Wadowic miód i dziegieć

13 maja 2017

Nowa identyfikacja Wadowic zbiera, i słusznie, same pochwały. Bo też trzeba przyznać, że jest to kolejny dobrze skrojony garnitur identyfikacji wizualnej. Dodajmy obejmujący wszystkie podmioty zależne od miasta, zatem potraktowany całościowo a nie wyrywkowo. Ogromnym plusem jest także powiązanie prac nad poprawieniem herbu z pracami nad identyfikacją wizualną.

Portal Marketing Miejsca ocenia to tak:

„Wadowice, wzorem Słupska, nie tworzą logo miasta, a upraszczają herb. Nowy trend w identyfikacji wizualnej miast? Estetyczna, minimalistyczna, nowoczesna, wpisująca się w tradycję i historię miasta – to nowa identyfikacja miasta Wadowice. Władze samorządowe zamiast tworzyć nowe logo, z którym zazwyczaj bardzo trudno utożsamiać się mieszkańcom, postanowiły odświeżyć, uprościć i dostosować do współczesnych wymogów i poczucia estetyki herb miasta.”

Branding Monitor z kolei pisze taką laurkę:

„Nareszcie doczekaliśmy się kolejnego dobrego przeprojektowania na polu samorządowym. I to w mieście, po którym w ostatnim czasie raczej bym się tego nie spodziewał. Wadowice, dwa razy organizujące kompletnie nieudane konkursy, w końcu postanowiły jednak powierzyć pracę nad swoją identyfikacją profesjonalistom. Jak widać była to decyzja bardzo dobra.”

I dalej:

„Wadowice mają nowe logo, wykonane przez kogoś, kto zna się na rzeczy! Szok i niedowierzanie. Jak to się stało, że po takim zapatrzeniu się w konkursy władze miasta potrafiły dość niespodziewanie podjąć zdecydowanie lepszą decyzję? Cud? Cóż… w przypadku papieskiego miasta taka możliwość jest wielce prawdopodobna. Jakby jednak nie było, bardzo cieszę się, że tym razem o nowym wadowickim znaku mogłem napisać naprawdę wiele dobrego. „

Nie są to odosobnione głosy, zachwyty czytam także w komentarzach na różnych forach. Zatem popatrzmy co zrobiło Studio Otwarte we współpracy ze specjalistką od heraldyki dr. Barbarą Widłak.

Herb został oczyszczony z dodatków i doprowadzony do poprawnej formy heraldycznej.

herby Wadowic przed i po zmianie

Uproszczona wersja herbu będzie z kolei wykorzystywana w identyfikacji wizualnej miasta.

identyfikacja Wadowic

Wadowice papeteria

Wadowice oznakowanie samochodu

Więcej obrazków znajdziecie na Branding Monitor .

Patrząc na cały projekt trzeba przyznać, że jest za co chwalić jego twórców i władze miasta By jednak nie było za słodko, w tej beczce miodu, dodam malutką łyżkę dziegciu. A jest nią tzw. logo promocyjne.

nowe logo Wadowic

Wadowiceonline.pl wyjaśniają to tak:

„Dla upamiętnienia najsłynniejszego Wadowiczanina – Karola Wojtyły, symbolowi miasta będą towarzyszyć skrzyżowane klucze ułożone na kształt kluczy Piotrowych. Żeby nie mieszać symboliki miejskiej i kościelnej, klucze zostały umieszczone obok tarczy herbu, a nie za nią. W tej formie symbol będzie używany z dewizą „Tu wszystko się zaczyna”, nawiązującą do słów papieża podczas pobytu w Wadowicach w 1999 roku.”

Przepraszam, ale dla mnie to jest dziwadło. O łączeniu dwóch różnych znaków, w jeden zespół, pisałem już w książce „Wizerunek miasta – co jak, dlaczego”, na przykładzie tzw. „identyfikatora herbowego” Warszawy.

„Najczęściej jednak dublowanie znaków miejskich spotkać można na tzw. paskach sponsorskich, np. na plakatach, gdzie pojawiają się jednocześnie herb i logo promocyjne miasta, tak, jak gdyby były to dwa różne podmioty patronujące / sponsorujące, a nie jeden i ten sam.

Wniosek: Funkcje znaków miejskich muszą być nie tylko rozdzielone, ale i precyzyjnie określone obszary ich występowania, a także konsekwentne ich stosowanie, w zgodzie z tym podziałem funkcji.”

W wersji wadowickiej wygląda to niestety nie najlepiej. Stworzono bowiem tzw. „logo promocyjne” z dwu znaków heraldycznej prowieniencji. Mamy zatem uproszczony herb miasta a obok klucze papieskie (zatem odniesienie do godła heraldycznego innego państwa).

herb Wadowic i klucze papieskie

Jak by mało było, tego heraldycznego dwuznaku, po nim dodano logotyp i tu pojawia się wizualny zgrzyt – z racji barwności herbu z jednej strony, a wprowadzeniem jasnej szarości do kluczy i logotypu z drugiej. Pojawia się bowiem wizualny podział znaku na dwie odrębne części: herb + „logo miasta” (tak można to odczytać). Przy czym ten drugi człon (logo) tworzą klucze papieskie i logotyp, z nazwą miasta. Osobną sprawą jest kwestia zapamiętania tych dwu części, herb wychodzi tu obronną ręką w przeciwieństwie do drugiej części, zbyt jasnej i uciekającej w tło.

Herb, w takim układzie wydaje się równie sensownie dostawiony, jak na stronach niektórych ministerstw upychanie godła państwowego razem ze znakiem owego ministerstwa. Rozumiem przemożną chęć podkreślenia papieskości, rozumiem, że połączenie herbu miasta i kluczy za nim było zabiegiem nieprawidłowym, ale, moim zdaniem, taka kombinacja dwóch znaków również jest nieprawidłowa. Wiem, jest z tym duży problem i przyznam nie widzę tu dobrego rozwiązania, co nie znaczy, że to, co zaprojektowano powinno być w takiej formie stosowane.

Aby jednak zakończyć optymistycznie – mam nadzieję, że rzeczywiście ta kolejna (po Słupsku) i dużo szersza identyfikacja miasta stworzy nowy trend w projektowaniu identyfikacji wizualnych miast, a tym samym logoza odejdzie w niepamięć. Pozostaje tylko życzyć miasto determinacji, we wprowadzaniu całego opracowania w życie.

PS dla  tych, którzy uważają, że przy tak dobrym opracowaniu takich drobiazgów nie należy wyciągać, pragnę uświadomić, że: 1/ zawsze można coś zrobić lepiej, wiedząc co się nie udało; 2/ to drobiazgi w sumie budują wizualność miasta, więc warto je dopieścić. Jeśli jednak uważacie, że nie mam racji to chętnie podyskutuję, próbujcie przekonać, argumentami.

Źródła: Marketing Miejsca , Branding Monitor, Wadowiceonline.pl


Nysa – system czy chaos

19 czerwca 2016

Przejdźmy zatem do oceny projektu na podstawie zapisu z cytowanego już (patrz „Nysa – zmiana reguł”) regulaminu konkursu na identyfikację Nysy.

Ad 1. Oryginalność.

To chyba jedyna cecha do której trudno się przyczepić, bo w końcu każdy projekt powinien być oryginalny, więc i ten jest. No może nie do końca, bo w ikonach widać spore inspiracje z Fotolii.

inspiracje

Ad 2. Zapamiętywalność.

Biorąc pod uwagę wieloelementowy znak, zbiór ikon + logotyp, oraz delikatność linii może być z tym problem, szczególnie przy znaku umieszczonym w malej skali, gdzie ikony przestają być czytelne na pierwszy rzut oka. To znak do czytania, poświęcenia mu zdecydowanie więcej czasu niż przeciętny styk odbiorcy z logo. Przegra także w momencie umieszczenia go wśród innych znaków, np. pole sponsorskie. Znak nie będzie przyciągał uwagi, nie jest na tyle mocny. Ucieknie w tło. Dołoży się do tego zmienność użytych w zestawie ikon już opracowanych (36), jak i mogących powstać później. A na dodatek niespójność stylistyczna tychże ikon. Widać to doskonale na już prezentowanych zastosowaniach, jak choćby baner-flaga, gdzie dojdzie jeszcze czerwone tło.

flaga baner

Jednym z elementów budujących wizerunek miasta jest pokazanie/przekazanie swojej najistotniejszej cechy/cech w znaku promocyjnym. Tego kluczowego dla rozwoju miasta elementu, który jest w stanie zwrócić uwagę odbiorców, jak i zapaść w ich pamięć.  Zatem trzeba taką cechę znaleźć, lub stworzyć, dodajmy cechę unikalną, odróżniającą nasze miasto od innych miast. Wymaga to jednak sporo wysiłku intelektualnego, bo to i badania istniejącego wizerunku miasta  a jednocześnie wytyczanie kierunków w długoczasowej perspektywie. Nie wspomnę tu o opracowaniu, na tej podstawie, strategii miasta na jakąś określoną w miarę przyszłość, z której to winien wynikać znak promocyjny miasta. W wypadku tak przeprowadzonego konkursu, jak ten omawiany (bez briefu), nie da się zbudować znaku inaczej niż na podstawie bardzo subiektywnego spojrzenia na miasto przez uczestników. Nawet będąc mieszkańcem miasta każdy ma wiedzę bardzo fragmentaryczną. W wypadku takim, albo dochodzi do skojarzeniowego grepsu,  albo, jak w tym wypadku, próby sprzedaży miasta poprzez wielość detali jego tkanki, w zdecydowanej większości nie będących żadnym jego wyróżnikiem. Mnogość symboli nie przekłada się na lepsze zaprezentowanie miasta i wręcz utrudnia wyłowienie jego cechy/cech wyróżniających, o ile w ogóle są one reprezentowane. W tym wypadku, znaku tak rozbudowanego, bardzo trudno będzie budować poprzez niego pozytywny obraz miasta.

Ad 3. Zgodność z regulaminem.

Tu właściwie trudno mówić czy zwycięska praca posiada podstawowy ten walor zgodności z zapisami regulaminowymi, z racji ograniczonego dostępu do samego projektu, opieram się li tylko na podesłanej Księdze Znaku i kilku przykładach zastosowania prezentowanych w mediach. Jest też i drugi powód tej niemożności oceny, istotniejszy – Organizator tenże regulamin potraktował totalnie per noga, co opisałem wcześniej, byle wyłonić zwycięzcę i wydać pieniądze.

Ad 4. Walory Graficzne.

Mówiąc szczerze nadal nie wiem co jest logo promocyjnym miasta. Czy znakiem jest całość (logotyp + ikony), czy sam logotyp. Przejrzenie Księgi Znaku wcale mi tego nie ułatwiło, wręcz przeciwnie. Jeśli przyjąć, iż jest to logotyp wraz z ikonami (zmiennymi), to mamy pierwszy kłopot – wielkość znaku minimalnego. Księga określa minimalną wielkość znaku do druku na 25 mm szerokości, dla multimediów odpowiednio jest to 100 px.

Nysa logotyp 100px

Nysa znak 100px

To bardzo dużo. W praktyce projektowej przyjmuje się wartość minimalną do druku między 5 a 10 mm szerokości/wysokości znaku.

Przestaje w takim układzie dziwić niespójność między księgą a przykładami wykorzystania znaku, gdzie autor pozostawia sam logotyp. Widać sam zauważył, iż wielkość pełnego znaku jest zbyt duża. Jednocześnie zaś nie jest w stanie zejść do tych 5-10 mm z powodu zbyt dużych cienizn logotypu. Kolejnym z elementów wymagających, dla swojej czytelności, dużej wielkości minimalnej są ikony, a właściwie cały ich zestaw funkcjonujący przy logotypie. Zbytnie zmniejszenie spowodowało by ich nieczytelność. Zamknięte koło.

A skoro o ikonach wspomniałem, cały przygotowany zestaw jest niespójny i założone przez autora wymienne stosowanie tych ikon, wraz z logotypem, stworzy raczej chaos niż pokaże przemyślaną koncepcję. Tym bardziej, że autor dopuszcza do stosowania również zwielokrotnienie jednej ikony, ale także tworzenie nowych.

system ikon

„Font dekoracyjny”- to właściwie kilka liter zbudowanych na tej samej siatce co logotyp, na dodatek nie tyle same litery co wzór ich tworzenia. Nie ma zatem tutaj nie tylko fontu, ale i nawet gotowego zestawu liternictwa. Na marginesie – skoro to wzór tworzenia liter, to czemu brak jakichkolwiek wartości (wielkość siatki i grubość litery)? Pytanie także czy to o to chodziło organizatorowi w zapisie regulaminowym pod hasłem „tekst ozdobny”? Nie wiadomo.

Krój pisma – jako podstawowy krój dokumentów użyty został  jednoelementowy font FF DIN,  jego zamiennikiem zaś jest Tahoma, krój kwalifikowany jako jednoelementowy, ale w odróżnieniu od FF DIN posiadający przewężenia i, co także istotne, grubszy. Zatem zamiennik wygląda wizualnie zupełnie inaczej niż krój podstawowy, inaczej będzie się też zachowywał.

fonty firmowe

Do tego wszystkiego mamy permanentny brak w księdze wymiarowania, poza wielkością minimalną znaku.  Brak na przykład czytelnej konstrukcji pola ochronnego, bo trudno za takowe uznać nałożenie znaku na siatkę w taki oto sposób:

budowa pola ochronnego
Generalnie księga zbudowana jest nieprofesjonalnie, zamiast ułatwiać będzie utrudniać stosowanie znaku.

Ad 5. Funkcjonalność.

Krój pisma – użyty został komercyjny, dość drogi font FF DIN, 45 euro za każdą odmianę/1 stanowisko. Ale to nie koniec, bowiem każda z jego wersji – dla druku, web, epub, dokumentów elektronicznych – jest osobno płatna. No i tu nasuwa się pytanie – dostarczył autor projektu ten font na płycie, wtedy narusza prawa licencyjne, czy nie dostarczył, wtedy narusza warunki regulaminu a miasto zmusza do wysupłania dodatkowych funduszy.

Wyznaczanie pola ochronnego – mając jaką taką wiedzę o temacie muszę przyznać, że po przyjrzeniu się temu rysunkowi dokładnie (poniżej) nie jestem w stanie na jego bazie tego pola wyznaczyć, Wygląda to bowiem tak, jak gdyby autor opracowania coś słyszał, że dzwonią, tylko nie wiedział gdzie i po co.

Dobór żółci, w logotypie, także budzi niepokój. Zbyt cienka litera została dodatkowo osłabiona zbyt jasną barwą, w takim układzie nie uratuje się przed zanikaniem, uciekaniem logotypu w tło. Przeglądając Księgę znaku, w takiej formie jaką dysponuję, dochodzę do wniosku dość prostego – manual tak przygotowany będzie kwiatkiem do kożucha, bowiem jego forma i nieprecyzyjność nie pozwoli na łatwe posługiwanie się nim. Wszystko zatem będzie działo się niejako bez wsparcia Księgi, na wyczucie. Przykładem może być karta wskazująca na konieczność nakładania czerwieni na zdjęcia w momencie pojawiania się na nich logo. Brak precyzyjnego określenia czy idzie o całą fotografię, czy może tylko określone (jakie?) pole wokół samego znaku. I pytanie czy każdą fotografię? Mnie wychodzi, że na każdą należy tę czerwień nałożyć.

tła

Opis nakładania czerwieni:

„Przezroczysta czerwona apla (C: 16, M: 98, Y: 95, K: 7. R: 193, G: 29, B: 30. #c11d1e.
Photoshop: Tryby mieszania/Blending Options — Ostre Światło/Hard Light) nałożona
na zdjęcie w skali szarości.”

Zwycięskie logo, wobec zamysłu autora, ma być systemem zmiennego znaku. Pomysł sam w sobie ciekawy, choć nie nowatorski, ale i niezmiernie wymagający od projektanta dyscypliny, wiedzy oraz na tej bazie precyzyjnego przewidzenia, rozpisania każdej możliwej sytuacji generującej zmianę w znaku. Tego niestety nie ma i nie spodziewam się by było. Z drugiej strony, tak opracowany i szczegółowo opisany/rozrysowany znak zmienny wymaga ogromnej dyscypliny, uwagi i odpowiedzialności po stronie wprowadzającego, a także stałego monitorowania. W sumie wymaga to, po obu stronach, ciężkiej pracy. Tego niestety też raczej oczekiwać nie należy, znając praktykę pracy samorządów ze znakami. Czym zatem skończy się ta zabawa? Ano, podejrzewam, dokładnie zabawą, w zmienianie ikon w znaku, na wyczucie i bez wyczucia, byle zmienić, co powiększy, i tak już duży, chaos informacyjny znaku.

Problemem tego znaku/systemu jest jego pozorna efektowność. Na którą zdaje się złapał się Organizator. Pozorna, bo sprawiająca wrażenie, iż przez możliwość generowania jego zmieniającej się postaci osiągniemy jakiś efekt dodatni. Nie osiągniemy, wręcz przeciwnie. Kłopotem drugim jest jego nachalna informacyjność ikon, rodem z systemów informacji miejskiej czy internetu. Nie mamy zatem cech niezbędnych dla  znaku – efektywności i klarowności komunikatu.

A co z herbem Nysy? Regulamin nie wspomina o herbie ani słowem, zaś rozpisany w regulaminie zakres prac ewidentnie wskazuje na chęć jego zastąpienia nowym logotypem z ikonami. Niestety nie jest to znak odheraldyczny, jak w Słupsku, a powiązania z herbem mikre (czerwień i 6 ikon w układzie trójkąta) i nieczytelne dla osób z zewnątrz.

Puenta

Mamy zatem sytuację, jak przy opisanych, w części pierwszej, szpilkach. Jest pozornie światowo, pozornie efektownie i modnie, ale chodzić w tym będzie bardzo ciężko, a i urazy mogą się zdarzyć, z puentą w gipsie.

Dla równowagi polecam nieco inny punkt widzenia, jaki prezentuje tekst pt. „Nowe logo Nysy prawie jak herb. Prawie.” na brandingmonitor.pl

O moich zastrzeżeniach do regulaminu konkursu poczytajcie w „Nysa 25000”.  ‎

I na sam koniec wisienka, nagłówek Nysy na BIP, z orłem postawionym do kąta.

nagłówek Nysy w BIP

 

Część 1 / 2 / 3

Źródła:
http://opole.wyborcza.pl/opole/1,35114,20213763,nysa-ma-nowe-logo-nowoczesne-i-dynamiczne.html
https://www.facebook.com/589841317794160/photos/pcb.875535815891374/875534425891513/?type=3&theater
http://ilovenysa.pl/kultura/nysa-ma-nowe-logo/
https://www.facebook.com/nysa.eu/posts/1113494662040158
http://radio.opole.pl/100,159786,nowe-logo-nysy-historia-i-terazniejszosc
http://bip.nysa.pl/przetargi/b64fae24e7f20bdb5d38bc0d5e262143_1/Regulamin%20konkursu.pdf


Nysa – zmiana reguł

18 czerwca 2016

W części pierwszej – „Nysa – ukryty kod” – pozwoliłem sobie na ironizowanie, nie bezpodstawne, teraz serio. A skoro już zupełnie serio, to powróćmy do regulaminu i jego egzekwowania, przez Organizatora. Plusy wymieniłem w części pierwszej, przepraszam, jeden plus – wybrali zwycięzcę. Teraz będą minusy.

Spory regulaminowy minus – prace musiały być podpisane imieniem i nazwiskiem autora, co rodzi duże wątpliwości, szczególnie w zestawieniu z brakiem informacji o składzie oceniającym projekty.

Coś mi się także nie zgadza z wymogami regulaminu a dostarczonymi projektami konkursowymi, czytam bowiem, na portalu nysa.eu, iż:

„Pomimo tego, że konkurs przewidywał tylko jeden, pracochłonny i wymagający etap, na który przygotować należało księgę znaku i 5 wybranych przykładów realizacji logotypu, to do magistratu nyskiego wpłynęło 29 profesjonalnych propozycji na logo Nysy.”

Czyli nastąpiło ograniczenie ilości wymaganych elementów do zaprojektowania, patrz § 3 Regulaminu – „Przedmiot konkursu”. Zmiana reguł w czasie gry i to bez zmiany regulaminu, po cichu? Jeśli tak, to miasto złamało własny zapis regulaminowy:

㤠12
Postanowienia końcowe
1. Niniejszy regulamin jest jedynym i wyłącznym dokumentem określającym zasady i warunki prowadzenia Konkursu. „.

A co za tym idzie może mieć zastosowanie § 15 Regulaminu, czyli roszczenia uczestników na drodze sądowej. Regulamin nadal jest dostępny, więc łatwo sprawdzić.

Potwierdzają to naruszenie regulaminu informacje, jakie otrzymałem, że przyjmowano wszystko jak leci, bez oglądania się na zapisy regulaminu, nie tylko w kwestii zakresu opracowania, ale i ilości projektów jednego uczestnika  (§ 4 pkt 2 „Każdy Uczestnik konkursu może zgłosić tylko 1 projekt Systemu Identyfikacji Wizualnej dla Gminy Nysa. „),  co przełożyło się na ok. 50 projektów 29 uczestników. Wygląda to, w sumie, na ratowanie się organizatora za wszelką cenę, a co za tym idzie poważne naruszenie § 3 regulaminu. Organizator nie egzekwował także  § 5 pkt 2 i 3 regulaminu. Pięknie.

Już samo zatem przeprowadzenie konkursu przez organizatora woła o pomstę do nieba. I mówiąc szczerze skala naruszeń regulaminu winna skłonić Organizatora do skorzystania z § 9 pkt 2 „Organizator zastrzega sobie prawo do nierozstrzygnięcia konkursu”. Mogła. Ale poszli w zaparte i wybrali zwycięzcę.

Nie mam niestety wglądu w projekty kontrkandydatów, bardzo szczątkowo i nielicznie pojawiają się na fotkach z prezentacji zwycięzcy, Trudno zatem oceniać czy wybrano najlepszy projekt, najbardziej efektowny, czy może jedyny kompletny (choć tu akurat mam info, że były także inne kompletne). Może jednak przyjdzie miastu żałować tego nie skorzystania z § 9 pkt 2. Dlaczego? Bo wybrany znak, choć wydaje się efektowny, to jednak ma więcej wad niż na pierwszy rzut oka to wygląda. A wygląda ten zwycięski projekt identyfikacji w skrócie tak:

Nysa identyfikacja 1 N2 N3 N4 N5 N6

Fotki pochodzą z projektu identyfikacji miasta Nysa.

W czym problem? Moim zdaniem w chaosie, zwanym szumnie systemem. Mnożenie możliwości przekształcania znaku musi mieć ściśle określone ramy, na jakich zasadach i kiedy to się dzieje. Tu tego nie doprecyzowano. Już jest 36 ikon, z możliwością doprojektowania kolejnych, ile sobie zamarzymy. Do tego konfiguracje od 6 różnych ikon do 6 razy jedna. Toż to zabawa dla zabawy.

Przejdźmy zatem do analizowania znaku i systemu odwołując się do wytycznych oceny z zapisu regulaminowego:

㤠8
Ocena prac konkursowych
Organizator konkursu oceni  prace pod względem:
1) oryginalności znaku;
2) łatwości zapamiętywania;
3) zgodności z postanowieniami ogólnymi (w § 1) i przedmiotem konkursu (§ 3);
4) walorów graficznych;
5) czytelności i funkcjonalności oraz łatwości konwersji na różne media.”

Ciąg dalszy nastąpi. Bo musi, wypunktować.

Część 1 / 2 / 3


Nysa – ukryty kod

17 czerwca 2016

Rozstrzygnięto konkurs w Nysie, na identyfikację wizualną miasta, z modowym zacięciem. Tekst jest spory, zatem prezentuję go w 3 częściach. Zanim jednak napiszę o tejże identyfikacji Nysy i sposobie przeprowadzenia konkursu polecam  mój wcześniejszy tekst o regulaminie tego konkursu – „Nysa 25000”.

Przewrotnie pozwolę sobie zacząć od anegdoty.

Pewna moja znajoma, singielka w kwiecie wieku, dostała zaroszenie na ślub, kolejny zresztą, jednej z psiapsiułek. Łamiąc swoje, dotychczas wyznawane, zasady ubieralnictwa postanowiła się, jak to mówią, odstrzelić full wypas. Jednym z zakupów były bardzo wysokie szpilki, na koturnie, wsparte na długaśnej igiełce. But jak but. Przymierzyła. Zachwyciła się. Kupiła. W domu odłożyła ostrożnie, by czekały wiekopomnej chwili założenia, i doczekały. Pierwsze kroki ku drzwiom, do czekającej taksówki, nie należały do najprzyjemniejszych, ale… Trzeba rozchodzić – pomyślała. Zejście ze schodów było większym przeżyciem,  dwa piętra, i rzeczywistą walką o przeżycie. Chodnik jakoś pokonała, mimo czyhających zasadzek. Hop w taksówkę, z grymasem oznaczającym niewątpliwą ulgę. Pojechali, dojechali, a tam…  Horrorem wyłożone dojście do kościółka, kocie łby, co tam kocie, końskie. Taksiarz, człek bywały, pomógł jak mógł, by biedna kobiecina czołgać się nie musiała. Szczęściem, na tym polu minowym końskich łbów, doznała olśnienia i pokonawszy je poprosiła, z ujmującym, jak sądziła, uśmiechem, by taksiarz poczekał. Mamiąc przy tem podwójną gażą za kurs. Poczekał. Pani swoje odstała w kościele (katorga stania nieopisana), wyściskała psiapsiułkę, nauśmiechała się, na ile  buty pozwoliły, do kamer. Tłumacząc gęsto i lawirancko wymiksowała się jakoś z wesela, bez czynienia urazy. Przemieściła się (taki eufemizm dla pokuśtykała) do taryfy. W taryfie buty z nóg! I głośne, radosne westchnienie ulgi niesamowitej, nieogarnionej i tak długo a beznadziejnie wyczekiwanej. Pani wysiadła pod domem, bosa, chusteczką machając odjeżdżającym, wraz z taksiarzem, super ful wypas szpilkom. Otarłszy jeszcze, tąże chusteczką, łzy szczęścia nad szczęściami, bosą nóżką chyżo pomknęła na ten swój wtaroj etaż.

Wróćmy jednak do Nysy. Zwycięski projekt znaku, autorstwa Jarosława Sępka z Nysy, przedstawia się tak:

Zestawienie logotypu i znaku z ikon.

albo tak, jak niżej, bo ten powyżej nazwany został w Księdze „logotyp + znak” czyli „Zestawienie logotypu i znaku z ikon.”.

Nysa logotyp

Jak to mawia dowcipny kolega – chcieli to mają. Ano mają. Po naoglądaniu się, kilkukrotnym zresztą, udało mi się odczytać ukryty kod logotypu – przez bramę, na kielonka, wracamy slalomem, wchodząc oknem, bo przy drzwiach cerber. Żarty żartami, spróbujmy wypunktować plusy i minusy całego przedsięwzięcia nyskiego, zwanego konkursem.

Trudno powiedzieć jakie kompetencje mieli wybierający, bo Jury nie ujawniono, nawet nie wspomniano. Jednak mogę podejrzewać, iż pewne kwestie, problematyczne, nie były brane pod uwagę, sądzę też, że postawiono na „ładność i bogatość” wybranego projektu. Bo dużo się dzieje i tak wielokolorowo. Nawet za dużo. Po prostu modowy top.

Ciąg dalszy nastąpi. Bo musi. Ale mniej liryczny a bardziej analityczny.

Część 1 / 2 / 3


przy okazji UMK

13 kwietnia 2015

Przy okazji kolejnej zadymy o znak, z nową identyfikacją wizualną Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, przyszło mi do głowy małe porównanie, z innymi zmodernizowanymi znakami uniwersytetów.

W Polsce, jak dotąd mieliśmy dwie, wcześniejsze od UMK, modernizacje znaków uczelnianych,  okraszone naturalnie protestami i sporą ilością negatywnych opinii. Te wcześniejsze, w przeciwieństwie do UMK, szły pobożnie w zgodzie z heraldyką dotychczasową, upraszczając ją jedynie. A jednak swoje baty brały.

znaki Politechnika Gdańska, Uniwersytet Wrocławski i Uniwersytet Mikołaja KopernikaCzy zatem rzeczywiście klucz do negowania nowego znaku UMK leży w zbyt minimalistycznym podejściu? Moim zdaniem klucz ten zawiera się w stwierdzeniu z „Rejsu” Piwowskiego, że najbardziej lubimy to, co znamy. Przyzwyczajenie do raz zakodowanego znaku jest silniejsze od wszelkiej argumentacji merytorycznej. Jest na tyle silne, że podejrzewam taką samą reakcję obronną zanotowało by Apple zmieniając swój pierwszy znak na obecne jabłko, byle ten pierwszy był obecny w przestrzeni wystarczająco długo. Na szczęście był tylko rok.

historia znaku Apple

Tradycyjne znaki uniwersyteckie przez lata odwoływały się do stylistyki i obrazowania heraldycznego, przybierając, niezależnie od swego wieku, kształt sigillum. Wzorowano się tu na znakach uniwersytetów z kilkusetletnią tradycją, co wynikało w wielu wypadkach na trochę sztuczne archaizowanie, szczególnie uniwersyteckich osesków. Weszło jednak jako kanon i tak też się ugruntowało w świadomości odbiorców. Problem pojawił się w wieku XXI. O ile wcześniej znaki stosowano w bardzo ograniczonym zakresie, sfera urzędowa i okazjonalna, o tyle nowy wiek przyniósł poszerzenie obszaru stosowania znaku, na pola dotąd nim nie objęte, i powstał problem, z egzekucją tychże znaków, ich czytelnością a także nazwą, po łacinie. Ogarnięcie całego spectrum występowania znaku, ujednolicenie narosłych z latami znaków jednostek, włożenie tego w karby jednolitej identyfikacji wizualnej stało się wyzwaniem i koniecznością. Jednym wyszło lepiej, innym gorzej, ale ten trend raczej będzie narastał niż zanikał.

Zanim pokażę jak poradzili sobie inni proponuję małą zabawę w rozpoznanie sygnetów uniwersyteckich. Czy to źle? Niekoniecznie, nie potraficie również rozpoznać, bez przeczytania otoku, sigilliów tychże uniwersytetów. Tak jednych, jak i drugich nie znacie, nie jesteście ich odbiorcami a co najwyżej wpadną Wam w oczy przypadkiem. Zatem oddzielanie znaku od logotypu nie ma sensu, tak oddzielony sygnet może doskonale funkcjonować samodzielnie dopiero po sporej ilości czasu a i to w ograniczonym, do bezpośrednio zainteresowanych, kręgu. Nie ma zmiłuj, pewnych etapów kodowania znaku nie da się przeskoczyć.

sygnety uniwersytetów

Podejrzewam, że większość z Was nie potrafi podać nazwy uniwersytetu dla większości tych pokazanych wyżej sygnetów. Ba możecie nawet podejrzewać, że wpuszczam Was w maliny i niektóre z nich nie mają z uniwersytetem nic wspólnego. A jednak są to wszystko sygnety wzięte z uniwersyteckich logo.

Sam jestem w pewnym zakresie tradycjonalistą, przyzwyczajenie bierze czasem górę. Zdaję sobie także sprawę, że przeskok stylistyczny, od starego do nowego znaku,  jest w wypadku znaków uniwersyteckich ogromny, co jeszcze bardziej działa przeciw nim, bo to jest skok od średniowiecznego sigillum wprost w XXI wiek, wiek znaków minimalistycznych. Niemniej w wypadku tych znaków musimy brać pod uwagę niekompatybilność tamtej estetyki ze współczesną. Ale znacznie ważniejszym wydaje się, jednak, niewykonalne ujednolicenie identyfikacji wizualnej uczelni na bazie dotychczasowych znaków funkcjonujących w jej obszarze. Dodam znaków powstających spontanicznie na przestrzeni wielu lat, różnych stylistycznie i tworzących wspólnie bałaganiarski, przypadkowy zbiór. Możliwości sprowadzenia ich wszystkich do wspólnego mianownika są dwie: stworzenie zarchaizowanego kompletu znaków, mało przystających do współczesnych potrzeb, lub zastąpienie systemem znaków opracowanych od nowa, na bazie współczesnej estetyki i podejścia projektowego, uwzględniających wszystkie aspekty ich występowania i wzajemnych relacji. Niewątpliwie tracimy, na takich zmianach diametralnych, łatwość klasyfikowania, co znakiem uczelni jest (po kształcie) a co nie jest. Tu jednak odchodzenie od czystej formy sigillum da się zaobserwować od dość dawna, szczególnie wśród uczelni młodych.

Wróćmy jednak do obiecanego porównania pod hasłem jak poradzili sobie inni. Zacznę od małego zbioru znaków czeskich uniwersytetów.

stare i nowe znaki czeskich uniwersytetówPokazuję same znaki, stare i nowe, choć za każdym z nich kryje się cały system znakowy dla wydziałów, ujednolicona struktura, operująca czasem tylko zmianą kolorystyki, a czasem wprowadzająca nowe elementy w znaku. Powie ktoś, że to akurat mało reprezentatywny zestaw, tylko czeskie uniwersytety, więc zerknijmy w inne strony. Oto kilka znaków uczelni innych niż czeskie i polskie.

Mamy tu próby godzenia wody z ogniem, jak w wypadku Freiburga (Niemcy), twórczego przekształcenia godła z herbu w Charles Sturt University (Australia), ale i znaki oparte na literze lub po prostu abstrakcyjne, jak Helsinki (Finlandia), czy Bazylea (Szwajcaria).

Co z tego powyższego wynika? Na pewno jedno bezapelacyjnie – nie jest łatwo. Uniwersytety to złożone struktury i opracowanie jednolitej ramy jest możliwe, ale trudne. Z jednej strony mamy potrzeby i cele takich opracowań, z drugiej wchodzimy na grunt ludzkich przyzwyczajeń, do tego co jest. Obrazkowość, narracyjność sigillów, ich rozbudowana graficznie forma ilustracyjna to przecież tradycja. Trudna wielekroć w zapamiętaniu. Nowoczesny znak z kolei to dokładna tegoż odwrotność, minimalizm, domyślność. Mamy więc z jednej strony całą opowieść a z drugiej jedną raptem „literę”. Tamto stare, mimo umykania szczegółów, już jakoś kojarzymy, to nowe zmusza nas do wysiłku – zrozumienia, zapamiętania.

Jednej rzeczy tu nie poruszyłem – współistnienia starego i nowego znaku, bo wiedza cząstkowa i zbyt mała. Niewątpliwie takie współdziałanie w kilku wypadkach ma miejsce, również na UMK. To już kwestia rozdzielenia funkcji znaków jakie pełnią oraz obszarów działania. Sfera uroczysta i codzienna.

Warto sobie na koniec przypomnieć jedną prawdę, iż za każdym znakiem, starym czy nowym, zawsze kryje się jakaś opowieść, warto czasem tym opowieściom poświęcić chwilę czasu.


konsekwencja vs indywidualizm

10 kwietnia 2015

Dziś o konsekwencji, we wprowadzaniu znaku i identyfikacji wizualnej, i indywidualiźmie, który potrafi burzyć.  Zacząłem ten tekst w październiku, roku ubiegłego, niestety choroba odsunęła go w zapomnienie, więc co prawda po czasie, ale wracam, bo temat aktualny, w szerszym kontekście niż tylko ten opisany.

Przykładów braku konsekwencji wdrażania jednolitej identyfikacji wizualnej można znaleźć wiele, zbyt wiele, i coraz dochodzą nowe. Ja posłużę się jednym, o którym napisała do mnie Natalia.

„Witam!

Chciałam zwrócić Pana uwagę na pewną sprawę, którą w moim mniemaniu warto omówić szerzej na blogu. Mianowicie – identyfikacja wizualna Akademii Sztuki w Szczecinie i jej znaki poszczególnych wydziałów.Na oficjalnej stronie internetowej AS – http://www.akademiasztuki.eu – widnieją wszystkie znaki zaprojektowane przez Lexa Drewińskiego.Jednak strona wydziału malarstwa i nowych mediów z niezrozumiałych przyczyn wyłamuje się z tego schematu: http://wminm.akademiasztuki.eu. Gdy pierwszy raz tam trafiłam, byłam przekonana, że pomyliłam uczelnie. Ten niebieski znak funkcjonuje także na kanale YouTube i profilu FB tego wydziału.

Jaki jest sens wprowadzania kolejnego znaku? Powoduje to tylko komunikacyjny chaos, a przecież jednostka ucząca projektowania powinna świecić przykładem w tej kwestii, nie sądzi Pan?

Pozdrawiam serdecznie!
Natalia”

Dziękuję Natalio za ten mail. Nie ma co ukrywać, że wygląda to dziwnie, ale taka to już nasza specjalność – indywidualność ponad wszystko.

Przerośnięty indywidualizm to jedną z charakterystycznych naszych cech, a co za tym idzie mus  kontestowania ustaleń przyjętych przez innych. Ta dość szczególna cecha objawia się w sferze identyfikacji wraz ze wzmożoną kreatywnością postawienia kontry. Jeśli A, B, C, D i F wybrali jakiś znak dla firmy/miasta/instytucji, to G nie musi się podporządkować, choć powinien, w ramach swojej podległości decyzję respektować i wdrażać. Ale, musi to na Rusi. A G ma własną, zatem niewątpliwie o niebo lepszą, koncepcję. A jego przemożna siła kreatywności nie pozwala mu się podporządkować, prze jego trzewia i on musi. Szczególna rola przypada wszelkim działom promocji, marketingu i PR tych wszystkich podmiotów, gdzie samo zatrudnienie w takim dziale wyzwala niebywałą wprost energię kreatywnego wymyślania wszystkiego po nowemu, swojemu naturalnie. I tak na wypracowanym właśnie jednolitym wizerunku uczelni/firmy zaczynają się pojawiać pęknięcia. Użyłem liczby mnogiej, gdyż po pojawieniu się pęknięcia pierwszego, pojawią się kolejne, nie ma zmiłuj. Raz złamana konsekwencja budowy jednolitego wizerunku, jest jak kamyk ruszający lawinę. Bo jakże to tak, Oni mają, mogą, a My nie?

Konsekwencja wprowadzania nowych identyfikacji wizualnych jest niczym więcej jak rzetelnym realizowaniem raz wytyczonego celu w opracowanych ku temu ramach. I tu leży pies pogrzebany, bo oznacza to nie tylko rezygnację z własnych wizji, ale i latami prowadzone  mozolne realizowanie i kontrolowanie realizacji tego zaplanowanego wizerunku. No i nic się nie dzieje, nuda, jednolitość, a nas rozpiera i trawi potrzeba walki z czymś nowym, koniecznie nowym, czymś Naszym, a po nas to choćby potop. Ta indywidualna siła zaistnienia czymkolwiek, najlepiej widoczna jest przy okazji promocyjnych znaków miejskich. Nowa ekipa, nowy konkurs na znak, bo trzeba się odciąć od poprzednika, za każdą cenę, a tym bardziej za cenę konsekwencji wdrażania, kontynuowania Jego pomysłu.

Dla zobrazowania postawionej wyżej tezy miałem zacząć od najnowszego znaku Polska, sprężyny czy śruby, jak zwał tak zwał. Bo niby jest najnowszy, ma promować ponad podziałami, ale zaraz po prezentacji, tejże śrubo-sprężyny,  Ministerstwo Gospodarki wprowadziło promocję na TIRach, ze swoim starym znakiem, choinkowo-bombkowym. Ale to akurat, po przeanalizowaniu, kiepski przykład. Bo, jakby na to nie patrzeć, nie mamy jeszcze (a może już) śrubo-sprężyny.

Wróćmy więc do przykładu z maila od Natalii.  Identyfikację wizualną Akademii Sztuki w Szczecinie autorstwa Lexa Drewińskiego wprowadzono w roku 2011. Po czterech latach od tegoż wprowadzenia mamy prawo oczekiwać, iż cały projekt został wdrożony i jest jednolicie stosowany. Zajrzyjmy zatem na stronę Akademii Sztuki w Szczecinie.

fragment strony www Akademii Sztuki w Szczecinie

I przejdźmy do zakładki Wydział Malarstwa i Nowych Mediów.

Akademia Sztuki w Szczecin

Wszystko w jak najlepszym porządku. No prawie. Bo co prawda myszkując po stronie nie zobaczymy żadnych odstępstw, to jednak wystarczy wpisać nieco inny adres internetowy wydziału malarstwa i nowych mediów – http://wminm.akademiasztuki.eu – by znaleźć się w zupełnie innej stylistyce, ale i pod innym logo.

strona wydziału malarstwa i nowych mediów Akademii Sztuki w Szczecinie

Niespójność wizerunkowa? No i co z tego, zapewne znajdzie się wytłumaczenie, bo wszystko da się wytłumaczyć racjami własnymi, wyższymi i diabli wiedzą jakimi jeszcze, które są zawsze istotniejsze, ważniejsze niż te inne.

Jeśli nie da się zamiast, to chociaż równolegle.

Konsekwentne działanie zawsze stoi w opozycji do naszych indywidualnych odczuć, poczucia wolności i kreatywności. To ograniczenie, którego nie znosimy. Ordnung muss sein? To nie u nas i nie z nami. Nasz indywidualizm lubi zmiany, na nasze, akcyjność zamiast planowania długoterminowego i objawia się słomianym zapałem, szybko nas nudzi własne, często niedokończone dzieło, a co dopiero mówić o cudzym.

Proszę nie doszukiwać się w takich działaniach, w zdecydowanej większości, jakichś racji wyższych. Merytoryczne uzasadnienia, za lub przeciw, są, jeśli już są, rzadkie i mało kiedy brane pod uwagę. Gro kontestacji wypływa z pozycji „bo mi się nie podoba i już”, często z niezrozumienia racji decydenta, no, ale tu musiał bym wejść w temat kolejny – czemu decydenci strzelają sobie w stopę, nie potrafią przekazać racji i argumentów, jakie stoją za zmianą, przekonać do nich, zanim cokolwiek pokażą.


Charleroi vs Turku

2 marca 2015

Dwa miasta i ich nowe znaki miejskie. Całkowicie inne podejście do miejskiej identyfikacji wizualnej. Charleroi vs Turku. W obu wypadkach jest to identyfikacja wizualna miasta, a co za tym idzie pełniąca rolę tak promocyjną, jak oficjalną.

Charleroi
Charleroi największe miasto regionu belgijskiej Wallonii wprowadza nowe corporate identity  dla działań promocyjnych i oficjalnych. Nowym symbolem graficznej tożsamości miasta Charleroi będzie „C” z nieco nietypowym kształtem korony, odnoszącym się do topografii miasta. Projekt przygotowała agencja Pam & Jenny i obejmuje on wszystkie pola komunikacji, od papierów firmowych, druków reklamowych, po stronę internetową miasta. Koszt przebudowy miejskiego corporate identity wynosi  48000 euro.

znak Charleroiidentyfikacja wizualna Charleroiidentyfikacja wizualna Charleroi

Zastąpienie herbu miejskiego jest nieco dziwne, patrząc na to z punktu widzenia dobrych praktyk, przykłady Amsterdamu, czyli budowania nowego znaku miejskiego z odwołaniem się do herbu, godła heraldycznego. Z drugiej strony, to zastąpienie herbu ma też atut nie do przecenienia, w stosunku do rozbudowanego herbu, minimalistyczny, ale bardzo mocny przekaz i łatwość zapamiętania nieporównywalnie większą niż dość skomplikowany herb. Na to ostatnie zdanie pewnie skrzywią się heraldycy.

Nowy design będzie wprowadzany sukcesywnie.

„Zastosowanie systemu będzie stopniowe; nie ma mowy o wyrzucaniu wszystkich koperty i innych druków. Stary układ zostanie zastąpiony przez nowy sukcesywnie, więc druk nie będzie generował dodatkowych kosztów z budżetu miasta”

Więcej: www.designtagebuch.de, charleroi.be

Turku
Turku, stolica regionu Varsinais-Suomi w Finlandii, a do 1809 stolica kraju. Nowy znak miejski, a właściwie modernizację herbu przygotowała agencja Satumaa. Znak będzie stosowany tak dla celów oficjalnych oraz promocji miasta.

nowy znak Turku/Abo

Logotyp jest dwujęzyczny – fińska nazwy miasta Turku i szwedzka Abo. Niestety brak wizualizacji zastosowań.

I tutaj mamy diametralnie różne podejście do znaku, niż w Charleroi. Nowy znak Turku jest zmodernizowaną wersją monochromatyczną herbu miasta. Jednak tu, w przeciwieństwie do przywoływanego wyżej Amsterdamu, mamy pełny herb miasta . O ile w Amsterdamie sprowadzono znak do minimum formy, tu tylko niewielkie uproszczenia herbu i monochromatyczność.

Więcej: www.turku.fi


Słowacja porządkuje

18 lutego 2015

Ujednolicenie oznakowania władz państwa to nie tylko nasz ból głowy. O tym, że sprawa jest ważna, przekonują kolejne próby projektowe podejmowane w różnych krajach. Idea uporządkowania narodowych identyfikacji (national branding) korci. Nie mówię tu o wprowadzonych już do użytku identyfikacjach wizualnych, ale właśnie o próbach projektantów mierzących się z takim problemem. Były już  wspominane przeze mnie  w 2010 r. opracowania czeskie  Tomáša Brousila i Pavla Jedličky, była węgierska Miklosa Kiss. Teraz mamy słowackie podejście, autor Juraj Blaško.

Warto, na początek, zobaczyć słowackie znaki urzędów państwowych, jakie funkcjonują dziś.

słowackie znaki urzędów państwowych

Przy naszej zbieraninie wygląda to jeszcze jako tako, zresztą porównajcie sami.

polskie znaki urzędów państwowychJuraj Blaško przedstawił dwie propozycje kształtu znaku Słowacji.

Juraj Blaško 2 wersje znaku SłowacjiDla każdej z dwu propozycji  mamy wersje znaku dla każdego z poziomów władzy państwowej.

Juraj Blaško wersje znaku SłowacjiMówiąc szczerze propozycja po prawej nie specjalnie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, iż zbyt to minimalistyczne, jak na godło państwa i, co za tym idzie, gubi charakterystyczność herbu. Ma pewnie na to także wpływ wprowadzony granat.

Jak stwierdza Juraj Blaško:

„Štátna správa má možno deväťsto úradov, nemôže každý z nich vyzerať inak. To je, ako keby ste mali futbalový tím, kde má každý hráč svoj dres.“

„Človek, ktorý by prišiel do styku s úradom, by si hneď vedel zaradiť, s kým komunikuje a či je ešte niekto nad ním,“

Nic dodać, nic ująć. Chyba nie trzeba tego tłumaczyć, dokładnie te same założenia odnoszą się do wizerunku instytucji państwa w każdym kraju. Projekt Juraja Blaško na tyle zainspirował Ministerstwo Spraw Zagranicznych Słowacji, że postanowiła temat ujednolicenia potraktować poważnie.

Zanosi się więc na to, że kolejny kraj wyprzedzi Polskę w uporządkowaniu swoich znaków urzędów państwowych. W zeszłym roku zrobiła to już mała Estonia. My mamy już dwa podejścia do tematu Marty Gawin i mój projekt Orli Dom. Ale ani śladu zainteresowania tematem na szczeblu wyższym, mamy  czas, czekamy i jak już się tym zajmiemy to pewnie na ostatni dzwonek, bez czasu na przemyślenie, aby coś było i inni się nie śmiali. Może będzie kolejna sprężyna, ale optuję raczej za sprężonym powietrzem.

Więcej: dennikn.sk, anomagazin.sk, brandingslovenska.com, font.cz


Panda

10 lutego 2015

Panda Security z nową identyfikacją wizualną, od agencji Saffron.

Nowe logo.

Panda Security logoIkony.

Panda Security ikonyElementy identyfikacji wizualnej.

Panda Security elementy identyfikacji wizualnej

Więcej do obejrzenia na: underconsideration.com, Saffron, Panda Security


niebieskie brandowanie klienta

27 czerwca 2014

Czy firma może narzucać klientom oprawianie składanych przez nich dokumentów w barwach firmy? Czy można własną identyfikacją wizualną, własną specyfikację kolorystyczną narzucić klientom do stosowania? Nie. To była by kompletna aberacja i nie zrozumienie co, dla kogo, i kto powinien takie opracowanie stosować. I nie trzeba do zrozumienia tego prostego faktu kończyć studiów wyższych. Ale okazuje się może lepiej tych studiów nie kończyć by nie zgłupieć.

Na Uniwersytecie Wrocławskim (firma) student (klient) by móc obronić pracę musi dostarczyć ją w odpowiedniej okładce. Odpowiedniej kolorystycznie (!), cytuję rzecznika Uniwersytetu Wrocławskiego Jacka Przygodzkiego,  za TVN24.pl:

„jasnoniebieski Pantone 284, zgodnie z Zarządzeniem nr 1/2011 Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego z dnia 12 stycznia 2011 roku w sprawie Systemu Identyfikacji Wizualnej Uniwersytetu Wrocławskiego”.

SIW Uniwersytet Wrocławski

Szanowny Panie Rektorze Uniwersytetu Wrocławskiego, identyfikacja wizualna uczelni dotyczy działań tejże instytucji, a więc obrandowania wszystkich materiałów wydawanych przez tę uczelnię i za jej finanse. Dotyczy także pracowników uczelni, ale tylko w zakresie wykonywanych obowiązków. Student jest tu klientem i stawianie mu wymagań zgodności z identyfikacją wizualną uczelni jest co najmniej kompletnym nieporozumieniem i niezrozumieniem funkcji identyfikacji wizualnej.

Czytam kolejne wytłumaczenie, archiwistyczne, że prace są przechowywane 0 lat i łatwiej rozróżnić które z jakiego wydziału. Zgoda, łatwiej, ale to nie zmienia faktu, że za tę łatwość archiwizowania, sobie, winna płacić uczelnia, nie student. Bo to jej kolory, nie studenta.

A jeśli jeszcze, na dokładkę, owo nieuprawnione wymuszanie własnej kolorystyki firmowej wiąże się z jednym jedynym „oprawcą”, to to śmierdzi na kilometr. Tym bardziej, że w ustawie o szkolnictwie wyższym:

” przy regulacjach dotyczących obron nie ma słowa o kolorze – mówi Krzysztof Budnik z kancelarii prawnej Budnik, Posnow i Partnerzy.”.

Bo nie ma i być nie może. Nawet pracownika można zmusić do noszenia uczelnianego krawata tylko w godzinach pracy, gdy reprezentuje firmę. Klienci mogą go nosić wedle widzimisie. I to ich święte prawo.

A co  innymi dokumentami składanymi Uniwersytetowi Wrocławskiemu przez osoby/klientów nie związanych etatowo z uczelnią? Jak wymóg to wymóg, albo obowiązuje wszystkich i wszystkie składane dokumenty, albo jedynie wybranych.

Panu Rektorowi i rzecznikowi Uniwersyteu Wrocławskiego  zalecam uważną lekturę na temat brandingu i identyfikacji wizualnej, w razie problemów służę pomocą. A przede wszystkim rozróżnienie co jest instytucją i kto jej klientem.

Wszyscy chcą mieć opracowania identyfikacji wizualnej, ale niewielu raczy się rzeczywiście zastanowić do czego i komu ona służy, jakie i dla kogo niesie obciążenia oraz jak szeroki jest zakres jej stosowania, pomijając fakt, że zagląda się do niej często jedynie po to, by znaleźć uzasadnienie dla tak bzdurnych tłumaczeń, jak wyżej.