Książkursowa przypominajka

27 września 2010

Zagonionym i zawalonym pracami Koleżankom i Kolegom przypominam:
zostały jeszcze 4 dni na podesłanie monogramów na Książkursdeadline 30.09.2010.
Książka czeka.


po oczach i do lasu

22 września 2010

Czytam książki, serio. Taka mała fobia z dzieciństwa, trauma taka, nieszkodliwa a przydatna. Ale coby się nie ośmieszać, żem taki niedzisiejszy, a niedzisiejszy jestem na pewno, bo pono młode pokolenie dobrze jak fejsbuka przegląda i czasami sens łapie, też czytam te różne portale i nawet książki elektroniczne usiłowałem. Tak na marginesie już samo sformułowanie „książka elektroniczna” wydaje się zgrzytać w zębach i profanować ową książkę. No więc jak by nie patrzeć czytuje tu i tam. I zauważyłem dość ciekawą korelację, może to przypadek mój, czyli odosobniony akurat, jak czytam książkę książkową, znaczy na papierze, to mi wyobrażnia pracuje, a jak te elektroniki to ino oczy pracują…

Tak sobie popisałem tytułem wstępu ale nie bez przyczyny. Jest fakt, jest przyczyna, bo czemu ma nie być. Al i Laura Ries w książce „Wojna marketingu z zarządzaniem” przywołują ciekawy test wpływu widzenia na smak. Otóż ni mniej ni więcej test z nieoznakowanymi kubkami, z napojami Coca-Cola i Pepsi, pokazały że klienci wybierają smakowo… Pepsi. Ale jak tylko kubki są oznakowane, to oczami zmieniają smak i wybierają Coka-Colę. A może nie zmieniają tymi oczami, a blokują doznanie organoleptyczne, kubki smakowe przechodzą w stan uśpiony i nie wtrącają się do  naszych wyborów. Naszych? czy raczej narzuconych nam?

Muzyka bez obrazu już nie uchodzi, no chyba że klasyka, ta klasyczna klasyka, od Mozarta i Bacha, a nie np. klasyk gatunku rap, choć mi nic do rapu zaznaczam, przykład taki. Obrazy migają, coś sugerują, nie wiadomo słuchać toto czy oglądać, czasem mam rozbieżnego zeza oczu z uszami, bo jedno sobie drugie sobie leci i nijak spasować się nie chce. A wyobraźnia moja ma wolne, ktoś gdzieś postanowił, jak te obrazy mają wyglądać, zero wyboru, zero zatopienia w dźwięku i przyjemności bycia w nim sam na sam, ktoś permanentnie pcha mi w oczy własne wizje i zmusza do śledzenia co dalej jeszcze głupszego było w tym jego śnie. Nie lubię tych ładowaczy swoich koszmarów w moją prywatność. Ale z drugiej strony wystarczy odrzeć tę muzykę z obrazu i zostaje plaża z umpa-umpa-umpa pa pa. O tekstach samych w sobie nie wspominam, z niegdysiejszych perełek poezji zostały pokątne strzępy i powtarzane setkę razy monosylaby, dlatego wolę piosenki w językach mi całkowicie nieznanych, przynajmniej nie wiem co dukają i stękają.

Co ma jedno do drugiego, i trzeciego również, znaczy książka, muzyka i napoje? ano ową matnię wizualną obezwładniającą i sprowadzająca na manowce. A już wyglądało tak ładnie – książka muzyka i napoje… już już kroiły się nastroje… a tu bach i koniec. Obraz zastępuje doznania i je kierunkuje wedle siebie, a nie po naszej  myśli. Nasza myśl ulotna i zwiewna jak mimoza dostaje obuchem w łeb i szlus. Przesadzam (przesadzam?), to tylko gra plam, obrazów, tekstu zwielokrotniona na maxa zajmuje kanały wizyjne w naszej skołatanej głowie ogromem szumu wizualnego uniemożliwiając przepływ racjonalnych myśli i spokojną analizę doznań. Sza, wyłączyć, zamknąć, odizolować się na miękkiej połaci i zatopić oczy w książce, z literkami, drukowanej na papierze… a wyobraźnia dostaje ostrogę i rusza, jak podniebny rumak, ostro i wysoko. Nagle słyszymy zza ściany ryk reklamy, z właśnie uruchomionego pudła z cudzymi wizjami i szlag trafia wszystko, a nasz rumak orze  już pyskiem po bruku. LUDZIEeee! – zawołał, nikt się nie reagował, wszyscy reklamę podpasek oglądali…

W przywołanej już książce Ries-ów jest taki tytulik – Menadżerowie domagają się lepszych, a marketingowcy odmiennych produktów. Mamy więc wojnę dobrego z odmiennym niekoniecznie dobrze na tym wychodząc. Szukanie bowiem oryginalności i odmienności w wielu wypadkach gubi po drodze to co ważne w produkcie. Zostaje do kupienia tylko owa odmienność, oryginalność okraszona super-hiper opakowaniem bijącym po oczach. Szok wizualny, jakiego doznajemy, pozwala wcisnąć nam cokolwiek, za jakąkolwiek cenę, a my to kupujemy z przeświadczeniem że oto dostąpiliśmy nieba wchodząc tylnymi drzwiami do klasy lux. Kupujemy więc żelazko z golarką, radiem fm i telefonem, choć tak naprawdę potrzebujemy tylko żelazka, takiego do prasowania i nic więcej.

Jedna wielka manipulacja, wszystkimi naszymi zmysłami i to od czau jak zostaliśmy otoczeni, stłamszeni i przygwożdżeni ogromną ilością tego szumu informacyjnego, którego już nie ogarniamy a poddajemy się płynąc z prądem. I o to chodzi, zero przestrzeni nie reklamowej, zero stref zamkniętych dla bezładnego potoku informacyjnego, musisz wiedzieć, czy ci to potrzebne czy nie jakie podpaski są najlepsze i co je gwiazdka x na śniadanie, musisz zyć globalnie a nie prywatnie. Musisz być świadomym konsumentem, przy czym od razu wyjaśnijmy sobie jedno – świadomym że nie masz wyboru, żadnego. Będziesz kupował co dadzą oryginalniejszego, wymyślniejszego z gwarancją ułudy lepszości nie towaru a twojego statusu. Już po mału nie pytamy czy to dobre a czy to modne, cool, topowe… Jakość? a jakoś.

PS Pisane w lesie, na polanie i kolanie, własnoręcznie, ołówkiem kopiowym, z dala od szumu informacyjnego. Normalnie wywiałem w bliżę spokojności ocieplonej słoneczkiem. Nie jest tak źle, jak nie ma tego chaosu po oczach.


Książkurs – 1 jest

24 sierpnia 2010

Jest pierwszy książkursowicz – Antek Korzeniowski i pierwszy monogram, a nawet dwa.

Antek Korzeniowski monogram 1Antek Korzeniowski monogram 2

przesyłam moje monogramy na konkurs – oba bazują na uproszczonych literach A i K. Pierwszy zachowując formę A przedstawia równocześnie K. Drugi – litery A i K zbudowane w ten sam sposób, wpisane w koło, tak by tworzyć nowy kształt.
Pozdrawiam
Antek Korzeniowski

Mono Książkurs

23 sierpnia 2010

MONOGRAM – z greckiego. monos – pojedynczy oraz gramma – znak, litera – to 2-3 litery powiązane kompozycyjnie. Stosowany niegdyś do znakowania zastaw stołowych, sztućców, haftowany na pościeli i ubiorach czy grawerowany na biżuterii. Na przełomie XIX i XX w. na tyle popularny, że wydawano wzorniki monogramowe, z przykładami do haftu czy grawerowani, teraz znów wraca do łask. Nie jest już co prawda haftowany na wnoszonych w posagu kompletach pościeli, czy kompletach sztućców, ale wraca na wizytówkach i papeteriach. Bywa i nawiązujący do tradycji, szczególnie w formie pisanki czy ozdobności, jak i bardziej nowoczesny, idący w kierunku prawie ascetycznych form, nieczytelnych na pierwszy rzut oka liter, dostosowany do współczesnych percepcji i możliwości ekspozycji.

Przywołałem temat monogramu nie bez przyczyny. Mam otóż zdublowaną książkę LogoLounge: 2,000 International Identities by Leading Designers [Paperback] i chętnie oddam ją w dobre ręce.

Ale jak sprawdzić, że dobre te ręce? postanowiłem więc zrobić małą rywalizację zainteresowanych – Mono Książkurs.

Mono Książkurs – warunki:

Ksiązkursowicz podsyła wykonany przez siebie i dla siebie monogram, zgadzając się na jego opublikowanie na moim blogu. Warunki techniczne: Czarno-biały w jpg lub gif, max 450×450 px, max 72 dpi. Mile widziany komentarz.
Zabawa trwa do końca września, 30.09.2010. Po zakończeniu nadesłane prace pokażę na blogu, a dwuosobowe jury wybierze Dobre Ręce, w które trafi książka.

Aha, jeszcze adres mailowy – alw/małpa/post.pl, w temacie „Mono Książkurs”


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi