Times New Roman Abramovich

7 grudnia 2019

Dom typograficzny Capitalics rozkręca nietypową akcję, zaskakującą, o szczegółach przeczytacie poniżej w informacji prasowej.

TNRA - Times New Roman Abramovich

INFO PRASOWE

Dom typograficzny Capitalics zaprojektował font Times New Roman Abramovich dla miliardera Romana Abramowicza

Dom typograficzny Capitalics wystartował z kampanią skierowaną do Romana Abramowicza, rosyjskiego oligarchy i miliardera. Celem kampanii jest zainteresowanie Romana Abramowicza specjalnie zaprojektowanym przez Capitalics fontem nazwanym…Times New Roman Abramovich (oficjalna nazwa „TNRA”). W kampanii wykorzystano m.in. fakt, że popularny font Times New Roman został objęty amerykańskimi sankcjami wobec Rosji, w wyniku których rosyjscy deweloperzy nie mają prawa go używać. Times New Roman Abramovich mógłby stanowić ciekawą alternatywę na przyszłość, biorąc także pod uwagę fakt, że Times New Roman to standardowy font wymagany przy tworzeniu rządowych dokumentów w Rosji.

Kampania prowadzona jest w Internecie (Instagram, facebook, youtube, twitter). Składa się z kilkunastu filmów i grafik prezentujących proces projektowania fontu oraz przedstawiających jego najważniejsze cechy i zalety, także w odniesieniu do najpopularniejszej czcionki wszechczasów, czyli Times New Roman. Filmy mają charakter otwartych listów do Abramowicza, które odsyłają do dedykowanej mu strony internetowej timesnewromanabramovich.com. Strona oprócz punktu kontaktowego dla Abramowicza, stanowi również agregat leadów do przyszłych klientów domu typograficznego pragnących posiadać swój spersonalizowany font. Niejasne jest ile wynosi koszt fontu Times New Roman Abramovich (TNRA).

Instagram:

https://www.instagram.com/timesnewromanabramovich/

Facebook:

https://www.facebook.com/timesnewromanabramovich/

Landing site:

https://timesnewromanabramovich.com

Youtube:

Film 1:

Film 2:

Filmy prezentujące poszczególne litery:

Trzymam kciuki za powodzenie akcji. Zobaczymy co Capitalics wywinie dalej, bo ma być dalszy ciąg, warto śledzić.


Jihomoravsky kraj

19 grudnia 2018

Najnowszy minimalistyczny wytwór prosto z Czech – logo dla Jihomoravského kraje (województwa południowomorawskiego), od studia Dorland.

Stare loga.

stare loga
Nowe logo.

nowe logo

Jak to ktoś słusznie zauważył symbolika bez dołączonego wyjaśnienia kompletnie nieczytelna, a i z dołączonym wydaje się mocno naciągana dla wytłumaczenia zabawy literkami. Zresztą sami poczytajcie:

„Logo Moraw:
• Podstawą logo jest czysta typografia, która łączy historię, teraźniejszość i przyszłość – możemy powiedzieć, że logo jest ponadczasowe
• m – typografia, słowo, litera, komunikacja obrazkowa (pisanie jest najpotężniejszym elementem)
• typografia – logotyp i całe Morawy Południowe zasługują na ciekawe krój pisma, znanego projektanta, który pracuje tylko w Najbrt Studio
• m – połączenie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości – 3 brzegi połączone w jednym punkcie
• m – wspólna ścieżka, która się rozwija – otwartość na nowe możliwości
• zakłada: unikalność, nowoczesność, tradycja, idee indywidualizmu, nieskończoność (opcjonalny), łagodność, swawola, różnorodność, spójność
• Przedłużenie linii litery M oznacza 2 rzeczy: 1. = Południowe Morawy Południowe, południowe Morawy, 2 powrót do korzeni
• m – słowa zaczynające się na literę M – plan, idea, muzeum, opcje, malownicze piękno, miłość, magia, międzynarodowy, mamuta, Mapa, Morava – rzeka, szufelka, Mikulov, Abyss Morawskiego Krasu, niebieskie piwnice …” mój dopisek do ostatniego punktu, żeby nie było, że po czesku wszystkie te rzeczy zaczynają się na literę M podaję oryginalny tekst: „plán, představa, muzea, možnosti, malebnost krajiny, láska, magie, mezinárodní, mamut, Map, Morava – řeka, kopeček, Mikulov, Abyss Moravský kras, modré sklepy …” za font.cz [tłumaczenie własne]

I tylko kraju żal.

Więcej znajdziecie tu – www.font.cz i tu –  www.lidovky.cz

Uzupełnienie za www.irozhlas.cz:

Kolorystyka, bo były niejasności, do obejrzenia w filmiku na stronie www.irozhlas.cz

kolorystyka znaku

Cena, niezła – ok. 2 mln koron czeskich czyli ok. 335 000,- zł


serduszkowe AVU

18 grudnia 2018

Akademia Sztuk Pięknych (Akademie Výtvarnýh Umění) w Pradze (Czechy) zaprezentowała swoją nową identyfikację, dość zaskakującą. Projekt studia 20YY Designers (Petr Bosák, Robert Jansa i Adam Macháček) został wybrany w dwuetapowym konkursie, zorganizowanym przez AVU we współpracy z CZECHDESIGN (czeskie stowarzyszenie grafików). Cała idea nowego znaku opiera się na zaprojektowanym na tę okazję kroju pisma z motywem serc umieszczonych w korpusie liter, cyfr i symboli, coś w stylu inktrapu.

„Od lat 90. instytucja posługiwała się logo zaprojektowanym przez prof. Milana Knížáka. Przedstawiciele AVU chcieli znaleźć kompleksowe i mocne koncepcyjne rozwiązanie odzwierciedlające misję i wartości tej prestiżowej artystycznej uczelni.” www.font.cz [tłum. własne]

Stary znak AVU.

stary znak AVU

Nowy znak AVU.

nowy znak AVUWarianty wielkości serca w literze.

warianty wielkości serca w literze

Prezentacja stosowania.

prezentacja stosowania

Ilustracje zaczerpnięte ze strony www.font.cz

„Nowa tożsamość AVU będzie żyła i ma potencjał do naturalnego rozwoju i transformacji. Projekt studia 20YY Projektanci oferuje pozornie prostą koncepcję opartą na autorskim kroju pisma i graficzną grę z ogólnie znanym motywem serca. Poprzez wykorzystanie tego specyficznego symbolu AVU jest w stanie nawiązać do tradycji i najnowszej historii, a jednocześnie transformacją przenieść się do chwili obecnej. „ www.font.cz [tłum. własne]

I jeszcze ciekawostka – stworzony font AVU ma być ogólnodostępny, do swobodnego użytku, w ramach „demokratyzacji i otwartości” (!?). Dziwne dosyć podejście.

Hmmm…. Przyznam, że po przejrzeniu prezentacji na stronie font.cz mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony modny minimalizm literniczy, z drugiej udziwnianie serduszkami. W sumie brak mi czegoś, jakiejś wizualnej kotwicy do zapamiętania, i mówiąc szczerze jestem na nie. Wydaje mi się, że te serduszka jakoś bardziej zaciągają walentynkami niż Akademią Sztuk Pięknych, są nieco plebejskim grypsem. Zaczynam odnosić wrażenie, że ostatnio powstające tego typu identyfikacje opierają się głównie na, w dużej mierze, siłowym poszukiwaniu nowoczesnej oryginalności, która niestety czytelna jest dla twórców, ale na styku z szarym odbiorcą znika jak sen złoty.


zagoniony zając

21 września 2018

Tendencja, czy może raczej trend, literniczego rozgrywania znaków firmowych przypomina mi coraz bardziej chińskie uniformy okresu rewolucji kulturalnej. Jeden nieomal krój z detalami tak minimalnymi, że wie o nich jedynie twórca uniformu – lekko nie ten odcień, kawałek szwu szarą a nie czarną nicią, nie zapięty guzik etc. Dziwnie zmierza to w takim właśnie kierunku i za chwilę okaże się, że tak naprawdę znakiem firmowym jest kilka liter obojętnie jakim krojem pisanych, bez dedykowanego tła. Wrócimy do korzeni, gdzie ważna była nazwa a nie jej zapis czy symbolika sygnetów, już całkowicie zbędnych. Z natłoku piktogramów wrócimy do czytania i wygrywać będą ci umiejący sylabizować. A może to jest właśnie cel jaki sobie projektanci tej fali stawiają – walka z analfabetyzmem wtórnym?

Z drugiej strony obudowuje się taki minimalistyczny przekaz całą ferią doznań wzrokowych tworząc styl marki. I tu już nie ma zmiłuj, nie wystarczy podświadome zakodowanie w pamięci jakiegoś znaczka, trzeba czytać i zapamiętywać konteksty. Miliony detali zaśmiecających szare komórki, zagracone jak garaż domorosłego amatora czterech kółek – od słoików po wekach po złamaną śrubkę, bo wszystko się przyda.

A mózg międli i próbuje znaleźć tę podkładkę nietypową, co na bank musi być a nie można znaleźć. Międli i rozmywa te wszystkie kolorystyczne niuanse, nakłada i międląc zlewa w czarną plamę. A plama, jak czarna dziura tężeje, rośnie, zasysa i pokazuje nicość naszych wysiłków.

il. Andrzej-Ludwik Włoszczyński

Z kosmosu mliardów znaków, piktogramów, ikon wracamy do alfabetu z jedynie 32 literami, ale ileż to daje możliwych kombinacji ich zestawienia. Znowu kosmos nieogarniony. I tak jak niewprawne, nieuzbrojone oko widzi świetliste punkciki, jedne większe, drugie ciut mniejsze, ale w sumie takie same. niewyróżnialne i nieodróżnialne. Utkane na tej białej czy czarnej apli zdawać by się mogło bez sensu i jedynie dla podniety poetów. Nie ogarniesz i nawet nie próbujesz, bo po co.

Wszystko już było, jak mawiał Ben Akiba. W miliardach projektów na tym bożym świecie przerobiono już wszystko lub prawie wszystko. Kształty i przebiegi krzywych zaczynają się powielać, z dostępnej skali kolorystycznej nie da się już wycisnąć nic odkrywczego, nawet czerń już jest najczarniejsza z czarnych. A każdy nowy dzień wita nas nowymi dokonaniami projektowymi, powstającymi z szybkością najnowocześniejszej linii produkcyjnej prezerwatyw. Miliony osłonek dziennie na nowe firmy, towary, inicjatywy i co tam da się tylko zaznakować. Część pęknie przy pierwszym użyciu, normalne.

A kreatywność mamy w genach, tak twierdzą specjaliści od ewolucji, zatem wystarczy ta drobina kreatywności plus narzędzia, komputer, oprogramowanie, i jesteśmy artystami, projektantami nowych osłonek, także tych powodujących ciąże niechciane i najzupełniej przypadkowe, pomimo ich wcześniactwa i ułomności wynikającej ze zwyczajnego chciejstwa a niemożności, połączonego z podkradaniem cudzych łakoci. Bo kto powiedział, że kreatywność to jedynie własna praca i przemyślenia? można przecież kreatywnie kraść. A kto sprawdzi w lesie z miliardem drzew czy się gdzie gałązki nie wycięło, a jak sprawdzi to mu pokażemy inne gałązki też urzezane. I co. puszcza zginie przez tę jedną naszą urzezaną witkę?

Z trendami jest jak z morzem, wrzucisz kamień kręgi się rozchodzą, im ciekawszy kamień tym szerzej. Czasem kamień tak smakowity, że fale rosną i przeganiają się rosnąc, tsunamieją. Ale zawsze jest jakiś brzeg a po nim kres tego rozprzestrzeniania, woda opada i spokojnieje do następnego tsunami, choć czasem bywa czkawka, wtórne rozlania, odtwórcze i markujące kreatywność. Piranie patrzą i czekają chwili.

A wracając do trendu z pierwszego akapitu, wróżę mu spore tsunami z wtórnościami do potęgi. Bo cóż to za frajda postukać w klawisze i gotowe do kasy, za piwo, za lizaka, każdy w końcu da radę, nawet totalnie akreatywny. Nawet uzasadnienie na tacy podane – bo największe znane marki…. Ale jest i pozytyw, może ten rozlany wtórnie trend nauczy choć alfabetu, sylabizowania a w końcu czytania. Idzie tu w sukurs coraz wymyślniejszy naming ojczysty, typu „Zagoniony Zając”, łatwo to poszerzać, ku pożytkowi utaplanych w trendzie piranii, i np. rozwijać nazwy w coraz dłuższe frazy. Może brakować tylko jeszcze jednego elementu tej nauki, najważniejszego – rozumienia co się czyta. Ale wtedy wrócimy do objaśniania obrazkami.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi