Na dobry początek
2 stycznia 2009czyli książka znaleziona pod choinką.
Nakładem Świata Książki ukazała się pierwsza w języku polskim książka traktującą o heraldyce w sposób kompleksowy, autorstwa znanego heraldyka Alfreda Znamierowskiego. Od prapoczątków po współczesność Autor omawia wszystkie najistotniejsze aspekty heraldyki, bogato przy tym je ilustrując – ponad półtora tysiąca ilustracji. Mamy więc, oprócz omówienia zasad budowy herbu i symboliki, także omówienia poszczególnych rodzajów herbów – od osobistych i rodowych, po miejskie, ziemskie, państwowe i wreszcie kościelne. Omówione są także, co istotne, funkcje i użycia herbów.

WIELKA KSIĘGA HERALDYKI, Alfred Znamierowski
Ilość stron: 344 s., wprawa: twarda, wymiar: 230×290 mm, rok wydania: 2008
W klubie Świata Książki można ją kupić za 75.60 zł, w księgarniach od 80 do 89 złotych.
To trzeba mieć. Tym bardziej ze cena nie jest zabójcza, a zawartość przednia.
I na koniec, niestety, kto nic nie robi, nie robi też błędów, cytat komentarza (pod prezentacją książki) na stronie albumpolski.pl
komentowany artykuł:
ALFRED ZNAMIEROWSKI: „Wielka księga Heraldyki”
Błędy
~Heraldyk z Dolnego Śląska, 2008-12-16 22:15
Szkoda tylko, że wkradły się do niej błędy. Najbardziej kuriozalne są dwa – ze stron 160 i 245. Na tej pierwszej widnieje kilka kolorowych herbów podpisanych jako herby mieszczańskie na chrzcielnicy z Kościoła Pokoju w Świdnicy, tymczasem są to herby znanych śląskich rodzin szlacheckich: Nostitzów, Sommerfeldów, Bergerów, Zettritzów i Rothkirchów. Z kolei na tej drugiej stronie jeden z herbów miejskich (przejęty z herbarza miast śląskich Otto Huppa) opisano tak: „Święty Piotr w herbie Dzierżoniowa”. Tymczasem jest to herb Dusznik. Dzierżoniów ma w herbie od czasów średniowiecznych jeszcze św. Jerzego zabijającego smoka (jest patronem największego i najważniejszego w mieście kościoła). Pewnie autorowi pomyliły się niemieckie nazwy Reinerz (Duszniki) i Reichenbach (Dzierżoniów). Zalecam zatem ostrożność.
Wydrukowałem więc sobie erratę i nadal, z czystym sercem, polecam tę pozycję.
herbOlogo
3 czerwca 2008Oto logo, a może herb… a może logoherb, albo lepiej herbologo… Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Połaniec Sp. z o.o.

Godło na tarczy,
a tarcza w tarczy,
napis w otoku,
bez lupy w oku
nie masz szans.
Jeszcze za mało?
to się dodało
kukardę, czy inne cuś
i juś.
A może dostali jakiegoś ordera, co jego w logo upchać należy… hm….
Dla równowagi na stronie Urzędu Miasta i Gminy Połaniec herbu ani na lekarstwo.
Stse’tsin ska chińszczyzna
29 maja 2008Twórcy sławetnego logo Polska (z latawcem), agencja BNA, wierzyli że każdy człowiek na tym bożym świecie, spoza od naszych granic naturalnie i nie będący Polakiem, zna na wyrywki naszą obolałą i heroiczną historię, nawet obudzony w nocy. Ci sami twórcy, projektując nowe logo promocyjne Szczecina, poszli w swej wierze w cuda jeszcze dalej, są święcie przekonani że wszyscy nie tylko znają, ale i posługują się bez problemu Międzynarodowym Alfabetem Fonetycznym (IPA – Internatiional Phonetic Alphabet. Zaserwowali więc tym razem logo z transkrypcją zapisu nazwy Szczecin właśnie w IPA. Dla jasności – nie obok prawidłowego zapisu nazwy a zamiast niego. A czemu nie w esperanto?

Dostaliśmy rewolucyjnie wizjonerski znak-gryps, najpierw trzeba zrozumieć o co chodzi w warstwie słownej, potem sobie dopasować co to też może być i gdzie toto może być. Taka gra z odbiorcą w inteligencję i ciuciubabkę zarazem, bo jak zainteresowany znajdzie ten nieszczęsny Szczecin w takich google? ano nie znajdzie i dobrze mu tak. Żeby było zupełnie śmiesznie znak zaczął już pracować, ku chwale twórców i miasta, na bilboardach… w Polsce. No i jest super, a nawet jeszcze weselej jeszcze. Mamy oto na bilboardzie znak w tym transkrypcyjnym zapisie, obok zaś hasło „Spójrz na to inaczej. Studiuj na zachodzie”. Tyle że z racji tej formy zapisu, a i formy graficznej tej zachęty, widz może mieć kłopot ze zlokalizowaniem gdzie toto jest. Spoglądam inaczej i czeski film, a raczej chiński. Dobrze że adres strony www dodali, choć z daleka od logo, ale jest.

A w ogóle to przy okazji powstało drugie logo, mające z kolei zastępować herb miasta, bo jak mówi Wojciech Mierowski z agencji BNA
Proszę sobie wyobrazić prezydenta Szczecina opowiadającego o marinie przyszłości i posługującego się wizytówką z herbem z XVIII w. To tak, jakby ubrać we frak kogoś promującego i-phony.
Jest to niebywale odkrywcze. Że też inne europejskie miasta tego nie wiedzą. Powinny się wstydzić, uczyć i powyrzucać te starocie de mode.


To nowe logo miejskie skojarzyło się już niektórym z logo pewnej naszej partii… ale to pewnie tylko luźne skojarzenia zawistnych.
Agencja ma fart, ostatnio głośno było o niej przy okazji promocji Lublina, a jak pisze Robert Chwałowski na typografia.info:
Z czego znana jest agencja BNA (Brand Nature Access)? Przede wszystkim chyba z dwóch rzeczy, które lekko eufemistycznie można nazwać kontrowersyjnymi: z logo Polski, zaprojektowanego dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, oraz z logo Warszawy, zaprojektowanego dla Urzędu m. st. Warszawy.
Nieco offtopowo – trzy miasta, 3 hasła promocyjne:
„Gdańsk – tu się żyje”
„Poznań – tu warto żyć”
„Leszno – tu chce się żyć”
a mnie chce się wyć… ze śmiechu.
—————-
Źródła:
www.koszalin24.info
www.mmszczecin.pl
www.gs24.pl
miasta.gazeta.pl
www.szczecin.pl
www.tur-info.pl
Państwo jak korporacja cz.2
6 stycznia 2008Część 1 Wiadomość dobra
2. Wiadomość zła – a nam to wisi.
I to podwójnie. Po pierwsze sami nie wiemy jakiej symboliki używać i co ważniejsze. Bo niby skąd skoro ustawa jak była kulawa tak jest. Po drugie każde ministerstwo to w końcu udzielne księstwo, co należy podkreślić. Po trzecie Nie ma nikogo komu, w rządzie, pilnowanie wizerunku pod tym względem leżało na sercu. Zresztą to akurat żadna nowość, dotąd żaden z rządów sobie głowy takim drobiazgiem nie łamał, to czemu miałby akurat ten. Zresztą to mało medialne.
Tak więc mamy misz-masz z nagłówkami portali ministerialnych niezły. Da się jednak wyodrębnić trzy podstawowe grupy:
1. Tych co używają herbu państwowego. Inna sprawa jak go używają.

Nie tylko różnie użyty herb ale i różne pomysły i szerokości nagłówka, a co za tym idzie także wielkości herbu. Mniejszy, większy, z prawej lub lewej, cienie, paski itp.

2. Ci co uznali że lepsze samo godło.

Warianty jak widać też od lasa do sasa, nawet półorzeł się trafił.

3. No i wreszcie „samodzielne księstwa ministerialne”, bez symboli narodowych, bo i po co.

Choć nie calkiem, Ministerstwo Rolnictwa ma nie tylko symbolikę państwową, w postaci co prawda tylko flagi, ale i UE. Tyle że kolejność dość dziwna a i pomieszczenie także. Jak z tego widać nawet kolejność występowania symboliki to problem ponad siły i dla zlecających, i dla projektantów owych witryn. No i mamy swojskie „każdy sobie rzepkę skrobie”.
Liczę jednak na to, że przy okazji jakiejś kolejnej zmiany nagłówka/nagłówków, ktoś pójdzie po rozum do głowy i zastanowi się, jak takie nagłówki budują obraz rządu, obraz państwa. Może nie trzeba aż tak wiele kasy na kampanie wizerunkowe a wystarczy zrobić parę małych, niestety przemyślanych kroków. Warto brać przykład z korporacji, one już to przećwiczyły na własnych błędach. Nic tylko skorzystać.
PS Więcej o herbie RP na stronie projektu Orli Dom.
heraldyka identyfikacja logo Polska
Tagi: herb korporacja nagłówek państwo
komentarzy 7