po prostu

28 marca 2020

po prostu,

plakat NIE BAW SIĘ

zapałka

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 

na marginesie

29 października 2019

Na marginesie trwającego konkursu na logo Muzeum Getta Warszawskiego i zbliżających się Zaduszek.

Pamiętaj także o nich / Remember them too

PAMIĘTAJ TAKŻE O NICH


przepisywacze

28 sierpnia 2019

Pewne poważne pismo zaproponowało mi współpracę, cobym coś napisał dla nich. To napisałem, a pierwej podesłałem, na wszelki wypadek, „rybkę” coby zorientować redakcję jakim stylem pisane będzie, i już po miesiącu dostałem info:

„Tekst bierzemy. Troszeczkę skrócimy. Po korekcie dostanie Pan do akceptacji.”

 

Fajnie. Korekta przyszła po… kolejnych 3 miesiącach, z prośbą o uzupełnienie przypisów. Czytam tę korektę i poznać tekstu nie mogę, bo mi jakoś się sensy poinaczyły w tej poprawności językowej. Sztuczne to jakieś i drewniane jak kołek w płocie. Pytam więc o powody przepisania na nowo

„Troche to wynika z naszego stylu, bardziej z potrzeby skrótu. Staraliśmy się by tekst nie stracił nic z Pana myśli.”

Skrót rozumiem, mus miejsca, stylu pisma już nie bardzo, bo mnie nikt wcześniej nie uprzedzał o sztywnych kanonach takowego. A co do straty moich myśli, to i jak najbardziej, wyszły cudze, nie moje zamyślenia. Poprawiłem tekst, przywracając własne sensa i odesłałem, z prośbą o nie pisanie raz jeszcze na nowo. Minęło dwa tygodnie cichuśko, jak makiem, wreszcie powiastka spływa:

„Bardzo proszę się na nas nie gniewać, ale widzę, że nie będziemy w stanie się porozumieć, co do kształtu tekstu. Myślę, że dalsza „walka” o formę nie przyniesie rozwiązania, a każda ze stron w przypadku kompromisu będzie niezadowolona.”

A jakaż to walka miała by być i o co? o kształt? toż kształt przykrojony aż miło, ale o sens własnych wypowiedzi chyba autor ma prawo wnosić, by je zachować. Że styl nie taki? mogę zrozumieć, ale przecie chyba mój blog czytali, skoro zaproponowali, i wiedzieli jak piszę, nie protestowali. A może nie czytali i nie wiedzieli. Jednak przesłany tekst musieli czytać, to jednak wiedzieli, a tu masz, przepisują na nowo bez pytania, dania racji i jeszcze o jakisiś walkach wspominają… .

Mówiąc szczerze nic nie rozumiem, to jakaś nowa moda pisania za autora? Pewnie jestem zbyt odstający od poprawności, tylko czy ja muszę, w ramach tej poprawności, być suchy jak wiór i łykowaty?!

Pal ich licho.

PS tekst się nie zmarnował, wzięli inni i nie przerabiali.


tęczowa Madonna

8 maja 2019

Kilka przemyśleń na marginesie sprawy tęczowej Madonny.

Zacznijmy od definicji:

„Profanacja (łac. profanatio = zbezczeszczenie, znieważenie) – pojęcie odnoszące się do naruszania sfery sacrum, powodujące pozbawienie poświęconych rzeczy lub konsekrowanych miejsc wartości kultowej oraz potraktowania bez należytego szacunku rzeczy, wartości otoczonych powszechnie czcią.”

tęczowa Madonna

Skoro – „powodujące pozbawienie poświęconych rzeczy lub konsekrowanych miejsc wartości kultowej oraz potraktowania bez należytego szacunku rzeczy, wartości otoczonych powszechnie czcią.” – to, moim zdaniem, nieuprawnione wydaje się rozciąganie tego pojęcia sacrum na każde przestawienie nie poświęcone. Czym innym jest profanacja samego realnego obrazu Maryi, a czym innym przemalowanie/namalowanie kopii z kopii tegoż dzieła i to w formie dalece odmiennej (wydruk). Otaczanie czcią także dotyczy realnego obrazu, a już wątpliwym jest otaczanie czcią wszelkiego typu odbitek z wtórnych kopii, o ile nie zostały poświęcone. Są bowiem jedynie memo-kotwicą dla ich właściciela, przypominającą mu jego o własnej wierze. Z jednej strony modlimy się czasem do oleodrukowego obrazu, oprawionego w ramy, w naszym mieszkaniu, ale też nigdy nie modlimy się do wydrukowanego obrazka w albumie czy na plakacie, to już nie jest sacrum. Z jednej strony „obraża nas” wydruk tęczowej madonny, z drugiej strony nie obraża, a nawet bawi, pluszowa zabawka z Jesusem, majtki z Madonną z Guadalupe (usłyszałem wyjaśnienie – bo to nie Nasza!), plastikowe butelki na wodę święconą w kształcie Madonny i setki innych koszmarnie jarmarcznych gadżetów, w moim odczuciu obrażających podwójnie, bo także poczucie estetyki. Taka wybiórcza obrażalność.

gadżety

Czy tęcza w aureoli to traktowanie bez szacunku „wartości otoczonych powszechną czcią”? Toż przecież tą wartością, w tym ujęciu, jest Madonna, nie jej taka czy inna szata ani aureola, to ona, niezależnie od kolorystyki, jest tym symbolem nadal. Kolory mogą nieść przesłania dodane, ale żaden z nich, ani wszystkie razem, nie uwłacza temu symbolowi. Tak jak różny wygląd miały Madonny na przestrzeni wieków, tak róźne były stylistyki ich przedstawiania i kolorystyka szat, tym razem zmieniono kolor aureoli, co, moim zdaniem, niesie szersze przesłanie i to całkowicie chrześcijańskie – wszyscy jesteśmy ludźmi, z którymi Pan zawarł przymierze. Bez dzielenia na lepszych i gorszych.

W Tygodniku Powszechnym  znalazłem takie oto dość znamienne słowa ks. Andrzeja Draguła (2017 r.): 

„Znaki wyrażają Boga i nasze Jego doświadczanie. Duchowość jest taka, jakie są znaki, które ją wyrażają.”

„pogłębiający się kryzys funkcjonowania i rozumienia kościelnej ikonografii, która dawno już uniezależniła się od instytucji Kościoła i swobodnie dryfuje, niewiele sobie robiąc z założeń i norm teologii.”

Tych słów nie napisał ateista a kapłan. Zatem każdy z nas ma prawo do emanacji swej duchowości znakami, które są dla niego ważne. Jednocześnie Kościół w tym wypadku mówi, głosem rzecznika KEP, o profanacji, wiążąc to ściśle z ideologią LGBT,  sam ma jednak problem wewnętrzny, pozwalając na ideologizowanie, pod bieżące potrzeby, męki pańskiej, umieszczanie Jesusa w anturażu całkowicie jednostronnym, idelogicznie i politycznie zarazem. Ma też problem z akceptacją tych wszystkich koszmarków jarmarcznych wypaczających sens sacrum, infantylizujących je. Akceptacją, gdyż nie widać woli ani działań, by tę jarmarczność, rzeczywiście obrażającą sacrum, ukrócić.

Sztuka sakralna to także sztuka ludowa i pobieżne choćby przejrzenie artefaktów, na Google, pokazuje mnogość owej indywidualnej emanacji twórczej w wypadku madonn. Twórczego modelowania i barwienia owej aureoli, daleko odbiegającego od kanonicznego złota lub srebra. Twórczo znakującego ją własnymi znakami i barwami w zgodzie z własnym przeżyciem duchowym twórcy.

Równie radosne i otwarte podejście mają dzieci, co widać choćby po ilustracjach (poniżej) z konkursu organizowanego przez  redakcję „Promyczka Dobra” oraz Klasztor Ojców Paulinów z Jasnej Góry.

dziecięce madonny z konkursu

Mamy sporą ilość odłamów chrześcijaństwa, nieco odmiennie podchodzących do kwestii wizualnego wyobrażania symbolik, być może powstanie jeszcze jeden odłam – Madonny Tęczowej, a takie glosy się już pojawiają, i co wtedy? Wtedy stanie się ona sacrum, niezależnie od woli i oceny innych wyznań i ich wyznawców. I trzeba będzie to uszanować. Przez 2 tysiąclecia kościół adaptował wiele symboli spoza własnego kręgu i nie miał z tym problemu, robiąc to na tyle sprawnie, że dziś kojarzą się ściśle z kościołem. Ale z tym najstarszym z symboli chrześcijańskich ma problem. Walcząc z tęczą, zamiast o tęczę, kościół, moim zdaniem, popełnia błąd.

O tęczy już raz pisałem, pięć lat temu powstał tekst „Tęczowa zadra w oku”, warto go przeczytać. Polecam także aktualny, bardzo wyważony komentarz Piotra Sikory „O prawdziwej i pozornej profanacji” w Tygodniku Powszechnym

Z racji pokazania tu tęczowej Madonny pewnie grozi mi wizyta o 6 rano i stosowna odsiadka, co zapowiada wszem i wobec posłanka Siarkowska, ale plusem tej sytuacji będzie siedzący wespół krąg ludzi inteligentnych, a nic tak nie rozwija, jak przebywanie z mądrymi ludźmi.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi