grudzień 2011

9 stycznia 2012

Szybciutko i skrótowo, ciekawe wydarzenia z grudnia 2011 r., anonsowane wcześniej, na bieżąco, na fanpejczu. Zaczynamy:

Był konkurs na hasło banku PKO, ale, jak to zwykle bywa, czeguś nie dopatrzyli, w regulaminie, czeguś nie sprawdziło żury i… wtopa, nagrody, wysokie, dostały… plagiaty. Wesoło jest.


Po co miastu logo? ano, czasem by wydać pieniądze, by z braku pieniędzy oraz pomysłu włożyć je do szuflady, aż się uzbiera pieniądze na jego wykorzystanie. Tę nowatorską metodę promocyjną zastosował Olkusz ze swoim logo, ma szanse się upowszechnić.


Poważna rzecz, konkurs na logo Muzeum Narodowego.

Tym razem chwalę, z przyjemnością, nową inicjatywę STGU – konkurs na system oznakowania bibliotek, i mam nadzieję również chwalić tego konkursu rezultaty.


Chyba będzie nowa identyfikacja paryskiego Luwru, zaproszenie do składania wniosków już jest.


Rebranding. Zmiana AGIP na ENI


info dla Katowic i okolic, z uwzględnieniem przyjezdnych – Ten years after. Lechwar & Kipka, Galeria Ateneum, Katowice, ul. 3-go Maja 25. Powisi do połowy stycznia.
Zajawka z facebooka


Coś do poczytania, o sztuce recyklingu plastiku, a może Sztuce recyklingu…


Czeski Kolin ma logo, autorzy: Honza Švarc, Michal Koubský i Jirka Novák.

Kolin logo


Z kolei w czeskim Rychnov wybierają logo, jak u nas, przez głosowanie.


Nowe logo Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze.

Teatr Lubuski logo


ATA, Air Transport Association, zmienia nazwę i logo, na Airlines for America.

Airlines for America logo


Raport o identyfikacji wizualnej star-upów, czyli jak napisać parę banałów, w stylu „logo mało ciekawe”, i nazwać szumnie Raportem.


Od Mateusza Kurletko  link do poważnego raportu o e-usługach.


Book is book…


LEGO Braille Typo.


Ładny krój Cassannet, w sam raz do mojego projektu „system PL” , który pokazywałem na blogu.


Ważne dla DTPowców. Henryk Jursz uwalnia skrypty. Na temat UseMyTyPo poczytajcie u Roberta Chwałowskiego.


Trend a la Melbourn trwa. Nowe logo i identyfikacja miasta Burghausen.

Burghausen logo


Ekskluzywność małego ? Prezerwatywy od Louis Vuitton.


Najgorsze identyfikacje 2011
, według Brand New.


Czechowice-Dziedzice, te od trefnych zapisów w regulaminie, w tempie ekspresowym mają logo. 10-osobowa komisja wybrała z pośród 400 prac zwycięzcę w jeden dzień. Termin składania prac był do 20 grudnia. Informacja o wygranym projekcie już 22 grudnia. Jak to z zapałkami, robota paliła im się w rękach :)

Czechowice-Dziedzice logo


Lemniscate, ozdobny krój autorstwa Rosy Gorolovej, zupełnie za free.

krój Lemniscate, Rosa Gorolova


Kolejny kandydat, do organizacji olimpiady 2020, przedstawił logo – Baku, Azerbejdżan

Baku logo kandydata


Wietnam dopiero co pokazał nowe logo promocyjne kraju i… już ma nowy projekt znaku promocyjnego.

Vietnam nowe logo promocyjne


Praha – 12 dzielnica wybiera swoje logo. Nie tylko u nas, jak widać, rozdrabnianie ze znakami promocyjnymi trwa. Pocieszające, że za jakiś czas, efekt wahadła, będzie ich konsolidowanie w jeden.

znaki dla dzielnicy Praha 12


Wracając do nowego logo Łodzi. Jest okazja pooglądania 10 innych propozycji znaku dla Łodzi, niestety, trzeba przyznać wieje sztampą i naśladownictwem, a i amatorką miejscami. To co wybrano raczej konkurencji nie miało, chyba że są perełki w projektach nieopublikowanych, do obejrzenia osobiście w UM Łódź.


Royal Mail pokazała olimpijskie znaczki pocztowe.

znaczki pocztowe z okazji olimpiady Londyn 2012

Fot. MailOnline


witacze a estetyka

8 stycznia 2012

Nowy Rok jednak zaczyna się dość okrutnie i co rusz podsyła korespondencję, powiedzmy sobie szczerze, nie napawającą optymizmem. Dostałem prośbę o komentarz do kolejnych witaczy, a może straszaczy, ale oddajmy najpierw głos autorowi, który sprawę wyłuszczył szczegółowo:

Witam,
Śledzę pańskiego bloga od dłuższego czasu, może niezbyt regularnie, ale wracam do niego i staram się nadrabiać zaległości. Dlatego też pomyślałem, że zainteresuje Pana to, co się dzieje właśnie w Bydgoszczy.

Mieszkańcom przedstawiono projekty „witaczy”. Muszę przyznać, że patrząc na te obrazki, najpierw pomyślałem, że to pomyłka, chwilę potem, że przygotował je przysłowiowy „kuzyn prezesa” – tym większe było moje zdziwienie (a i niesmak), gdy dowiedziałem się, że projekty wykonał plastyk miejski – Jacek Piątek ( „jacek piątek artysta plastyk / chcę żyć chcę tworzyć”).

Siedzi Pan? Zatem:
http://www.bydgoszcz.pl/ [żeby łatwiej było zrozumieć, o czym mowa, wstawiam zestawienie projektów – dop. alw]

projekty witaczy Bydgoszcz

Podobno zadaniem osoby pełniącej obowiązki na „samodzielnym stanowisku d/s estetyki miasta” jest (cytuję za www.bip.um.bydgoszcz.pl/):

1) opiniowanie pod względem plastycznym projektów małej architektury, pomników, innych dzieł plastycznych, ogrodzeń, kolorystyki elewacji oraz urządzeń umieszczanych w miejscach publicznych np. reklam,
2) współpraca ze środowiskiem plastyków,
3) konsultacja wewnątrzurzędowa i wewnątrzwydziałowa w powyższym zakresie oraz współpraca z jednostkami  planowania przestrzennego i gospodarczego na terenie Miasta.

Czy powyższe słowa tyczą się zatem jedynie projektów zgłaszanych przez firmy zewnętrzne? A może to, że przedstawione mieszkańcom „witacze” wyglądają, jak wyglądają, to kwestia braku samokrytyki pana plastyka?

Jestem ciekaw Pana opinii, może znajdzie Pan chwilę, by zanalizować ten przypadek na swoim blogu, może zopiniuje Pan to krótko odpowiadając na tę wiadomość. Nie bardzo wiem co zrobić w tej sytuacji – wiem tylko, że jako mieszkaniec Bydgoszczy nie mogę tego tak zostawić. A może przesadzam?

Na koniec, pozwolę sobie zacytować słowa pana Piątka (z wywiadu dla MMBydgoszcz w maju 2011 – vide www.mmbydgoszcz.pl):

„Ani przepisy ,ani urzędnicy nie poprawią estetyki naszego miasta jeśli my wszyscy mieszkańcy nie zaangażujemy się w wspólne jej świadome tworzenie.”

będę wdzięczny za odpowiedź,
pozdrawiam serdecznie
MK

Smutne. Zanim jednak odpowiem na pytania, na ile potrafię.

Mam wątpliwości, duże, czy projekty wykonał plastyk miejski, z racji ich stylistyki tych prezentowanych projektów, ale gdyby tak było, że  jednocześnie będący ich opiniodawcą jest projektantem, to byłoby bardzo, mówiąc eufemistycznie, dziwne, co najmniej, kłania się pojęcie „sprzeczności interesów”. Mam wrażenie, jednak, że to pospolite ruszenie producentów, owych konstrukcji, z projektem w cenie.  Nieważne  jednak  kto robił, istotniejsze co wyszło. Z pokazanych projektów wychynęła nie tylko niemoc twórcza, ale, co gorsza, brak zrozumienia dla roli herbu i znaku promocyjnego. To ostatnie, znaczy logo Bydgoszczy, dawno już zaliczono w poczet koszmarków radosnej twórczości. Można by po projektach oczekiwać większego wyczucia i estetyki, nomen-omen od niej jest plastyk miejski, a także  znajomości  ról pełnionych przez znaki.  Nie wspomnę też o roli jaką ma/powinien spełniać sam witacz. Bo konia z rzędem temu, kto mi udowodni mi, że dla tych projektów ktoś robił jakiekolwiek badania postrzegania, także w ruchu, w konkretnej lokalizacji.

Na marginesie, zastanawia mnie wizja pylonu z rękoma, co artysta miał na myśli mogę się domyślić, ale co odczyta widz mniej domyślny? Bydgoszcz miastem ludzi o czystych, ale i skrwawionych rękach?  Czy to aby na pewno promocja pozytywna? To ostatnie pytanie zresztą pasuje do wszystkich projektów, może więc, zgodnie ze stanowiskiem, od estetyki, należało owe projekty, po prostu, ciepnąć w kosz miast prezentować publicznie?

Jest tu też i aspekt szerszy, który obserwować można nie tylko w Bydgoszczy, czyli promowanie się z zerową strategią promocyjną co na początek objawia się powstawaniem znaków promocyjnych na bazie li tylko pomysłu na ich konkursowe pozyskanie, bez oparcia w jakiejkolwiek sformułowanej strategii. A dalej już jakoś leci, skutkuje to bowiem dalej upychaniem owego logosa na różniaste, przypadkowe i jednorazowe, sposoby, tam gdzie trzeba i nie trzeba, raz zamiast herbu, raz obok, bo i o różnej funkcji obu znaków też nikt nie myśli i nie zamierza.

Kolejne witaczowe realizacje, oparte na standardowych pylonach, bo taniej, ale nie tylko, z jednej strony pokazują modę, trynd, władz samorządowych do łatwego ozdóbkowania nie mający za wiele wspólnego z przemyślaną promocją. Z drugiej strony niemoc twórczą lub nadmiar artystycznych wizji u projektantów daje efekty wizualne na miarę strachów na wróble, tylko w większej skali. Z trzeciej jednak daje pracę i zarobek mnożącym się jak myszki agencją produkującym owe pylono-witaczo-strachy, z ofertą projektu w cenie. Żyć trzeba.

Marzy mi się, by, jak w bajce, przyszedł jakiś Wyrwidąb i powyrywał te wszystkie kiczowate strachy, z obrzeży dróg krajowych i lokalnych, te wszystkie witacze i reklamy kolosy, co i rusz ogromniejsze. Krajobraz byłoby nareszcie widać, jak na dłoni, ten nasz, polski, urokliwy, i gościom go pokazać nie byłoby wstyd.

Marzenia jak ptaki, latają, jak nie pada…


Lodz Airport

21 grudnia 2011

Port Lotniczy w Łodzi zmienia swoje logo.

Autor: Iwona Kasperkiewicz.

„- Projekty nowego znaku są bezpośrednim odniesieniem do logo miasta Łodzi i województwa łódzkiego.
Bieńkowska dodaje, że głównym założeniem projektowym było stworzenie takiego znaku, który będzie harmonijny ze strategią komunikacji naszego miasta i regionu.”

Wygląda pomału na to, że Łódź umocni zaklęty krąg Strzemińskiego i kolejne znaki eksplorować będą jego alfabet do całkowitego zgrania. Przesadzam? obym się mylił, choć biorąc pod uwagę łatwość wykorzystania tego gotowca, nawet przy braku pomysłu, oraz łatwość dopisania ideo o spójności ze znakiem promocyjnym Łodzi, scenariusz więcej niż prawdopodobny. Że to łatwe pokazuje czas potrzebny na pojawienie się nowego znaku, długo bowiem nie trzeba było czekać kolejny na znak strzemińskopodobny. Oba znaki dzieli raptem 2 tygodnie, licząc między jedną a drugą prezentacją.

I pewnie można by i o tej spójności dywagować, gdyby nie jedno, a może dwa, ale. Otóż sprawa pierwsza – różni autorzy, a więc zapewne i różne wizje rozegrania znaku. Choć, być może, niepotrzebnie się martwię i jedno będzie naśladować drugie, dla spójności Panie, dla spójności, czyli w celu wyższym.

Sprawa druga – mam jednak wrażenie, że w obu wypadkach problem będą mieli odbiorcy sztuki wyższej w dziedzinie logo. Permanentna powtórka z alfabetu Strzemińskiego, znudzeni niezrozumieniem idei awangardy i zakałapućka zamiast tworzyć w pamięci zwarty pozytywny kod. Po pojawieniu się zaś kolejnych znaków w tym trendzie może być duży problem z przypisaniem co czyje co jest czyje.

Znak Portu, w przeciwieństwie do pierwszego, logo Łodzi, jest bardziej zwarty i łatwiejszy do zakodowania, ale, paradoksalnie, może to mieć wpływ na dzielenie i nieprawidłowe kodowanie znaku głównego Łodzi, jako zbioru znaków trudno zapamiętywalnych w całości.


I wreszcie, na koniec, nurtujące mnie pytanie – skoro tak, czyli nawiązanie do wcześniejszego znaku promocyjnego Łodzi, to czemu w tym nawiązaniu jest Z, ostatnia litera nazwy miasta po angielsku, a nie Ł, pierwsza litera, lub choćby L, skoro to wersja angielska logotypu ?


Łódź 2 polemika

11 grudnia 2011

Polemika adwokata diabła.

Na swojej stronie odniósł się do nowego logo Łodzi Adam Jarecki, pewnie machnąłbym ręką, gdyby nie dziwność, weryfikacji jaką zastosował Autor, przy pomocy też dziwnych czasem tez Piotra Sajnoga:

Nowe logo Łodzi łamie cztery z pięciu podstawowych zasad dobrego logotypu. Daje radę tylko z jednym.

Sprawdźmy.

1. PROSTOTA
Prostota logo czyni go łatwo rozpoznawalnym, uniwersalnym i łatwym do zapamiętania. Powinno zawierać w sobie unikatowe elementy ale z drugiej strony nie powinno być „przerysowane”. [w znaczeniu nadmiaru formy – przyp. AJ] Tymczasem nowe logo Łodzi jest nieczytelne, niezrozumiałe, wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu.

No i mamy pierwszy pasztet, bo niby chodzi o prostotę formy, ale wyciągana jest unikatowość. Na dodatek nie może zawierać „nadmiaru formy” – tyleż to stwierdzenie prawdziwe co bałamutne, vide logo Bahamas zawierające więcej tej „formy”, niż to łódzkie, i w niczym to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie. Prosta formy niekoniecznie przekłada się na czytelność – tu akurat forma (liter) jest aż za bardzo prosta, a czytelności brak. Z kolejnym stwierdzeniem trudno się zgodzić, że „wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu”, i to z dwu powodów: a/ nieczytelność liter nie musi mieć wpływu na czytelność samego komunikatu, który akurat tu jest w pełni jasny, choć niejasne jest przypisanie do miejsca; b/ autor oczekiwał chyba łopatologii, która dawno już przeszła do historii projektowania – szewc=but.

2. ŁATWOŚĆ ZAPAMIĘTANIA
Konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu nowego logotypu umiałby narysować je z pamięci. Byłaby to zresztą pouczająca zabawa, gdyż pokazałaby jak właściwie te kreski i kropki ludziom się kojarzą.

O ile warstwa skojarzeniowa może być tu rzeczywiście bogata, co nie jest minusem, to jednak nie ona jest najistotniejsza, istotniejsza jest wartość mnemotechniczna całości znaku. Nie jest problemem dla wprawnego odrysowanie znaku z pamięci, mógłbym w tym miejscu złapać Autora za słowo i poprosić o tego konia, z rzędem. Obserwator niewprawny nigdy odtwarzać manualnie nie będzie, to kwestia nie odtwarzania a zakodowania kalki i mnemotechnicznego odtworzenia/wywołania w pamięci, więc po cóż to porównanie. Tu kwestią otwartą  jest – czy zapamięta znak w całości, czy tylko jego fragmenty. Gdyby jednak potraktować poważnie ową przywołaną manualność, potrzebną Autorowi do zapamiętania, szkolne, mozolne kreślenie literki „A”, by ja zapamiętać, jak pies Pawłowa, to ręczę że nie jest w stanie prawidłowo narysować nawet znaku NIKE, różnica będzie zawsze, co nie ma wpływu żadnego na tego znaku rozróżnialność.

3. PONADCZASOWOŚĆ
Czy nowe logo Łodzi przetrwa próbę czasu i będzie tak samo świeże, inspirujące i ciekawe za dziesięć lat? Wolne żarty.

Tu się zgadzam, z jednym, że to wolne żarty, to co napisano wyżej. To znak promocyjny, zatem o ponadczasowości możemy nie rozmawiać w ogóle, bo niby jakiej? Znaków promocyjnych nie robi się na wieczność. Zresztą, praktycznie nie ma już znaków ponadczasowo niezmiennych. Ten znak jest do tej, a nie innej, strategii. Zmieni się strategia i postawione cele, zmieni się znak, bo musi. Znak promocyjny, to nie herb, choć gdyby  autor prześledził historię heraldyki miejskiej , to szybko zauważy wpływ różnych czynników, choćby polityki czy zależności gospodarczych, etc.,  na ów znak. Ma tu też swoje pięć groszy najzwyklejsza moda – vide kształty tarcz i kartuszy, ale i samo odwzorowanie godeł.

4. ZROZUMIAŁOŚĆ
Tutaj Sajnog trafił w dziesiątkę, podając przykład kancelarii:
Zastanawiając się nad projektem logo, należy zwrócić uwagę na to, czy jego wymowa jest odpowiednia dla firmy, którą reprezentuje. Nieprawidłowe logo: (…) nazwa kancelarii prawniczej napisana czcionką wyglądającą jak ręczne pismo małego dziecka. Takie logo na pewno nie doda prestiżu firmie. Taka czcionka powinna być użyta w logo sklepu dla dzieci a nie w nazwie banku czy instytucji prawniczej.

Sajnóg nie trafił, niestety nawet w pole tarczy, bo nie ma to nic wspólnego ze zrozumiałością, za to dużo z adekwatnością formy do treści, to spora różnica.

Czcionka (?) użyta w nowym logotypie Łodzi byłaby bardzo dobra dla Muzeum Sztuki, galerii malarstwa lub sztuki współczesnej. Nie ma jednak żadnego związku z tym, z czym Łódź chciałaby być kojarzona: z nowymi technologiami, innowacyjnością, nowoczesnością.

Z tym można by się i po części zgodzić, gdyby nie fakt, że ujęcie tych wymienionych cech w jedno pojęcie ” przemysły kreatywne” nieco zmienia obraz i wydzwięk.

Podam przykry argument: Strzemiński i Kobro nie żyją od 60 lat. Są fundamentem sztuki współczesnej, ale nie są siłą rzeczy postaciami „nowoczesnymi”.

Drogi Autorze, to że nie są współcześni, żyjący, nie oznacza że nie są nowocześni. Wielu współczesnych twórców, jak najbardziej żyjących i chyba żywych,  jest bardziej de mode i staroświeckich niż akurat ta para artystów. Mnie bardziej martwi  ów krąg zaklęty, w jakim Łódź sie obraca, krąg awangardy i li tylko awangardy miedzywojnia, jako sztandar na każdą możliwą okazję, vide znak sejmiku wojewódzkiego, chyba że co łódzkie, to wojewódzkie, a poza awangardą ino pustynia, w co akurat nie wierzę.

5. UNIWERSALNOŚĆ OSADZANIA

Swoją drogą ciekawe określenie to osadzanie, tylko nieco wydumane. Chodzi jak rozumiem o egzekucję znaku na wszelkich nośnikach.

Logo musi być równie efektowne, gdy będzie wydrukowane:

Efektowne nie musi, musi być efektywne, to spora różnica.

„w jednym kolorze; w negatywie (jasny kolor na ciemnym tle); w rozmiarze znaczka pocztowego; w rozmiarze billboardu na ulicy”.

A inne media? druk to nie wszystko, co można ze znakiem zrobić, vide panele led, formy przestrzenne itd. Przyjęcie zaś założenia minimalnej wielkości znaczka pocztowego też trochę dużawe, znak da się, powinno się dać, zmniejszyć dużo bardziej, nawet do 5 mm podstawy.

I to jest jedyny punkt, który nowe logo Łodzi spełnia w 75% (poza tym znaczkiem pocztowym).

Co do procentów można by się i zgodzić (ze znaczkiem), przy założeniu stosowania samej tylko wersji kolorowej, z racji owej żółci, uciekającej nieco, 25% odpada. Ale, przy założeniu realnego stosowania, wszystkich wersji, może być to dużo więcej, niż tylko owe 75% spełniania.

A teraz przejdźmy do kolejnej części. Bo i kolejny wpis Jareckiego, reminiscencje z panelu dyskusyjnego, dotyczącego logo Łodzi, trudno zostawić bez choćby zdania.

„najciekawsze było wystąpienie Grzegorza Kiszluka z Briefa, który niejako „na dzień dobry” wylał kubeł zimnej wody na wszystkich pasjonatów brandingu samorządowego. Stwierdził on, że tak naprawdę logo może być jakiekolwiek, bo jest obietnicą tego, co dane miasto może zaoferować. Jeżeli logo obiecuje coś, czego w danym mieście nie ma – jest skazane na porażkę, tak jak złoty papier owijający nietrafiony prezent.”

Nie wiem czy tak to padło, czy też autor nieco zmienił sens, nie byłem. Ale, pomijając kto powiedział, skupmy się na tym co powiedział. A nie powiedział kompletnie nic nowego, że logo może być jakiekolwiek, bo może, co widać naokoło. Tak się bowiem składa, że albo znak dobrze pasuje i identyfikuje strategię, albo nie ma nic ino ładne/nieładne logo. Czy ono dobre, czy nie, okazuje się w praniu, czyli ponoszonych kosztach. Niestety z kolejnym przemyśleniem już zgodzić się trudno, chodzi o obiecywanie tego co jest. Otóż znak niczego takiego nie musi identyfikować, bo to nie kwestia tego co wyłącznie jest, a tego jakie cele wyznaczamy i chcemy osiągnąć, i to te cele znakuje logo, jak i ich wprowadzanie w czyn. Gdyby przyjąć założenie znakowania tylko tego co jest, wedle Kiszluka, czy może Jareckiego, to na co zdałoby się tworzenie logo na początku? logicznie należałoby najpierw osiągnąć cele, dopiero potem, jako już istniejące, je znakować, tyle, że to z lekka bez sensu, o czym obaj Panowie milczą, albo przeoczyli. Jeśli strategia zrealizowana, cel osiągnięty bez identyfikacji, to po co ta identyfikacja? tym bardziej, że finał na ogół jest początkiem wyznaczania nowych celów do osiągnięcia.

Autor stawia, jak mu się zdaje, retoryczne pytanie:

gdzie w Łodzi masz przemysły kreatywne, które tym nowym złotym papierkiem będziemy opakowywać?

Otóż drogi Autorze, łodzianinie, rozejrzyj się nieco po swoim mieście. Zaczątki widzę nawet ja, ślepnący i z odległości. A co będzie dalej zobaczymy, Rzymu nie zbudowano z dnia na dzień. Identyfikacja nie jest li tylko opakowaniem, bo wtedy opakowaniem by ją zwano, ale rzeczywiście nim być może, jeśli za nią nic nie stoi, albo strategii, wypracowanej, się nie realizuje.

Tak jak przypuszczałem jeszcze przed panelem, nowe logo Łodzi jest po prostu swoistą odmianą dzieła sztuki i tylko jako takie ma sens istnienia. Natomiast jego siła promocyjna, aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian, z których pieniędzy powstało, przepadł w pomroce dziejów.

Ciekawe na jakiej podstawie Autor neguje wartość promocyjną (jak to zbadał?) i co to jest takiego „aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian „?. Bo chyba nie chodzi o ilość włażących w oczy egzekucji czy załapanie się na gadżety, pomijając oczywiście fakt że logo nie jest wyłącznie do wewnątrz skierowane.  Ciekawe też skąd się Autorowi wzięło okrąglutkie i beztreściowe „przepadanie w pomroce dziejów” bo logo raptem ma parę dni i na dobre jeszcze nie rozpoczęło swojej egzystencji, ale z drugiej strony chwytliwe te przenośnie w zestawieniu z wielkością kasy i dla dobra ogółu podkręcające, że oto „gore, naszą krwawicę wydawają”, a jak nie wydawają, to też źle, bo „inni mają, a my..” .

Ja mógłbym zweryfikować krótko to logo, w oparciu o 4  najważniejsze cechy dobrego logo według J.S.B. Morse’a, wedle których logo, logotyp musi:
1. spełniać podstawowe zasady projektowania
2. być funkcjonalny
3. dobrze reprezentować firmę
4. być unikatowy

ad1. jest dobrze, choć znak nie stanowi jedności,
ad2. powinien dać się egzekwować w miarę dobrze, poza zastrzeżeniem co do koloru żółtego,
ad3. czy dobrze reprezentuje okaże się w praniu, czyli co zostanie zbudowane, jako jego wsparcie,
ad4. unikatowy jest bezsprzecznie.

Osiołkowi w żłoby dano w jednym owies, w drugim siano…. chciałby oba zjeść… oba mieć.

Poczytaj też logo Łodzi odcinek 1.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi