Polska pomoc

11 września 2008

MSZ-towski konkurs, na znak graficzny programu polskiej pomocy zagranicznej, rozstrzygnięty, zwycięzca znany – Bartłomiej Zygmunt Siegmund, student ASP w Poznaniu. Gratulacje. Co ważne logo już funkcjonuje.

Mnie się podoba. No i najważniejsze, że można ze strony Polskiej pomocy pobrać logo, w różnych formatach, a także księgę znaku.


11 września 2008
konkurs logo
Tagi:

komentarze 4

Prostota kija

6 sierpnia 2008

Gorący łeb
Właściwie miało tego wpisu nie być, bo pewnikiem parę osób się obrazi, ale jednak skrobnę, ze względu na kolokwializm, jakiego użyłem w prywatnym rozchoworze, a ów, jako cytata, za moim przyzwoleniem, poszedł w świat.

Meritum
Wysokie jury konkursu na logo Europejskiego Centrum Solidarności, drugiego już, pierwszy pono nie spełnił oczekiwań, wybrało tym razem zwycięzcę. I tu moja konsternacja:


Autorem jest profesor Michał Kliś, plakacista, grafik, pierwszy rektor ASP w Katowicach. W jury 5 profesów ASP i 2 szefów agencji, a także pisarz i dyrektor ECS. Komfortowa liczbowo przewaga ludzi sztuki. A efekt wyboru? jaki jest każdy widzi.

Totalny minimalizm, za którym nie widzę idei, żadnej. Skojarzenia, jako widza i odbiorcy, mam nieokreślone, trudne do ukierunkowania, bo nieokreśloność formy na to nie pozwala. Albo też idące w stronę nieoczekiwaną przez twórcę skojarzeń zlych, których jak ognia unika każdy projektant. I tu chyba w odczuciach nie jestem odosobniony, rozmawiając czy czytając dyskusję na GL.

Skoro o minimaliźmie formy, żeby daleko nie szukać, równie minimalistyczny w formie jest znak NIKE, słynna łyżwa, jednak ta forma pozwala na dopisanie, dopowiedzenie, skojarzenie sobie przez odbiorcę dookreśleń kształtu właściwszych i pozytywnych zarazem dla firmy – łyżwa, uśmiech, kawałek bieżni itp. Każdy może domyślnie dodać własne dookreślenia, jakie mu z tym kształtem się kojarzą, i w zdecydowanej większości będą to określenia nie deprecjonujące firmy.

Najlepiej analizować bez koloru, w wersji czarno-białej.

Tu, w logo ECS, co najwyżej można by dopisać „flaga” (w kolorze), pojawią się zapewne również skojarzenia dużo mniej przyjazne, tylko gdzie będzie miejsce na wyjściową ideę solidarności, na pozytywne emocje? A jeśli już owa „flaga”, czy nie było już lepiej opracowanych znaków opartych o ten motyw? Nie zapominajmy też że znak ma funkcjonować, jak domniemywam, w obszarze europejskim, a więc różnych od naszego postrzegań i wiedzy o naszej historii. Można naturalnie zrobić wielostronicową wykładnię symboliki, nawet na sposób obrazowy, jak niegdyś zrobili to twórcy logo Polski z latawcem, tylko co dalej? dołączane będzie toto do każdej ekspozycji znaku, jak instrukcja obsługi? A skoro nie będzie to musi się tłumaczyć samo. Dla mnie się nie tłumaczy.

„Chłodne oko”
Weźmy sprawę na chłodno, odwołując się do 4 prostych zasad Morse’a, o których napisałem na mojej stronie e-alw.com:

1. logo musi spełniać podstawowe zasady projektowania – czyli – być poprawne technicznie, dobrze skomponowane elementy tworzące całość, proporcjonalnie zaprojektowane przestrzenie puste, odpowiedni dobór kolorów, unikanie gradientów, dopracowany kształt, w pełni czytelne, estetyczny znak.

Ale tu trudno w pełni mówić o skomponowaniu elementów mając tylko jeden. Trudno gdybać czy w stosunku do nieistniejącej reszty kąt przechyłu jest dobry czy zły. Trudno mówić o dopracowanym kształcie nie wspominając czytelności komunikatu, a tu go nie widzę, nie odbieram. Czy estetyczny? a czy może być coś estetyczne i zarazem nie dające się skojarzyć, sklasyfikować, zrozumieć? Może może.

Jednym z kryteriów dobrego znaku jest jego łatwość zapamiętania, drugim unikalność formy. Jak zapamiętać kształt który jest nijaki? jak forma niedookreślona może stać się formą unikatową w tak specyficznym wymiarze jakim jest logo?
Einstein stwierdził że należy zrobić coś jak najprościej, ale nie prościej. Są granice po przekroczeniu których założony komunikat przestaje istnieć, przestaje istnieć jakikolwiek komunikat, poza określeniem „jest”.

2. logo musi być funkcjonalne
Kolejnym kryterium, jakie weryfikuje dobry znak, jest jego możliwość użycia na każdym medium i w każdej wielkości bez straty dla samej czytelności znaku. No i jest problem, bo skoro sam znak jest nieczytelny, to właściwie problem czytelności trudno rozważać, np. w takiej jak niżej

Twórca winien mieć tego świadomość, tak jak i np. użycia znaku na koszulce

Jest co prawda druga strona medalu, która ewentualnie wchodzi w grę – znak niesie emocje. OK, tylko powinien nieść pozytywne, ten akurat, mam nadzieję że na razie, budzi negatywne.

Jasne, że po dodaniu logotypu nazwy, może powstać spójny znak, może, ale na razie mamy co mamy i obawiam się, że nie wystarczy dopisanie tej nazwy, by przekaz stał się jasny, dla odbiorcy, w samym sygnecie.

Funkcjonalne to również wprowadzenie znaku do świadomości odbiorców jak najmniejszym kosztem, również finansowym, ale im mniej zrozumiały komunikat znaku tym bardziej wymaga działań wspierających, a zatem kosztownych.

3. logo musi dobrze reprezentować firmę/instytucję
no tak, „coś” musi reprezentować, więc musi nieść „jakiś” komunikat, jednoznaczny lub wieloznaczny. Wyjaśniać lub budzić emocje. Co mamy tutaj? brak komunikatu odnoszącego się do idei centrum, a przynajmniej dla mnie, bo chyba nie są jego ideą „Polska i jej barwy” itp. a może to ja źle myślę. Może to moja abberacja skojarzeniowa, z rewolucją październikową, krwią, ale nijak solidarnością. Brak mi nawet najprostszego skojarzenia z logotypem Solidarności, no może poza czerwienią. Zatem co właściwie reprezentuje i jaki komunikat przekazuje znak? Nie wiem.

4. logo musi być unikatowe
Owszem jest unikatowe, tak jak każda plama czy maźnięcie pędzla są unikatowe, bo trudne do powtórzenia w tej samej dokładnie formie. Ale nie każde unikatowe maźnięcie, czy kapnięcie, to od razu logo. Jest co prawda taka teoria, że skoro logo jest swego rodzaju twarzą firmy, to każda forma wyrazu wizualnego jest uprawniona do bycia nim, i rozbudowany rysunek, i zdjęcie, ba film nawet mógłby tym logo być. Może, czemu nie, wszystko jest przecież kwestią komunikatu w nim zawartego, z jednoczesnym zważeniem, że na spostrzeżenie, odebranie i zrozumienie komunikatu widz ma milisekundy wielekroć, a nie całe popołudnie kontemplacyjne.

Zakończenie
Dziwnym wydaje mi się jednostronność widzenia idei solidarności przez pryzmat koloru czerwonego, u wszystkich wyróżnionych w I konkursie, jak i wybranej w II konkursie pracy.  Niby zrozumiałe, jako nawiązanie do logo Solidarności, ale może ja tę solidarność widzę szerzej niż tylko sam związek i stąd opór. No i sprawa dla mnie dość przyznam dziwna – był konkurs na logo, ale, z tego co widziałem, był to raczej konkurs na sygnet, czyli jakąś formę graficzną. Czy mam rozumieć, że znaczek, sam w sobie, zdeterminuje budowanie wizerunku instytucji? a/ mamy znaczek, b/ teraz się dorobi jakiś logotyp, c/ potem papeterię, d/ a jeszcze później ogłosimy konkurs na layout z wykorzystaniem sygnetu…

Czy mogę się mylić w tym co napisałem? Jasne, zawsze jest taka możliwość, że o czymś nie wiem lub mi umyka, w końcu anim nieomylny, ani rozumów wszystkich nie pozjadałem

Odgłosy:
forum.webesteem.pl
blog.dotmariusz.net
wolneforumgdansk.pl
tomasz.topa.pl
artserwis.pl
goldenline.pl 1
goldenline.pl 2


Roz mijanka

6 kwietnia 2008

Promocja małych ojczyzn nabiera tempa i pojawia się coraz więcej znaków promocyjnych. Wszechobecnym trendem owych dokonań jest nieodłączny maziaj uwentualnie z gradientami, we wszelkiej postaci. Trudno, może rzeczywiście „tak to ludzie widzą i lubieją”. Jakości konkursów wywoływanych na tę okazję, a i szumnych nagród w wysokości datku dla ubogich, też nie ma co dyskutować, właściwie mówiąc narzekać, na ich podły i przeczący wielekroć prawu stan. Staje się to już mantrą, którą i tak nikt się nie przejmuje w zapale ubarwiania rzeczywistości, zwanym też przez niektórych promocją. A niech tam, ale przy tej okazji pojawiają się ostre rozmijanki obrazu i słowa go opisującego, szczególnie w szumnych uchwałach wprowadzających znaki w życie. Rozmijanki śmieszne bo świadczące o braku świadomości postrzegania przez twórcę ale i zleceniodawcę, a co za tym idzie pojawiają się nie te interpretacje których oczekiwano, a i opisano.

Przykład w miarę świeży, znaku promocyjnego Gminy Kleszczewo, to dobry przykład takiej rozmijanki chęci (opisu słownego) i efektu, który widzimy. Pomijam infantylność postrzegania własnej Gminy przez szacowne Jury, zresztą o znamiennym składzie – same urzędniki w nim zasiadły, a zawyrokowały, o czym dumnie powiadomili na stronie Gminy Kleszczewo

logo Gminy Kleszczewo

W dniu 29 stycznia 2008r. został ogłoszony konkurs na opracowanie znaku graficznego promującego Gminę Kleszczewo w postaci logo Gminy. W wyznaczonym na 29 lutego terminie składania projektów wpłynęło 59 ofert z całego kraju. Dnia 10 marca 2008r. specjalnie powołana Komisja Konkursowa, w skład której weszło 6 Radnych Rady Gminy Kleszczewo, Wójt Gminy wraz z Zastępcą i Skarbnikiem oraz Dyrektorzy Szkół i Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu, dokonała oceny złożonych w konkursie prac oraz wyłoniła wstępnie zwycięzcę – powyższy projekt autorstwa Pani Marty Kulbickiej. Projekt ten następnie został ostatecznie zatwierdzony uchwałą Rady Gminy Kleszczewo nr XVIII/111/2008 z dnia 28 marca 2008r., stając się od tego momentu oficjalnym znakiem graficznym promującym Gminę. Zastosowana w nim dynamiczna grafika nawiązuje do rozwoju, podążania drogą naprzód do celu. Błękitne niebo, zielone drzewo i malowniczo wijąca się droga sugerują rolniczy i ekologiczny charakter gminy.

No i niby piknie. Niby bo… dziwnie. Bo tak patrząc na obrazek wychodzi, że każde niespójne zestawienie kilku elementów to dynamika. no i wspiera ją, tę dynamikę, zapewne rozstrzelenie liter, co prawda wynikłe z konieczności upchania drzewka, ale lepiej brzmi. Co do nawiązywania „do rozwoju” to i owszem tyle że zatrzymanego rozwoju twórczego autorki. Czepiam się? Jasne! Bo przypomina mi to trochę zabawy małpy z brzytwą. W materiale z informacją słowa „Gmina” używa się z dużej litery, toż samo na stronie Gminy Kleszczewo, w logo zaś mamy z małej litery, widać nikt nie wie jak to winno być w zgodzie z regułami języka polskiego. Hasło „podążania drogą naprzód do celu” okazuje się drogą przybywania a nie podążania naprzód. Dlaczego? Bo pewnikiem tak się lepiej komponowało twórczyni. To akurat warto wykorzystać jako przykład, jak symbolikę diabli wzięli.

Wyrobiono w nas, od pacholęctwa,  nawyk czytania od lewej ku prawej, powoduje on postrzeganie ruchu zgodnie z ruchem wzroku idącego za duktem liter, ku prawej. W tę stronę też odbieramy skojarzeniowo ruch do przodu. Ruch odwrotny, ku lewej, postrzegamy w zamian jako cofanie. Podobnie jest z liniami ukośnymi.

W tym wypadku odchylenie linii w lewo zmieni skojarzenie „wstecz” na „przybywanie”, schodzenie”, „zsuwanie się”. Odchylenie zaś linii w prawo skojarzymy jako „wybywanie”, „do góry”, „wspinanie”. Popatrzmy więc na obrazek i wynikający z niego układ wektorów

W lewej części mamy więc „przybywanie” lub „cofanie się” a w prawej byłoby owo „naprzód do celu”, co prawda krętą drogą, ale jednak. Byłoby, ale nie jest.

Kolorystyka i jej proporcje wzajemne też nie napawają optymizmem, ani, tym bardziej, skojarzeniem z tym, co chcieliby Kleszczewscy urzędnicy – „sugerują rolniczy i ekologiczny charakter gminy”. Nie sugerują. Nadmiar czerni, poprzez wyeksponowanie drogi i litery, daje wrażenie raczej odwrotne – zaasfaltowaliśmy już prawie wszystko, a drzew to ci u nas co kot napłakał. Rachityczne, w odniesieniu do wielkości pozostałych elementów, drzewo tego wrażenia raczej nie zmieni. Ogólnie smutek i nostalgia za utraconym. A niebo, ciężkie od deszczu, zapłacze…

Warto tu zacytować, a polecić uwadze w całości, Marcina Nowoszewskiego, który w artykule: Język barw pisze tak:

Popełniłbym niewybaczalny błąd, gdybym nie zasygnalizował jeszcze jednego aspektu związanego z odczytywaniem kolorów. Każdy kolor poddaje się niejako podwójnej interpretacji (pozytywnej i negatywnej), przez co może działać jak nóż o podwójnym ostrzu. Używając barw w sposób nieświadomy, czy tylko nieprzemyślany, nietrudno się skaleczyć. Jeśli omawiana tu czerwień symbolizuje życie, energię, odwagę, siłę, to trzeba dodać, że również domy schadzek, sex shopy, katów… Zieleń kojarzy się wszystkim z naturą, ekologią, witalnością, młodością, dynamizmem, ale może również z szaleństwem, nieporządkiem, błazenadą…

Kłania się nie tylko symbolika poszczególnych barw, ale i symbolika wynikająca z ich wzajemnego występowania, proporcji i oddziaływania.

Już sobie oczami wyobraźni rysuję ten obraz porywająch gadżetów promocyjnych, tych szaroburych folderów w kolorystyce logo pomagających dążyć ku, do, a nawet tędy i owędy po zaasfaltowanej gminie. Już widzę te tabuny powalonych  promocją… miejsc parkingowych.

Możnaby jeszcze długo i namiętnie analizować a wytykać błędy, pastwić się nad Gminnymi urzędnikami i autorką, bo to przecież nie tylko jej wina, ale dajmy już spokój. Na koniec mała przymiarka, do wykorzystania logo w małych rozmiarach i w wersji czarno-białej

Mamy wrażenie że to oko? no i dobrze, Pańskie oko konia tuczy… o ile cuś w nie nie wlezie, jak drzazga, i nie spaczy widzenia.

No to do następnego, równie udanego, kroku ku promocji.


Identity: Best of the Best 2008

18 marca 2008

Zakończyła się tegoroczna edycja konkursu „Identity: Best of the Best 2008”, organizowanego przez moskiewski Identity Magazine wraz z ICOGRADA.

Co prawda po pierwszej selekcji na tzw. długiej liście znalazło się 2 polaków: Wojciech Janicki (w 3 kategoriach) i piszący te słowa (w 2 kategoriach), to jednak po kolejnej na krótkej liście pozostał tylko Wojciech Janicki, w kategorii projektów dla organizacji niekomercyjnych. Niestety do finału zabrakło mu łutu szczęścia, szkoda.

Międzynarodowe jury w składzie Steff Geissbuhler(USA), Shigeo Fukuda (Japan), Miles Newlyn (UK), Garry Emery (Australia), Afonso de Souza (Portugal), Stefan Weil (Germany), Brigitte Evrard (Belgium), Alex de Janosi (USA), Vanja Cuculic (Croatia), Olga Parzhitskaya (Ukraine), Elie Papiernik (France) i Michel de Boer (Netherlands) przyznało nagrody w 12 kategoriach. Prace laureatów można obejrzeć na stronie artgraphics.ru

Kolejna edycja „Identity: Best of the Best 2009” rozpoczyna się 01.09.2008.

Uzupełnienie:
Biję się w piersi aż echo niesie i jest mi strasznie wstyd za gapiostwo. Dzięki komentarzowi Tomka i ponownemu prześledzeniu listy odkryłem że polaków jednak faktycznie było 3! Zgubiony przeze mnie to Tomasz Politanski.
Za ten niewybaczalny błąd z mojej strony najmocniej zainteresowanego przepraszam.
Uzupełnienie 2:
Od przybytku głowa nie boli a milej, bo okazuje się że był jeszcze jeden Polak – Aleksander Lenart. Przepraszam że nie dooczyłem.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi