Polska Saragossa

8 stycznia 2008

W listopadzie ub. roku zostałem zaproszony przez PARP do zamkniętego konkursu na logo udziału Polski w wystawie Expo 2008 w Saragossie. Krótkie ramy czasowe, niespójności regulaminowe, a wreszcie same oczekiwania organizatorów – i promocja Polski, jako takiej, i promocja tematu przewodniego i, i, i … Ciekawy podejściem do tematu była myśl, wyrażona przez komisarza polskiej ekspozycji, o chęci uzyskania, przy okazji, znaku mogącego konkurować z logo promocyjnym Polska (?!). Wszystko w sumie dawało powody do dużych obaw o rezultat końcowy. Nim jednak zacząłem brać się za bary z tematem życie napisało mi nieco inny scenariusz i… musiałem wyłączyć się z gry. Bywa.

Pomny obaw i zastrzeżeń, jakie wtedy miałem, sprawdziłem rezultaty owego konkursu. A tu masz babo placek:

2007-12-14
Ogłoszenie wyników konkursu na logo udziału Polski w Wystawie EXPO 2008 w Saragossie
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości informuje, że Konkurs na opracowanie projektu znaku graficznego (logo) udziału Polski w Wystawie EXPO 2008, ogłoszony w dniu 19 listopada 2007 r., został rozstrzygnięty w dniu 12 grudnia 2007 r.
Sąd Konkursowy podjął uchwałę o nieprzyznaniu nagrody żadnej zgłoszonej pracy konkursowej, z powodu niespełnienia głównego założenia, jakim jest właściwa identyfikacja wizualna Polski na Wystawie EXPO 2008 w Saragossie.

Kolejny nieudany konkurs. Normalka. Pośpiech i robienie na ostatnią chwilę to do siebie mają. Zresztą pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł, jak mawia prezydent Wałęsa, a konkursy najlepsze na miss mokrego podkoszulka.

Widzę jedno wyjście, zresztą już stosowane, użyć logo „z oknem” które obsłużyło już, o ile pamiętam, i Tokio, i Hannower. Logo w sumie niezłe, zaczyna mieć swoją tradycję, więc zamiast bawić się w kolejne konkursy na ostatni gwizdek raz zdecydować i przyjąć je dla kolejnych wystaw.
No chyba, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i już teraz zacznie myśleć o projekcie logo na Expo 2010 w Szanghaju.

Coś ku pokrzepieniu.

Żeby jednak powiało nieco optymizmem polecam pooglądanie efektu konkursu na projekt pawilonu polskiego na Expo 2010 w Szanghaju, na portalu Bryła. Autorami zwycięskiej koncepcji jest zespół architektów w składzie: Wojciech Kakowski, Marcin Mostafa oraz Natalia Paszkowska. Moim zdaniem kapitalny pomysł.


Nowy Xerox

8 stycznia 2008

Wraz z nowym rokiem firma Xerox zaprezentowała swój nowy wizerunek

logo zaprojektowane zostało przez jedną z najbardziej uznanych firm brandingowych Interbrand.

Krótka historia logo Xerox

Historia firmy zaczyna się w roku 1906, nosi wtedy jeszcze nazwę Haloid

1938 r.

W roku 1948 pojawia sie po raz pierwszy nazwa Xerox, jeszcze jako marka Haloid Company

Po małym retuszu kolorystyki X, na czerwień, logo dotrwało do 1961 roku, kiedy to pojawia się zupełnie nowy znak, w granatowo-czarnej kolorystyce, sprowadzony wyłącznie do logotypu z charakterystycznymi zagięciami nóżki w literze X oraz słowem corporation.

Kolejną zmianę przynosi rok 1968. Znak zostaje uproszczony, bez słowa corporation, litera X zostaje pozbawiona charakterystycznych wydłużonych zagięć nóżki.

1993 następuje zmiana kolorystyki na czerwień i pojawia się słynne X, jako sygnet. Projektant Mark Fox.

Sygnet stał się znany nie tylko z racji bardzo charakterystycznej formy, ale i plagiatów sprzedawanych przez dwie internetowe „fabryki” logo – Instalogo.com, podaję za katzidesign, i Logoworks.com – owocność prac tej ostatniej można pooglądać na stronie LOGOWORKS.COM RIP-OFFS

W roku 1994 pojawia się sam logotyp z pełnym zapisem nazwy The Document Company Xerox. Dominuje pierwsza część The Document Company w kolorze czarnym, zaś samo Xerox w kolorze czerwonym jest nieco na doczepkę. Rok 2002 przynosi korektę wielkości w ramach logotypu, Xerox zostaje powiększony na całą szerokość wiersza The Document Company, by po kolejnych dwu lata, 2004 r., pozostał już tylko Xerox.


Źródła:
Xerox
underconsideration
cliccalastoria.it
startguiden


Państwo jak korporacja cz.2

6 stycznia 2008

Część 1 Wiadomość dobra

2. Wiadomość zła – a nam to wisi.

I to podwójnie. Po pierwsze sami nie wiemy jakiej symboliki używać i co ważniejsze. Bo niby skąd skoro ustawa jak była kulawa tak jest. Po drugie każde ministerstwo to w końcu udzielne księstwo, co należy podkreślić. Po trzecie Nie ma nikogo komu, w rządzie, pilnowanie wizerunku pod tym względem leżało na sercu. Zresztą to akurat żadna nowość, dotąd żaden  z rządów sobie głowy takim drobiazgiem nie łamał, to czemu miałby akurat ten. Zresztą to mało medialne.

Tak więc mamy misz-masz z nagłówkami portali ministerialnych niezły. Da się jednak wyodrębnić trzy podstawowe grupy:

1. Tych co używają herbu państwowego. Inna sprawa jak go używają.

Nie tylko różnie użyty herb ale i różne pomysły i szerokości nagłówka, a co za tym idzie także wielkości herbu.  Mniejszy, większy, z prawej lub lewej, cienie, paski itp.

2. Ci co uznali że lepsze samo godło.

Warianty jak widać też od lasa do sasa, nawet półorzeł się trafił.

3. No i wreszcie „samodzielne księstwa ministerialne”, bez symboli narodowych, bo i po co.

Choć nie calkiem, Ministerstwo Rolnictwa ma nie tylko symbolikę państwową, w postaci co prawda tylko flagi, ale i UE. Tyle że kolejność dość dziwna a i pomieszczenie także. Jak z tego widać nawet kolejność występowania symboliki to problem ponad siły i dla zlecających, i dla projektantów owych witryn. No i mamy swojskie „każdy sobie rzepkę skrobie”.

Liczę jednak na to, że przy okazji jakiejś kolejnej zmiany nagłówka/nagłówków, ktoś pójdzie po rozum do głowy i zastanowi się, jak takie nagłówki budują obraz rządu, obraz państwa. Może nie trzeba aż tak wiele kasy na kampanie wizerunkowe a wystarczy zrobić parę małych, niestety przemyślanych kroków. Warto brać przykład z korporacji, one już to przećwiczyły na własnych błędach. Nic tylko skorzystać.

PS Więcej o herbie RP na stronie projektu Orli Dom.


Ford Model T

4 stycznia 2008

Znacie to powiedzenie -„Możesz mieć samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny „?  Jasne. Powiedzonko Henry Forda zrobiło równie zawrotną karierę jak jego samochód.

W tym roku mija 100 lat od chwili gdy Ford Motor Company rozpoczęła produkcję słynnego Modelu T. Jedną z ciekawostek, wartych przypomnienia, była cena – w miarę zwiększania produkcji cena spadała… tak, tak spadała, by osiągnąć w 1924 r  całe 290 dolarów. Nie dziw że zmotoryzował Amerykę.

O nowym wcieleniu słynnego Forda Model T można poczytać w Gazecie Wyborczej


4 stycznia 2008
różności
Tagi:

skomentuj
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi