Doyald Young
2 kwietnia 2013Od Jacka Białeckiego dostałem link do wywiadu z nieżyjącym już projektantem Doyaldem Youngiem (1926-2011). Warto poświęcić 42 minuty, tyle trwa ten wywiad a właściwie opowieść Doyalda Younga o projektowaniu kroju pisma i znaków literniczych (logotyp).
Warto także zajrzeć na stronę doyaldyoung.com
Politechnika Gdańska
19 marca 2013Politechnika Gdańska wprowadziła w styczniu nowe logo, autorstwa Mamastudio.

Na stronie PG mamy takie objaśnienie:
I niby wszystko ok. Znak mi się podoba, w tej uproszczonej formie, ale jednej rzeczy jakoś nie mogę zrozumieć, bo:
„Znak został zatwierdzony podczas posiedzenia Senatu Politechniki Gdańskiej, 23 stycznia 2013. Logo należy już stosować na dokumentach, dyplomach, reklamach i innych nośnikach informacyjno-promocyjnych.”
Logiczne? Niby tak, ale jednocześnie czytam, że:
„W opracowaniu jest tzw. księga znaku – dokument definiujący standardy prawidłowego używania loga PG. Księga powstanie przed wakacjami.„
Czyli co? najpierw wprowadzamy na hura znak, a potem dopracujemy standardy jego stosowania? A może to ja jestem do tyłu i nie łapię o co biega? Może to taki nowy, kolejny trynd stawiania na głowie?
PS dziękuję Patrycji Świderskiej za podesłany link.
identyfikacja logo
Tagi: Gdańska księga znaku Mamastudio Politechnika znak
komentarzy 6
tożsamość wizualna
26 stycznia 2013Dostałem z wydawnictwa Newsline ciekawą książkę „Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło.
Na naszym ubogim we własne opracowania, dotyczące tego tematu, rynku każda taka pozycja jest oczekiwana. Zacznę więc nietypowo od polecenia książki, choć nie do końca jestem przekonany. Na pewno się przyda dla poszerzenia wiedzy. Dla jasności – mówię o treści książki, choć i tu są pewne braki i niespójności, nie jej szacie edytorskiej, ale o tym dalej.
Jak reklamuje wydawca na swojej stronie internetowej:
I prawie to prawda. Jest o percepcji, logo, jest o manualach większych i mniejszych. Mamy również omówione systemy identyfikacji, w tym miejskiej, z uwzględnieniem w niej ważnej roli herbu. Jest także o stronie prawnej zagadnienia. Wydawca pisze dalej tak:
„Pozycja ta jest jedną z nielicznych książek na polskim rynku wydawniczym, poruszających z naukowego punktu widzenia tematykę corporate identity, […]”
że jedna z nielicznych pełna zgoda, byłbym jednak ostrożny z klasyfikowaniem tej pozycji jako naukowej, czy pisanej z naukowego punktu widzenia, co nie umniejsza jej wartości poznawczej, choć niektóre sprawy, jak choćby testy percepcyjne, wzmiankowane są jedynie w podpisie pod ilustracją lub jedynie wspomniane mimochodem. Jak na pracę o naukowym spojrzeniu na temat ma też zbyt skromną bibliografię.
Wszystko ładnie, ale… szata edytorska. Leży.
W słowie wstępnym, od Autorów, czytam:
„Gdyby książka ta powstała w latach 90.,a właściwie gdyby wówczas była wydana (bo w pewnym sensie powstała już wtedy) […]”
zaś parę linijek dalej taka konstatacja:
„Dużo się od tamtych czasów zmieniło […]”
Nie przypadkiem zacytowałem powyższe, bo otóż główny mój żal, do Autorów i Wydawcy, dotyczy formy edytorskiej, w jakiej książka się ukazała. To jeden z elementów wpływających na przejrzystość „przeprowadzania czytelnika przez obszar tych zagadnień”. A forma ta, niestety, bliska przeszłości, latom PRL, kiedy to o dobry papier było trudno. Niestety, sposób wydania totalnie rozminął się i z możliwościami, i z tym, czego można by oczekiwać, tu i teraz, po tego typu pozycji. Jak się wydaje takie książki wystarczy popatrzeć na dostępne u nas tytuły obcojęzyczne z tego zakresu. A tu mamy papier offsetowy, mocno wsiąkliwy, co odbiło się natychmiast na jakości kolorowych ilustracji. Dobry papier musi być, bezwzględnie. I dobry druk, że o łamaniu nie wspomnę. Łamanie tekstu na mocno powiększonej interlinii tutaj akurat nie wygląda na przemyślane. Trochę sprawia wrażenie „watowania” książki, do tych 190 stron.


Pretensja druga, wynika z pierwszej – ilustracje i schematy. Szkoda, że papier skutecznie zabił prezentowane przykłady znaków, szczególnie kolorowych. Piszę znaków, bo mimo że autorzy poświęcili wiele słów księdze i jej zawartości, różnym systemom identyfikacji wizualnej, to zilustrowanie tego jest, powiedzmy sobie szczerze, mocno nie zadowalające. Aż prosi się pokazać karty księgi czy większych opracowań SIW. Toż mamy erę wizualizowania, a o tym w książce mowa co i rusz. Pokazać. Ale nie pokazali. Szkoda.

Schematy, jako takie, powinienem właściwie dyskretnie pominąć głębokim, znaczącym milczeniem. Przepraszam, ale w książce zajmującej się tematem identyfikacji wizualnej nie uchodzi odwalenie schematów na szybko i byle jak. Infografika i prezentacja danych to już nie są szare tabelki połączone kreskami drodzy Autorzy. Chyba jednak, w tym właśnie miejscu szczególnie, nie zauważyliście Panowie zmian wokół, ogromnych zmian. Jeśli był problem jak to ugryźć wystarczyło wziąć do ręki choćby pokrewną tematycznie pozycję „Designing brand identity” A. Wheeler. Przyjemnie ją wziąć do ręki, czytać, oglądać. Podsumowując temat ilustracyjny – sporo za mało ilustracji, jak na ten temat i taką ilość tekstu.
Trzeci słaby punkt, bo trudno to nazwać pretensją, to początek książki. Rozpoczynanie wprowadzania Czytelnika, w temat identyfikacji wizualnej, od definicji rozczepienia światła, długości fal etc. to czysta szkolna wiedza z fizyki, niejednego może zniechęcić, ledwie zaczął. Czy na pewno jest to potrzebne, już na pierwszej stronie? Nie, jest zbędne, bo i nie wynika z tego nic dalej, żadne odniesienie. Ot, wyuczone, wyrecytowane, ładnie brzmi i nic nie wnosi. Zresztą, moim zdaniem, cały temat wzroku i percepcji, o ile uznać że powinien to raczej nie na początku, nie wiedzieć czemu wstawiony w „rozdział I Znak”. Logiczniej, skoro już ma na tym początku być, byłoby dać osobno, bo dotyczy wszystkich 3 rozdziałów po nim następujących.
Oczywiście potrafię zrozumieć oszczędnościowe myślenie wydawcy, mające zapewne wpływ na formę wydania książki. Ale to zrozumienie niczego, co napisałem wyżej, nie zmienia. Po prostu dzisiaj tak się nie wydaje takich pozycji, ba, nawet literatura sensacyjna potrafi być wydawana na najwyższym poziomie edytorskim. To się nazywa walka o Czytelnika, tak tylko przypominam, na wszelki wypadek, w razie gdyby te braki literatury polskiej, dotyczącej identyfikacji wizualnej, miała być usprawiedliwieniem „i tak kupią, bo nic innego nie ma”. Książka o identyfikacji wizualnej, w której estetyka także jest pewnym kryterium postrzegania, nie może tejże estetyce zaprzeczać.
„Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło. Wydawnictwo Newsline 2012 r.
Numer ISBN: 978-83-927713-7-1
Ilość stron: 190
cena u wydawcy: 49.00 PLN + przesyłka
różnice w podejściu
2 listopada 2012Dwie uczelnie wyższe, zawodowe, dwa podobnej wielkości miasta. Dwa różne kraje i dwa całkowicie różne podejścia do identyfikacji wizualnej. Do tego porównania posłużyły mi dwa nowe znaki uczelni wyższych w Elblągu (Polska) i Brandenburgu (Niemcy). Przedstawiam je na tle, nieco wybiórczo, innych znaków uczelnianych obu krajów. Dopiero bowiem takie zestawienie pokazuje zasadnicze różnice w myśleniu projektantów, ale i władz uczelnianych, jako decydentów. To także obraz postrzegania własnych uczelni przez tychże decydentów, pośrednio, zapewne, przeznaczanych na ten cel środków finansowych. Nie odnoszę się tu do zakresu prac projektowych, czy tylko projekt logo, czy też większe opracowania, pełna identyfikacja. Choć z czystym sumieniem mogę napisać właśnie o identyfikacjach niemieckich, to zakresu opracowań polskich niestety nie znam. Znając jednak nasze realia i podejście decydentów do spraw identyfikacji, pewnie nie popełnię błędu stwierdzając iż mamy do czynienia li tylko z opracowaniami samego znaku, góra z jego księgą, o identyfikacjach zapomnijmy. Porównajmy więc same znaki.
Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Elblągu /Polska. Na minus.

Oj, niektórym się skojarzy ta forma sygnetu, niekoniecznie dobrze. Czy naprawdę jedyną symboliką wiedzy, jaką może operować współczesna uczelnia, to książka? trochę to już wyeksploatowany, na wszelkie sposoby i przez wszelkie instytucje oświatowe, symbol wiedzy.
A oto kilka innych logo polskich uczelni z ostatniego okresu, nazwijmy to w miarę nowoczesnych, nie odwołujących się do heraldyki czy formy sigillum, dla porównania.

Czy jestem tendencyjny w doborze? Chciałem pokazać nowoczesne znaki uczelniane wspomagając się w ich znalezieniu wyszukiwarką Google. Możliwe, że pominąłem jakiś polski znak zrobiony z głową, ale z drugiej strony pominąłem w powyższym zestawieniu znaki odwołujące się, mniej lub bardziej, do heraldyki, zostawiając je na osobny temat. Pominąłem także znaki o ewidentnie zamierzchłej stylistyce rodem z lat 60. ubiegłego stulecia.
Przejdźmy zatem do drugiego bieguna.
*
Fachhochschule Brandenburg / Niemcy. Na plus
Tym razem zmiany logo dokonała Fachhochschule Brandenburg, Brandenburg an der Havel.
Autorzy Thomas Manss & Company , Berlin
Minimalizm. Więcej o identyfikacji można poczytać i obejrzeć na www.underconsideration.com
Niemieckie uczelnie, aktualizujące swój wizerunek, konsekwentnie operują maksymalnie prostymi formami, vide Fachhochschule Bielefeld, o którym kiedyś pisałem, czy przykłady zaprezentowane niżej.
I jeszcze jeden ciekawy przykład znaku uczelni niemieckiej – Fachhochschule Frankfurt.
Różnice w podejściu do projektowania logo/ identyfikacji widać gołym okiem. Tak, jak widać różnice w stworzonym wizerunku uczelni.
Porównałem wyżej Polskę i Niemcy, ale też po czasie trafiłem na font.cz czeskie przykłady nowych znaków uczelnianych. Niestety, owa wyżej opisana różnica w podejściu projektowym stanie się jeszcze większa.
*
Jihočeská univerzita,Česke Budějovice / Czechy. Na plus
Jihočeská univerzita ma nową identyfikację. Logo i identyfikacja z konkursu, na który wpłynęło 115 projektów 70 autorów. Zwyciężył projekt którego autorką jest A. Radka Folprechtová.
Przy okazji prezentacji powyższego znaku, warto ją obejrzeć na stronie font.cz, pokazano także kilka zmian znaków czeskich uczelni.

Znaki, które prezentuję za font.cz powyżej są także, dodatkowo, przykładem zmiany z dawnego godła uczelni, w formie sigillum, na współczesną formę znaku – logo uczelni. Choć nie jestem do końca pewien czy aby owym starym godłom nie pozostawiono funkcji ekstra reprezentacyjnej.
design identyfikacja logo
Tagi: Brandenburg Elbląg Fachhochschule Państwowa wyższa Szkoła Zawodowa znak
komentarze 4