kroję z logotypu
12 lutego 2015Na potrzeby projektowanych logotypów powstawało czasem tylko kilka liter, wyrysowanych od zera, bywało, że jedynie 3-4. Przy takiej ilości znaków w logotypie wszystko da się zgrać bez problemu. A jak by to wyglądało w pełnym zestawie literniczym? Jakie możliwości przekształcenia tych kilku liter w krój? Postanowiłem sobie to sprawdzić, na dwu przykładach. Oba przykłady zrobiłem w ograniczonym zakresie, jedynie małe litery, tak jak w logotypach.
W ubiegłym roku zabrałem się za rozwinięcie do pełnego zestawu liter 4 literowego logotypu „bruk”.

Efekt tego można zobaczyć w szkicu poniżej, bo to jeszcze nie font, jeśli już to szablon literniczy, nazwałem go „Agnes”.
© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2015
Przykładowy skład Agnes
© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2015
W tym roku powstał logotyp „modo”, dla którego wystarczyło narysowanie 3 liter.
Efekt rozwinięcia tej idei, w komplet liter, na szkicu poniżej. Ten zestaw nazwałem „Filip”, pod wnuczka :)
© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2015
Rozwinięcie tych 3 liter, z logotypu „modo”, w komplet liter Filipa, pokazało parę dodatkowych możliwości zabawy z literą.
© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2015
Na razie zabawa trwa, kroję kolejne szkice Agnes i Filipa.
trend logotypowy
3 marca 2014Wraz z postępującym minimalizmem znaków graficznych obserwuję coraz częściej trend stawiający na rozgrywanie logo samymi literami i zastanawiam się ku czemu to zmierza, co daje pozytywnego a co gubi/traci w odbiorze tak zbudowany znak firmowy.
Sprawa jest dość skomplikowana wbrew pozorom. To trochę jak widzenie barw – przeciętny Kowalski, wbrew pozorom, nie rozróżnia zbyt wielkiej gamy odcieni, wyszkoleni specjaliści, a więc ludzie zawodowo zajmujący się kolorem lub wykorzystujący go w swojej pracy, postrzegają/rozróżniają tych odcieni wielokrotnie więcej. Mówiąc krótko, niuanse widzą na ogół specjaliści. Dokładnie to samo dzieje się z krojami pisma. Skład książki, zastosowany krój, jego kształt, ma znaczenie dla projektanta, dla czytelnika istotny jest przekaz/treść książki i ewentualnie łatwość czytania ciągów liter. Jest oczywiście jeszcze jeden aspekt, w wypadku książek wygląd ogólny całej publikacji, coś co możemy nazwać pięknem książki. Taka suma wrażeń wzrokowych z oglądania jej, przed czytaniem, na które składa się i pusty margines i wielkość kolumny tekstowej, i oczywiście zastosowane kroje pisma, ale też jakość papieru i druku. Pomijam tu książki w jakikolwiek sposób ilustrowane, tam dochodzą kolejne elementy, które, akurat w tym rozważaniu, są nam zbędne. Czy to zmienia w jakiś szczególny sposób postrzeganie kroju pisma w tejże książce, rozróżnianie go? dla przeciętnego czytacza nie, bo nie ma na tyle wprawnego oka by wychwycić niuanse budowy liter, nazwać. No może poza jednym – litera ma lub nie ma szeryfu.
A teraz zastanówmy się, jak powyższe wpływa i co zmienia w wypadku występowania tylko jednego słowa, jak w znaku. Tam mieliśmy bardzo długie ciągi liter, układające się w setki słów i zdań, tu tylko jedno słowo, o kilku/kilkunastu literach. Te kilka liter, postawionych samodzielnie i bez ozdobników dodatkowych, powinno dawać dużo większe możliwości wzrokowego odróżnienia , bez czytania słowa/nazwy, jednego ich zestawu od drugiego, łatwiejszego postrzegania różnic i owych niuansów budowy, pozwalających zapamiętać tak skonstruowane słowo/nazwę na bazie kształtu. Wszystko to, dla utrudnienia, musi przebiegać u odbiorcy w tempie błyskawicznym, jak to się dzieje przy postrzeganiu logo, a zatem w wartościach milisekundowych. Nie ma więc, tenże odbiorca, ani czasu, ani ochoty, ani zasobu wiedzy na analizowanie postrzeganego, czasem kątem oka, zestawu liter a czasem i przeczytanie słowa/nazwy.
O jakich niuansach mowa? Zobaczmy na przykładzie zaczerpniętym z logodesignerblog.com
Czy to już naprawdę wystarczy?
Nie jest żadnym odkryciem, że przeciętny Jan, Hans czy John, rozróżnia trzy grupy liter 1/z szeryfem, 2/ jednoelementowe, czyli bez szeryfu i o „stałej” grubości, 3/ ozdobne, w jakimkolwiek znaczeniu. I niby nie jest to nic odbiegającego od podziału, jaki mamy w typografii, ale tu pojawia się, dla dwu pierwszych krojów, etykietowanie pod jedną wspólną nazwą – mamy więc Arial i Times. To etykietowanie grupy krojów nie było by problemem, gdyby nie jedno ale, wymienieni Jan, Hans czy John określają tym samym mianem każdy krój pisma z danej grupy. Nie odróżniają niuansów budowy między nimi, zatem wszystkie są Arialem lub Timesem, pomijając naturalnie kroje ozdobne ze słynnym Comic Sans. Koniec i kropka.
Na razie rozważaliśmy słowo nazwę jako taką, zestaw liter do przeczytania, ale sprawa komplikuje się w wypadku znaku firmowego, opartego tylko na literze. Z jednej strony mamy, po stronie projektanta, wiele możliwości zbudowania z nich znaku, na różne sposoby, od przekształceń tychże liter w jeden spójny kształt, np. liścia, po operowanie przestrzenią ujemną, pustym obszarem między literami, dla stworzenia kształtu wpisanego, vide FedEx. Tak zbudowany znak będzie miał swój charakterystyczny kształt, odróżniający go od innych znaków. Ale co jeśli z tych możliwości zrezygnujemy, ograniczymy się do budowania znaku w oparciu o litery wybranego kroju, postawione, jak należy, na linii bazowej? Na ile niuanse budowy litery w tym właśnie kroju są, same z siebie, dać w efekcie znak odróżnialny i charakterystyczny, pomijając charakterystyczność nazwy? Każdy zestaw liter, słowo, ma oczywiście swój charakterystyczny kształt wynikający z kształtów zastosowanych liter, ale, w wypadku znaku firmowego, nazwy firmy, możemy mieć z jednej strony podobieństwo nazw, z drugiej zaś brak owego odróżniającego elementu na pierwszy rzut oka. Jest problem, dla odbiorcy komunikatu, musi czytać. Skomplikujmy sprawę bardziej – tak zbudowane znaki pojawiają się czasem w szerszym zestawie np. jako znaki sponsorów. Odróżnialność jednego od drugiego właściwie żadna, żaden element nie powoduje przyciągania wzroku do „naszego” znaku, jak na stronie tekstu w książce, wielość słów złożonych jednakowym, lub prawie jednakowym (nie wnikamy w to czytając) zestawem liter. Ale przecież budując znak dążymy do tego, by możliwie najbardziej przyciągał wzrok, rzucał się w oczy, właśnie nasz, nie inny. Sprzeczność. Z punktu widzenia odbiorcy, bez szkody dla efektu końcowego, taki zestaw np. znaków zbudowanych na bazie krojów jednoelementowych, o podobnym ciężarze, moglibyśmy puścić jednym, także jednoelementowym, krojem np. Arialem. W końcu i tak musimy, jako odbiorcy, czytać te słowa/nazwy firmowe. Oczywiste jest iż specjalista sobie poradzi, rozróżni, ale ile firm, które poszły drogą owego trendu, ma w swoim targecie specjalistów/pasjonatów od typografii?
Na koniec, jako puenta, krótki cytat z Adriana Zwolińskiego znaleziony gdzieś w sieci:
„Stara prawda mówi, że człowiek lubi chodzić na skróty – im bardziej specjalistycznej wiedzy potrzebuje, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że poszuka jej u osoby, która nie jest specjalistą.”
Czy zatem zmierzamy wprost do źródeł i prezentowania nazw firmy ze składu, z rozróżnieniem tylko na dwie z trzech, wyżej przywołanych, grup krojów pisma (szeryfowe/jednoelementowe)? Już nie do postrzegania kątem oka a do czytania?
Doyald Young
2 kwietnia 2013Od Jacka Białeckiego dostałem link do wywiadu z nieżyjącym już projektantem Doyaldem Youngiem (1926-2011). Warto poświęcić 42 minuty, tyle trwa ten wywiad a właściwie opowieść Doyalda Younga o projektowaniu kroju pisma i znaków literniczych (logotyp).
Warto także zajrzeć na stronę doyaldyoung.com
2 zestawiania
6 stycznia 2013Początek nowego roku, jak zwykle, przynosi różnorakie podsumowania, rankingi, zestawienia i przeglądy, tego co się zdarzyło w roku wcześniejszym, ale nie tylko. Proponuję więc i ja, zamiast własnych podsumowań, dwa takie ciekawe materiały.
1.
„2012 in review”
The Branding Source prezentuje zestawienie nowych logo, jakie pojawiły się w roku 2012. Mimo sporego zestawu, ok. 180 znaków, nie są to naturalnie wszystkie, jakie powstały w roku ubiegłym , a jedynie te prezentowane na ich stronie. Jest i akcent polski w postaci PZU, jest też logo bardzo podobne do nowego znaku Muzeum Narodowego w Warszawie.
2.
„The 100 best typefaces of all time”
To naturalnie zestawienie najlepszych krojów wszechczasów z Helveticą Maxa Miedingera z roku 1957 na miejscu 1, jak ten czas leci…. Na drugim miejscu Garamond Claude’a Garamonda z roku 1530, tak, tak. Trzecie miejsce zajął Frutiger Adriana Frutigera z roku 1977… resztę zobaczcie i poczytajcie sami.
O miejscu i wyborze krojów zdecydowało Jury w składzie: Roger Black (Danilo Black, Inc., USA), Stephen Coles (Typographica, USA), Jan Middendorp (Publizist, Berlin), Veronika Elsner (Elsner + Flake, Berlin), Bertram Schmidt-Friderichs (TDC, Mainz), Ralf Herrmann (TypoForum, Weimar), Claudia Guminski (FontShop, Marketing, Berlin).
Dorzucę jeszcze wróżenie z fusów czyli trendy w projektowaniu na rok 2013 z Creative Bloq
„Design trend predictions for 2013”