ulotny autor

1 lipca 2014

Projektowanie znaków ma swoją specyficzną ciemną stronę księżyca, a jest nią częsty brak informacji o autorze. Informacji dla przeciętnego Kowalskiego, choć i koledzy z branży mają problem z przypisaniem autorstwa wielu starych znaków. Ustalenie autora, po latach nie tylko bywa trudne, ale czasem niewykonalne, tak jak znalezienie tej pierwszej dokumentacji.Ilość tych anonimowych znaków rośnie wraz z czasem, część warta zapamiętania, część mniej, lub w ogóle. Czasem autor pochwali się znakiem szerzej, czasem do powiązania autora i znaku przysłuży się gorąca dyskusja, z rzadka sam zleceniodawca, chwaląc się znakiem, wspomni o jego twórcy. Taka specyfika.

Na zachodzie dawno już rozpoczęto wydawanie kompilacji znaków, książek prezentujących znaki, ale i ich autorów, my jak dotąd byliśmy nieco w tyle z publikacjami, ale to się chyba zmienia. Obserwuję światełko w tunelu w postaci sentymentalnych powrotów do PRLu a co za tym idzie i ówczesnych znaków i co najważniejsze coraz częściej z informacjami o autorze. W większości są to publikacje internetowe, jak oldschollogo.com, czy jedna ze stron pt. „Znaki firmowe w PRL” na sztuka.net. Na tej pierwszej sukcesywnie dodawane są kolejne znaki, nie tylko polskie, na sztuka. net z kolei zaprezentowano zbiór tylko i aż 112 znaków. Było ich w PRL znacznie więcej i dla części z nich zapewne nie da się przypisać autora.

sztuka.net logo z PRL

Oprócz tych internetowych zajawek pojawiła się też publikacja książkowa, na razie jako praca dyplomowa Patryka Hardzieja „Polskie znaki graficzne”, w ograniczonym nakładzie, ale jest szansa na normalne wydanie komercyjne, co cieszy. A jako, że Autor obdarzył mnie swoją publikacją pozwolę sobie ją zrecenzować, podywagować o plusach i minusach.

50 logo

Książka zawiera jedynie 50 znaków z okresu drugiej połowy XX wieku, to z jednej strony zrozumiałe, w końcu praca dyplomowa to nie encyklopedia znaków, z drugiej zaś pozostawia niedosyt właśnie ilości tych prezentowanych, z metryczkami,  znaków. Brakuje mi takich kultowych, jak dla mnie,  znaków jak Kormoran, Petrochemia Płocka i wielu wielu innych. Chciało by się prezentacji szerszego zbioru, nie tylko tych kultowych, znanych szerzej, ale i mniej znanych, szczególnie tych mniej. O ile bowiem PKO Śliwki, CPN Bojara czy LOT Duszka i Zbrożka  są doskonale znane, to już o autorach znaków Zakładów Mięsnych Warszawa Żerań, czy Wytwórni Bielizny i Koszul „Warmia” wie bardzo nieliczne grono. Oba przywołane znaki, choć charakterystyczne,  raczej nie miały szans wbić się w szerszą pamięć, stać się kultowymi.

50 logo

Zaletą tej dyplomowej publikacji Patryka Hardzieja, oprócz owego zbioru opisanych  znaków, są także, umieszczone w niej, krótkie wywiady z Romanem Duszkiem (LOT), Karolem Śliwką (PKO) i Ryszardem Bojarem (CPN). Doskonale uzupełnia to zasób ilustracyjny publikacji. Choć znów czuję niedosyt, ilości tych przepytanych, ale może, ta większa ilość wywiadów, to raczej na odrębne opracowanie. Może warto pokusić się o kolejne części.

Co do samej zawartości mam też kilka uwag krytycznych. Plusem niewątpliwie jest dwujęzyczność tekstów (polski/angielski), ale już minusem, jak dla mnie, jest złamanie angielskiej wersji tekstu bielą na jasnoszarej apli – fatalny do czytania zestaw. Jest kilka błędnych przypisań , zdarza się i autor sam już wyłapał. Coś czego mi jednak zabrakło to wskazanie w opisie znaków konkursowych, które nie weszły do realizacji, warto o tę informację uzupełnić wpisy, gdyż przy niektórych znakach sam byłem zaskoczony nie pamiętając takiego akurat, jak prezentowany. Przy okazji można by znaki dla tego samego podmiotu umieścić obok siebie, pokazując choćby fragmentarycznie, z czego wtedy wybierano. No i okładka, trochę siermiężna, mało sprzedażna.

okładka Polskie znaki graficzne

Tak na marginesie tego tematu przyszła mi taka refleksja do głowy, że warto dokumentować swoje prace, wszystkie, nie tylko te najlepsze znaki, prezentowane w portfoliach. Nigdy nie wiadomo co utrwali życie a co pójdzie w zapomnienie. Sam złapałem się na tym, że po stracie własnego części archiwum, papierowego i cyfrowego, mam problem np. z datowaniem niektórych najwcześniejszych prac, nawet przybliżenia bywają niepewne. Samo odtworzenie niektórych znaków też nie jest możliwe, z racji zapamiętania bardziej idei niż dokładnego kształtu, a odwołać się nie ma do czego, większość firm nie istnieje od wielu, wielu lat, jak wrocławskie Elwro, gdzie zmieniałem winietę gazetki zakładowej.


niebieskie brandowanie klienta

27 czerwca 2014

Czy firma może narzucać klientom oprawianie składanych przez nich dokumentów w barwach firmy? Czy można własną identyfikacją wizualną, własną specyfikację kolorystyczną narzucić klientom do stosowania? Nie. To była by kompletna aberacja i nie zrozumienie co, dla kogo, i kto powinien takie opracowanie stosować. I nie trzeba do zrozumienia tego prostego faktu kończyć studiów wyższych. Ale okazuje się może lepiej tych studiów nie kończyć by nie zgłupieć.

Na Uniwersytecie Wrocławskim (firma) student (klient) by móc obronić pracę musi dostarczyć ją w odpowiedniej okładce. Odpowiedniej kolorystycznie (!), cytuję rzecznika Uniwersytetu Wrocławskiego Jacka Przygodzkiego,  za TVN24.pl:

„jasnoniebieski Pantone 284, zgodnie z Zarządzeniem nr 1/2011 Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego z dnia 12 stycznia 2011 roku w sprawie Systemu Identyfikacji Wizualnej Uniwersytetu Wrocławskiego”.

SIW Uniwersytet Wrocławski

Szanowny Panie Rektorze Uniwersytetu Wrocławskiego, identyfikacja wizualna uczelni dotyczy działań tejże instytucji, a więc obrandowania wszystkich materiałów wydawanych przez tę uczelnię i za jej finanse. Dotyczy także pracowników uczelni, ale tylko w zakresie wykonywanych obowiązków. Student jest tu klientem i stawianie mu wymagań zgodności z identyfikacją wizualną uczelni jest co najmniej kompletnym nieporozumieniem i niezrozumieniem funkcji identyfikacji wizualnej.

Czytam kolejne wytłumaczenie, archiwistyczne, że prace są przechowywane 0 lat i łatwiej rozróżnić które z jakiego wydziału. Zgoda, łatwiej, ale to nie zmienia faktu, że za tę łatwość archiwizowania, sobie, winna płacić uczelnia, nie student. Bo to jej kolory, nie studenta.

A jeśli jeszcze, na dokładkę, owo nieuprawnione wymuszanie własnej kolorystyki firmowej wiąże się z jednym jedynym „oprawcą”, to to śmierdzi na kilometr. Tym bardziej, że w ustawie o szkolnictwie wyższym:

” przy regulacjach dotyczących obron nie ma słowa o kolorze – mówi Krzysztof Budnik z kancelarii prawnej Budnik, Posnow i Partnerzy.”.

Bo nie ma i być nie może. Nawet pracownika można zmusić do noszenia uczelnianego krawata tylko w godzinach pracy, gdy reprezentuje firmę. Klienci mogą go nosić wedle widzimisie. I to ich święte prawo.

A co  innymi dokumentami składanymi Uniwersytetowi Wrocławskiemu przez osoby/klientów nie związanych etatowo z uczelnią? Jak wymóg to wymóg, albo obowiązuje wszystkich i wszystkie składane dokumenty, albo jedynie wybranych.

Panu Rektorowi i rzecznikowi Uniwersyteu Wrocławskiego  zalecam uważną lekturę na temat brandingu i identyfikacji wizualnej, w razie problemów służę pomocą. A przede wszystkim rozróżnienie co jest instytucją i kto jej klientem.

Wszyscy chcą mieć opracowania identyfikacji wizualnej, ale niewielu raczy się rzeczywiście zastanowić do czego i komu ona służy, jakie i dla kogo niesie obciążenia oraz jak szeroki jest zakres jej stosowania, pomijając fakt, że zagląda się do niej często jedynie po to, by znaleźć uzasadnienie dla tak bzdurnych tłumaczeń, jak wyżej.


korekta wczorajszego

20 czerwca 2014

Puściłem wczoraj materiał o znakach 17 miast i zadzwonił Leszek Bielski, z korektą. Śledzi na bieżąco, więc wie co mówi, a jak mówi, to znaczy trzeba wprowadzić korektę. Bo właśnie zmienił się znak promocyjny Sztokholmu. Niby to samo, ale nie to samo.

Było tak.

Stockholm stare logo promocyjne

A teraz tak.

Stockholm nowe logo promocyjne

Znak został przeprojektowany przez studio EssenInternational, które opracowało wcześniej markę miasta Sztokholm i jest w tym samym stylu.

Przy okazji Leszek poinformował, że w wypadku Hagi miasto wycofuje się pomału, ale całkowicie, ze stosowania swojego znaku promocyjnego, o tego.

Haag logo promocyjne

Wielkie dzięki Leszku, za podpowiedzi.


herb, marka, logo

19 czerwca 2014

O znakach miejskich pisałem wielokrotnie, wystarczy zajrzeć w zakładkę „miasta” , pokazywałem przykłady polskich produkcji, znaków promocyjnych całkowicie oderwanych od herbu. Pokazywałem też przykładów zagraniczne – Amsterdam i Erfurt gdzie znak stosowany na co dzień, przez władze miejskie,  jest ściśle powiązany z herbem, wynikający z niego, co znakomicie załatwia sprawę.

Mówiąc szczerze nie mam nawet pretensji do grafików, że powstają ,znaki promocyjne całkowicie odcinające się od herbu, bo to właśnie znaki promocyjne, do jakichś strategii miejskich, które niestety w wielu wypadkach, nie wiedzieć czemu zastępują w oznakowaniu herb. Po części zaś są to znaki projektowane  sobie a muzom. O ile te pierwsze starają się mieć oparcie w tychże strategiach, o tyle te drugie są tak zwanym efektem „misia”, czyli zrobił co chciał a wybrali „bo się podoba”. Po drugie unikanie herbu stało się miejską modą, dziwaczną bardzo, a co za tym idzie na ogół w briefie pada „byle nie było nic z herbu”. Sam to przerabiałem w wypadku Elbląga. Trochę mi to wszystko przypomina promocję Polski i co i rusz kolejne znaczki pt. „jak najfikuśniej i jak najdalej od orła”. Taka moda, na szukanie nowych rozwiązań i nie zauważanie, że rozwiązania są pod ręką, ale, jak to określił pewien radny „herb to takie stare pierdoły z socjalizmu”. Czyżby?

Zobaczmy jak można prosto i sensownie, odwołując się właśnie do herbu miejskiego, rozdzielić funkcje znaków. Że nie jest to ani stare, ani tym bardziej socjalistyczny wymysł, można zobaczyć na przykładzie szwedzkiej stolicy – Sztokholmu i paru innych. To dobry kierunek i warto by miasta brały go pod uwagę planując stworzenie logo promocyjnego.

SZTOKHOLM / Szwecja

Stockholm logo

Są zatem w Sztokholmie trzy znaki:

3 znaki Sztokholmu

Od lewej: 1/ oficjalny herb miasta Sztokholm, znak do celów reprezentacyjnych; 2/ znak marki miasta, oparty na herbie, do oznakowania urzędu miasta,  i jego potrzeb, informacyjnych i promocyjnych i 3/ znak wyłącznie promocyjny.

Podobne rozdzielenie funkcji znaków mamy i w innych miastach.

ERFURT / Niemcy

3 znaki Erfurtu

AMIENS / Francja

3 znaki Amiens

DUBLIN / Irlandia

3 znaki Dublina

AMSTERDAM / Holandia

3 znaki Amsterdamu

MADRYT /Hiszpania

3 znaki Madrytu

SYDNEY / Australia

3 znaki Sydney

SEATTLE /USA

Tu mamy przykład tylko dwu znaków, przy czym zamiast herbu jest pieczęć miasta.

2 znaki Seattle

LIZBONA / Portugalia

3 znaki LisbonyHAGA / Holandia

3 znaki HagiPRAHA / Czechy

Tu wyjątek, nieco inna sytuacja, Praha ma co prawda trzy znaki, Herb wielki i herb mały oraz znak promocyjny, ale  do oznakowania urzędu miasta używany jest właśnie ten ostatni.

3 znaki Pragi

BELFAST / Irlandia Północna, UK

3 znaki Belfastu

BRISTOL / Wielka Brytania

2 znaki Bristolu

MONTREAL / Kanada

3 znaki Montrealu

A jak jest u nas?

WARSZAWA / Polska

2 znaki Warszawy

KRAKÓW / Polska

2 znaki Krakowa

A w Biuletynie Informacji Publicznej mamy taki patent.

znak Krakowa w BIP

ELBLĄG /Polska

2 znaki Elbląga

Takie rozdzielenie funkcji trzech znaków, jak zaprezentowane na zagranicznych przykładach, to dobre również rozwiązanie. Szczególnie u nas, bowiem  herby miejskie, jako znaki urzędowe, nie są objęte ochroną majątkową, nie można ich zarejestrować w Urzędzie Patentowym, w przeciwieństwie do marki miasta (znaki środkowe) opartej na odniesieniach do herbu. Aby jednak te wzorce działały prawidłowo konieczne jest precyzyjne rozgraniczenie funkcji znaków, zakresów ich działania.

Tu korekta Sztokholmu i Hagi.

linki: underconsideration.com, brandingsource.blogspot.com, underconsideration.com, dzineblog.com,


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi