Olśnienie = Jarosław?

7 lipca 2020

Miasto Jarosław zaprezentowało swoje nowe logo, co wzbudziło spore zainteresowanie środowiska projektowego i marketingowego. Komentarze niestety są zdecydowanie mało przychylne. Kontrowersje budzą dwa fakty: z jednej strony postawienie na wyakcentowanie graficzne hasła, zamiast nazwy miasta, z drugiej zaś forma graficzna tegoż.

Przyjrzałem się bliżej całej sprawie analizując po kolei dostępne informacje.

Jarosław postanowił stworzyć logo promocyjne miasta siłami własnymi, powołując stosowny zespół, 11 osób, w większości pracowników miejskich (lista tu > www.jaroslaw.pl). Był także doradca zewnętrzny o uznanym dorobku. Prace nad założeniami i koncepcją trwały rok, w tym także testy postrzegania znaku. I to można by miastu zapisać na plus, gdyby nie wynik końcowy. Bo jest on dziwny, nie tylko we wspomnianym wcześniej akcentowaniu graficznym hasła promocyjnego, zamiast nazwy miasta.

„W toku analiz zostały zdefiniowane takie kluczowe cechy Jarosławia, które stanowią istotne wartości dla otoczenia jak:

  • Bogata, wielowiekowa tradycja i rozgłos w świecie (tradycje kupieckie);
  • Lokalizacja stanowiąca doskonałą bazę wypadową do innych atrakcyjnych miejsc takich jak Bieszczady, Ukraina, Pogórze Dynowskie, Góry Słonne;
  • Zabytkowy charakter o wybitnych walorach, będący niespodzianką dla większości osób odwiedzających miasto po raz pierwszy.

Cechy te prowadzą do zdefiniowania unikatowej tożsamości miasta. Właśnie tę cechę tożsamości: ODKRYCIE, ZASKOCZENIE, OLŚNIENIE, należało zawrzeć w symbolicznej, graficznej formie.”
cytat za jaroslaw.pl

I tutaj, w zdefiniowaniu unikatowej tożsamości miasta, mam wrażenie popełniono błąd. Bo czyż odczucia mieszkańców i przyjezdnych można traktować jako cechę tożsamości miasta? To raczej wynik działania innych cech miasta, wypunktowanych zresztą detalicznie. Czy odczucia dadzą się narzucić? Czy olśnienie na pewno jest tą najważniejszą cechą miasta i dla kogo? Z punktu widzenia mieszkańców czy odwiedzających? Można tu spokojnie przywołać definicję słowa olśnić ze Słownika Języka Polskiego PWN:

„olśnienie
1. «nagłe poznanie, uświadomienie sobie czegoś»
2. «zachwyt wywołany czymś»
olśnić olśniewać
1. «porazić wzrok silnym blaskiem»
2. «wzbudzić zachwyt»”

Jak widać w definicji mamy dwoistość tego olśnienia. Z jednej strony zachwyt, z drugiej zaś niepożądany stan widzenia, co uświadamia nam taka oto definicja z encyklopedii PWN:

olśnienie,
stan widzenia, przy którym występuje odczucie niewygody i/lub zmniejszenie zdolności rozpoznawania obiektów, spowodowane niewłaściwym rozkładem lub zakresem luminancji albo nadmiernymi kontrastami w przestrzeni bądź w czasie;
stanowi przejaw adaptacji narządu wzroku do niewłaściwych warunków oświetlenia; ze względu na skutki o. dzieli się na: przykre, przeszkadzające i oślepiające (silniejszy stopnień przeszkadzającego) — tak silne, że przez pewien czas jakikolwiek obiekt nie może być spostrzeżony. O. przeszkadzające w uproszczeniu zależy gł. od natężenia oświetlenia w płaszczyźnie oczu, o. to odgrywa istotną rolę w oświetlaniu dróg.

Postawienie zatem na wyakcentowanie tejże „cechy tożsamości miasta” wydaje się jeszcze bardziej kontrowersyjne. Jeśli zaś do tego dokładamy jej formę graficzną, dominującą nad samą nazwą miasta i spychającą ją w cień, robi się bardzo dziwnie.

logo Jarosławia, proj. Agata Dzięgielowska

logo Jarosławia, proj. Agata Dzięgielowska

Dwie wersje logo Jarosławia, proj. Agata Dzięgielowska

Spójrzmy na to pod kątem zapamiętywania. Bogactwo formy graficznej nie ułatwi zapamiętania całości znaku, graficzne hasło skutecznie eliminuje nazwę miasta i pozostanie w pamięci jako nie przypisane do miejsca, które ma promować. A jednocześnie czytam na stronie jaroslaw.pl:

„W toku prac nad znakiem promocyjnym, udało się wyodrębnić te wartości, które stanowią faktyczną obietnicę, mającą pokrycie w rzeczywistości, nieprzemijającą i ponadczasową. Są to w przypadku Jarosławia: zdolność zaskakiwania, niespodzianki, olśnienia – których większość odwiedzających się nie spodziewa, zanim nie odwiedzi naszego grodu.”

Zatem obietnica doznań, zamknięcie jej w formę graficzną z umykającym uwadze umiejscowieniem, tworzy znak promujący doznania, które możemy mieć w każdym innym nowo poznawanym miejscu. A jednocześnie w słowach i pojęciach kluczowych do symbolicznego przedstawienia w logo promocyjnym mamy taki punkt –
„Miejsce, którego nie można przegapić”.

Przejdźmy do „założeń do projektowania formy graficznej znaku”:

Kolorystyka – Grafitowy oraz żółty, alternatywnie – granatowy (ciemnobłękitny) oraz złoty (ciepły żółty), możliwe zastosowanie rastrów barw lub dołączenie trzeciego koloru – grafitowy.
Logotyp JAROSŁAW – narysowany w stylu odręcznego pisma, majuskułą, lekki (ale wyraźny), pozytywny, nowoczesny, z rozmachem ale bez nadmiernej ozdobności.
Claim – minuskuła czcionką komputerową, korespondującą z odręcznym logotypem i charakterem ikony.
Ikona – niefiguratywna w formie, choć symbolicznie nawiązująca do przedstawianych wartości, łącząca formy abstrakcyjne z symbolicznym przedstawieniem proponowanych form desygnatów.
Forma znaku – na skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza formę całkowicie tradycyjną, figuratywną, a 10 skrajnie minimalistyczną i nowoczesną, abstrakcyjno-symboliczną, znak powinien plasować się w okolicach 7.”
cytat za jaroslaw.pl

Przywołam także. za stroną jaroslaw.pl, wypowiedż Zbigniewa Chmielowskiego:

„Współczesność i związane z nią narzędzia technologiczne, takie jak ekrany monitorów, komputerów, smartfonów, wymuszają stosowanie symboli prostszych w formie, nawiązujących do stylistyki i designu XXI wieku, przemawiających do człowieka drugiego millenium i na te potrzeby musimy mieć logo promocyjne, mówiące współczesnym językiem o współczesnym Jarosławiu. Miasta w swoich działaniach promocyjnych powszechnie wykorzystują nowoczesną symbolikę, która ułatwia komunikację z otoczeniem i budującą ich korzystny wizerunek – precyzuje dr Zbigniew Chmielewski, ekspert w zakresie systemów identyfikacji wizualnej, który wspierał proces powstawania logo Jarosławia.”

Jeśli dodamy do tego iż współczesne trendy projektowania znaków promocyjnych miejsc bazują na dwu elementach – minimaliźmie formy i tendencji do odwołań do heraldyki miejskiej, mamy właściwie podstawy do oceny co poszło nie tak. A chyba poszło, pomimo tego:

„Specjalnie powołana do tego komisja, przeanalizowała ponad 230 wariantów znaku i hasła. Kiedy powstały i zostały wybrane elementy bazowe, różne formy znaku zostały poddane badaniu m.in. wśród studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Wyniki posłużyły do oceny poszczególnych wersji i zatwierdzenia ostatecznej formy znaku.” za www.eska.pl

Mamy w efekcie znak nie do końca zgodny z założeniami projektowymi. Trudno w nim dopatrzeć się minimalizmu, mówienia współczesnym językiem, czy troski o czytelność, także w bardzo małych ekspozycjach. W komentarzach padło już pytane o wygląd i czytelność znaku na ołówku. A jak ten znak wygląda w rozmiarze np. 60 px?


Znak z jednej strony akcentuje ważność doznania, z drugiej zawiera symboliczne, podobno, odniesienia do zabytków miejskich, ale na mnie sprawia to wrażenie raczej symbolicznych zabytkowych ruin i miał bym problem z określeniem jakich konkretnie w rzeczywistości. Tym bardziej, że te istniejące zabytki Jarosławia (sądząc po zdjęciach, bo nie byłem) są zadbane i bardzo interesujące, także w formie.

prezentacja na gadżetach

Prezentacja na gadżetach http://www.jaroslaw.pl/aktualnosci-wydarzenia/id8993,Jaroslaw-miastem-olsnien.html

Ostatnia moja wątpliwość dotyczy strategii promocji miasta, czy powstała, czy tylko zajęto się samym znakiem. bez wsparcia jakąkolwiek strategią jego komunikacji? Prezentacja znaku, li tylko na gadżetach, może sugerować, niestety, brak takiej wypracowanej strategii komunikacji.

W sumie jest jeden plus – logo narobiło szumu bez kosztownych działań promocyjnych. Tylko czy o taki wydźwięk akurat chodziło? Jest takie powiedzenie „nie ważne dobrze czy źle, ważne by po nazwisku”, ale tu akurat wszyscy olśnieni zapamiętają bardziej owo „olśnienie” niż samo nazwisko, nazwę miasta.

Jak by na przekór, tej powyższej realizacji, przywołam inną, stworzoną indywidualnie i proponowaną miastu przez autora „Jakieś pół roku temu wysłałem to do Burmistrza i chciałem podarować w zamian za uścisk dłoni…” jak napisał w komentarzu na Facebooku. Michał Mazur przedstawił na portalu Behance swoją propozycję znaku, minimalistyczną i zgodną z aktualnym trendem projektowym – odwołań do herbu miasta – wraz z ikonami najważniejszych zabytków, ale także przykładami stosowania, tworząc zalążek systemu komunikacji promocyjnej. Znak w sumie ma potencjał dużo szerszego działania, niż tylko promocja miasta.

Jarosław, proj. Michał Mazur

Jarosław, proj. Michał Mazur

Jarosław, proj. Michał Mazur

Jarosław, proj. Michał Mazur

Całość prezentowana jest na portalu Behance

Widzę w tym projekcie dużo lepszą podstawę do promocji miasta, bardziej zgodną z trendami obecnie panującymi w projektowaniu, jak również dający szersze możliwości rozwijania w przyszłości we w pełni spójny system.

 

 


rysowanie ciołka

21 lutego 2020

Skoro już zacząłem temat rysowania logo, przy okazji znaku miasta Wąbrzeźna, to i będę kontynuował, przy okazji kolejnego znaku dla porównywalnego wielkością miasta. Problem mniejszy i innego typu, ale jest.

Miasto Trzcianka (woj. wielkopolskie, 16 tys. mieszkańców) pochwaliło się nowym logo. Tutaj również inspiracją był herb miasta a właściwie nie tyle to inspiracja co interpretacja urzędowego znaku. Właściwie można spokojnie określić ten znak jako nową, uproszczoną wersję herbu miasta.

Tak wygląda nowe logo Trzcianki.

Trzcianka nowe logo miasta

A tak wygląda herb miasta Trzcianki.

Trzcianka herb miasta

Można i tak. Sam pomysł z uproszczeniem bardzo źle narysowanego herbu nie jest zły, choć nie za bardzo widać tu jakieś głębsze przemyślenia przy tworzeniu logo. Czy rzeczywiście musiała być wersja powielająca herb aż tak? Można było przecież pójść w znak rysowany kreską, jednokolorowy. Jest co jest.

Zastanawia mnie jednak w tym wszystkim ta nieporadność rysunku ciołka i w herbie, i w logo. Ciołek to oczywiście miano herbu szlacheckiego z bykiem w tarczy. Obecnie używa się terminu „ciołek” w łowiectwie, na określenie rocznego samca żubra, łosia, jelenia lub daniela. Wróćmy jednak do rysunku owego byka w herbie i nowym logo. Przyznam, że w obu wypadkach bardzo nieporadnie są narysowane. Przy czym w herbie bardziej nieporadna anatomia niż w logo. Co wcale nie zmniejsza nieporadności w logo. Po lewej ciołek z herbu, po prawej z logo.

ciołek z herbu i logo

Porównałem te ciołki trzcianeckie z, na szybko znalezionymi, ciołkami z innych herbów. Jakaż ogromna różnica w rysunku i poprawności anatomicznej.

2 ciołki z herbów szlachecki

Na bazie tych opisanych miast, Wąbrzeźna i Trzcianki, zaczynam się poważnie zastanawiać nad jakością projektowania dla jednostek samorządu terytorialnego i pytam:

  • Czy urzędy miast, zatwierdzające takie pasztety, nie zwracają uwagi na estetykę i poprawność wykonania własnych znaków?
  • Nie weryfikują poprawności tego, co otrzymują od projektujących? 
  • Naprawdę liczy się tylko, że nowe, tanie i nieważne kto projektuje?
  • Rozumiem, że w ramach urzędu może nie być osób potrafiących zweryfikować przedstawiane projekty, ale jaki problem poprosić o konsultację  Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej czy któregoś z uznanych projektantów? 

Szanowni Włodarze miast miejcie świadomość, że te znaki będą Was reprezentowały, a zatem wpływały na Wasz, nie tylko miasta, wizerunek. Miejcie także świadomość, że źle zaprojektowane znaki będą generowały problemy w posługiwaniu się nimi i dodatkowe koszty, prędzej lub później. Nie ma zmiłuj.


wpuszczanie w maliny

19 lutego 2020

Miałem okazję przyjrzeć się bliżej nowemu znakowi miasta Wąbrzeźna i jego księdze znaku. Autorem opracowania jest firma Centrum Innowacji Społeczno-Samorządowych CentroPolis S.A. z Torunia. Na jej stronie firmowej nie znajdziecie wśród oferowanych usług projektowania identyfikacji wizualnych, zatem nie dziwcie się temu co przeczytacie dalej.

Do dyspozycji mam pliki logo miasta Wąbrzeźno, „Księgę Identyfikacji Wizualnej” oraz pliki realizacyjne. Pozwala to na dokładne zapoznanie się ze znakiem i jego dokumentacją. Zacznijmy od znaku. Pierwsze zastrzeżenie to font zaszyty w logo (Marcellus Regular), co skutkuje, niestety, gdy nie masz właściwego fontu, podmianą na inny, nie ma zmiłuj, widać to poniżej.

efekt zaszytego fontu

Autor nie zadał sobie trudu by font w znaku zamienić na krzywe. Niby drobiazg, ale wpływa na komfort użytkowania.

Jak wygląda rozmieszczenie węzłów w rysunku znaku można zobaczyć poniżej.

wezly w rysunku znaku

Jeśli dobrze przyjrzeć się tym węzłom, ich rozłożeniu, przestają dziwić nieprawidłowe krzywizny.

Zastrzeżenie kolejne to wersja Adobe Illustratora, w jakiej zapisano plik. Autor znaku nie wpadł na to, że nie robi dla siebie i plik powinien być kompatybilny ze starszymi wersjami oprogramowania. Tym bardziej, że ograniczył zestaw plików do ai, pdf, png i jpg. Plików eps, cdr, psd, svg, nie ma.

Projekt znaku przygotowany jest chyba metodą gigantomanii, sygnet wyrysowano bowiem w AI w wielkości 2200×2200 mm, czyli 2 metry i 20 centymetrów na 2 metry i 20 centymetrów! Pełny znak z hasłem ma wymiary 2736x1296mm. Autor zapewne nie ma pojęcia iż pliki wektorowe da się skalować bez problemu. Efekt mamy w pliku png, który waży, bagatela, 1,85 Giga! JPG ma wagę 62,6 MB, po skompresowaniu!

Przejdźmy do „Księgi Identyfikacji Wizualnej”, bo tam dopiero widać braki projektanta, jak na dłoni.

Na pierwszy ogień idzie symbolika i inspiracja. Czytam zatem o inspiracji herbem miasta Wąbrzeźno, gdzie orle skrzydło i pastorał biskupi. Poniżej dwa herby miasta. Po lewej starszy, po prawej obecnie używany. Przyznam, że nie bardzo rozumiem tę zmianę dobrego rysunku herbu na zły, ale to już odrębna bajka.

Wąbrzeźno dwa herby

Ok, można by zatem oczekiwać znaku wzorowanego na herbie, tym bardziej, że zaraz potem czytam: kształt znaku nawiązuje do klasycznej tarczy herbowej”. Nie wiem jakie tarcze herbowe dla autora są klasyczne i ile ich widział, ale ja jakoś nie znalazłem ŻADNEJ tarczy o takim kształcie, ani u początków heraldyki, ani w środku, ani współcześnie. Podobnie z pastorałem. Zatem inspiracja wyjściowa była, ale realizacja poszła w maliny.

Kolejna karta – opis barw – ograniczony się do RGB i CMYK, dokładnie w takiej kolejności. Czyżby znak natywnie projektowany był w przestrzeni RGB w Photoshopie? Na to wszystko wskazuje. Znak posiada także wersję monochromatyczną i tu zaczyna się robić śmiesznie – w kolorze grafitowym (CMYK 64/54/52/52). Jednak wersja prezentowana w księdze nie jest wersją monochromatyczną a achromatyczną, tyle, że z nadanym kolorem grafitowym, czyli trochę mono- trochę archomatyczna. Po co wprowadzanie kolejnego koloru „grafitowego”? Nie wiem. Standardowo korzysta się przy monochromatycznych wersjach z kolorów podstawowych znaku, lub szarości, a wersję achromatyczną przedstawia się w czerni. Obie wersje wyglądać powinny tak.

3 wersje znaku

Dość interesująco przedstawia się także strona z prezentacją tejże wersji. Autor ma wybitne trudności z typografią własnej pracy.

 strona księgi

Kwiatki w łamaniu tekstów opisowych mamy zresztą na każdej stronie, włącznie z wiszącymi spójnikami. Drobiazgiem jest, iż przy prezentacji samego sygnetu z opisem barw autor stosuje w księdze termin „logotyp”, choć plik nazwał „logo”.

Całkowicie brak strony z prezentacją wersji znaku – pełny znak z hasłem, znak skrócony, sygnet, ew. sam logotyp – i zaleceń ich stosowania co do czego. Są tylko dwie wersje znaku – sygnet i pełny znak z hasłem, oba w nazwie plików występują jako „logo”.

Pole ochronne zostało określone w opisie na stronie 10 księgi w taki sposób:

Szerokość pola ochronnego wyznacza kwadrat o bokach równych wysokości złotego trójkąta wpisanego w literę „W” od jego podstawy do wierzchołka”.

Autor zapewne nie łapie tego, że szerokość pola to pole samego znaku + określona dodatkowa przestrzeń wokół tegoż pola znaku. Zatem tak opisane przez niego pole było by dużo za małe by pokazać choćby sam sygnet w całości.

Na kolejnej stronie (11) znajdujemy co prawda rysunek z wyznaczonym prawidłowo polem (moim zdaniem sporo za małym), za to bez wskazania skąd te kwadraciki w narożnikach się biorą (przecież opisał stronę wcześniej).

 strona księgi

Przy okazji podpis tego rysunku jest dość dwuznaczny. Mamy bowiem pod rysunkiem „Minimalna wielkość logotypu. Skala 1:1”, zaś nieco z boku dodatkowe wymiarowanie (tylko nie wiadomo czego). I teraz pytanie, czy chodzi o podpis rysunku górnego z polem ochronnym, czy też o to wymiarowanie z boku? Jeśli zaś o wymiarowanie z boku, to w jaki sposób znak, przedstawiony wyżej, poziomy, da się wpisać w kwadrat o bokach 10×10 mm? Ano na dwa sposoby da się wpisać, po pierwsze przyjmując tylko wysokość znaku lub przyjmując tylko wartość szerokości.

znaki skalowane

Różnica między tak skalowanymi minimalnymi wielkościami jest spora i na dodatek z czytelnością zaczyna być bardzo kiepsko. Można także domyślać się, że może chodzić o wymiary samego sygnetu, ale czy w księdze znaku nie powinno być precyzji zamiast domniemań o co może chodzić autorowi w tej szaradzie?

Str 12 i kolejna ciekawostka – opis stosowania logotypu „na jednolitych tłach kolorystycznych”:

Stosowanie logotypu miasta na barwnych, jednolitych tłach w kontrze polega na kontroli spektrum nasycenia i iluminacji koloru”. To zdanie w stylu „nie musicie rozumieć o co chodzi, ważne że ja wyglądam na specjalistę”. A jednak zadam proste pytanie, bez czepiania się „spectrum” i „iluminacji”, jak wygląda „barwne, jednolite tło w kontrze”? Tego się raczej nie dowiemy, bo na kolejnej stronie, prezentującej znak kolorowy i „monochromatyczny” na tłach, mamy jedynie tła w szarościach. Za to brak wskazania na jakim tle można użyć wersji „monochromatycznej” w „graficie”.

Przejdźmy do karty „Czcionka” (str. 17, 18 i 19). Terminologiczne łamańce mamy już w tytule strony 18 – „Krój czcionki – podstawowy” a zaraz potem „ Podstawową rodziną krojów pism jest Marcellus.”, przy czym autor pisze o rodzinie prezentując jedną tylko odmianę – Marcellus Regular, bo innych zresztą ten font nie ma. To już ogranicza możliwości stosowania kroju w materiałach innych niż papeteria. Na kolejnej stronie (19) zamieszczono „Uzupełniający krój czcionki” z takim wprowadzeniem:

W wypadku konieczności zastosowania innego typu kroju czcionki podstawowej zalecany jest w pierwszej kolejności krój Marcellus SC.”

A to nic innego jak odmiana kapitalikowa Marcellusa i dopiero w tym momencie (Marcellus + Marcellus SC) możemy mówić o rodzinie, co zresztą jest wyjaśnione na stronie Google Fonts , gdzie font jest do pobrania. Autor ewidentnie ma problem z 3 terminami: czcionka, font, krój pisma. Ma też problem z opisem wielkości zalecanej fontu, stosując taki oto opis – „Wielkość czcionki 14 p / Odstęp 0” a przy mniejszym stopniu „Wielkość czcionki 10 p / Odstęp -10 (!?). Po co przy mniejszym stopniu pisma ma nastąpić ściśnięcie świateł międzyliterowych nie wiem, uzasadnienia jakiegokolwiek znów brak.

I tak docieramy do części, w której powinny być konkretne zastosowania znaku, tu nazywa się ona „Materiały biurowe”. Niestety wszystkie te materiały pokazano tylko na mockupach. Zero rysunków technicznych z opisem i wymiarowaniem. Taka prezentacja owszem może być pokazana, ale na etapie wyboru i akceptu znaku, nie w księdze identyfikacji wizualnej, chyba, że jako uzupełnienie rysunków technicznych.

Księga liczy sobie 28 stron (z okładkami), z tego 8 to mockupy, 2 strony okładkowe, 1 spis treści, 3 strony działowe, 1 strona po prostu granatowa (?!). Pozostałe 13 stron zagospodarowano parami – na jednej stronie tekst a na kolejnej rysunek. Pomijając merytoryczne błędy niezbyt to wygodne dla posługującego się księgą, tym bardziej przy braku wielu niezbędnych informacji.

Na koniec zostawiłem prawdziwą bombę – pliki realizacyjne (wizytówka, papier listowy, koperty. teczka ofertówka, notes i tabliczka informacyjna) zostały przygotowane i dostarczone zleceniodawcy w formacie PSD + podgląd JPG!!! Totalny odjazd.

plik realizacyjny w psd

To wyjaśnia dlaczego w części „Materiały biurowe” brak rysunków technicznych z opisem i wymiarowaniem a w zamian możemy pooglądać mockupy. Autor sobie po prostu nie poradził i zrobił unik.

Generalnie nasuwa mi się jeden wniosek – za identyfikację wizualną wzięła się firma z marnym o niej pojęciem, zatrudniła kogoś po taniości, nie będąc sama w stanie zweryfikować poprawności tak stworzonego znaku, jak i zawartości księgi.

Wniosek uzupełniający – Urząd Miasta Wąbrzeźno został wpuszczony w maliny i wsadzony na minę.

Nie idźcie tą drogą.


czegoś nie rozumiem

27 listopada 2019

W maju 2017 r. Teatr Kameralny w Bydgoszczy (w budowie) rozstrzygnął konkurs na symbol teatru. Na konkurs wpłynęło 68 zgłoszeń dając w sumie 150 projektów. Wygrała Maria Jankowska z Bydgoszczy pracą zatytułowaną „Teatr jest lustrem, w którym przegląda się świat”.

I miejsce Maria Jankowska

II nagroda – Patryk Wojcieszak z Bydgoszczy.

II miejsce Patryk Wojcieszak

III nagroda – Piotr Felszyński z Krakowa.

III miejsce Piotr Felszyński

Nagrodzone prace prezentuję za bydgoszcz.wyborcza.pl.

O jaki symbol chodziło w tym konkursie?

Na stronie ZPAP czytam anons o konkursie:

„Prezydent Miasta Bydgoszczy Rafał Bruski zaprasza do wzięcia udziału w konkursie
na formę plastyczną umieszczoną na elewacji frontowej budynku Teatru Kameralnego w Bydgoszczy, która stanie sie elementem identyfikującym obiekt.

Na stronie bydgoszcz.pl (oficjalny serwis miasta) mam dokonkretnienie:

„Zwycięski projekt zostanie umieszczony na elewacji frontowej budynku Teatru Kameralnego i stanie się symbolem tego obiektu.

Prace oceniane będą pod względem wartości artystycznej, czytelności symbolu i trwałości techniki wykonania. Za projekt, który wybierze jury przyznane zostaną trzy nagrody w wysokości: 5 tys. zł ( I nagroda), 3 tys. zł ( II nagroda) i 1 tys. zł (III nagroda). „

Sądząc po pracach laureatów słowo „symbol” oznaczało dla nich znak umieszczony na fasadzie.

Za Wiki:

„Rozróżnienie między znakiem i symbolem jest analogiczne do rozróżnienia między metonimią i metaforą[5]. Jeżeli jednostki komunikacyjne należą do tego samego kontekstu, są znakami, a jeśli należą do innych kontekstów, stają się symbolami.” za pl.wikipedia.org

A może jednak nie o znak chodziło? Bo minęły niecałe dwa lata i Teatr Kameralny, nadal w budowie, 25 listopada 2019 r. ogłosił konkurs na… logo teatru. Tym razem nagroda skromniejsza i jedyna – 3 tysiące zł dla zwycięzcy, z ewentualnie kolejnymi 3 tysiącami zł (brutto) za księgę znaku.

TK konkurs na logo

I teraz rodzą się wątpliwości, jak to będzie dalej.

Wariant pierwszy – na frontonie zrealizują nagrodzoną pracę Marii Jankowskiej a logo z nowego konkursu będzie odrębnym bytem, możliwe że całkowicie dalekim stylistycznie od wybranego już w 2017 symbolu teatru, co może tworzyć spory dysonans. Dziwna to może być koegzystencja.

Wariant drugi – bez dysonansu, projekt Jankowskiej do szuflady i jednorodne oznaczenie teatru nowym logo.

Wariant trzeci – poszukiwanie projektu logo najbardziej zbliżonego stylistycznie do już wybranego symbolu i tu mogą być schody niezłe, bo by się to zgrało najlepiej było by użyć pracy Jankowskiej, ale zastrzeżenie w regulaminie uniemożliwia jego ponowne pojawienie się, zresztą w takiej sytuacji cały konkurs byłby bez sensu.

Istnieje też możliwość (wariant 1+), że wybrany symbol stanie się jedynie ozdóbką a pierwsze skrzypce będzie grało logo i powstała na jego bazie identyfikacja.

Jak by na to nie patrzeć mamy dość mało klarowną sytuację – symbol vs logo.

PS 9.01.2020wyniki konkursu na logo/symbol Teatru Kameralnego w Bydgoszczy. Wygrał znak zaprojektowany przez Piotra Felsztyńskiego.

tru Kameralnego w Bydgoszczy


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi