rozmyślania pod choinką

27 grudnia 2010

Przyglądając się historii świata, postępowi cywilizacji, trudno oprzeć się wrażeniu, że w równym stopniu rządzi nim inspiracja na spółkę z plagiatem. Ta pierwsza część dawała podstawy do rozwoju myśli i rozwiązań, drugi element zaś, plagiat, chwałę „nowym odkrywcom”. Przesadzam? niekoniecznie, bo spójrzmy na takie odkrywanie Ameryki przez Kolumba. Nie idzie tu nawet o to kto był pierwszy i kiedy. Sprawa jest dość prosta – jak odkryć coś, co nie tylko odkryli inni, ale i podali na tacy, w postaci map. Czy rzeczywiście Kolumb nie wiedząc tylko zakładał, że tam musi być droga do Indii? A może jednak dokładnie wiedział grając znaczonymi kartami, na co są dowody, że nie tylko jest tam droga do Indii, ale i osobny kontynent na tej drodze. Ba, wiedział również jakim kursem można się do niego dostać. Nie jest przecież tajemnicą że mapy całego świata, tak tak, z wyrysowaną Australią, Amerykami i Antarktydą, a takoż Arktyką na dokładkę były dostępne PRZED jego odkrywczą wyprawą, wraz z całym zasobem instrumentarium astronomicznego (np. tablice efemeryd astronomicznych) potrzebnego do zrealizowania owej podróży.

Ot, wystarczyło wykorzystać dostępną wiedzę nie ujawniając skąd wiemy. Dochodzi więc jeszcze jeden element – prawdy, o którą tak zaciekle toczymy czasem boje, ale jednocześnie nie bardzo nam widać bywa wygodna ta cała prawda i tylko prawda, to ją sobie dobieramy, dokrawamy, wedle założeń nam pasujących, pozostałą zbędną część zamiatając chybcikiem pod dywan.

No bo, skoro już o Kolumbie i odkryciach, jakże się tu przyznać że inni coś nam podarowali, a my tylko potrafiliśmy z tego skorzystać? Podarowali, ot po prostu podzielili się własną wiedzą, szeroką i na wysokim poziomie, amy sobie najsampierw to cichcem przetłumaczyliśmy, nie mówiąc broń boże skąd to i kto autorem,podpisaliśmy własnym nazwiskiem i leci. A potem kolejny autor rzecz przekopiował ciut lepiej zilustrował i leci…. Kolejni coś dołożyli własnego, rozwinęli i tak z plagiatu gładko przepłynęliśmy do inspiracji, gubiąc z rozmysłem pierwotnych autorów. Jakby ktoś miał wątpliwości wystarczy sprawdzić kolejność pojawiania się map, dostępnych przed wyprawą Kolumba, i zawartą w nich wiedzę, a także zastanowić się skąd np.  Niemiec nie znający morza ni kartografii nagle objawił światu zaskakującą dokładną mapę świata. Geniusz i jasnowidz ?  No, ale wtedy nie było internetu i odkrycie plagiatu, czy zapożyczenia, nie było ani tak proste, ani tak jednoznaczne do wykazania.

Czytam sobie podchoinkowego Gavina Menziesa „1434 rok, w którym wspaniała chińska flota pożeglowała do Włoch i zapoczątkowała renesans” i patrząc z naszej perspektywy dziwię się jak można było podarować za friko i bez tantiem całą furę wiedzy. Mało furę podarowali, bo statki całe wiedzy wszelakiej, zebranej przez tysiąclecia funkcjonowania Państwa Środka, skondensowanej i przebranej, i to wszystko innemu, obcemu państwu. Zadziwiające z naszej, zapatrzonej w prawa autorskie i wynalazcze, perspektywy. Ot, przywieźli i podarowali, jakby nigdy nic. A my to skrzętnie nie tylko wykorzystaliśmy, ale i równie skrzętnie i chętnie zapomnieliśmy od kogo dostaliśmy. Dzięki temu to my białasy europejskie, takie sprytne i genialne,  mienimy się autorami i odkryć, i wynalazków różnistych. Dziwny ten świat. Ale też patrząc na tę historię, w tym akurat momencie, trudno uznać że to był jedyny taki transfer, choć na pewno najlepiej poświadczony. Trudno się też dziwić chińskiemu pożyczaniu dziś nowych technologii z Europy, toż odbierają sobie, poniekąd to co podarowali. Takie machniom –  my wam, wy nam. Czy oni, darowując to wszystko, byli tacy głupi? Raczej nie. Było to dokładnie przemyślane, przygotowane i zrealizowane przedsięwzięcie z długoterminową perspektywą korzyści, dla nich.

Kołacze mi się w głowie taka wątpliwość – czy zatem te nasze ochrony praw autorskich i wynalazczych nie są aby hamulcem postępu w każdej dziedzinie? Marnowaniem czasu na wymyślanie kolejnych takich samych kół, ale ciut innych, bo patenty, i ciągłym odkrywaniu dawno odkrytych lądów…. Najśmieszniejsze ze powyższa para plagiat + inspiracja funkcjonuje nadal z dobrym skutkiem, z dobrym, bo nie tylko jest to jeden, jedyny, zły skutek w postaci naruszenia cudzych praw. Zdawać by się mogło, że wszystko to bardzo dalekie od projektowania, corporate identity itp. spraw i właściwie jedyny związek to li tylko nasze współczesne podniecenie na widok kolejnego „kradzionego” czy daleko za bardzo inspirowanego znaku. Warto jednak zerknąć wstecz i zauważyć, że od początku mamy ten dualistyczny kod wpisany w design, czy się to nam podoba czy nie….

Słychać, że nic nie słychać – jak mówi moja żona. Dlatego dobrze słychać, jak nasze słychać.

PS (28.12.10) mały dodatek autorstwa Szymona Wanatowicza, zaczerpnięty z Goldenline:

A no prawdziwe to…hmmm…..
Czytając „rozmyślania pod choinką” przypominał mi się inny bardziej współczesny przykład.
Odsyłam do fotografii, którą zamieściłem niedawno na Facebooku.
Krótko mówiąc, był sobie taki Xerox – system „okienkowy”, o którym dość łatwo świat zapomniał. Dzisiaj powszechnie się uważa, że koncepcję intuicyjnego, okienkowego systemu stworzyła firma Apple, a zły Microsoft ukradł ideę. Niestety, to firma Xerox dała początek myśleniu o systemie operacyjnym w kategoriach graficznych. Jak to mówi mądre przysłowie: kłamstwo, (czytaj też drobne przekłamanie) często powtarzane staje się prawdą.
„Co najmniej jedna trzecia prac dyplomowych powstaje z naruszeniem norm etycznych. Plagiaty i autoplagiaty to zmora uczelni. Skandale zamiata się pod dywan.”

ERA „docenia” ASP

15 kwietnia 2010

Konkursy na znak potrafią jednak człowieka rozbawić do łez.
Oto ERA ogłosiła konkurs na redesign swojego znaku. Dla studentów, absolwentów i profesorów ASP. Pomijam że, jak zwykle, mamy do czynienia z ostrym przegięciem w regulaminie – KAŻDY uczestnik pozbywa się na jego mocy praw majątkowych do projektu na rzecz ERY. Nie pierwszy to i nie ostatni wypadek konkursowy i olewanie praw Twórców, sorry, pozyskiwanie za friko cudzych pomysłów.

Ciekawsze, a wywołujące mój śmiech,  jest co innego. Na zapytanie jednego z zainteresowanych konkursem, dlaczego to to tak z tym przejmowaniem praw każdego uczestnika,  przedstawiciel ERY wyjaśnił tak oto:

„Konkurs skierowany jest do studentów, absolwentów i wykładowców Akademii Sztuk Pięknych.
Profesjonalni twórcy biorą udział w konkursie, który ma formułę zamkniętą (do konkursu zaproszono wybrane agencje graficzne).”

No i sprawa prosta jak drut, wychodzi, jakby na to nie patrzeć,  że absolwenci i profesorowie ASP to nie są profesjonaliści. Hahahaha. Pogratulować docenienia ASP.

O przejęciu praw majątkowych od każdego uczestnika naturalnie ani mru-mru.


Złodziej żąda

15 sierpnia 2009

Otrzymałem właśnie mailem dictum takie:

Natychmiast proszę usunąć te informacje, które są w 100% nieprawdziwe. Nigdzie na aukcji nie jest napisane, że jestem autorem któregokolwiek z tych prac. Są to tylko przykłady jak logo może wyglądać, informacja dla ludzi nieobytych zbytnio z grafiką i niewiedzących czym, tak właściwie jest logo. Materiały tam przedstawione są tylko w charakterze informacyjnym i nigdy nie proponowałem ich na sprzedaż. Jest to publiczne oczernianie (między innymi za użycie słowa „złodziej” i wyciągne odpowiednie kroki prawne jeśli wpis nie zostanie natychmiast usunięty. Mało tego – żądam publicznych przeprosin na Pańskim blogu! Daję Panu czas do poniedziałku , godz. 12:00 . Będę śledził bloga i w tak jak wspominałem nie zawacham się użyć środków prawnych.

Z poważaniem
Przemysław Schmelter,
Tel: 697 423 327

STUDIO-PRZEM
Małe Łunawy 3
86-200 Chełmno
www.studio-przem.pl

Wytłuszczenie w mailu moje, a poniżej fragment zrzutu aukcji.

Moja odpowiedź:

Czekam na oficjalne i publiczne przeprosiny w trybie natychmiastowym, jak i pozostali autorzy oraz firmy posiadające prawa do znaków, które to prawa zostały ewidentnie naruszone.
Andrzej-Ludwik Włoszczyński


Autor-klub 1:0

14 grudnia 2008

Kolejny proces o prawa autorskie potwierdza że normalniejemy, ale też że przeświadczenie ” lekko się zmieni i nikt się nie przyczepi” w narodzie nie ginie. Stracili licencję na własne logo? to sobie podretuszowali i git. Tylko autor był upierdliwy i powiedział basta.

W roli głównej, niewiniątka, klub sportowy Czarni Słupsk. W roli schwarz charakteru autor logo Tomasz Smoczyński. Scenariusz napisało życie. W skrócie wyglądało tak: w 2000 r Smoczyński zaprojektował logo w zamian za reklamę swojej firmy. Znaczy była sprzedaż wiązana i licencja. Klub przestał reklamować to licencja wygasła. Klub wyszedł z założenia że nie ma się co przejmować, poprawił ciut logo i po sprawie.

Ale nie było „po sprawie” a przed sprawą, bo autora poniosło… do sądu. No i wygrał, jak na razie, ze zacytuję za probasket.pl

Sąd Okręgowy w Słupsku przyznał dzisiaj rację Tomaszowi Smoczyńskiemu i nakazał klubowi usunąć logo ze wszystkich materiałów reklamowych, gadżetów, biletów, zaproszeń na mecze, ze strony internetowej, tablic do kosza czy nawet parkietu i strojów koszykarzy. Klub ma przeprosić Smoczyńskiego na piątkowych pierwszych stronach sportowych Rzeczpospolitej i Głosu Pomorza, zamieścić przeprosiny na swojej stronie internetowej i nadać je w czasie transmisji meczu koszykówki w Radiu Koszalin.

Bardzo interesującą linię obrony przyjął aktualny prezes klubu:

Prezes Czarnych Andrzej Twardowski już przy okazji poprzednich rozpraw mówił, że pan Smoczyński „nie wniósł ani twórczego, ani intelektualnego wkładu w powstanie logo, tylko je narysował”.

A tak pan prezes skomentował wyrok

„I tak już mamy nowe logo. Pantera z niego nie znika, bo ona nie jest autorstwa tego pana”.

Cuś mi się widzi, że może być dalszy ciąg rozgrywki

Na koniec zostawiłem ciekawostkę, dla tych co niedopatrzyli.

.

Że znak trudno nazwać dobrym to fakt, to że autor nie do końca rozumie, o co chodzi w projektowaniu znaku, też widać – po raz pierwszy spotykam znak oznakowany autorstwem. Autor  umieścił w znaku (!!!) copyright (!!!).

Źródła:
.naszemiasto.pl
.polskikosz.pl
onet.pl
sportowefakty.pl
gp24.pl
blog „zezowate szczęście”
probasket.pl


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi