Jak zaczęli, tak…
20 marca 2007Pisałem o „super konkursie” na logo portu lotniczego Poznań Ławica – jak zaczęli tak skończyli.
Dzięki podrzuconemu linkowi mogę podać cytat z informacji jaką organizator zamieścił na własnym portalu, co smakowitsze wytłuściłem:
Konkurs na logo dla Ławicy – obradowała Kapituła
28 lutego w siedzibie Portu zebrała się Kapituła konkursu na nowe logo Ławicy. Komisji przewodniczył Pan Mariusz Wiatrowski, Prezes Zarządu Portu, Urząd Miejski reprezentował Pan Włodzimierz Gorzelańczyk, Dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki, ze strony urzędu Marszałkowskiego w pracach Kapituły udział wziął Pan Jacek Bartkowiak, Zastępca Dyrektora Gabinetu Marszałka. W składzie Kapituły znaleźli się też przedstawiciele lotniska. Do konkursu przystąpiło 89 autorów, a że nieraz pod jednym godłem zgłaszano więcej projektów, łącznie nadesłano 148 propozycji. Do pierwszego etapu zakwalifikowano 27 projektów, najbardziej zbliżonych do oczekiwań organizatorów. Po dalszych obradach wytypowano trzy projekty, które zdobyły największą ilość głosów. Komisja postanowiła zaprosić autorów do ich dalszego opracowania – aby uwzględnić wynikające ze specyfiki branży uwagi organizatorów.Po tym etapie prace zostaną przedstawione mieszkańcom Poznania na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, na stronie internetowej ww.poznan.naszemiasto.pl, na stronie internetowej telewizji WTK www.epoznan.pl oraz na portalu lotniska www.airport-poznan.com.pl Głosując za pomocą kuponów Poznaniacy będą mogli wpłynąć na wybór nowego logo Ławicy. Zgodnie z regulaminem nagrodą główną jest w dwie strony dla 2 osób na trasie Poznań – Londyn Luton – Poznań, do wykorzystania w terminie do 31 sierpnia 2007 r. Kapituła postanowiła rozszerzyć nagrodę dla autorów trzech najlepszych prac.Ponadto wyłoniono 8 prac, które zostały nagrodzone wyróżnieniami – nagrodą dla autorów tych projektów jest bilet powrotny dla jednej osoby na trasie Poznań – Londyn Luton lub voucher na okaziciela, upoważniający do jednokrotnego skorzystania z Salonu Business Executive Lounge, zlokalizowanego w terminalu pasażerskim poznańskiego lotniska.
Miłą niespodzianką było kilka prac dziecięcych, spośród których Kapituła wyłoniła najbardziej ciekawą i specjalną nagrodą Prezesa Portu Lotniczego wyróżniła projekt 7-leniej Hani Koteckiej ze Środy Wielkopolskiej. To właśnie praca Hani była jedną z pierwszych, które napłynęły na konkurs. Termin uroczystego wręczenia nagrody i wyróżnień podamy po skontaktowaniu się z autorami wybranych prac. Spotkanie to odbędzie się w siedzibie poznańskiej Ławicy, a nagrody wręczy Prezes Zarządu, Mariusz Wiatrowski. Wyniki ogłosimy na łamach – Głosu Wielkopolskiego, na stronie internetowej www.poznan.naszemiasto.pl na stronie internetowej telewizji WTK www.epoznan.pl oraz na portalu lotniska http://www.airport-poznan.com.pl/Najważniejsze że nie zapomnieli wymienić żadnego z ważnych Panów.
PS może czyta to ktoś z Poznania i podrzuci mi odpowiedni link jak jawią się te projekty do głosowania.
No! No i można sobie obejrzeć wyniki konkursu tutaj http://www.epoznan.pl/index.php?section=news&subsection=news&id=5278
Logo na 200 lat
19 marca 2007Czego oczekuje klient od projektanta logo? Czasami oczekuje by był jak dżin z lampy Alladyna i dokonał Cudu, przez duże C. Do tej konkluzji skłonił mnie taki oto mail:
Jestem już po przejżeniu wielu z wykonanych przez Państwa znaków. Doszedłem do wniosku, że prawie żaden nie ma prawa stać się znakiem rozpoznawanym na całym świecie, zmakiem który w każdym języku świata, czy to po polsku, chińsku albo grenlandzku, który zawsze jest prosty w formiea zarazem zapadający w pamięć. Jestem ciekaw czy podjelibyście się Państwo wykonania takiego loga. Loga, które niczym Coca-Cola będzie mogło być niezmienne przez najbliższe 200 lat.
Pełne zaskoczenia, oprócz bycia dżinem przydałoby się jeszcze posiadać moc przepowiadania przyszłości.
Mit szybkiego oddziaływania logo
Czyli wiara w ogromną i przemożną moc logo… już na starcie. Projektant zaprojektuje, klient zapłaci i już działa, nic kompletnie nie musi robić a logo już dla niego pracuje. No cóż… takie logo, które zaraz po opuszczeniu pracowni projektanta zapadało by w pamięć, na dodatek na całym świecie, jeszcze nie powstało, i obawiam się nigdy nie powstanie. Przyczyna bardzo prozaiczna – by logo zaczęło “działać” musi najpierw zaistnieć. Potrzeba, choćby odrobinę, marketingu, reklamy, PR czy brandingu obojętnie jak to nazwiemy. Weźmy przykład jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek jaką niewątpliwie jest Coca-cola. Na swoją rozpoznawalność pracuje od ponad stu lat, zaś nakłady na promocję i pozycjonowanie marki idą w setki milionów dolarów rocznie. Zaniechanie tych działań mogłoby nieść za sobą utratę pierwszej pozycji w branży i obniżenie rangi marki, rangi a co za tym idzie jej wartości, bardzo wymiernej kwotowo. Przykład inny – CPN był najbardziej rozpoznawalną marką w Polsce dekady socjalistycznej, ocieraliśmy się o niego codziennie. Jednak wraz transformacją i zakończeniem dzialalności firmy znak znikł z naszych ulic, stacji benzynowych itp. Dla nowego pokolenia ten znak nie istnieje. I nie pomoże świadomość, że jest wykorzystywany, jako przykład dobrego projektowania, na wydziałach projektowania graficznego, w świadomości projektantów i pokolenia PRL, częściowo więc przetrwał i identyfikuje firmę nadal, choć firmy nie ma. Czy był rozpoznawalny na świecie? Nie sądzę, jeżeli już to w małych kręgach projektanckich, z prostego powodu – sama firma nie miała ani zamierzeń, ani możliwości stania się „firmą światową”. Następca, tegoż CPN, koncern Orlen takie możliwości już ma, o ile nie światowe, to przynajmniej regionalne.
Marcin Nowoszewski w swoim artykule „Symbol doskonały. Bez względu na modę”, Brief, ujął to tak:
O ile parametr uniwersalności zdefiniowałem jako parametr odnoszący się do jednolitej percepcji w przestrzeni, o tyle ponadczasowość, jak sama nazwa wskazuje, odnosi się do niezmiennego postrzegania elementów w czasie. Inaczej mówiąc, ponadczasowe jest to, co opiera się duchowi dziejów; co trwa bez względu na gwałtownie nadchodzącą i równie szybko przemijającą modę; co nie ulega technologicznym trendom i nowinkom; ba, co samo w sobie będzie stanowić pewien wzorzec, kanon, model dla innych.
Takimi ponadczasowym składnikami logo jest właśnie odniesienie do idei i tradycji stojące za formą graficzną logo, przy założeniu, iż ta idea nie zmienia się w czasie. Przykład zmienności formy krzyża przy jego niezmienności idei na przestrzeni wieków – forma aktualna dla danego czasu zawsze opierała się na założeniu podstawowym tego symbolu – dwu skrzyżowanych liniach – północ-południe, wschód-zachód.
Każdy z projektantów zajmujących się profesjonalnie logo nie tylko chce, ale i usilnie dąży by taką czystą, niezmienną w czasie formę osiągnąć. Jednak nawet najlepsze starania i najlepszy efekt końcowy nie gwarantują przetrwania znaku w dłuższej perspektywie bez wsparcia samej firmy. Problem w tym, że projektant po oddaniu dzieła zleceniodawcy, przestaje mieć nad nim kontrolę. To zaś czy znak przetrwa i jak długo jest wypadkową kondycji firmy, obszaru działania, pozycjonowania własnej marki, kultury korporacyjnej, jakości oferowanych wyrobów/usług i wielu jeszcze innych nieprzewidywalnych czynników np. wrogie przejęcie, plajta czy wypadek niszczący dobre imię firmy. Powstaje prosta zależność: żywot firmy = żywot znaku. Nie przypadkiem logo określa się mianem “twarzy firmy”.
W takim kontekście, jak opisany wyżej, postawione twierdzenie – iż żaden z moim znaków nie ma prawa stać się rozpoznawalny na całym świecie – jest i prawdziwe, i fałszywe zarazem. Prawdziwe – bowiem aby logo stało się rozpoznawalnym, stało się m marką, potrzeba wiele wysiłku samej firmy, a w skali globalnej również ogromnych nakładów finansowych na pozycjonowanie, marketing, reklamę, PR. Marka, a tym bardziej samo logo, nie istnieje bez pozycji firmy i jej produktu ani na rynku lokalnym, ani tym bardziej na świecie. Fałszywe o tyle, że gdyby założyć hipotetycznie, dla któregoś z zaprojektowanych przeze mnie znaków, odpowiednie nakłady finansowe na budowanie pozycji marki, porównywalne z budżetem Coca-coli na ten cel, wysoką jakość oferty i kultury korporacyjnej firmy, na pewno udałoby się uzyskać, w odpowiedniej skali czasowej, wysoką pozycję i rozpoznawalność. Sprzężenie zwrotne – znak identyfikuje firmę, firma wypełnia przesłanie znaku treścią.
Mit niezmienności
Drugim z powszechnych mitów jest niezmienność logo, jako formy raz ukształtowanej, i stabilne trwanie w czasie i przestrzeni. Nic bardziej błędnego. Ponadczasowość logo zasadza się w jego idei, nazwie i tradycji a nie tylko w formie graficznej. Logo Coca-cola było kilkunastokrotnie poddawane redesignowi wraz ze zmieniającym się rynkiem, walką konkurencyjną, zmieniającym się postrzeganiem przez klientów, wreszcie wkraczaniem nowych mediów. Czy twórca logo sprzed stu lat mógł przewidzieć choćby takie nośniki informacji jak telewizja i internet? Jak ta niezmienność formy wygląda z perspektywy lat opisałem na przykładzie emblematu FIATa http://www.blog.e-alw.com/2006/11/nowe-logo-fiat.html
Znaku nie da się, nawet zakładając przewidywalność przyszłości, zaprojektować na wieczność. Średnia czasu istnienia firmy to zaledwie kilkanaście lat. Większe firmy osiągają wiek lat kilkudziesięciu, korporacje są w stanie osiągnąć 100. Przy takiej perspektywie czasowej niezmienna forma znaku jest niebywale trudna, praktycznie niemożliwa, do utrzymania. Należy bowiem wziąć pod uwagę takie czynniki jak zmienność rynku, wyrastanie konkurencji, zmienność mód i zainteresowań klientów, postęp techniczny i pojawianie się nowych obszarów komunikacyjnych i zainteresowania firmy, poszerzanie lub zawężanie oferty itp. Powoduje to konieczność dostosowania formy logo do tych zmiennych, wpływających na jego postrzeganie. Żaden projektant nie ma możliwości przewidzenia wszystkich zmiennych, nie jest wróżką. Trudno więc oczekiwać by dał gwarancję na 50 lat, a tym bardziej 200. To jak dawanie gwiazdki z nieba.Przetrwanie każdego znaku, po jego zaprojektowaniu, to zasługa i ciężka pracującego właściciela, przy jego pozycjonowaniu, utrwalaniu w świadomości odbiorcy, wspieraniu dobrą ofertą i jakością. Projektant daje tylko podstawę, narzędzie wizualne do budowania tej pozycji poprzez dobry wizerunek.
Gdyby, teoretycznie, jakiś projektant był w stanie przewidzieć przyszłość i projektować takie ponadczasowe znaki, niezmienne w formie ze 100% pewnością i gwarancją na 200 lat, zapewne byłby najbogatszymi człowiekiem na świecie. Projekt logo z wróżbą 100% powodzenia Tylko ile firm byłoby stać na jego projekty….
Nowa Lancia
17 marca 2007Genewski salon samochodowy 2007 przyniósł, oprócz prezentacji nowych modeli samochodów, również prezentację nowego emblematu Lancii. Znak, tak jak nowy emblemat FIATa, został zaprojektowany przez Robilant Associati, we współpracy z Lancia Styling Centre.

Znak odwołuje się do tradycji nawiązując do stylistyki emblematów z lat 1911 i 1929. Pozbawiony dużej ilości szczegółów stał się lżejszy i bardziej dynamiczny.
Krótkie spojrzenie na historię znaku.
Firma została założona przez Vincenzo Lancia, byłego pracownika FIAT, w roku 1906. Po 63 latach, w 1969 r., znalazła się w grupie FIAT.

rok 1907 – pierwszy emblemat literniczy

rok 1911 pojawia się całkowicie nowy emblemat na okrągłej tarczy

rok 1929 przynosi zmianę emblematu – zostaje dodana dodatkowa trójkątna tarcza zewnętrzna w kolorze granatowym. Taki charakterystyczny kształt zewnętrzny zostanie już zachowany w kolejnych zmianach.

rok 1957 – całkowicie przestrzenny ażurowy znak. znika kolor granatowy ustępując miejsca chromowi i czerni.

rok 1974 – następuje odwrót od ażurowości znaku, powraca kolor lecz zamiast niebieskiego pojawia się granat użyty także w pogrubionym, w stosunku do znaku z 1929 r., rysunku.

rok 2000 – znak przechodzi drobny lifting

rok 2007 – przynosi dość radykalne zmiany. Wraz z usunięciem dwu charakterystycznych elementów – flagi z drzewcem i 4 szprychowego koła,. znika także dotychczasowy podział dwu tarczowy znaku – trójkątna (granatowa) tarcza zewnętrzna i okrągła (biała) tarcza wewnętrzna. Bardziej wyeksponowany jest także logotyp.
————
źródła:
robilantassociati.com
caradisiac.com
Wernisaż Reisingera
11 marca 2007Wybrałem się wczoraj, razem z moją córką Anią, na wernisaż wystawy Reisingera w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Nie przepadam za takimi uroczystościami i rzadko bywam z powodu prozaicznego – brak możliwości spokojnego obejrzenia. Jedyną zaletą jest tzw. „życie towarzyskie”.
Ale wracając do tematu czyli wystawy – szczerze polecam obejrzenie. Warto zobaczyć tak dla samych dokonań designerskich autora, jak i nostalgicznej nutki lat 60. pojawiającej się w jego plakatach.
Trochę mam wrażenie, niestety, że zabrakło organizatorom czasu na dopracowanie drobiazgów – mamy na przykład cykl fotografii jakiejś realizacji architektonicznej, bardzo interesującej, tyle że … nie wiadomo co to takiego, z racji braku podpisów. Zresztą w paru miejscach trzeba się domyślać o co chodzi. Kapitalne projekty kalendarzy w gablotach dla … no właśnie nie za bardzo w pierwszej chwili wiadomo dla kogo. Przy jednej z tablic identyfikacji podpis… chyba po rumuńsku. Drobiazgi, wiem, ale denerwujące, jak ta brakująca szyba w jednej z prezentacji projektów identyfikacyjnych..
Jeszcze jednym deprymującym i denerwującym, podczas otwarcia, drobiazgiem było nagłośnienie. Próbowaliśmy z Anią zrozumieć cokolwiek z wygłaszanych mów. Udawało się wyłapać co dziesiąte słowo. Chyba czas już w tej klasy muzeum coś z tym nagłośnieniem zrobić. No i to nagminne zawsze opóźnienie. Rozumiem drobne opóźnienia z rozpoczęciem, ale 20 minut?!
Dodam jeszcze informację najbardziej denerwującą, a uzyskaną od komisarza wystawy, katalog będzie za…. dwa, trzy tygodnie… czyli circa pod koniec wystawy. Ponoć zabrakło sponsorów na czas..
Niestety niedociągnięcia organizacyjne przy, jak by na to nie patrzeć, dość prestiżowej wystawie, przygotowywanej chyba czas jakiś, nie najlepiej świadczą o organizacji.
Pewnie wrócę do sprawdzonego oglądania wystaw w normalne dni, bez artystycznego rozedrgania wernisażowego. Nie zobaczę twórcy i nie napiję się winka, ale spokojnie obejrzę szczegóły. No i nie nadwyrężę słuchu próbując się dosłuchać co mówią i komu składają wdzięczne wyrazy….
A pierożki ponoć były ze szpinakiem….