nowe logo Brańska
9 marca 2021Brańsk to małe ok. czterotysięczne miasto w województwie podlaskim. Prawa miejskie uzyskał w 1440 roku, miasto królewskie i miejsce sejmików do XVIII wieku. Tyle najważniejszych danych, w skrócie, wyczytałem w Wikipedii. Więcej o historii można poczytać na stronie miejskiej.
Herb miasta z Pogonią.

Teraz jest i nowe logo Brańska, wybrane w konkursie.

1 miejsce 1000,-
Na konkurs wpłynęło 8 (słownie osiem) prac. Z czego jedną pracę zdyskwalifikowano, jako plagiat, po sprawdzeniu w internecie, co się akurat jury chwali.
Jury nagrodziło także dwie inne prace.

2 miejsce 500,-

3 miejsce 300,-
Cóż tu pisać, wybór ewidentnie na misia (mi się podoba). Cóż się dziwić skoro w szanownym jury byli sami urzędnicy, żadnego projektanta, a i wybierać z czego nie bardzo było. O tym, że będą problemy przy egzekucji znaku w małym formacie, raczej nikt nie myślał, a i wiedzy takiej raczej nie mieli. Jeden mały plusik, malutki, za wybór znaku nawiązującego do herbu miasta.
Krótko mówiąc kolejny logoz, dodany do ogromnego już zestawu działań promocyjnych miast i wsi pod etykietką „radosnej twórczości” promocyjnej.
zataczanie koła
4 marca 2021Dawno, dawno temu, jeszcze w wieku XIX, za morzami i lasami, amerykańscy drukarze, dla ułatwienia sobie pracy, wymyślili „logotyp”. Wielokrotne składanie nazwy, tej samej nazwy firmy, podsunęło im myśl scalenia wielu pojedynczych czcionek w jedną, poręczną czcionkę, zawierającą nazwę. Upraszczało to pracę zecera oszczędzając czas. Oczywiście dotyczyło to wyłącznie firm bardzo dużych i bardzo często przywoływanych w tekstach. Minęły lata, nastąpiły zmiany technologiczne w druku prasy i termin „logotyp” przejęli projektanci, na określenie tychże nazw firmowych, w formie projektowanych znaków firmowych, wzbogaconych czasem o sygnety. Z czasem i z rozwojem projektowania identyfikacji wizualnej zaczęto stosować bardziej precyzyjne określenia – termin „logotyp” wrócił do korzeni, określając literowy skład nazwy firmy, a wraz z sygnetem (zwanym także czasem godłem) tworząc logo.
Po latach i przemieleniu wielu trendów w projektowaniu znaków firmowych – od ilustracyjnych, rozbudowanych graficznie, po minimalistyczne, aż do nieodczytywalności – zatoczyliśmy koło, wracamy do minimalistycznego posługiwania się samym logotypem i to w formie zawężonej do krojów jednoelementowych.

Trendy projektowe wyznaczają na ogół wielcy. Mając ugruntowaną przez dziesiątki lat pozycję na rynku, dysponując ogromnymi funduszami eksperymentują, by się odróżnić od całej reszty drobiazgu w branży. Ale drobiazg podgląda i też chce być równie nowoczesny. Jest jednak pewien inny drobiazg, mała rafa – odróżnialność. Jak stosując niemal nie odróżnialne, dla przeciętnego Kowalskiego, kroje jednoelementowe ją osiągnąć? Trudność druga, to gama barwna, ograniczona do czerni. I tu zaczyna się zabawa w dodawanie typograficznych smaczków, wprowadzanie niewielkich zmian w kształt liter składających się na nazwę – tu zaokrąglenie, tam lekkie przycięcie itp. Czasem, choć rzadko, ze względu na koszty, dla wielkich i zasobnych powstaje dedykowany krój, dla całej identyfikacji wizualnej firmy. Efekty tych działań przypominają jednak bardziej zabawę w niuanse dla profesjonalistów, kolegów po fachu, niż rzeczywistą odróżnialność jednych od drugich przez przeciętnego Kowalskiego. Dla tego przeciętnego Kowalskiego wyglądają jak zaprojektowane jednym krojem teksty w gazecie czy internecie. Brakuje czegoś, co dotąd było dla niego ułatwieniem w zapamiętaniu – memokotwicy, w postaci charakterystycznego na pierwszy rzut oka kształtu sygnetu, logotypu lub całego znaku. Zróbmy mały eksperyment, wprowadzając do wszystkich logotypów krój znany wszystkim – Arial.

Wytrenowane oko projektanta różnicę wyłapie, przeciętny Kowalski nie ma szans. W sumie – „jak nie widać różnicy, to po co przepłacać”.
Ten nowy minimalistyczny trend bywa tłumaczony dość dziwnie, np. ograniczonym miejscem ekspozycji znaku lub położeniem większego akcentu na styl wizualny firmy. Dziwne to o tyle, że posługiwanie się samym sygnetem (vide Apple, Nike) nie sprawia żadnych kłopotów, nawet na najbardziej małym polu ekspozycji. Drugi z argumentów zaś ma jedną wadę – trudność przypadkowego zakodowania przez odbiorcę, jak by nie patrzeć wymaga to sporego czasu, obserwacji poczynań firmy i dość łatwo o mylenie stylów poszczególnych firm. A wszystko z racji braku graficznej memokotwicy, łatwo zapadającej w pamięć. Może po prostu zmierzamy do ery bezznakowej – dźwięk, zapach, smak, zamiast obrazu ….
design logo typo
Tagi: czerń krój logotyp memokotwica minimalizm sygnet trend zecer znak firmowy
skomentuj
o Prudniku z autorką znaku
2 marca 2021Przedstaw się proszę.
Agata Hajdecka — projektantka graficzna. Ukończyłam Edukację Artystyczną na Uniwersytecie Opolskim oraz Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Od kilku lat współpracuję z agencjami reklamowymi we Wrocławiu. Działam pod marką Tukan Media, a moje główne zainteresowania to branding, budowanie wizerunku marki oraz jej spójna komunikacja.

Jesteś autorką projektu nowego logo Prudnika, jak samopoczucie po upublicznieniu znaku? Jak mieszkańcy reagują?
Poziom wyczucia estetyki jest w Polsce na bardzo niskim poziomie. Byłam przygotowana na hejt ze strony mieszkańców mojego miasta i tak się stało. Jeżeli identyfikacja wizualna jest minimalistyczna i oszczędna, to ludzie uważają, że nie wymagała wysiłku ani przemyśleń. A taki projekt niesie za sobą wiele godzin pracy, dążenia do czytelności znaku, dobrego skalowania. Niestety, dla wielu logo powinno być „ładnym obrazkiem”. Jednak ze strony projektantów dostałam wiele pozytywnych komentarzy i tego się trzymam.
Zacznijmy jednak od historii i herbu miasta, przyznam trochę nietypowego …
Prudnik ma bogatą historię, początki miasta datuje się na rok 1255, miasto leży na pograniczu polsko-czeskim. W swojej historii miasto znajdowało się pod rządami różnych państw (Czech, Polski, Niemiec). Pierwsze wzmianki o herbie pochodzą z XIV wieku, herb przedstawiał mury miejskie z bramą oraz dwoma wieżami, między wieżami znajdował się orzeł. W roku 1607 Cesarz Rudolf II pozwolił wzbogacić herb Prudnika dodając srebrny szyszak, ozdobne labry oraz powtórzony motyw murów miejskich z lwem czeskim.W 1925 roku miasto używało herbu małego z orłem niemiecki, a po wojnie czarnego orła zastąpiono orłem piastów śląskich i taki herb funkcjonował do roku 1990. Po tym czasie miasto zaczęło używać herbu wielkiego i on funkcjonuje do dzisiaj.

Herb wielki powinien być używany tylko w wyjątkowych, uroczystych miejscach/sytuacjach. W Prudniku występował na plakatach dożynkowych czy na kubłach na odpady!!! To działanie wynikające z niewiedzy, dlatego bardzo ważna jest edukacja władz samorządowych na ten temat. Dodatkowo w mieście funkcjonują jednostki i spółki miejskie, które posługiwały się różnymi znakami wątpliwej jakości. To wszystko dawało obraz chaosu i nie wpływało pozytywnie na wizerunek miasta.
Kto zaproponował wprowadzenie nowego symbolu miasta w postaci logo i z jakim uzasadnieniem?
Władze miasta zwróciły się do mnie z zapytaniem o przygotowanie identyfikacji wizualnej miasta. Długo rozmawialiśmy na ten temat, a w efekcie tych rozmów zaproponowałam miastu dwie drogi, pierwsza to logo oparte na herbie, druga to elementy charakterystyczne dla miasta, zabytki, położenie geograficzne (w naszym przypadku jest to bliskość gór opawskich). Ostatecznie zdecydowaliśmy się na znak zbudowany na bazie herbu. Wybraliśmy tę drogę, żeby podkreślić tożsamość miasta. Natomiast projekty piktogramów z zabytkami i miejscami charakterystycznymi zostały wykorzystane jako system ikon, które uzupełniają identyfikację wizualną.
Jakie były założenia do tego projektu, czemu logo heraldyczne a nie „słoneczko, góry, rzeka”?
Jestem przeciwna znakom, używającym symboli, które nic nie mówią o danym mieście. Mamy w Polsce bardzo wiele przykładów logo ze słoneczkiem i górką, które różnią się tylko nazwą miejscowości. A tak naprawdę każde miasto posiada charakterystyczne miejsca / tradycje / cechy indywidualne / produkt i warto to podkreślać w logo. W projekcie dla Prudnika skupiłam się na tym, aby znak był ponadczasowy, użyteczny i łatwo zapamiętywalny oraz utrwalał tożsamość miasta.
Jak ci się pracowało nad projektem? Co sprawiło, a może nie, trudności przy projektowaniu tego znaku?
Najwięcej czasu i trudności napotkałam podczas projektowania sygnetu. Chciałam maksymalnie uprościć herb, nie tracąc na czytelności znaku. Odejmowanie lub uproszczenie konstrukcji, opracowanie znaku na siatce, to było najbardziej czasochłonne. Po drodze dostałam kilka cennych uwag, które wprowadziłam w końcowym projekcie. Ogólnie praca nad tym projektem sprawiła mi wiele przyjemności.
Jak się współpracowało z Urzędem Miasta?
Miałam bardzo dobry kontakt z Urzędem Miasta, ze względu na sytuację covidową spotkania odbywały się online, ale mogłam też liczyć na sprawny feedback i rozmowę w kluczowych momentach projektu.
Projekt oddany, przyjęty i koniec? Będzie coś więcej, jakaś szersza identyfikacja wizualna?
Projekt będzie kontynuowany, do opracowania zostało między inny przygotowanie szablonów pism i materiałów promocyjnych miasta oraz komunikacji w social mediach. Chciałabym opracować szeroki manual dotyczący tworzenia dokumentów miejskich z dokładnymi wymiarami i umiejscowieniem logo na poszczególnych materiałach, doborem zdjęć/obrazów i ogólnym sposobem komunikacji. W kolejnym etapach dobrze byłoby zająć się poprawą herbu i zatwierdzeniem go przez komisję heraldyczną, ale nie wiem, czy miasto się na to zdecyduje.
Bardzo dziękuję. A teraz czas pokazać projekt.





design heraldyka identyfikacja logo miasta Polska
Tagi: Agata Hajdecka graficzna herb logo heraldyczne projektantka Prudnik
skomentuj
drugie spojrzenie na Jarosław
28 lutego 2021Kilka miesięcy temu dostałem link, do relacji z sesji Rady Miasta Jarosławia, w dniu 21 września 2020, na której omawiano min. logo miasta (pkt. V Informacja na temat nowego logo Miasta Jarosławia.). Przesłuchałem i zapomniałem. Wracam jednak do tematu logo Jarosławia (patrz: Olśnienie = Jarosław?), bo po ponownym wysłuchaniu tej relacji, przejrzeniu raz jeszcze plików (w pdf) oraz księgi znaku, nasuwa mi się kilka dodatkowych uwag, także czysto technicznych.
Na pierwszy ogień wyłapałem niejasność w sposobie wprowadzania nowego znaku do zasobu symboli miasta. Nie wprowadzono go ani zarządzeniem burmistrza, ani uchwałą rady, po prostu wszedł, bo, jak tłumaczy burmistrz, po to powołał zespół do jego opracowania. Czyli, patrząc na pragmatykę wprowadzania nowego symbolu miasta jest, ale jakby go w zbiorze symboli miasta nie było, przynajmniej formalnie. Praktycznie też nastąpiło to, co w wielu miastach, wbrew deklaracjom o wadze i nadrzędności herbu, logo zastąpiło tenże herb. Przykładem choćby oficjalny serwis miasta miastojaroslaw.pl. Poniżej dwa nagłówki z portalu www miasta.

Jedynie zakładka „przewodnik turystyczny” zachowała herb.

Stara strona www – jaroslaw.pl – z herbem, wyglądała tak.

Mimo uważnego słuchania wypowiedzi kierownika projektu p. Zbigniewa Chmielowskiego nie usłyszałem żadnych odniesień do jakiejkolwiek strategii miasta. A zatem znak powstał zapewne „sobie a muzom”, co akurat nie jest ewenementem, i wpisuje się w pewien trend powstawania znaków tego typu, który można określić etykietą „bo inni mają”. Ale może czegoś nie wiem.
P. Chmielewski mówił także o systemie identyfikacji wizualnej, w kontekście znaku i jego księgi. Przyjrzałem się zatem owej księdze, dostępnej na stronie http://miastojaroslaw.pl/logo-miasta i przyznam, że mam wątpliwości, o tyle zasadne, że sprawdziłem jak wyglądają pliki znaku (te do pobrania na stronie miasta). Dostępne są jedynie formaty JPG i PDF. Wydawać by się mogło, że przy tak długiej pracy sporego zespołu efekt końcowy (pliki i księga) zostanie zweryfikowany, także pod względem technicznym, ale chyba nie został. Niby nie ma może wiele tych kiksów, niemniej mogą wpływać na posługiwanie się znakiem w sposób prawidłowy, a nawet umożliwiać mimowolne zniekształcenia znaku. Mówienie o „systemie identyfikacji” też wydaje się sporo na wyrost.
Kierownik projektu dużo mówił na sesji o dobre komunikacji i miał rację, tyle, że do dobrej komunikacji potrzebne dobre narzędzia, w tym wypadku księga i pliki, a nie tylko słowa.
Po kolei przyjrzyjmy się temu co w księdze i plikach piszczy, czyli o szkolnych błędach.
Księga zawiera opis pola ochronnego wokół znaku i było by ok, gdyby nie drobiazg – w pliku pole ochronne zadano dużo większe (circa format A4, na jakim powstawał projekt) niż opisane w księdze.

Aby zatem być w zgodzie z księgą trzeba sobie samemu to pole ochronne dostosować do prawidłowej wielkości. Ale tu pojawia się pytanie – czy rzeczywiście prawidłowo wyznaczono to pole, mam wątpliwości, czy nie jest zbyt małe po lewej i prawej stronie?
Oprócz zbyt dużego pola ochronnego w plikach pojawiają się i inne kiksy, np. taki z użytym, a nie zamienionym na krzywe, krojem w słowie „miasto”. Otwarłem plik i z powodu braku właściwego fontu dostałem taki efekt.

Kolejna wpadka w wersji poziomej znaku – obiekty miewają kontur włosowy, zupełnie zbędny. Są i różne żółcie wypełnienia i obrysu/konturu.

W wersji granatowej apla ma biały kontur grubości 0,2 mm. Litera „i” w tej wersji ma wypełnienie CMYK 0/34/88/0 i obrys włosowy CMY 0/20/94.
W podglądzie szkieletowym przeraziła mnie ilość węzłów, w obiektach znaku. Bo trzeba dodać, że poszczególne kolory w znaku nie są scalone w jedną krzywą złożoną, są odrębnymi obiektami i krzywymi. Nie są też zgrupowane, chyba, że rozgrupowanie to efekt otwierania u mnie. W prezentowanej niżej literze E jest 117 węzłów (!?).

To jednak, co zobaczyłem w pliku „logo kontur”, przebiło wszystko. Po pierwsze, to nadal zbiór kilkunastu obiektów. Po drugie – łącznie 2468 węzłów(!) w wersji pionowej znaku i 2456 węzłów(!) w poziomej.


Po trzecie, brak zdecydowania co zrobić z babolem przy literze J, w jednej wersji jest, w drugiej brak.

Ciekawostką jest też fakt manipulowania grubością (za pomocą obrysu/konturu) i wysokością (ściśnięcie w dół) liter w słowie „miasto” w dwóch wersjach znaku. Poniżej śmieci pozostałe po pogrubieniu liter w wersji konturowej pionowej i poziomej.


Także w wypadku wersji czarno-białej nie mamy jednego obiektu a 14 obiektów w pionowej i 13 w poziomej.
Motyw graficzny. We wcześniejszym artykule napisałem o wrażeniu ruin:
„Znak z jednej strony akcentuje ważność doznania, z drugiej zawiera symboliczne, podobno, odniesienia do zabytków miejskich, ale na mnie sprawia to wrażenie raczej symbolicznych zabytkowych ruin i miał bym problem z określeniem jakich konkretnie w rzeczywistości.” http://alw.pl/olsnienie-jaroslaw/
I pozostaję, niestety, przy tym wrażeniu, tym bardziej po zobaczeniu motywu graficznego, jaki pojawia się w księdze.

Wniosek z powyższego wypływa jeden – na końcu musi być weryfikacja plików, dobrze jeśli przed upublicznieniem robiona a nie po.
A tak zupełnie na marginesie – rozbawił mnie sposób deprecjonowania mojej osoby, zaprezentowany, w wypowiedzi na sesji, przez kierownika zespołu projektowego p. Zbigniewa Chmielowskiego, który w jednym zdaniu określił mnie jako blogera-krytykanta i jednocześnie wyznał, że nie czytał mojego artykułu o znaku Jarosławia. Bomba. Pozamiatane. Tak trzymać. Z drugiej strony, szkoda, że nie czytał, może odniósł by się merytorycznie do przedstawionych tam wątpliwości. Ma okazję odnieść się teraz.