tożsamość wizualna

26 stycznia 2013

Dostałem z wydawnictwa Newsline ciekawą książkę  „Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło.

Tożsamość wizualna, wydawnictwo NewslineNa naszym ubogim we własne opracowania, dotyczące tego tematu, rynku każda taka pozycja jest oczekiwana. Zacznę więc nietypowo od polecenia książki, choć nie do końca jestem przekonany. Na pewno się przyda dla poszerzenia wiedzy. Dla jasności – mówię o treści książki, choć i tu są pewne braki i niespójności, nie jej szacie edytorskiej, ale o tym dalej.

Jak reklamuje wydawca na swojej stronie internetowej:

„Autorzy – naukowcy i praktycy, prezentują proces od początku – powstawania logo, przez budowanie systemu, po wpływ tożsamości wizualnej na image organizacji.
W przejrzysty sposób autorzy przeprowadzają czytelnika przez obszar tych zagadnień, począwszy od źródeł i przesłanek projektowania znaku firmowego, przez zasady budowania na jego podstawie systemu identyfikacji wizualnej oraz posługiwania się nim, aż po znaczenie takiego komunikowania dla wizerunku firmy czy instytucji. Przykłady, ilustracje i schematy obrazują opisywane zagadnienia, odwołując się do brandów funkcjonujących na rynku od lat ale pokazują też mniej znane marki i ich symbolikę.”

I prawie to prawda. Jest o percepcji,  logo, jest o manualach większych i mniejszych. Mamy również omówione systemy identyfikacji, w tym miejskiej, z uwzględnieniem w niej ważnej roli herbu. Jest także o stronie prawnej zagadnienia. Wydawca pisze dalej tak:

„Pozycja ta jest jedną z nielicznych książek na polskim rynku wydawniczym, poruszających z naukowego punktu widzenia tematykę corporate identity, […]”

że jedna z nielicznych pełna zgoda, byłbym jednak ostrożny z klasyfikowaniem tej pozycji jako naukowej, czy pisanej z naukowego punktu widzenia, co nie umniejsza jej wartości poznawczej, choć niektóre sprawy, jak choćby testy percepcyjne, wzmiankowane są jedynie w podpisie pod ilustracją lub jedynie wspomniane mimochodem. Jak na pracę o naukowym spojrzeniu na temat ma też zbyt skromną bibliografię.

Wszystko ładnie, ale… szata edytorska. Leży.

W słowie wstępnym, od Autorów, czytam:

„Gdyby książka ta powstała w latach 90.,a właściwie gdyby wówczas była wydana (bo w pewnym sensie powstała już wtedy) […]”

zaś parę linijek dalej taka  konstatacja:

„Dużo się od tamtych czasów zmieniło […]”

Nie przypadkiem zacytowałem powyższe, bo otóż główny mój żal, do Autorów i Wydawcy, dotyczy formy edytorskiej, w jakiej książka się ukazała. To jeden z elementów wpływających na przejrzystość „przeprowadzania czytelnika przez obszar tych zagadnień”. A forma ta, niestety, bliska przeszłości, latom PRL, kiedy to o dobry papier było trudno.  Niestety, sposób wydania totalnie rozminął się i z możliwościami, i z tym, czego można by oczekiwać, tu i teraz, po tego typu pozycji. Jak się wydaje takie książki wystarczy popatrzeć na dostępne u nas tytuły obcojęzyczne z tego zakresu. A tu mamy papier offsetowy,  mocno wsiąkliwy, co odbiło się natychmiast na jakości kolorowych ilustracji. Dobry papier musi być, bezwzględnie. I dobry druk, że o łamaniu nie wspomnę. Łamanie tekstu na mocno powiększonej interlinii tutaj akurat nie wygląda na przemyślane. Trochę sprawia wrażenie „watowania” książki, do tych 190 stron.

Pretensja druga, wynika z pierwszej – ilustracje i schematy. Szkoda, że papier skutecznie zabił prezentowane przykłady znaków, szczególnie kolorowych. Piszę znaków, bo mimo że autorzy poświęcili wiele słów księdze i jej zawartości, różnym systemom identyfikacji wizualnej, to zilustrowanie tego jest, powiedzmy sobie szczerze, mocno nie zadowalające. Aż prosi się pokazać karty księgi czy większych opracowań SIW. Toż mamy erę wizualizowania, a o tym w książce mowa co i rusz. Pokazać. Ale nie pokazali. Szkoda.

Schematy, jako takie, powinienem właściwie dyskretnie pominąć głębokim, znaczącym milczeniem. Przepraszam, ale w książce zajmującej się tematem identyfikacji wizualnej nie uchodzi odwalenie schematów na szybko i byle jak. Infografika i prezentacja danych to już nie są szare tabelki połączone kreskami drodzy Autorzy. Chyba jednak, w tym właśnie miejscu szczególnie, nie zauważyliście Panowie zmian wokół, ogromnych zmian. Jeśli był problem jak to ugryźć wystarczyło wziąć do ręki choćby pokrewną tematycznie pozycję „Designing brand identity” A. Wheeler. Przyjemnie ją wziąć do ręki, czytać, oglądać. Podsumowując temat ilustracyjny – sporo za mało ilustracji, jak na ten temat i taką ilość tekstu.

Trzeci słaby punkt, bo trudno to nazwać pretensją, to początek książki. Rozpoczynanie wprowadzania Czytelnika, w temat identyfikacji wizualnej, od definicji rozczepienia światła, długości fal etc. to czysta szkolna wiedza z fizyki, niejednego może zniechęcić, ledwie zaczął. Czy na pewno jest to potrzebne, już na pierwszej stronie? Nie, jest zbędne, bo i nie wynika z tego nic dalej, żadne odniesienie. Ot, wyuczone, wyrecytowane, ładnie brzmi i nic nie wnosi. Zresztą, moim zdaniem, cały temat wzroku i percepcji, o ile uznać że powinien to raczej nie na początku, nie wiedzieć czemu wstawiony w „rozdział I Znak”.  Logiczniej, skoro już ma na tym początku być, byłoby dać osobno, bo dotyczy wszystkich 3 rozdziałów po nim następujących.

Oczywiście potrafię zrozumieć oszczędnościowe myślenie wydawcy, mające zapewne wpływ na formę wydania książki. Ale to zrozumienie niczego, co napisałem wyżej, nie zmienia. Po prostu dzisiaj tak się nie wydaje takich pozycji, ba, nawet literatura sensacyjna potrafi być wydawana na najwyższym poziomie edytorskim. To się nazywa walka o Czytelnika, tak tylko przypominam, na wszelki wypadek, w razie gdyby te braki literatury polskiej, dotyczącej identyfikacji wizualnej, miała być usprawiedliwieniem „i tak kupią, bo nic innego nie ma”. Książka o identyfikacji wizualnej, w której estetyka także jest pewnym kryterium postrzegania, nie może tejże estetyce zaprzeczać.

„Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło. Wydawnictwo Newsline 2012 r.
Numer ISBN: 978-83-927713-7-1
Ilość stron: 190
cena u wydawcy: 49.00 PLN + przesyłka


Lew czeski i jaja

4 listopada 2010

Dowolność stosowania symboli państwowych przez… instytucje państwem władające i do poszanowania symboli zobligowane, a wpływającą na brak jednorodności w wizerunku tychże, jako jednego państwa, opisywałem już w „Państwo jak korporacja” i paru innych tekstach. Bo mnie to męczy.

Aliści to, co u nas, okazuje się w sumie małym piwem, w porównaniu z Czechami. Oni są specjalistami od piwa, to i nawarzyli sobie. Oto font.cz przynosi próbkę różnych używanych przez ichnie władze przedstawień i modyfikacji herbu małego Czech, tak, tak, oni maja i herb mały i duży. Modyfikacje nie tylko samej tarczy, ale i godła na nich różniaste i z wzorem urzędowym na ogół zgodne „w pobliżu”.

czeski lew

Co artyście (może nawet bardziej decydentowi) w duszy grało na hasło „czeski lew”. Na marginesie – przyjrzyjcie się dokładnie trzem górnym lwom,  w szczególności przyrodzeniu lwa.

przyrodzenie

U pierwszego od lewej jest ok, członek zgodnie z heraldyką sterczy. Dwa pozostałe to kaleki, artyści wykastrowali członka i zostały… jaja, ale jaja.

Co z tej dowolności  wynika? ano to samo co u nas, co żadną pociechą nie jest niestety.

Oprócz prezentacji herbowego mętliku jest też przykład wizytówkowego „bordelu”, jak ładnie określili to na font.cz .  Może warto i nasze bilety wizytowe pokazać i tę radosną twórczość łamaczy… Warto poczytać co sądzą o problemie w komentarzach czescy graficy, ale kto by się przejmował co oni sądzą tam czy tu u nas.

Psy szczekają karawana jedzie dalej.


US Virgin Islands

28 lipca 2009

Walka o turystów powoduje dbałość o własny, lepszy od innych, wizerunek. Po świetnej identyfikacji Wysp Bahama kolejny dobry przykład dają położone na morzu Karaibskim US Virgin Islands, terytorium skonfederowane z USA a obejmujące trzy wyspy St. Croix, St. John, St. Thomas. Warto pamietać że jest jeszcze British Virgin Islands.

Logo promocyjne US Virgin Islands oparto na kulturowej ikonie wysp i zarazem atrakcji turystycznej – tancerzach Mocko Jumbie.

logo promocyjne US Virgin Islands
Beverly Nicholson-Doty, komisarz ds. turystyki ujmuje to tak:

„Mocko Jumbie symbolizuje wibracje naszej ludności i naszą kulturę, trzy gwiazdy zaś oddają indywidualnego ducha St. Croix, St. Thomas i St. John”

I dlatego też każda z wysp ma swoją własną wersję kolorystyczną znaku, swojego Mocko Jumbie.

logo promocyjne wysp St. Croix, St. John i St. Thomas

Ciekawie i zachęcająco w nowej identyfikacji wygląda oficjalna strona Departmentu Turystyki U.S. Virgin Islands.

strona Departmentu Tourystyki U.S. Virgin Islands

Jedyna nie do końca jasna sprawa to autorstwo znaku – w materiałach oficjalnych widnieje agencja J. Walter Thompson, natomiast projektem chwali się na swojej stronie także studio Iconlogic (The Jumbie United States Virgin Islands).

Źródła: font.cz, underconsideration.com, iconologic.com, gotostcroix.com, wikipedia.org, sunshinedesignz.net


Prezydent bez godła ?!!

27 lipca 2009

Są takie dni że ręce opadają po przeczytaniu newsów. Oto Pan Prezydent zmienia wygląd swojej oficjalnej strony www. By ocieplić wizerunek i wyjść naprzeciw. Właściwie to nie On zmienia, a Jemu zmieniają i to w sposób mówiąc delikatnie karygodny.

Jest tak

strona Prezydenta obecnie

a ma być tak.

nowa strona Prezydenta

Rzecz w tym że Pan Prezydent znany jest z podkreślania wagi patriotyzmu i czci dla symboliki narodowej, a tu co? Twórcy internetowego „ocieplacza wizerunku” zapomnieli, bo nie śmiem  podejrzewać że z premedytacją nie dali, symboliki państwowej RP. Nie ma herbu, godła ani flagi, nawet barw narodowych, i to u głowy państwa oraz zwierzchnika sił zbrojnych. Jest „prezydent.pl” i szlus, a obcy niech się domyślą czego to prezydent. Ludzie! Nikt tego nie widzi w kancelarii?


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy

  • Tagi