dwa w jednym

23 września 2013

Pisząc pierwszą część materiału o nowej identyfikacji NBP pokazałem jej dość zawężony obraz. Tak to bywa czasem, że rzeczy oczywiste umykają gdzieś i wydaje się, że ich nie ma. Szukałem, nie znalazłem, a dzięki podpowiedzi Leszka Bielskiego już mam,bardzo dziękuję, na stronie NBP jest wszystko jak należy. Przypomniał mi się wierszyk o panu Hilarym, toż byłem na tej stronie NBP i… ślepota, nie zauważyłem tych linków do skróconej księgi i fotek poglądowych. Przyjrzyjmy się zatem tej identyfikacji, od razu zaznaczam trochę wybiórczo.

Identyfikacja wizualna NBP - przykłady

Zafrapowała mnie, ujęta w tej identyfikacji, kwestia godła państwowego. Jak widać na powyższej wizualizacji godła tam ani śladu. Godło pojawia się w jednak księdze znaku NBP, w Rozdziale I znak NBP, pkt 17 znak zestawiony z godłem (str. 18).

karta 18 księgi znaku NBP

W komentarzu, pod poprzednim materiałem o nowej identyfikacji NBP, Lama zacytował fragment opisu znajdującego się na tej karcie:

17. Znak zestawiony z godłem

Znak NBP może być zestawiony z godłem Rzeczypospolitej Polskiej.

W przypadku znaku w kolorze podstawowym – Rys. 1 należy stosować prawidłową, pełnokolorową wersję godła, zgodnie z Ustawą z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej (z późniejszymi zmianami).

W przypadku znaku w wariancie monochromatycznym – Rys. 3. należy stosować prawidłową, monochromatyczną wersję godła, zgodnie z Ustawą z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej (z późniejszymi zmianami)1.

1 Źródło godła: http://www.poland.gov.pl/

Pozwoliłem sobie w tym cytacie wytłuścić dwa istotne elementy, do których warto się odnieść.

Sprawa pierwsza – akapit „Znak NBP może być zestawiony z godłem Rzeczypospolitej Polskiej.”. Przyznam, bez bicia, nie rozumiem tego zapisu, co Twórcy, przy wsparciu nadzoru artystycznego, w składzie:  Andrzej Heidrich, Andrzej Pągowski i Konstanty Przybora, chcieli przekazać, że białe jest białe bo białą farbą malowane? Toż oczywistością jest iż każdy znak firmowy może być zestawiony z herbem RP. Więcej, to nie z księgi znaku instytucji a księgi herbu RP powinna wynikać ta możność/dopuszczalność, całkowita lub ograniczona warunkowo. Pytanie po co?

Sprawa druga – „należy stosować prawidłową, monochromatyczną wersję godła, zgodnie z Ustawą …”. I tu przyznaję zastrzelili mnie, więc w te pędy próbowałem zweryfikować, znaleźć tęprawidłową, monochromatyczną wersję godła”. Klops totalny. Nie istnieje bowiem, w tejże Ustawie o godle, żadna wersja monochromatyczna herbu Rzeczypospolitej! I nigdy nie istniała. Zatem odwoływanie się do Ustawy jest całkowicie nieprawdziwe i wprowadzające w błąd. Co łatwo sprawdzić na stronie Sejmu. Powiem więcej, wariant monochromatyczny herbu RP , w takim ujęciu jak zaprezentowane w księdze znaku NBP – skala szarości, nigdy nie powinien być stosowany. Prawidłowym odwzorowaniem herbu w tym wypadku jest wersja achromatyczna ze szrafowaniem, pisałem o tym w materiale Czego brakuje?, na stronie projektu Orli Dom:

„Wersja E jest w skali szarości, stosowana błędnie od czasu do czasu, niejako z automatu – opcja usuń kolor w Photoshopie. […] Wersja ta o tyle nie ma uzasadnienia, że istnieje od początku drukarstwa wypracowana technika stosowania dla każdej z barw heraldycznych (tynktury) przypisanego jej wzoru szrafury. Nie ma więc żadnej potrzeby stosowania wersji E, w skali szarości, mylącej co do koloru tarczy, mając do dyspozycji wersję  F z prawidłowym dla barw szrafunkiem, lub wersję ideogramową G.”

Ale takiej wersji oficjalnie też nie ma, w Ustawie jej nie znajdziecie.

I sprawa trzecia – o co właściwie chodzi na tej karcie? Prezentowane jest możliwe zestawienie herbu RP + znak NBP, lub godło Orła Białego + znak NBP. Tylko po co? Mamy dwa warianty :

a/ twórcy chcieli pokazać oczywistą oczywistość, cytując klasyka, że znaki można zestawić. Ok, ale to wiadomo wszystkim.

b/ twórcy wykoncypowali super znak złożony z herbu/godła + znak NBP. Tyle, że to dwa grzyby w barszcz. Bo jeśli miał powstać taki super znak, to trzeba wybrać tylko jedn z wariantów. Albo NBP ma prawo, jak inne instytucje państwa, posługiwać się zgodnie z Ustawą o godle tylko godłem Orzeł biały (bez tarczy) w wersji barwnej. Ba, tylko Ustawa mówi o posługiwaniu się godłem przez instytucje państwowe i tylko godłem, nie ma mowy o żadnym współistnieniu z innym znakiem instytucji, na dodatek godłem heraldycznym barwnym. Albo NBP nie jest zobligowana tą Ustawą i nie musi mieć godła, ale w takim razie tym bardziej nie musi mieć herbu RP. O co tu chodzi, dla jakich sytuacji właściwie to zaprojektowano? Tego niestety z dostępnego materiału nie da się wydedukować.

Przyjrzyjmy się jak te znaki zestawiono.

zestawienie herbu RP i znaku NBP

Odstęp między obu znakami wynosi 1/6 szerokości znaku NBP. Bardzo ciasno i po prostu nie ma czym oddychać. Aż się prosi by herb miał więcej przestrzeni wolnej. Niestety autorzy poszli na łatwiznę – jak po prawej stronie sygnetu jest 1/6, to i po lewej też. Dziwne to o tyle, że na stronie 5 tegoż księgi znaku mamy wyznaczone pole ochronne o szerokości 1/3 szerokości sygnetu NBP. Zatem odstęp, między herbem a znakiem NBP, jest o połowę za mały.

porównanie odstępu między herbem RP a znakiem NBP

Czy jest wystarczający taki odstęp? Na pewno wygląda to lepiej, choć w swoim projekcie Orli Dom przyjąłem szerokość pola ochronnego (licząc od krawędzi herbu do krawędzi pola) jako minimalną 1/4 szerokości herbu. Co i tak daje większy odstęp między znakami, niż przyjęty w księdze.

porównanie odstępu między znakami 2A teraz warto postawić pytanie dlaczego wiążące ma być pole ochronne znaku NBP w takim zestawieniu? Prawidłowo odstęp powinno określać wyznaczone pole ochronne herbu RP, jako znaku ważniejszego, ale nie określa, bo go nikt nie wyznaczył w sensie oficjalnym i nigdzie czegoś takiego nie znajdziemy. Stąd biorą się właśnie pomysły wyznaczania  godłu państwowemu roli zależnej, od mniej ważnych znaków z wyznaczonym polem ochronnym.

Żródło:
Skrócona wersja Księgi identyfikacji wizualnej NBP

Wykonawca: INNO Projekt + NPD.


Politechnika Gdańska

19 marca 2013

Politechnika Gdańska wprowadziła w styczniu nowe logo, autorstwa Mamastudio.

nowe logo Politechniki Gdańskiej

Na stronie PG mamy takie objaśnienie:

„Dekoracyjną formę lwów trzymających tarczę zastąpiły figury o regularnym rytmie geometrycznej linii konturu. Sylwetki lwów oraz zestawienie inicjałów nazwy uczelni z godłem miasta Gdańska w polu tarczy herbowej stanowią nierozerwalną, połączoną na poziomie symbolicznym i graficznym całość znaczeniową.

Niezbędnym dopełnieniem kompozycji jest nowoczesna typografia – bezszeryfowa, modernistyczna antykwa o klasycznym i dynamicznym kroju liter nawiązującym rysunkiem do charakteru opracowania graficznego znaku. Dzięki temu nowy znak PG jest nowoczesną i syntetyczną graficznie interpretacją dawnej konwencji herbu.”

I niby wszystko ok. Znak mi się podoba, w tej uproszczonej formie, ale jednej rzeczy jakoś nie mogę zrozumieć, bo:

„Znak został zatwierdzony podczas posiedzenia Senatu Politechniki Gdańskiej, 23 stycznia 2013. Logo należy już stosować na dokumentach, dyplomach, reklamach i innych nośnikach informacyjno-promocyjnych.”

Logiczne? Niby tak, ale jednocześnie czytam, że:

W opracowaniu jest tzw. księga znaku – dokument definiujący standardy prawidłowego używania loga PG. Księga powstanie przed wakacjami.

Czyli co? najpierw wprowadzamy na hura znak, a potem dopracujemy standardy jego stosowania? A może to ja jestem do tyłu i nie łapię o co biega? Może to taki nowy, kolejny trynd stawiania na głowie?

PS dziękuję Patrycji Świderskiej za podesłany link.


o niedozwolonych

18 maja 2012

A konkretnie o niedozwolonych przekształceniach znaku, przedstawianych w manualach.

Zawsze zastanawiał mnie, przeglądając różne manuale, brak logiki w budowaniu księgi znaku. Konkretnie chodzi o kartę pokazującą jak nie należy znaku wypaczać, czyli niedozwolone przekształcenia logo. Mamy bowiem dość specyficzną sytuację, najpierw autorzy takich manuali  podkreślają dobitnie, że znak MUSI być eksponowany zgodnie z księgą, nie może być modyfikowany w jakikolwiek sposób, co oznacza, że nie może być inny niż prezentowane w księdze wersje,  a parę stron dalej dają przykłady takich niedozwolonych wypaczeń. Wygląda to mniej więcej tak, jak na przykładach.

karta z manuala Centrum Nauki Kopernik

karta z manuala Comarchkarta z manuala NFZkarta z manuala Politechnika Wrocławska

Jaki sens takiego pokazywania?

Wyobraźmy sobie rozpisane przykazanie „nie kradnij” na takiej właśnie zasadzie. Przykazanie jest jednoznaczne i obejmujące wszystko, co da się pod tę czynność podpisać. A teraz wyobraźmy sobie, że tę jednoznaczność zaczynamy doprecyzowywać – „nie kradnij: samochodu, roweru, książki, krowy, jabłka, pierścionka etc.”. Jaki będzie efekt? otóż taki, że nie jesteśmy w stanie wyspecyfikować tych wszystkich elementów, które ukraść się da, a co za tym idzie dajemy pole do wytłumaczenia bardzo prostego, powiedziałbym nawet prostackiego – „ale to nie było wymienione/pokazane”. Czy to się nam podoba, czy nie, wytłumaczenie jest w miarę racjonalne i logiczne. Głupio, ale jednak jakieś usprawiedliwienie autor takiego pokurcza ma.

Żeby nie było, że to tylko teoretyzowanie, przytoczę przykład z własnego podwórka. Kilka lat temu, na usilną prośbę Klienta, takie strony z prezentacją niedozwolonych przekształceń weszły do przygotowywanej dokumentacji, normującej już funkcjonujący znak. Zebrany został dość szeroki materiał poglądowy, w postaci istniejących w realu i Internecie różnorakich wypaczeń i zniekształceń znaku, od zmiany proporcji lub koloru, przez skrzywianie udające perspektywę, po zabawy z bajerami, światłocieniami i blikami. Od zakończenia prac nad dokumentacją, przekazania jej klientowi, upłynęło raptem pół roku. A po pół roku… pojawił się pierwszy przykład „wykręconego” znaku. Zadzwoniłem, nieco zdeprymowany taką sytuacją, do wykonawcy, z pytaniem czy miał dokumentację i czy wie, że tak mu nie wolno znaku zniekształcać. Usłyszałem, że owszem, jak najbardziej, dokumentację miał i wie… że takiego, jak jego wersja znaku, przekształcenia tam nie ma, zatem nie widzi problemu. Proste? proste, a ręce opadają.

W sumie takie specyfikowanie niedozwolonych ma, z mojego punktu widzenia, jeden jedyny pozytywny element, czyli rozbudowywanie księgi, o kolejną kartę, lub karty, zależnie od pomysłu projektanta na owe wykoślawienia, lub przykłady rzeczywiste. Tylko czy to rozbudowanie, przy takim efekcie końcowym, jaki opisałem wyżej, ma sens? czy nie jest to działanie rozmywające to, podkreślane przecież wyraźnie, stosowanie znaku w zadekretowanej formie przedstawionej w księdze?

Trochę czym innym jest pokazanie nieodpowiedniego dla znaku tła, bo i tu spektrum możliwych teł jest mocno zazwyczaj zawężone, do kilku przykładów, i zdecydowanie lepiej, dla Klienta, było by pokazanie nie tyle tła niezalecanego, czy niedozwolonego, skoro już je specyfikować chcemy, ale co w takiej sytuacji, która zawsze może mieć miejsce, powinien zrobić, jaką inną wersję należy w tym momencie użyć.


księga logokręcioła

30 grudnia 2011

Temat wywołał mail, od Łukasza Barucha, z pytaniem:

Dzień dobry.
Widziałem wiele kart znaku, jednak w żadnej nie spotkałem się z zasadami animacji logo/logotypu. Czy nie sądzi Pan że dzisiaj projektant powinien z oczywistych względów ustalić zasady użycia swojego znaku w ruchu (kierunek/rodzaj ruchu/obrotu, kolejność pojawiania się elementów, itp)?

Pytanie niby proste, ale to tylko pozór, bo niby o jaką animację chodzi autorowi? prostą pętlę czasową ze znakiem obracającym się, np. wokół osi? czy raczej o algorytm zmieniający kształt znaku w określonym czasie lub na przy spełnieniu określonych warunków, powiedzmy dla kolejnego obserwatora?

W pierwszym wypadku, kręcącego się na stronie internetowej, jak otępiała fryga znaku, sprawa dość prosta odpowiedzieć. Księga znaku to nie miejsce dla tego typu, powiedzmy sobie szczerze, wątpliwych popisów stosowania, jeżeli już toto ma być, to co najwyżej pomieszczone w katalogu zastosowań. Dlaczego napisałem o wątpliwych popisach? Ano, mamy tu do czynienia bowiem z zaprzeczeniem dobrej ekspozycji logo, ułatwiajacej zapamiętanie znaku, ale to akurat jeden z grzechów. Drugim grzechem, kompletnie ignorowanym, a może nieuświadamianym,  przez twórców tych bączków,  jest rzecz bardzo istotna z kolei dla całej witryny – otóż tak skonstruowany, obrotowy, migający czy co tam kto jeszcze wymodzi, „efektowny” gadżecik jest nie tylko nieefektywny a wręcz odciąga uwagę od elementu najważniejszego jakim jest kontent strony. Mamy zatem sytuację ekstremalną, gdzie z jednej strony ciężko zakodować prawidłowy kształt znaku, z racji jego migowości obrotowej, z drugiej jego funkcja oznaczania kontentu na stronie leży w gruzach, bo gadżecik skutecznie dominuje, zadrażnia nasze widzenie i od tego najważniejszego kontentu wzrok odciąga. Czasem, co prawda, tego kontentu na stronie brak i znak robi za intro,  jak w wypadku opisywanego niegdyś przeze mnie moblogota Burnley, co jednak sprawia wrażenie zapchajdziury służącej jedynie zabawie projektanta.

Zupełnie inną sprawą są znaki zmienne w kształcie, oparte na algorytmach, jak, opisywane równo rok temu na tym blogu, norweskie żywe logo Uniwerystetu Przyrodniczego, opracowanym przez Tangram Design, gdzie istnieje nawet możliwość wygenerowania własnej wersji tego znaku w oparciu o biogram.Przy takich znakach widać nie tylko ową zmienność, ale i myślenie/planowanie jego wyglądu i zarazem oddziaływania znaku na odbiorcę, szukanie nowej jakości z uwzględnieniem psychologii postrzegania, a więc efektywnego działania znaku, a bez nachalnego koncentrowania na sobie wzroku kosztem treści, którą logo znakuje/firmuje.

Taki znak, bez wątpienia, jest dokładnie opisany w księdze, wraz ze wszystkimi możliwymi jego kombinacjami, fragment takiego specyfikowania w księdze prezentowałem właśnie w tamtej prezentacji logo. Mamy tu jednak, w wypadku pełnego opisu budowy znaku i rządzących nim algorytmów, do czynienia z wkroczeniem na teren informacji wrażliwych, o które się dba i niekoniecznie ujawnia konkurencji, ochrona znaku, poprzez nieujawnienie jego wszystkich detali algorytmu, a zatem trudno oczekiwać by taki opis szczegółowy był, w księdze ogólnodostępnej, prezentowany ze wszystkimi detalami.

Trzeba przy okazji zauważyć, że większość z dostępnych w internecie opracowań, czy to nazywanych księgą, brandbookiem, manualem lub style guide, jest jedynie mniejszym lub większym fragmentem rzeczywistego opracowania. Z różnych względów nie pokazuje się publicznie wielu opracowań szczegółowych, szczególnie w części zawierającej zastosowania znaku, gdzie dochodzą tak nowe, nietypowe opracowania, jak i stosowane są nowe technologie lub nowatorskie rozwiązania w tym zakresie. Jest też i powód prozaiczny zupełnie czyli konkurencja, której nie należy uprzedzać ani względem co zrobimy, ani jak to rozwiązaliśmy. Stety lub niestety, rola edukacyjna, takich opracowań, dla innych projektantów, nie jest zupełnie istotna i w ogóle brana pod uwagę.

Między obydwoma, wymienionymi wyżej, przykładami jest naturalnie ogromne pole możliwości pośrednich animowania znaku. Jedno wszakże trzeba sobie powiedzieć szczerze – każda taka realizacja musi być w pełni przemyślana, nie tylko co do efektu, ale i wpływu tego efektu tak na postrzeganie samego logo, ocena łatwości zapamiętania, jak i pod względem wpływu ruchu na postrzeganie pozostałych elementów na stronie, w tym treści najważniejszych, na które przecież chcemy skierować uwagę odbiorcy.

I na koniec jeszcze małe odniesienie, do animowanego, w sposób najprostszy, znaku, w postaci np. animowanego gif-a. Jaki sens jest opisywać taki znak, który sam w sobie jest li tylko efekem dla samego efektu, bajerem dla samego bajeru, nic nie wnoszącym, w niczym nie pomagającym? Jaki więc sens ma opisywanie detaliczne, klatka po klatce, pętli czasowej, takiego znaku czy kolejność pojawiania się elementów? Żaden. To nie jest neon na budynku. Tym bardziej, to porównanie z neonem trafne, że choć efekt podobny, to jednak neon pełni zupełnie inną funkcje, niż znak na stronie www, i w zupełnie innym występuje anturażu. Neon nie odwraca uwagi od treści istotnych, których szuka internauta, bo ich w miejscu jego posadowienia, w przestrzeni miejskiej, nie ma, nie odwraca tym samym, bo nie może, skoro nie ma, od nich jego uwagi. Nikt rozsądny oczywiście nie mówi  że takich efektów nie można używać, należy jednak wiedzieć z jednej strony po co, z drugiej jak wpływają na postrzeganie innych części serwisu, wspomagają, są neutralne, czy może przeszkadzają w odbiorze.

Logokręcioł, to nic innego, jak kwiatek do kożucha. A jako że zbliża się rok nowy, miejmy nadzieję z zimową aurą, to i kożuch przydatny będzie, kwiatki niekoniecznie. Życzę zatem Wszystkim Czytelnikom mojego bloga sukcesów w pracy, determinacji w obronie dobrych koncepcji, a przede wszystkim widzenia spraw projektowych w szerokim horyzoncie, dużo szerszym niż sama poprawność techniczna.

Do Siego Roku!


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi