stolice kultury
1 lipca 2011U nas emocje związane z wyborem miasta Europejskiej Stolicy Kultury 2016 przebrzmiały w miarę spokojnie, nie licząc wytykania Durczoka i mało eleganckiego zachowania jednej pani z miasta stołecznego.
Europejską Stolicą Kultury 2012 został Wrocław, co mi się akurat bardzo widzi, z sentymentu i nie tylko. Choć również szkoda mi Katowic, bo dobry znak i Lublina.

Zaraz po tym wybrano drugą Europejskiej Stolicy Kultury 2016 , zostało nią hiszpańskie miasto San Sebastian, co oczywiście wywołało również polemiki. Bo San Sebastian leży w kraju Basków, więc i tu zarzut politycznego wyboru.
Już widzę jak esteci od ładnie wykreślonych ładnych, ale nijakich znaków będą kręcić nosem, że to nie pod sznureczek i bez kolorków ładniuchnych. A co tam niech ich głowa poboli.
Pył bitewny zatem opadł i zaczyna się nowa bitwa, o Europejską Stolicę Kultury na rok 2019.
Pierwsza w szranki stanęła stolica Bułgarii – Sofia, prezentując swoją identyfikację wyłonioną w konkursie.



Pozostali trzej finaliści konkursu.
finalista nr 2


finalista nr 3


O ile ten pierwszy projekt, wygrany, oparty na herbie Sofii jest ok, to niestety pozostałe daleko mu ustępują.
W sumie, jak na to zestawienie patrzę, to wychodzi że Wrocławski znak ma najwięcej witalności i energii, oby ją zachował do końca stolicowania. Wpadnę sprawdzić organoleptycznie.
identyfikacja logo miasta promocja
Tagi: Europejska Stolica Kultury Katowice Lublin San Sebastian Sofia Wrocław
komentarzy 7
Co by było gdyby…
10 listopada 2010Komentarz Marty przy prezentacji znaków ukraińskich miast gospodarzy Euro 2012
o ile wiem, logo Lwowa to po prostu logo Lwowa a nie znak miasta – gospodarza Euro 2012.
zainspirował mnie do zastanowienia „co by było gdyby…”, gdyby nasze miasta gospodarze Euro 2012 nie kombinowały z nowymi logo. Może byłoby tak:
Po lewej wstawione przeze mnie dotychczasowe znaki promocyjne miast, Po prawej znaki oficjalnie wygłówkowane. Patrząc na to moje miksowanie dochodzę do wniosku że byłoby nie tylko dużo lepiej, nie tylko czytelniej, ale i w zgodzie ze strategiami dotychczasowych znaków promocyjnych miast.
Jedyny problem ma Gdańsk, który jakoś nie dorobił się na razie znaku promocyjnego miasta i kombinuje na różne sposoby, co chwilę inaczej.
CzARTowski klipart
29 października 2010Jednego autora, specjalnie nie używam słowa „twórcę”, już znam, dzięki Gazecie Wrocławskiej. Pasztet dla Wrocławia wypichciła Izabela Świerad z wrocławskiej agencji CzART.
„- Mosty, a zwłaszcza Grunwaldzki, to bardzo charakterystyczny element architektury Wrocławia, który nie bez powodu nazywany jest Wenecją północy. Chcieliśmy pokazać coś zgodnego z charakterem miasta, a most symbolizuje spotkanie dwóch brzegów, różnych kultur, innych tradycji, skomplikowanej historii, to świetnie oddaje motto Wrocławia jako miejsca spotkań – wyjaśnia Magdalena Okulowska, kierownik zespołu promocji i PR w biurze Euro 2012. – Z kolei uśmiech rozciągnięty pomiędzy filarami mostu ma podkreślić przyjazny charakter miasta – dodaje Okulowska.”
I niby się wszystko zgadza Szanowna Pani, z jednym dużym wyjątkiem- dizajnu. To że ktoś te koszmarności popełnił, to żaden powód by je akceptować, to że tam wszystko co założone jest nie znaczy że jest dobrze, bo jest jeleń na rykowisku w wersji jarmarcznej i mówienie o „logo” w tym wypadku wypacza sens tego terminu. We Wrocławiu jest paru kumatych w te klocki i należało się do nich zwrócić, a nie do agencji full, a potem ból.
Wrocław ma bardzo dobre logo promocyjne, którym zapewne posługuje się Pani na co dzień. Toż wystarczyło zestawić oba znaki i zobaczyć naocznie różnicę poziomów. Tylko tyle i aż tyle by wystarczyło. Gratuluję wyczucia estetyki.
Dziwi mnie jedno, a nie powinno, bo swoje lata mam – prezydentowi Dudkiewiczowi będącemu jednocześnie mecenasem sztuki wyższej ręce nie drżały z zażenowania, że osobiście musi to pokazywać?.
Na koniec ciekawa konkluzja, dotycząca co prawda znaku promocyjnego Warszawy na to samo Euro 2012 , ale jak znalazł pasująca i do Wrocławia:
Moda na badziew 2012
27 października 2010Moda na badziew i łobrazkową lirykę, w projektowaniu znaków zwanych logo, kwitnie tym bardziej, im przedsięwzięcie bardziej prestiżowe. Oto przedstawiono dziś „logo” 4 miast gospodarzy Euro 2012 – Poznania, Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Piszę w nawiasie i z drżeniem ręki słowo „logo” boć to całkowite zaprzeczenia, co najmniej trzy, tegoż terminu.
Płakać się chce, już nie tylko nad stanem polskiej piłki, ale i tym co wdziera się do polskiego design obszaru identyfikacji. Zresztą oceńcie sami:
Fleurdelis stawia sprawę jasno i zadaje pytanie – „Koszmar designu wypluty na kacu przez… Great Logo Disaster?! …właśnie, przez kogo?!”
Tomasz Witczak na GL formułuje na to konto nową definicję logo:
„hasło: „LOGO” – dowolny w formie i treści obraz bez sensu, funkcji czy jakiejkolwiek konotacji. Nie powiązany logicznie, semantycznie, ani estetycznie z tym co symbolizuje. Synonim tandety. Słowa bliskoznaczne: „bazgroł”, „bohomaz”, „kicz”, „nonsens”.”
Na Facebooku jest już kilka dyskusji i każdą da się sprowadzić do kulturalnego NIE!!! Piotr Płoch w jednej z nich kulturalnie konkluduje:
” nie wiem… naprawdę nie wiem o co chodzi. Polska naprawdę ma się czym pochwalić w kwestii designu, również tego identyfikującego. Dlaczego zatem na imprezie o skali tak ogromnej, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji organizować musi się promować taką rzepę?[…}”
Kto to zrobił? i dlaczego nam to zrobił na spółkę z włodarzami miast?
Chyba zbiera się na burzę… raczej z piorunami i gradobiciem…





