czerwona księga

8 stycznia 2018

Kiedy zaczynałem dwanaście lat temu poprawianie orła, z założeniem jego kompatybilności z każdą techniką wykonania i użytym materiałem, nie sądziłem, że efekt końcowy (choć nie wiem czy na pewno końcowy) zaprezentuję kompleksowo w roku 2017, roku 90 lecia wprowadzenia orła, projektu prof. Zygmunta Kamińskiego, jako godła państwa. Nie sądziłem również, że będzie to jedyna w Polsce publikacja z okazji tej rocznicy. No cóż, zapomniano. Weszliśmy w nowy rok 2018, rok jeszcze ważniejszej rocznicy – 100 lecia odzyskania niepodległości, a problem pozostał. Niestety także na tę rocznicę, w kwestii godła, przygotowani nie jesteśmy. Trwają nadal prace nad poprawieniem godła i ustawy, i mimo upływu sporego już czasu nadal brak konkretu, ale to już temat na osobny wpis. Myślę, obym się mylił, że ta moja książka o projekcie Orli Dom nic nie straci na aktualności nawet po wprowadzeniu oficjalnych zmian w samym godle. Pozostanie bowiem cała sfera dużo ważniejsza – stosowanie jednolitego wzoru godła w wielorakich sytuacjach, jak choćby przykładowy paszport czy dowód osobisty  (patrz „Paszport, orzeł i wtopa”).

projekt Orli Dom - czerwona księga, okładka

Powstała w wyniku tych kilkunastoletnich  prac bogato ilustrowana (636 ilustracji) czerwona księga „Projektu Orli Dom” prezentująca całość moich (dotychczasowych) prac nad polskim godłem – od koncepcji uproszczonego herbu małego RP, poprzez próbę identyfikacji wizualnej rządu do szczebla wojewodów, kwestię urzędowych tablic z godłem, propozycję faviconu, po koncepcję znaku marki narodowej. Jest w czerwonej księdze dość szeroki zakres dokumentacji projektowej i opisowej, z odniesieniami historycznymi, heraldycznymi, czy wreszcie rozważaniami o barwie. Jest w niej także prezentowany, jako ciekawostka, system modularnej zmiany sylwety orła, pozwalający wygenerować 2000 wersji godła, z możliwością rozszerzania systemu o kolejne wersje. W sumie jest tego materiału tekstowego i ilustracyjnego więcej, niż w dostępnych już od ponad roku, w księgarni ebookowo.pl, trzech e-bookach „projektu Orli Dom”. Co dokładnie zamieściłem jest w książce możesz sprawdzić w spisie treści, kliknij ten link: http://issuu.com/

Być może to, co zawarłem w mojej książce, wyda się zaskakujące, może nawet kontrowersyjne. Ale tak to, niestety, jest z tematami, które niby znamy, ogólnie i powierzchownie, a przychodzi odkrywać ich detale nieznane.

Wydanie jest całkowicie autorskie. Każdy egzemplarz drukowany jest na zamówienie, numerowany i oczywiście z autografem.
Format B5, 390 stron, 636 ilustracji, środek kreda 130g, twarda oprawa, bawełniane etui.

 


dynamika na wstecznym

8 grudnia 2016

Czasem znak prowokuje, do przeanalizowania zawartej w nim dynamiki. Dynamika w znaku wynika, na ogół, z kontekstu, styku działania firmy, dynamiki tego działania. Ale tu nie w rozumieniu sprawności personelu,  a w wymiarze praktycznym, poruszania się, przemieszczania taboru i ludzi. Mamy zatem dynamikę poruszania się, co z kolei wiąże się z dwoma wektorami. Jeden skierowany w prawo – odjazd, wyjazd, odlot, dążenie ku czemuś. Drugi wektor, skierowany w lewo, to powrót, przyjazd przylot, cofnięcie, hamowanie. Piszę o tym nie bez powodu, naszły mnie te myśli przy okazji nowego znaku i nazwy Spółki Przewozy Regionalne. Zmieniają się w PolRegio. A co za tym idzie, zmieniają jednocześnie identyfikację spółki. Poniżej nowy znak (za www.rynek-kolejowy.pl).

PolRegio logo
W związku z tymi zmianami przemalowany też zostanie tabor kolejowy, zresztą całkiem sympatycznie.

PolRegio branding taboru

Wracając do znaku, prosty, nieco w stylu Orlenu. I być może ten Orlen właśnie, i chęć odróżnienia się spowodowały, że w nowym znaku orzeł patrzy w skrzydło. Może chowa głowę, a może, też takie skojarzenie, macha skrzydłem popędzając „wracamy, hej pośpieszcie się”. A może to chęć wpisania się, z orłem, w literę R? Jak zwał, tak zwał Na Twitterze podsumowania krótkie:

„Tomasz Kuczborski ‏@tomek_Q  – Orzeling w pełnym rozkwicie. Ale identyfikacje transportowe należą do najtrudniejszych. Nazwa niezła.

i dodaje:

„Oczywiście. Wg. autorów skrzydło orzeła wyprzedza resztę ptaka w locie. Ale to ich subiektywne zdanie.”

„Alberti ‏@Falinski_Maciej – Nie jestem znawcą od orzełów, jak @ALWloszczynski, ale głowa nie powinna jednak uderzać w jakąś przeszkodę. To złe konotacje.

Fakt. Orzeł patrzy w prawo, niby w dal, przyszłość, głowa jednak odchylona w lewo, mam wrażenie cofnięta przed atakiem, zasłaniania się skrzydłem. Dynamiczny orzeł ma zawsze głowę skierowaną od skrzydła, a nie do skrzydła.

Wróćmy jednak do dynamiki, o tyle prostej do pokazania, że sygnet wpisuje się w trójkąt.

dynamika

Pobawiłem się trochę z tym znakiem, zastanawiając się, czy da się zmienić wektor z „powrotu” na „odjazd”.

dynamika polregio-5-450
Co tu dużo gadać, nie da się z tak skonstruowanego znaku, przestawiając tylko dwa elementy, nic wycisnąć. Na tyle, by wektory nie były sobie przeciwstawne. Dynamika na wstecznym. I jeszcze jedna rzecz mi nie pasuje – cięcie liter, a konkretnie jednej – L. To akurat litera mająca najwięcej światła w środku, czemu tu nie cięto odwrotnie, jak przy I?

PolRegio logotyp
A skoro już się czepiam, oglądając obrandowanie taboru zastanawiam się, czemu w logotypie występuje para kolorów czerwień i szarość, a w taborze czerwień i pomarańcz?

Dalekich lotów, byle nie na wstecznym.


dobry znak z orłem

31 lipca 2015

Po mało budującym przykładzie konkursu CSK miło zaprezentować coś dobrego. Tym razem chwalę. Trochę pozytywnej energii z cyklu „md+”. Jak wiadomo mam odchylenie, na punkcie naszego godła i orła, jako znaku. W masie logo wykorzystujących ten motyw orła, od partii politycznych po małe firemki, trudno znaleźć coś sensownie zaprojektowanego. A tu nagle taka orla perełka, znaleziona na Behance praca konkursowa Łukasza Aleksandrowicza. Aż żal, że nie wygrała.

Autor  Łukasz Aleksandrowicz, młody grafik z Płocka,  tak mi napisał o swoich 2 projektach:

„Dzień dobry,
jeśli chodzi o projekty logo dla Szlaku Piastowskiego, to przygotowałem je w ramach konkursu organizowanego przez Zarząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego we wrześniu 2013 r. Więcej szczegółów w linku poniżej. Jedną z wytycznych było nawiązanie do historycznego herbu Państwa Piastowskiego.
http://www.szlakpiastowski.com.pl/go.live.php/DE-H227/aktualnosci/482/konkurs-na-nowe-logo-szlaku-piastowskiego.html
Niestety moje propozycje nie znalazły uznania wśród jurorów konkursu. Wybrano inne, całkiem dobre logo (link). Wydaje mi się jednak, że nie jest ono w ogóle używane.
http://www.tupowstalapolska.pl/index.php?read=534

Poniżej prezentuję ten, moim zdaniem, lepszy projekt orła.

Łukasz Aleksandrowicz - projekt Szlak PiastowskiŁukasz Aleksandrowicz - projekt Szlak PiastowskiŁukasz Aleksandrowicz - projekt Szlak Piastowski

Więcej znajdziecie na profilu Łukasza Aleksandrowicza na Behance lub jego stronie internetowej www.aleksandrowicz.net.

Aha,  no i tak z kronikarskiego obowiązku, warto pokazać jaki znak wtedy wygrał. A wygrał znak z głową orła i zawijasem, ale chyba jednak zakwalifikowałbym go na drugim miejscu, po tym Łukaszowym, pokazanym wyżej.

Szlak Piastowski logo


orzeł ze sprężyną

19 października 2014

Sprężyna jako znak Polski rozbudziła niebywałe emocje. Sam uczestniczyłem w kilkunastu dyskusjach, na różnych forach. Oczywiste dla mnie jest iż wypuszczenie znaku na żywioł, niech się sam broni, zawsze kończy się tak samo, emocjami ludzi, którzy nie wiedzą co, po co, do czego i dlaczego. A jak pojawi się przy znaczku cena, która oczywiście nie jest ceną za sam znak, ale kto to wie, to mamy jazdę po bandzie. Pieniądze i samotne logo to płachta na byka, nieistotne czyje pieniądze. Sądziłem, że kto, jak kto, ale Stowarzyszenie Agencji Reklamowych zagrożenie zna, mieli z nim do czynienia, więc „sprzeda” ideę w sposób profesjonalny, bez wywołania kryzysu. A jeśli powstanie takie zagrożenie potrafi szybko zareagować. Niestety stało się, jak przy okazji większości prezentacji znaków terytorialnych – logo i info o sumie jako główny komunikat –  i lud tego nie kupił. Próby wyjaśniania, ze strony organizatorów, na fanpejdzu „logo dla Polski”, przypominały najgorszy wzór call center i zamiast wyjaśniać  zamącały sprawę jeszcze bardziej.

Rozumiem, że emocje i hejt to nie jest podstawa do dyskusji, spróbujmy zatem, na spokojnie, wypunktować nowe „logo dla Polski”.  Ukazał się właśnie wywiad Michała Wąsowskiego z Pawłem Tyszkiewiczem, „”Logo chroni symbole narodowe”. Paweł Tyszkiewicz broni logo i opowiada historię Polaków, którzy są jak sprężyna”, NaTemat.pl.

Paweł Tyszkiewicz mówi tak:

„Naprawdę nie chodzi jednak tylko o znak graficzny. Za tym idzie budowa całej marki, która wywołuje określone skojarzenia, obrazując Polskę i Polaków.”
„Siła marki narodowej bezpośrednio bowiem przekłada się na wartość marek pochodzących z danego kraju i na odwrót. Spójna marka i wizerunek to podstawa promocji. „

I tu się z Tyszkiewiczem zgadzam, tyle że spójność marki to również to co wewnątrz, a symbolem doskonale nas określającym był i jest orzeł. Pomysłodawcy nowego logo ilustrują własne tezy tak:

Fot. fragment prezentacji Logo dla Polski

Co pokazuje, że nie za bardzo wiemy co kto miał na myśli, z tymi markami narodowymi, bo te pokazane kilka znaków to logo promocji turystycznej państw, a więc nie marki kraju, jako takiej. Więcej przykładów logo turystycznego tu.  Markę kraju tak na prawdę znajdziemy jedną, sprawdzoną – Szwajcarii, pisałem o tym na blogu szerzej w materiale „sprężyna czyli branding narodowy” . Wniosek  – organizatorzy nie bardzo wiedzą na jaką półkę chcą wskoczyć.

Wróćmy do wywiadu. Tyszkiewicz stwierdza:

„Logo nie ma zastępować flagi ani godła. Wręcz przeciwnie, logotyp chroni te symbole narodowe przed umieszczaniem ich tam, gdzie się nie powinno. Godło, flaga, służą do innych celów, muszą być traktowane z odpowiednim szacunkiem. Wyobraża Pan sobie umieszczanie Orła albo flagi na podpaskach? Właśnie przed czymś takim chroni je logo. Tych symboli nie należy używać w celach handlowych, bo straciłyby swoje znaczenie. „

I niestety posiłkuje się frazesem „nie ruszać świętości”. Tylko kto powiedział i chce używać godła państwowego, ustawowo obwarowanego, i flagi? Rozróżnijmy wreszcie, że oba te symbole są Ustawowo chronione, ale w najmniejszym stopniu nie przeszkadza to w wykorzystaniu orła, o innej konstrukcji, jako logo marki Polska. To samo mamy z wykorzystaniem barw narodowych. Nie upraszczajmy pewnych spraw, czym innym jest herb Polski Orzeł Biały, jak dotąd oficjalny znak państwa, czym innym orzeł jako symbol narodowy. Mówienie o świętości orła, który nie może pojawiać się gdziekolwiek się chce, jest tyleż bombastyczne co nieprawdziwe. Owszem zgodnie z Ustawą mamy czcić i szanować godło Państwa, i tegoż godła i flagi nie wolno nam postponować, ale próby rozszerzania tego na wszystkie orły w przestrzeni publicznej i biznesowej są dziwaczne. Ba, mamy na takie orły zgodę ustawodawcy, vide „Ustawa o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych”:

Art. 16.
2. Dozwolone jest umieszczanie na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego godła lub barw Rzeczypospolitej Polskiej w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej.

Na poparcie, tego co piszę, przywołam okres międzywojenny, gdy orłem się cieszono i eksponowano w wieloraki sposób, do dzisiaj możemy oglądać piękne orły wkomponowane w architekturę czy na rewersach monet, różne w kształcie od ustawowego wzoru godła.

Zatem twierdzenie p. Tyszkiewicza wprowadza w błąd. Tym bardziej, że posługuje się na dodatek dość niskim porównaniem, przywołując podpaski, ale już nie wspomni, może nie wie, że naszee godło( a właściwie karykatury orła) funkcjonują np. na szalikach kibiców, ba można takiego orła, zupełnie w zgodzie z ustawą na tych podpaskach umieścić, od początku istnienia tejże ustawy, właśnie na podstawie jej art. 16 pkt 2. Konkludując – teza o chronieniu symboli narodowych przez logo to jedynie frazes bez pokrycia. Takie mamy prawo. Nie żartuję, wystarczy spojrzeć na to opakowanie dezodorantu do toalety

herb Polski na etykiecie dezodorantu do toalety
Tyszkiewicz stawia kolejny zarzut do orła:

„ile państw ma orła w godle. Wie Pan ile? 29, w tym rosyjski, niemiecki, iracki, amerykański, meksykański… Ptaki ogólnie są zaś symbolami aż 58 państw.  To nie byłoby zbyt oryginalne, a logo musi się czymś odróżniać. Kontur kraju i barwy zostały uwzględnione, ale one same nie niosą przekazu. „

No to bida, ten nasz Przemysław II widać lubił trendy i mamy teraz pasztet nieorginalności. Ale serio? Ale ok, oryginalność musi być, rozumiem, a co Pan powie na ten obrazek?

logo MotorspringPytanie ile jeszcze sprężyn funkcjonuje jako logo? Panie Tyszkiewicz, czy te inne kraje mają TAKIEGO orła, w takiej formie, białego? wstydzą się, że mają orła? druga sprawa, nie kto inny jak Olins, o ile pomnę, stwierdził, że kontur kraju na nic, bo nieczytelny dla obcokrajowca, a tu mamy akurat kontur i barwy narodowe na dokładkę, które Pan wcześniej chciał chronić, właśnie tym logo.

Jedźmy dalej, Tyszkiewicz stwierdza:

„Mi osobiście podobało się logo z latawcem, było lekkie, nowoczesne. Mogło ponieść polską markę kiedy powstawało, w latach ’90, ale tak się nie stało.”

Czy wyciągnięto z tego jakieś wnioski dlaczego tak się stało?  I małe sprostowanie – logo Polska z latawcem, autorstwa BNA, weszło dużo później, już w XXI wieku i też ponoć miało oparcie w opracowaniu Olinsa.

I znowu przeskok, do znaków obecnie funkcjonujących i stwierdzenie do obalenia –  „żaden się nie przyjął”


A w jakim to sensie się nie przyjął, pytam, skoro wszystkie funkcjonują i mają się dobrze? Każdy z powyższych znaków ma swojego właściciela i wąski obszar działania. Żaden, podkreślam, żaden, nie preteduje i nie pretendował (może poza latawcem, może) do miana znaku marki Polski.

„Żadna z tych „marek” nie wzmacnia wizerunku kraju jako celu turystycznego, czy miejsca pochodzenia świetnych, kosmetyków, pociągów PESA, autobusów Solaris, okien Fakro i Drutex, polskich instytucji finansowych, które coraz częściej inwestują za granicą, nie oddaje tego, co my chcieliśmy osiągnąć. „

I tu się nie zgadzamy. Każdej z nich można zarzucić to i owo, ale starają się wspierać naszą promocję, każda w swoim określonym obszarze. Od pokazywania miejsca pochodzenia „kosmetyków, pociągów PESA, autobusów Solaris, okien Fakro i Drutex” jest „Made in Poland”, którego faktycznie nie mamy.

Wróćmy do wywiadu, Wąsowski pyta:

„Jak rozumiem, hasło „spring into…” również jest częścią tej koncepcji? „

Tyszkiewicz:

„Gdy je zaprezentowaliśmy wiosną, też wywołaliśmy trochę negatywnych opinii. Moim zdaniem wynikało to z tego, że nie do końca zrozumiano co miało być celem.” (wytłuszczenie moje)

I powtórzyliście ten sam błąd teraz? Dziwne. I kolejny dziwny błąd – powstałe przed logo „Zasady komunikacji marki POLSKA” przeszły cichcem przez media, żadnej próby wywołania szerszej dyskusji, ot ino że są… i cisza. Potem mamy wiosenne objawienie znaku pod hasłem „już wybraliśmy” a po kolejnych miesiącach komunikat „nie wybraliśmy wybierzcie Wy, obywatele”, z trzech takich samych propozycji. Wybór jak u Forda – wybierz dowolny kolor, byle czarny. To są żarty z obywatela, a nie wiem czy nie i z samej idei.

Ja niestety po przeczytaniu wywiadu nie mogę stwierdzić jak Wąsowski:

„Muszę przyznać, że gdy opowiedział mi Pan tę historię, patrzę na logo zupełnie inaczej. Jestem przekonany do koncepcji”.

Nie mogę. Nie jestem przekonany ani do koncepcji, ani znaku, za dużo pytań bez odpowiedzi. Sam Tyszkiewicz punktuje:

„Może błąd polegał na tym, że najpierw powinniśmy zrobić debatę nad samą ideą Crative Tension, potem o koncepcji sprężyny, a dopiero potem wprowadzać znak. Jednak jak zwykle przy tak dużych projektach to rzeczywistość dyktuje kolejne kroki. Zbliżała się rocznica 25-lecia i chcieliśmy skorzystać z tej okazji i pokazać sprężynę.”

Ale serio? Skoro termin był ważniejszy, niż dopięcie sprawy profesjonalnie, to nie dziwcie się, że trzeba przełknąć tę żabę. Nie ma zmiłuj. Na dodatek dwa razy ten sam błąd? Wiem, że się staracie, teraz, ale to musztarda po obiedzie, mleko się rozlało. Tyle co do wywiadu.

Chociaż nie, nie odmówię sobie zacytowania podsumowującego komentarza z FB, do tegoż wywiadu, Grzegorza Laszczyka:

„Przeczytałem i w przeciwieństwie do autora artykułu nadal nie jestem przekonany. Wychodzi, że każdy kto zobaczy logo będzie musiał poznać historię jaka za nim stoi. A jak nie pozna? Tak samo stwierdzenie: „Robimy jednak akcję społeczną przy minimalnym zaangażowaniu środków finansowych” w kontekście wcześniej wspomnianej kwoty (milion) na projekt. Czyli co, na projekt starczyło, ale na jego wypromowanie już nie? Ogólnie, strasznie naciągany artykuł. Co zdanie to wątpliwość.”

Piotr VaGla Waglowski ujął to inaczej:

„W sumie przecież nie ma w tym nic złego, że sobie środowiska gospodarcze wybiorą logo, jakie będą chciały. Problemem jest tu nawiązywanie do „narodowego charakteru” tego wyboru. Dzięki temu zabiegowi angażowani są „zwykli ludzie” – konsumenci. Widać to po komentarzach, że wielu rzeczywiście wierzy, że to ma być „nowe logo Polski”. Tymczasem to nie logo Polski, tylko logo organizatorów”

Mnie nurtuje parę pytań, na które nikt z organizatorów nie udzielił mi odpowiedzi.

Zacznę od podstaw, czyli budowania marki Polska, wizerunku Polski, które to budowanie nie może odbywać się li tylko na zewnątrz. Ta prawda dawno przebiła się u innych krajów – nie darmo Holandia, Szwajcaria, Francja, Niemcy, Hiszpania i Łotwa starają się zapanować nad identyfikacjami wizualnymi rządu. Bo to pierwszy krok do budowania marki kraju – ujednolicić przekaz wewnątrz i na zewnątrz. Zanim sproszę gości. sprzątam chatę, a co do jest sprzątnięcia piszę  na Orli Domu i tu na blogu. I rodzi się pytanie zasadnicze –  czy ten znak, stając się marką Polski, odsunie orła w cień, czy nie, za granicami? Jak będzie relacja wzajemna znaku i herbu?

Kolejne pytanie dotyczy siły sprawczej, która wytnie te dotąd funkcjonujące znaki i na jakich zasadach je wytnie, skoro mają właścicieli nie podporządkowanych decydentowi sprężynki?  Bo nie sztuka zaprojektować nowy, ogłosić szumnie nowe, że to jest to najgłówniejsze logo, sztuka wyciąć stare, ale to się nie uda, nie ma prawa. Pisałem o tym w tekście „bigos polski”.

A skoro się nie ma prawa udać wycinanie, jak sadzę, to pojawia się kolejne pytanie – jak będzie wyglądała hierarchia znaków i kto jej dopilnuje? Znów mam wątpliwości widząc jak nasz główny znak Godło, bywa sytuowany wśród innych znaków, raz przed, a raz po.

Z tego rodzi się pytanie kolejne –  kiedy i komu ten znak będzie ogólnodostępny? skoro ma przejść drogę od SAR do Fundacji, potem do Skarbu Państwa. Ktoś mi jeszcze jest w stanie wyjaśnić czemu akurat Skarb Państwa będzie tym zarządzał, a nie np. Premier? Usytuowanie i moc sprawcza decydenta ma ogromne znaczenie dla tego „posprzątania”.

Mówiąc szczerz żal mi, że nie toczy się ŻADNA poważna dyskusja w tym kraju o wizerunku rządu, identyfikacji wizualnej państwa, wizerunku państwa, bo trudno mówić o szerokiej dyskusji jeśli jest li tylko kilku wołających na puszczy i zero zainteresowania polityków i urzędników. Efektem tego są właśnie takie „aferki” z kolejnymi logosami po nic, powiększającymi totalny bałagan komunikacji wizualnej i u nas, i ze światem. Smutne, tym bardziej, że pasjonaci jak Vagla, czy ja, pokazują detalicznie co jest do zrobienia, a nawet jak. Jest mi smutno, że państwo zamiast szanować swoje symbole i się nimi chwalić (po uporządkowaniu) woli robić bajzel z logosami. Czy to krok w tył? Toż myśmy ani się na milimetr nie posunęli do przodu w tym temacie, stałe cofanie w bałagan. Szarpiemy się na tworzenie marki Polski a od 1955 roku nie ma kto zrobić wzorów tablicy owalnej z godłem do ustawy.

Mówimy dużo o marce Polski na zewnątrz, a nic o wizerunku całości, czyli i tu i tam jednorodny przekaz. Tu pies pogrzebany, z jednej strony hasło „logo narodowe”, z drugiej kilkanaście innych logo, z trzeciej logoza w ministerstwach i brak podstawowej dokumentacji naszego godła, o identyfikacji nie wspomnę (polecam orlidom.pl), z trzeciej okazuje się, że to wszystko

Jeden z obrońców sprężyny, Grzegorz Grzybek, na łamach tegoż NaTemat.pl, w artykule „Hejt nowego logo dla Polski” stwierdza na koniec, beż żadnej żenady:

„ps. orzełek zawsze był, jest i będzie fajny, ale nie zastąpi logo.”

Ale że co? nie zastąpi logo?! A na cóż miałby zastępować i to na dodatek logo, znak niższego rzędu w hierarchii? Czy Pan Grzybek próbuje usytuować orła, godło,  poniżej logo, czy mi się tylko wydaje? czyżby rację miał Marek Jerzy Minakowski, który napisał w swoim komentarzu na FB dość ostro:

„Dla mnie najgorsze w tym przedsięwzięciu jest ideologia, wg której ma to być logo dla Polski. Ja rozumiem, że można robić nowszą wersję „made in Poland” – dla produktów. Ale narzucanie nowej identyfikacji kraju/społeczeństwa/narodu/państwa o nazwie Polska kwalifikuje się pod pluton egzekucyjny. A w przedstawianych dokumentach to właśnie widzę.”

Ja co prawda aż tak tego nie widzę, ale coś w tym przekazie, o znaku, gmatwa się i pętli zbyt mocno. Jakbyśmy za mało mieli podziałów doszedł nowy – Ci spod orła i Ci ze sprężynką.

Ps 1. liczę, że ktoś mi odpowie na każde z pytań.

PS 2. nasz wizerunek, w trzech linkach:
„Państwo jak korporacja”
„Rządowe znaki”
„Tablice – gdzie jest wzór”


wybielanie orła

23 kwietnia 2014

Pisałem o nowym „logo” Ministerstwa Gospodarki w roku pańskim 2011, w tekście „orla tragedia”, i trzeba było aż trzech lat by tęgie ministerialne głowy zauważyły dysonans i ujmę godłu państwowemu.

logo MG

Mamy oto, dzięki temu ruszeniu głową, zapytanie ofertowe na:

„Zapytanie ofertowe na modyfikację Systemu Identyfikacji Wizualnej
Zapytanie ofertowe, którego przedmiotem jest modyfikacja Systemu Identyfikacji Wizualnej polegająca na zmianie koloru elementu logotypu (orła) ze stalowego na biały w Księdze Systemu Identyfikacji Wizualnej oraz wszystkich jej elementów.
Termin składania ofert upływa dnia 23. 04.2014 r. o godz. 13.00.”

więcej szczegółów znajdziecie tu http://bip.mg.gov.pl/files/upload/20507/DKS_zapytanie%20ofertowe_20140411.pdf

Poczytajcie, bo to dość ciekawy dokument, co zresztą widać już po sformułowaniu o orle jako „elemencie logotypu”. Wypadało by się cieszyć, że w końcu to zmienią, ale ja mam na marginesie kilka pytań do Szanownego Pana Dyrektora Generalnego Ministerstwa Gospodarki:

Pytanie 1.
Czy znany jest Panu Dyrektorowi Zapis Ustawy o godle dotyczący używania przez ministerstwa godła państwa (orła)? Jest tam, dla przypomnienia taki oto zapis:

„Art. 2.
1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy.
2. Wzór godła Rzeczypospolitej Polskiej zawiera załącznik nr 1.
Art. 2a.
Wizerunku orła ustalonego dla godła używają:
1) organy władzy państwowej,
2) organy administracji rządowej,”

Zapis ten Panie Dyrektorze dość jasno precyzuje wygląd orła „wizerunek orła ustalony dla godła”.

Pytanie 2.
Czy w związku z występowaniem oprócz orła, w „logo”  ministerstwa, innego znaku, została wydana zgoda Prezesa Rady Ministrów na posługiwanie się takim piętrowym dwuznakiem?

Warto tu może przypomnieć zapis Ustawy o godle:

„Art. 1.
1. Orzeł biały, biało-czerwone barwy i „Mazurek Dąbrowskiego” są symbolami Rzeczypospolitej Polskiej.
2. Otaczanie tych symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji.
3. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej pozostają pod szczególną ochroną prawa, przewidzianą w odrębnych przepisach.

Pytanie 3.
Czy nie powinno być tak, że to twórcy owego szarego ptaszydła, jako autorzy całej identyfikacji wizualnej MG, winni toto poprawić, w ramach rękojmi i przeprosić za to co zrobili? Chyba, że był to efekt wytycznych zleceniodawcy.

Nie jestem oczywiście na tyle naiwny by sądzić, że ktokolwiek udzieli mi odpowiedzi na postawione wyżej pytania, niemniej warto je zadać publicznie, pod rozwagę.

Długo trzeba było czekać na to wybielenie orła, całe trzy lata, i nikt w tzw. międzyczasie nawet nie raczył przeprosić oficjalnie za tę ujmę dla Orła Białego, ani zleceniodawca, czyli Ministerstwo Gospodarki, ani też projektant owego potworka, czyli Mammastudio. Czas na zgłoszenia minął i zobaczymy co z tego wyniknie. Miejmy nadzieję, że tym razem zobaczymy prawidłowe godło Rzeczypospolitej.


nos Pinokia a z gęby cholewa

5 października 2013

czyli  jak zażądałem (?!) „monstrualnego honorarium” od biednej „Rzeczpospolitej” i prawie je dostałem.

Aby jednak wyjaśnić co to za monstrualne honorarium mieli mi zapłacić, za mój projekt grafiki, z orłem,  prześledźmy historię, jak do tego doszło. Wszystkie wytłuszczenia w cytatach są moje.

22 sierpnia br. pisze do mnie Wojciech Stanisławski, redaktor prowadzący „Plus-Minus” (taki dodatek Rzepy):

„Wśród prezentowanych przez Pana na stronie ‚Galerii’ stylizacji orła trafiłem na Pańską „archaizującą” grafikę z roku 2012, która jest – z naszego punktu widzenia – wprost wymarzona na okładkę „Plusa”. Stąd pytanie-suplika: czy widziałby Pan możliwość jej wykorzystania przez nas / użyczenia / sprzedaży?”

Rozmawiamy telefonicznie, ustalamy moje honorarium, za publikację jednorazową na okładce, na 450,- zł, NETTO. Przesyłam wieczorem projekt, w dwu wersjach do wyboru.

23 sierpnia dostaję od p. red. Stanisławskiego potwierdzenie odebrania projektu i stawki honorarium:

„Serdecznie dziękuję i potwierdzam odbiór (Dropbox raz jeszcze się sprawdził) – i, tak jest, potwierdzam i ja wolę zapłacenia przez „Rz” 450 zł. netto honorarium (ponieważ złożyć się na nie muszą dwa działy – Fotoedycja oraz Opinie – najpewniej pójdzie to jako dwa przelewy. Takie dziadowanie nasze. Ale suma powinna wynosić 450 netto).”

„Rzeczpospolita” publikuje grafikę na przełomie sierpnia/września. Ja trafiłem na nią 4 września, stąd owa nieprecyzyjność „na przełomie”.

okładka w Rzepie z moją grafiką

Wysyłam więc pytanie kiedy dostanę honorarium. W odpowiedzi dostaję info, że za miesiąc, od daty publikacji. Po kolejnych dwu mailach dostaję honorarium 13 września. Fajnie, tylko suma zupełnie nie ta, no, ale uprzedzał p. red., że w dwu ratach będzie. Czekam spokojnie do końca miesiąca. 1 października zadaję p. red. Stanisławskiemu, mailem, pytanie o brakujące 71 zł. Z jego strony cisza, w zamian odpowiada mi 3 pażdziernika  p. red Zdort:

„Bardzo mi przykro, że suma, jaką Pan otrzymał, jest niższa od tego, której się Pan spodziewał, ale umawialiśmy się na 450 zł brutto – byłem świadkiem Pańskiej rozmowy z redaktorem Wojciechem Stanisławskim, i sam zabiegałem potem w kilku działach o to, aby zebrać taką sumę (dla nas monstrualną – tyle płacimy za dwie kolumny zagranicznego reportażu). Niestety w Polsce podatki są takie jakie są i fiskus obciął część wypłaconego Panu honorarium – czego jednak powinien się Pan chyba spodziewać.
Z poważaniem
Dominik Zdort, „Rzeczpospolita”, Kierownik Działów Opinie i Plus-Minus „

Ha, jeśli był, przy tej mojej rozmowie telefonicznej z red. Stanisławskim, to powinien pamiętać, że targowania specjalnego nie było, ja podałem stawkę, druga strona zaakceptowała. Za drogo? To kto Pana Zdorta zmuszał do publikowania, trzeba było nie publikować. Na moje oko nos Pinokia rośnie. Odpowiadam:

„Raczy Pan żartować, nasze negocjacje cenowe zostały potwierdzone przez p. Stanisławskiego mailowo i można to sprawdzić – 450 zł netto. Zatem nadal oczekuję zgodnie z zawartą i potwierdzoną mailem umową, na kwotę 450 zł, brakującej części honorarium.”

I jednocześnie, przy pomocy kalkulatora, liczę to honorarium na rękę (netto), od podanej przez redaktora sumy 450,- (brutto). No i nijak nie chce wyjść to, co rzeczywiście zapłacili, bo:
suma brutto = 450,-
50% uzysk twórcy = 225,-
50% do opodatkowania  =225,-
podatek 18%  =40,50
honorarium do zapłaty  =409,50
dostałem 379,-
Jakby nie liczył, też brakuje, równo 30,50 ?!

Dostaję kolejnego maila od Dominika Zdorta, „Rzeczpospolita”, Kierownika Działów Opinie i Plus-Minus „. Warto to przeczytać dwa razy:

„Niestety nic nie poradzę na tę niezręczną sytuację. To ja podejmuję w dziale ostateczną decyzję, a nie redaktor Stanisławski i jego maile nie mają żadnego formalnego znaczenia. Pamiętam doskonale swoją rozmowę z redaktorem Stanisławskim i decyzję, aby zapłacić Panu tak monstrualne honorarium za ilustrację okładkową, jakim jest dla nas 450 złotych (zazwyczaj za robione specjalnie na nasze zamówienie okładki płacimy ok. 250 zł). Nie jesteśmy w stanie płacić tak wysokich honorariów, jakich Pan oczekuje.

„Niestety nic nie poradzę na tę niezręczną sytuację.” – i to pisze odpowiedzialny redaktor poważnej gazety, po fakcie skonsumowania  umowy, a nie przed. Znaczy zamówili, ale wiedzieli, że nie było ich stać, to nie zapłacą, chociaż wykorzystali. Wychodzi, że opublikowali z  premedytacją, bo przecież mogli powiedzieć – za dużo – i nie publikować otrzymanej grafiki. Nos Pinokia przebił ścianę.

Wkurzony maksymalnie wysyłam odpowiedź:

„Szanowny Panie,
jak widzę kpi Pan ze mnie.

1. Nie raczył mnie Pan, poinformować PRZED publikacją o fakcie niemożności zapłaty wynegocjowanego honorarium ani, że rozmawiam z osobą niedecyzyjną. Mało tego ani się Pan zająknął płacąc, nie poinformował ani słowem, że kwota będzie diametralnie różna.

2. Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz od kiedy to podatek, i co to za podatek, od sumy 450 zł brutto wynosi 71 zł? [tu załączyłem wyliczenie zrobione wyżej] Fakty są jakie są, suma ustalona, praca opublikowana i ktoś tę pozostałą część, 71 zł, musi zapłacić.”

Po tym moim mailu zaległa cisza, martwa.

Takie rozgrywanie honorarium, po opublikowaniu pracy i minionym od tego faktu miesiącu, uważam za mało etyczne, powiedziałbym wręcz, że to najzwyklejsze krętactwo Pinokia. Tym bardziej to żałosne, iż przy okazji p. red. Zdort ujawnia mizerię finansową własnej gazety, pisząc o owym „monstrualnym honorarium”, jak i chwaląc się tym, jak nisko płaci innym współpracownikom. Pomijam tu najzwyklejszy brak szacunku i do cudzej pracy, i do jej autora. No i mamy co mamy – monstrualny… nos Pinokia.

Panie Zdort, „Rzeczpospolita” tę pozostałą część honorarium, 71 zł, musi zapłacić, czy to Panu pasuje czy nie, nie ma zmiłuj,  bo mi Pan takim traktowaniem ubliżył i wkurzył. Z gęby nie robi się cholewy. Czekam na resztę honorarium i słowo „przepraszam”.

PS jeżeli komuś te 71 zł wydaje się sumą małą i nie wartą zachodu, to niech poczeka, jak wyjmą mu dużo więcej z kieszeni, metodą na biednego Pinokia.


nadużywamy słowa „patriotyzm”

22 maja 2013

Najpierw było nagranie, czyli ponad godzinna  rozmowa z bardzo miłą Panią redaktor Joanną Mielewczyk, o orle i Orlim Domu. Dobrze się nam gadało. Potem długie czekanie na emisję. I wczoraj poszło. Tylko kilku minut z całej rozmowy, ale tak to bywa.

„Zaczęło się niepozornie. Artysta chciał stworzyć taki wzór orła, który mógłby funkcjonować i nie sprawiać kłopotu. Osiem lat temu Andrzej-Ludwik Włoszczyński. uznał, że już ma dość gadania i pisania o tym, że jest źle, że tablice na każdym urzędzie, szkole i przedszkolu mają innego orła.”

Moja rozmowa z Red. Joanną Mielewczyk na antenie radiowej Trójki, posłuchajcie  – Orzeł może. Patriotyzm jest w nas, Polskie Radio 3, 21.05.2013. Link do odtworzenia nagrania jest nad foto Godła.


orzeł à la Łabno

15 listopada 2012

Dzień Niepodległości (naszej) za nami. Był, w czasie przeszłym,choć media i tak jeszcze będą epatowały widowiskowym marginesem czyli burdami z okazji. Niemniej warto wrócić do tego dnia z innego zupełnie powodu a mianowicie orła. Obserwuję od mniej więcej dwu lat zwiększanie się zainteresowania naszym narodowym symbolem. Również graficy, po maleńku, zaczynają się z nim brać za bary i oswajać, trochę na wzór międzywojnia z jego wielorakością przedstawień. Dziś zatem prezentuję  świetny pomysł i nietypowe podejście do naszego godła – orzeł à la Łabno, Krzysztof Łabno.

orzeł proj. Krzysztof Łabno

Sam Autor przedstawia pomysł tak:

„Głównym założeniem projektu było podkreślenie pamięci o przeszłości, historii i korzeniach naszego kraju. W trakcie realizacji pomysłu przyświecała nam myśl o randze minionych wydarzeń oraz o potrzebie oddania hołdu tym, którzy walczyli o niepodległą Polskę. Wierzymy, że pomimo niezwykle intensywnych zmian kulturowych i technologicznych, to kim jesteśmy i kim chcemy być, wciąż pozostaje niezmienne. Najlepszym tego dowodem jest właśnie nasz projekt z okazji Święta Niepodległości.”

„Pomysl narodził się z próby zobrazowania postępu, futuryzmu, i umiejscowienia naszego Godła w nowej erze.”
Krzysztof Łabno, Art Director, agencja interaktywna Veneo

Oby tak dalej i wiecej.


nowe godła uczelni

28 października 2012

Przy okazji prezentacji podesłanych znaków Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i Politechniki Rzeszowskiej, bardzo dziękuję, postanowiłem zerknąć nieco szerzej na tendencje panujące w projektowaniu znaków uczelnianych ostatnimi czasy. Dziś zatem skupiam się na  formie znaku uczelnianego, mającej korzenie w sigillum, czyli pieczęci, odkładając inne formy współczesnego znaku uczelni na osobną prezentację. Jedno, co zdecydowanie uderza, to permanentne, choć tu tylko jeden przykład, posługiwanie się, dla wszystkich form znaku uczelnianego, etykietką „logo”. Błąd szczególnie  rażący przy formie nawiązującej do sigillum, tradycyjnie zaś noszącej miano godła uczelni.

Dwa nowe projekty, przedstawione niżej, mieszczą się doskonale w nawiązaniach do starszych heraldyczno-symbolicznych godeł uczelnianych. Choć pierwszy znak zwą błędnie „logo”, drugi prawidłowo godłem. I nie byłoby może to aż tak bardzo rażące, ot, powie ktoś kwestia etykiety, gdyby nie powiązana z tąże etykietą, co dziwne, jakość i klarowność projektu.

Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie. Na minus.

Chrześcijańska Akademia Teologiczna godło uczelni

Autor mi niestety nieznany. Cytat ze strony ChAT na Facebooku: „Nasze nowe logo” .  Hm, raczej godło uczelni, zgodnie z tradycją, ale zdecydowanie nie logo.

Generalnie Autor projektu nie wziął pod uwagę skalowania znaku, stąd mnogość szczegółów i za cienkie linie rysunku. Pierwsze wrażenie, chaosu linii, wynika ze zbyt małego różnicowania ich grubości, dla elementów symbolicznie pierwszo-, drugo-, trzecioplanowych i tła.  Elementy symboliczne sprawiają wrażenie nałożonych całkowicie przypadkowo, jednocześnie sobie wadząc i przeszkadzając. Po co umieszczono tablice z dziesięciorgiem przykazań na karcie księgi trudno dociec, tym bardziej, że tekst na karcie obok sprawia wrażenie zapychania przestrzeni. To samo zresztą jest w nakładającej się na to kolejnej księgi zapełnionej tekstem, trzymanej przez świętego. Dla znaku prezentowanego w dużo mniejszej na ogół skali są to elementy zbędne, co najwyżej zaczerniające pole i ewidentnie nieczytelne. Dla przejrzystości rysunku wystarczyły by same tablice, bez wpisywania ich w księgę. Można było sobie darować te szczegóły, tak jak i plamy na rysunku krzyża, sprawiające wrażenie przypadkowych zabrudzeń. Wadą zatem jest nie tyle wielość symboliki, co jej niepowiązanie w spójną całość, nadmierne rozbudowanie o zbędne szczegóły,  przy jednoczesnym zlaniu wielu planów w jedną plątaninę linii tej samej nieomal grubości. Mam także zastrzeżenia do ustawienia tekstu w otoku, a konkretnie świateł międzywyrazowych.

Nie znalazłem również objaśnienia symbolicznego znaku, które być może rozjaśniłoby intencje Autora. Chętnie uzupełnię materiał o nazwisko Autora i opis symboliczny, może ktoś pomoże w tym uzupełnieniu?

Projekt godła Politechniki Rzeszowskiej. Na plus, zdecydowanie.

godło Politechniki Rzeszowskiej

Autor Wiesław Grzegorczyk – „Orzeł jest z herbu województwa krakowskiego (tożsamy z herbem całego Królestwa). Gryf jest z herbu województwa bełskiego. Lew jest z herbu województwa ruskiego.”.

Całkowite przeciwieństwo prezentowanego wyżej godła ChAT. Nie tyle w sferze symboliki co jej klarownego podania. Ładne rozwiązane, choć mam drobne uwagi: 1/kształty oczu, 2/spód dzioba od wewnątrz, 3/  język wysunięty przy przymkniętym dziobie/pysku 4/wywijajaca się na zewnątrz korona z treflami. Jakoś mi to nie leży osobiście, choć siedzi jak należy. Ale ja chyba już lekko spaczony jestem, tym moim Orlim godłem.

Pojawiła się jednak pewna wątpliwość dotycząca symboliki, z tymi odniesieniami historycznymi. Historia Politechniki Rzeszowskiej zaczyna się w roku 1951, skąd zatem odwołania do ziem historycznych I RP – bełskiej i ruskiej? Postanowiłem zapytać Autora i sprawę wyjaśnić, materia nieco skomplikowana więc najlepiej sam objaśni:

„To projekt, który właśnie w ostatnich dniach, decyzją Senatu Politechniki, wszedł do użytku.

Żeby odpowiedzieć na pierwsze pytanie, muszę się cofnąć o kilkanaście lat i wrócić do okresu po reformie samorządowej, kiedy to stare/nowe województwa ustalały swoje herby. Poproszono mnie wówczas o pomoc w opracowaniu herbu województwa podkarpackiego. Zarówno dziwaczną nazwę województwa, jego ahistoryczne terytorium, jak i samą ideę wymyślania jego herbu uważałem za czysty absurd. Tym niemniej, pod długich rozterkach i wahaniach włączyłem się do prac. Doszedłem bowiem do wniosku, że jak już musi być nowy herb nowego województwa, to niech będzie chociaż w miarę dobry;-).

Ostatecznie wybrany został projekt konkurencyjny, który do dziś razi mnie swoim niedopracowaniem zarówno pod względem merytorycznym, jak i graficznym. Projekt ten odwołuje się do herbów tych dawnych województw I Rzeczypospolitej (ale nie wszystkich!), które częściowo weszły w skład nowego województwa. Konkretnie chodziło o ruskie i bełskie. Zupełnie niezgodnie z praktyką heraldyczną do herbu włączony został krzyż kawalerski z herbu miasta Rzeszowa.

Kształt godła/pieczęci Politechniki jest prostą konsekwencją tamtego wyboru. Na pierwszym spotkaniu dotyczącym zamówienia projektu władze uczelni poprosiły mnie o odwołanie się nie do symboliki Rzeszowa, tylko całego województwa. Nie ma moim zdaniem innego symbolu scalającego woj. podkarpackie, niż ów nieszczęsny herb. Odrzuciłem z jednej strony element miejski (krzyż kawalerski), a z drugiej złą stylizację figur heraldycznych z owego herbu. Zaproponowałem stylizację opartą o własne dogłębne studia. I stąd lew, i stąd gryf. Obecność Orła natomiast usprawiedliwiam z dwóch przyczyn: 1) kawałek dawnego woj. krakowskiego też należy do dzisiejszego podkarpackiego, 2) uczelnia jest w końcu państwowa, więc można go też uznać za – co prawda inaczej stylizowane – ale jednak godło Polski.

Śmigło „Łosia” to ukłon w stronę lotniczych tradycji tych terenów (COP, Rzeszów, Mielec – gdzie „Łosie” były faktycznie produkowane). W moim przekonaniu użycie nowoczesnej „figury heraldycznej” jaką jest śmigło, w znaku odwołującym się do tradycji, jest mimo wszystko usprawiedliwione.”

Dzięki uprzejmości Autora mogę również zaprezentować oficjalną, autorską wersję opisu nowego godła, dołączoną do projektu:

„Wiesław Grzegorczyk
Projekt godła Politechniki Rzeszowskiej im. Ignacego Łukasiewicza

Proponowane na załączonych tablicach godło Politechniki Rzeszowskiej jest znakiem monochromatycznym, zaprojektowane zostało w zgodzie z ogólnymi zasadami heraldyki (i sfragistyki). Wraz z napisem otokowym tworzy formę pieczęci kolistej. Elementy godła stylizowane są na okres późnego gotyku oraz renesansu. Jest to stylizacja autorska, w pełni oryginalna, wykonana od podstaw, bez użycia jakichkolwiek gotowych form.

W polu godła, podzielonym w rosochę przez stylizowane na figurę heraldyczną trzyłopatowe śmigło samolotu, umieszczono trzy mobilia: orła w koronie z opaską zakończoną trójliśćmi, z pierścieniem u nasady ogona, w strefie pierwszej oraz ukoronowane figury heraldyczne gryfa i lwa zwrócone ku sobie zgodnie z zasadą kurtuazji w strefach drugiej i trzeciej. Majuskulny napis otokowy głosi: POLITECHNIKA RZESZOWSKA IM IGNACEGO ŁUKASIEWICZA.

Śmigło umieszczone w środku godła stanowi element samolotu PZL.37 „Łoś” produkowanego w latach II Rzeczypospolitej m.in. w zakładach PZL w Mielcu (wchodzących w skład Centralnego Okręgu Przemysłowego). Samolot ten jest do dziś jednym z symboli polskiej myśli technicznej.

Umieszczenie w znaku orła w koronie – godła Polski – uzasadnione jest przez: 1) państwowy charakter Politechniki Rzeszowskiej, 2) obecność fragmentu historycznego terytorium województwa małopolskiego (w którego herbie widnieje orzeł identyczny z państwowym) w składzie obecnego województwa podkarpackiego, 3) obecność orła w dawnym znaku Politechniki Lwowskiej; tradycje tej uczelni przejęła co prawda Politechnika Wrocławska, ale z racji położenia swej siedziby Politechnika Rzeszowska również może się na nie powołać.

Gryf (hybryda orła i lwa) oraz lew pochodzą z herbów dawnych województw bełskiego (stolica: Bełz) i ruskiego (stolica: Lwów). Fragmenty terytoriów tych województw wchodzą w skład województwa podkarpackiego, stąd mobilia powyższe znalazły się również w obecnym herbie województwa podkarpackiego.

Symbolika godła nawiązuje zatem do statusu Politechniki Rzeszowskiej jako uczelni państwowej prowadzącej działalność naukowo-dydaktyczną przede wszystkim na terenie województwa podkarpackiego, odwołującej się do tradycji terytorialnej dawnych województw tej części Polski, a także do tradycji Politechniki Lwowskiej i Centralnego Okręgu Przemysłowego, uczelni, w której lotnictwo jest jednym ze sztandarowych obszarów zainteresowań naukowobadawczych i dydaktycznych.”

Co do skrzydła, wzmiankowanego przez Autora na końcu jego wypowiedzi, nie ma się czym martwić, dawno już wprowadzano elementy poza heraldyczne. Liczy się spójny efekt całości. Im dłużej na to godło Politechniki Rzeszowskiej patrzę, tym mniej mam zastrzeżeń. Dochodzę do wniosku, że jednak to moje widzenie szczegółów (korona, oczy i dzioby/pysk) zepsuło by efekt końcowy. Projekt ma swój klimat i charakter. Jest dobrze, tak jak jest. Winszować należy Autorowi za kawał dobrej roboty.


6 lat bloga

6 lipca 2012

Ściągnąłem sobie bloga, w formie książki pdf, coby mieć wszystko razem, pod ręką, i się zadumałem. Sporo  tego wyszło, 1600 stron a4, ale w końcu 630 wpisów i 3200 komentarzy musi trochę miejsca zająć.  Jak by nie patrzeć minęło 6 lat tego pisaczenia, dokładniej 6 czerwca minęło.

Przeglądając tak sobie ten materiał dochodzę do wniosku, że niektóre teksty można wznawiać, zmieniając tylko datę, nadal są aktualne, jak nadal ważniejsze są działania pozorowane, niż te rzeczywiście potrzebne. Nadal liczy się efektowne, nie efektywne. Nadal skojarzenia wielu inteligentnych ludzi zatrzymały się na poziomie końca pleców a ocena fachowa na pilnowaniu ładnej krzywej Beziera. Jak było, tak jest, ogarniane standarcikiem myślowym, po najmniejszej linii oporu i permanentne zaklinanie rzeczywistości, że taką być musi, inaczej nie tyle się nie da , co nie należy odstawać od stereotypu. Nadal też nie wiedzieć czemu, publisia domaga się udziału w głosowaniach nad znakami, bo chce takiego, jak chce i już, ma być jak w wyborach miss mokrego podkoszulka. A kolejni zleceniodawcy brną w to, jak po maśle. Toż miód na ich serca, decyzja ogółu, nie ich wina, co masy chciały, to dostały i z głowy. Temat odfajkowany, zapisany w annały świetlanych dokonań, a wprowadzanie w życie jakiejkolwiek strategii już nie jest potrzebne. Tym bardziej, że wymaga pracy, takie wprowadzanie strategii, napocić się przy tym można zdrowo, ale i niezdrowo nadwyrężyć. Logowacenie postępuje, kwiatków do kożucha starczyłoby na niejedną łąkę, ale kożuchów niewiele, a i to część mole w szufladach zeżarły psiajuchy. Wchodzą kolejne znaki, z kolejnym szumem wuizualizacyjnym, jakby to one były najważniejsze,  nie te strategie, lepsze czy gorsze. Może i są, w wielu wypadkach, nie wiem czy nie w większości, strategi żadnych nie ma,  a znaki są i, jak wróżka różdżką cuda sprawiała, tak i one czego dotkną chwałę miastom i wsiom niosą, oczywiście ściągając a to pielgrzymów z gotówką na inwestycje, a to dobrodzei turystów łagodnie idących na rzeź u witających ich znakiem i solą gospodarzy.

Właściwie to nie ma co narzekać, należy się cieszyć, że to wszystko dynamicznie się rozwija, nawet jak niekoniecznie w prawidłowym kierunku. Coś się dzieje i to dobrze, a czas i tak zweryfikuje wszystko.

Prawdę mówiąc pozytywy też są, niektórych poruszanych tematów, mam je także u siebie, jak choćby kwestię naszego narodowego godła. Nie tyle żeby sobie nasza władza wzięła specjalnie do serca, przejęła się i z troską pochyliła nad problemem, aż tak dobrze jeszcze nie ma, choć coś się ciutkę rusza. Zdrzaźniony jednak tym bezruchem sam się zabrałem do roboty, wyrysowania orła, zbudowania jego przykładowej księgi. Pokazania że się da, jak się chce. Tak narodził się projekt Orli Dom, powstała strona, a w efekcie jest już i przygotowana książka, z księgą i częścią opisową. Może uda się ją wydać przed 7 urodzinami, jak naturalnie znajdę inwestora lub sponsora. Pomoc mile widziana.