/jednoelementowe)? Już nie do postrzegania kątem oka a do czytania?
za nać pietruszki
25 lutego 2014Dostałem właśnie zaproszenie do złożenia oferty, na projekt. Sądząc po „undisclosed-recipients@” nie ja jeden i, mówiąc szczerze, po przeczytaniu załączników, zdębiałem, albo czegoś już nie rozumiem, kompletnie.
Co mnie zszokowało? By to wyjaśnić pozwolę sobie na spore cytaty, z zaznaczeniem na czerwono co pikantniejszych detali. Zacznijmy od cytatu wprowadzającego:
„Digital Economy Lab (DELab) został powołany przez Rektora Uniwersytetu Warszawskiego do prowadzenia prac w zakresie badań nad przemianami związanymi z rozwojem technologii informacyjno-komunikacyjnych i rozwiązaniami w zakresie efektywnego wykorzystania nowych technologii w gospodarce i społeczeństwie”.
Zacytowałem powyższe, bo być może cała reszta cytatów, którymi się posłużę, wynika właśnie z tych „badań nad przemianami związanymi z rozwojem technologii informacyjno-komunikacyjnych i rozwiązaniami w zakresie efektywnego wykorzystania nowych technologii w gospodarce i społeczeństwie”
A teraz konkrety, po kolei.
Co jest do roboty:
„I) Opis przedmiotu zamówienia
1) Logotyp wraz z księgą znaku DELab.
Logotyp będzie używany jako identyfikacja Digital Economy Lab. Będzie używany na materiałach promocyjnych DELab, na stronie internetowej, w dokumentach papierowych i elektronicznych oraz w publikacjach DELab.
2) Księga znaku powinna zawierać:
a) Logo i jego wersje: (kolor, monochromatyczna, itp.)
b) Logo z nazwą, warianty dopuszczalne i niedopuszczalne
c) Pole ochronne logo – określenie proporcji przestrzeni pustej wokół znaku
d) Budowa logo i jego proporcje
e) Kolorystyka logo i opis dla różnych przestrzeni barwnych
f) Zastosowanie tła pod logo – wersje dopuszczalne i niedopuszczalne
g) 10 projektów do wyboru Zamawiającego, Zamawiający zastrzega sobie prawo korekty przedstawionych projektów.”
Dodatkowe ukonkretnienie mamy w umowie wzorcowej:
„2. Strony ustalają, że Dzieło zostanie przekazane przez Wykonawcę w następujących formatach:
o EPS (CMYK i achromatyczny)
o JPG (RGB i achromatyczny)
o PANTON
I w rozdzielczości 300 dpi do podstaw: 12,5 cm oraz 2 cm.„
Pantone jako format… no ok. Wszystko jasne? Trochę roboty jest, tym bardziej, że nie wiadomo co się kryje za eufemistycznym określeniem „10 projektów do wyboru Zamawiającego”, przyjrzyjmy się zatem jak będzie oceniana oferta.
„Wykonawca usługi objętej niniejszym zapytaniem zostanie wybrany na podstawie kryteriów:
1. Cena /Ci/
Kryterium temu zostaje przypisana maksymalna liczba 80 punktów. Ilość punktów poszczególnym wykonawcom zostanie przydzielona wg poniższego wzoru:
cena najniższa
Ci = —————————– x 80 pkt.
cena oferty badanej
gdzie:
i – numer oferty badanej
Ci – liczba punktów za kryterium „cena” (oferty badanej)
Cena oferty badanej – cena (brutto) z formularza oferty badanej
Cena najniższa – cena (brutto) z formularza oferty z oferty z najniższą ceną spośród ofert podlegających ocenie.„
80 pkt. ze 100, to cena. Jeśli wydaje Ci się, że to szukanie taniego, jak najtańszego projektu, to tylko dlatego, że jeszcze nie wiesz wszystkiego. Drugim ważnym kryterium jest czas realizacji:
2. Termin Wykonania realizacji przedmiotu zamówienia /TWi/
Kryterium temu zostaje przypisana liczba punktów 0 lub 20,
20 punktów – termin wykonania 3 dni
0 punktów – termin wykonania 7 dni
3. Wybrana zostanie oferta o największej liczbie uzyskanych punktów, gdzie ostateczna ocena każdej oferty będzie wynikiem sumy wszystkich uzyskanych punktów tj:
Ilość punktów oferty badanej
Pi = Ci + TWi
gdzie:
i – numer oferty badanej
Pi – sumaryczna liczba punktów (oferty badanej)
Ci – liczba punktów za kryterium „cena” (oferty badanej)
TWi – liczba punktów za kryterium „termin wykonania”
VII. Terminy
1. Wymagany termin (okres) realizacji przedmiotu zamówienia: 3 lub 7 dni od dnia podpisania umowy.
2. Oferty proponujące dłuższy termin zostaną odrzucone.„
Mamy więc jakiś ogląd sytuacji – logo + księga znaku, za ciut więcej niż free, w tempie superekspresowym. Zabrakło Ci Drogi Czytelniku kryterium fachowości wykonania, estetyki, czy tym podobnych popierdułek? A komu to potrzebne? Ale to nie koniec, wbrew pozorom, ciekawych propozycji, ze strony Zamawiającego. Wiesz już co trzeba zrobić, za ile i w jakim tempie, dodam tylko, że płatność będzie po 30 dniach od wystawienia faktury, ale to w sumie drobiazg, bo teraz powinieneś dowiedzieć się jak Cię skroją przy prawach autorskich.
Przejdźmy zatem do wzorcowej umowy, na której treść zgadzasz się, chcesz czy nie, wysyłając ofertę:
„V. Złożenie oferty jest równoznaczne z akceptacją wzoru umowy załączonej do niniejszej dokumentacji, jako załącznik nr 1 do niniejszego zapytania.”
Na dzień dobry dostajesz obuchem:
„3. Wykonawca mocą niniejszej Umowy z dniem przekazania Dzieła Zamawiającemu przenosi na Zamawiającego autorskie prawa majątkowe do Dzieła i jego elementów składowych w tym do korzystania i rozporządzania Dziełem, w całości i we fragmentach, zarówno w formie animacji, jak i poszczególnych ujęć, także z innymi dziełami lub ich fragmentami, zarówno w ramach utworów audio-wizualnych (w wersji ukończonej lub nieukończonej) oraz w ramach innych utworów lub dzieł oraz samoistnie (jako samodzielnego utworu), wraz z wyłącznym prawem zezwalania na wykonywanie autorskiego prawa zależnego do Dzieła i jego elementów, w tym w szczególności z prawem do realizacji innych utworów, w tym utworów audiowizualnych, w zakresie i na polach eksploatacji określonych poniżej.”
Jak widać zanim wystawisz fakturę już pozbawiono Cię praw autorskich, o należnym, za owo przejście praw autorskich, honorarium nie wspomniano ani słowa. Nic to, będzie gorzej.
Nie będę cytował w całości rozwlekłych pól eksploatacji (ciekawe po co tak detalicznych?) podrzucam tylko mały fragment tychże:
„l) nadawanie za pośrednictwem satelity (sygnał kodowany i nie kodowany) wraz z prawem do retransmisji w ramach platform cyfrowych w systemach płatnych i bezpłatnych;
m) równoczesne i integralne nadawanie (reemitowanie) za pośrednictwem platform cyfrowych oraz/lub w sieciach kablowych;
n) równoczesne i integralne nadawanie (reemitowanie) przez inną organizację radiową bądź telewizyjną (m.in. za pośrednictwem platform cyfrowych oraz sieci kablowych, w jakimkolwiek systemie bądź technologii);
o) eksploatacja za pomocą technologii „pay-per-view” oraz „video on demand”, „near video no demand” i „video streaming”, blue-ray;
p) retransmisja w systemie xDSL (przewodowym lub bezprzewodowym oraz płatnym i bezpłatnym);”
Dziw bierze, że druku nie rozpisano bardziej szczegółowo, wymieniając wszystkie stosowane na świecie techniki, ale furda tam, najlepsze przed nami.
A oto wisienka tej umowy – zapis, który ewidentnie próbuje obejść obowiązujące Prawo Autorskie, w cwany sposób i na dodatek ze szkodą finansową dla twórcy:
„5. W przypadku wynalezienia nowego, nieznanego lub niestosowanego w momencie podpisania niniejszej umowy pola eksploatacji związanego z korzystaniem z Dzieła w zakresie określonym powyżej, Wykonawca udziela Zamawiającemu nieodwołalnie opcji na nabycie praw do rozporządzania i korzystania z Dzieła na tych nowo wykształconych polach eksploatacji – w ramach wynagrodzenia określonego niniejszą Umową. Nabycie przez Zamawiającego w/w praw na nowo wykształconych/powstałych polach eksploatacji następuje z chwilą złożenia przez Zamawiającego stosownego oświadczenia skierowanego do Wykonawcy na adres Wykonawcy określony w nagłówku umowy z chwilą nadania listu poleconego z takim oświadczeniem w polskim urzędzie pocztowym.”
Ciśnie się na usta precyzyjnie określenie, czym ten zapis jest, nie chciałbym jednak używać tu słów grubiańskich. No to jeszcze dobijmy to wieko trumny, ostatnim gwoździem:
„7. Udzielenie wyłącznego prawa zezwalania na wykonywanie praw zależnych do Dzieła w rozumieniu Umowy oznacza nieograniczone prawo Zamawiającego na wykonywanie zależnego prawa autorskiego w stosunku do Dzieła, jak też nieograniczone i wyłączne prawo zezwalania na wykonywanie zależnego prawa autorskiego w stosunku do Dzieła, w tym w ramach utworów i innych dzieł o których mowa w ust. 3 – na wszystkich polach eksploatacji wymienionych w Umowie. W szczególności Zamawiającemu przysługuje prawo wprowadzania, w ramach uprawnień przysługujących mu na podstawie niniejszego paragrafu wszelkich zmian, skrótów, przekształceń Dzieła w ramach innych dzieł lub poza nimi.”
Zostałeś goły i wesoły, nie masz nic, żadnych praw autorskich, oddałeś wszystko i to na wieki wieków. Amen.
Na koniec kwiatek-zagadka – Wykonawca „ma” czy „traci”:
„8. Za nieterminowe uregulowanie należności Wykonawca prawo do naliczenia odsetek w wysokości ustawowej.”
Ostatni cytat wydaje mi się dość przewrotny, w tym kontekście powyżej:
„Misją DELab jest zwiększenie wkładu nowych technologii informacyjno – komunikacyjnych we wzrost gospodarczy, i wzmocnienie dzięki nim spójności społecznej.”
Zaproszenie do złożenia oferty wysłało mi Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, Sekcja Zamówień Publicznych.
Logo za nać pietruszki, bez prawa jej konsumpcji. Szukanie idioty czy „wzmacnianie spójności społecznej” na bazie ekonomicznego ubezwłasnowolnienia?
Ciekawe co na to Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej?
Załącznki do poczytania, w całości, PDF:
zapytanie ofertowe DELab logo
umowa wzorcowa DELab logotyp
identyfikacja logo
Tagi: ICM kryteria księga znaku logo prawa autorskie Uniwersytet Warszawski
komentarzy 15
rządowe znaki
13 lutego 2014W najnowszym artykule portal Design Tagebuch postanowił przyjrzeć się identyfikacjom wizualnym rządów, w ograniczonym, do sąsiadów Niemiec, zakresie. Artykuł wychodzi z prostej konstatacji – pokaż mi swoją identyfikację, powiem Ci kim jesteś. Państwa podzielono na 3 grupy: 1/te które już mają spójną identyfikację, 2/ te które coś zaczęły, 3/mają bałagan.
W pierwszej grupie, tych co już mają, znalazła się Wielka Brytania, Niemcy i Holandia.

W grupie drugiej, te które coś zaczęły, jest Francja, która niby ma, ale jednocześnie nie ma spójnej identyfikacji wizualnej.

Grupa trzecia, tych co mają bałagan, reprezentowana jest przez Austrię i Polskę.

Przyznam nie jest dla nas chlubą to zestawienie, siedzimy w oślej ławce identyfikacji wizualnej państw. O naszym pozytywnym wizerunku zewnętrznym nie wspominam, bo „jaki koń jest każdy widzi”. Po prostu jesteśmy negatywnym przykładem, niestety.
„Auch in Polen fehlt derzeit noch ein Corporate Design, das alle Regierungsstellen vereinte. Erst vor wenigen Tagen wurde das Gesundheitsministerium (Ministerstwa Zdrowia) aufgehübscht. Die Agentur Peppermint durfte das Konzept umsetzen beziehungsweise musste es umsetzen, denn auf die Notwendigkeit eines einheitlichen Designs, das alle Ministerien umschließt, haben die Kreativen, wie sie mir sagten, sehr wohl hingewiesen.” więcej obejrzycie i przeczytacie na Design Tagebuch
Pokaż mi swoją identyfikację, powiem Ci kim jesteś. No właśnie, kim jesteśmy? Bałaganiarzami.
identyfikacja Polska
Tagi: Francja identyfikacja wizualna Niemcy państwo Polska rząd
komentarze 4