erzatz, cwana gapa

8 kwietnia 2016

Czyli co robi młody zdolny wkraczający do zawodu? Próbuje brak własnego myślenia przerzucić na innych.

Na ogół odbywa się to dość prosto i niestety coraz częściej – oto młody, zdolny, tzw grafik, dorwał zlecenie. Bomba. Ale tu zaczynają się schody, bo to, co trzeba zrobić, nijak nie wyzwala krztyny wyobraźni, wiedzy w temacie brak i nie bardzo chce się w nią zagłębiać, ani śladu pomysłu, zero weny,  poza jedną jedyną kołaczącą w mózgu, aż echo niesie, myślą – pomocy! No i wpada na ciąg dalszy tegoż hasła – toż jest grupa dyskusyjna dla grafików – jak cwanie sformułuję post, to dostanę na tacy. I formułuje:

„Pytanie na wyobraźnię: jak wyobrażacie sobie logo litery „S”, która mogła być znakiem portalu informacyjno-turystycznego, który miałby kojarzyć się z wypoczynkiem, wakacjami…” (autentyk)

Wystarczy teraz poczekać, aż grupowi doradcy, czyli tzw jelenie, ruszą na pomoc zagubionej owieczce, uruchomią własne mózgi i podsuną pod nos gotowca, a nawet kilkanaście, do wyboru. A potem tylko szybciutka realizacja i zainkasowane 100,- w porywach 120,-. I do następnej okazji. Zastanawiam się zawsze, przy takich postach, po co ludzie zabierają się za rzeczy, których nie ogarniają bez pomocy bardziej kumatych doradców…

Co najbardziej mnie dziwi, to owa bezczelna dezynwoltura, niektórych takich „twórców”, i to nie tylko w wypadku braku pomysłu, ale i przy pokazywaniu wizualnie tegoż braku pomysłu, na przykład w takim oto kształcie:

„Cześć, ostatnio tak kombinowalem z kilkoma liniami, poobracałem troche i wpadlem na taki pomysł, ogolnie czas robienia ok. 8min, czas wykonania krotki, ale za to efekt jak dla mnie wow, co o tym sądzicie?” (autentyk)

Tu załączony zostaje stosowny obrazek (nie pokazuję z litości), ilustrujący owo kombinowanie z wyginaniem i obracaniem, jako erzatz myślenia, z pobożnym życzeniem by coś sensownego komputer podpowiedział. A on wygiął, obrócił i nic nie podpowiedział, o czym „tfurca” nie wie, więc się chwali, tą niewiedzą. W sumie to podziwiam to samozadowolenie (połączone z brakiem samokrytycyzmu), że się coś wygło abo obróciło, niemal jak radość dziecka które zrobiło pierwsze dwa kroki w życiu. No ale na szczęście małe dzieci nie chwalą się,  na przykład na portalach dla biegaczy, że już chodzą. Przynajmniej jeszcze się nie chwalą.

Oba cytaty są autentyczne i zapodane jedynie poglądowe. Takimi cytatami mógłbym zapełnić blog codziennie, przez kilka lat. Autorów i linków też nie zapodaję, bo problem jest szerszy, narastający wraz z poszerzaniem się grupy tzw. „grafików”. O przynależności do tej grupy zaczyna świadczyć już bowiem samo posiadanie lub dostęp do kompa i programu graficznego, umiejętności oraz wiedza nie są konieczne.

A skoro tak, to zaprezentuję pewną pracę, młodego grafika 🙂

Filip Lewiński, lat 4, rysunek w Corelu

Bez tytułu. Autor: Filip, lat 4. Format A4. Program: Corel X5. Ze zbiorów ALW.

Wiem, nie powinno mnie to nawet dziwić, a dziwi, ale proszę zauważyć, że o czymś takim jak reserch, poznanie dokładnie klienta, obszaru jego działań i konkurencji w ogóle nie wspomniałem.

Może za stary jestem, marudzę i czepiam się. I nie jarzę gimbazy. No nie jarzę, ni w ząb.


Jak zostać dizajnerem?

29 marca 2012

Tym razem dwugłos, międzypokoleniowy, o nowej książce Wydawnictwa Karakter  – „Jak zostać dizajnerem i nie stracić duszy”, autor Adrian Shaughessy, ze słowem wstępnym Stefana Sagmeistera.

okładka "Jak zostać dizajnerem...", Adrian Shaughnessy, Wydawnictwo Karakter
Stron: 176
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 190 x 230
Cena (u wydawcy) 39 zł

Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać taką oto zachętę:

„Autor, ceniony brytyjski projektant w przystępny sposób dzieli się z czytelnikami długo gromadzoną wiedzą o praktycznych tajnikach zawodu projektanta. Czy logo powinno być większe? Dlaczego nie wolno klientowi pokazywać ostatecznego projektu? Albo szkicowników? Jak przygotować portfolio? Jak zdobywać klientów i jak ich zwalniać? Jak ubiegać się o pracę i jak pracowników przyjmować; krótko mówiąc – jak postępować, by jako projektant odnieść sukces nie tylko artystyczny?”

A co można powiedzieć po przeczytaniu? Na początek opinia, o książce,  Bartłomieja Ferusia:

Jako stosunkowo młody stażem (i wiekiem) projektant grafik bardzo żałuję, że ten tytuł nie ukazał się wcześniej w Polsce. Zapoznanie się z „Jak zostać dizajnerem” na progu rozpoczęcia pracy zawodowej, pozwoliłaby mi  uniknąć błędów popełnianych przez początkujących grafików, a zarazem wielu nieprzyjemnych sytuacji wynikających z tychże i bynajmniej nie chodzi tu kwestie warsztatu. „Jak zostać dizajnerem” traktuje bowiem o wszystkich tych aspektach, których nie uczą w szkołach projektowania, ani o których nie pisze się w branżowej prasie. Mowa tu o wszystkich „pozaprojektowych” aspektach projektowania graficznego;  Jak znaleźć pierwszą pracę, jak najlepiej „sprzedać się” dyrektorom artystycznym studiów projektowych albo też jak założyć własne czy skąd brać zlecenia. Co prawda nie znajdziemy tu jednak jednoznacznych odpowiedzi na te pytania. Zamiast sztywnych reguł otrzymujemy mnóstwo cennych porad i wskazówek od wieloletniego praktyka-samouka, wynikających zarówno z jego bogatego doświadczenia, długiej obserwacji branży i własnych przemyśleń (bardzo często w wyniku popełnianych przez niego błędów). Uważam, że to bardzo wartościowa lektura. Wiedza zawarta na kartach „Jak zostać dizajnerem…” przyda się na pewno wielu młodym projektantom, ale sądzę też że doświadczeni „wyjadacze” projektowania graficznego znają tu cenne wskazówki. Uczymy się wszak przez całe życie 🙂

Czas teraz na moje własne przemyślenia, po przeczytaniu.

Czytając łapałem się, wielokrotnie, na „czytaniu własnych myśli”. Większość ze stwierdzeń Autora jest jak najbardziej prawdziwa i użyteczna, tu i teraz, mimo iż , wydawać by się mogło, realia polskie i anglosaskie są nieco inne. Bartłomiej Feruś, w swojej recenzji, podkreśla tę użytkowość, jako niewątpliwą zaletę książki, tak dla rozpoczynających zabawę w projektowanie, jak i już się tym projektowaniem parających, i ma całkowitą rację. Wszyscy znajdą tu coś dla siebie, do wykorzystania, lub przemyślenia na nowo.

Czymś, co szczególnie zapadło mi w pamięć, może z racji tego samego oglądu rzeczywistości, to obalanie mitu brandingu, jako panaceum, sprowadzenie go na ziemię i upuszczenie powietrza, jako kolejnego modnego trendu na jakiś czas. Tym to istotniejsze, im więcej pojawia się na rynku superhiperspecjalistów od tworzenia marki, w pięć minut. Marka bowiem, patrząc na historię powstawania każdej z poważniejszych, była zdobywana, w oczach klienta, latami i ciężką, mozolną pracą, jakością wyrobu, usługi i obsługi, nie wspominając o innych drobiazgach. Teraz wmawia nam się, taki trend,  że markę można stworzyć, szybko, łatwo, przyjemnie. Tyle, że z tą rzeczywistą marką i jej wartościami ma to niewiele wspólnego, ot, tworzenie opakowania, skorupki, wydmuszki-pisanki, efektownej, ale pustej.

Tyle miodu, a teraz łyżeczka, mała, dziegciu. Nie podoba mi się łamanie książki, szare teksty na szarym tle, bardzo głębokie, za głębokie, wcięcia akapitowe, szerokość kolumny, za duża,  sprowadzająca marginesy do minimum (nie ponotuję uwag), wcinane, na niebiesko, przypisy z nieustaloną wysokością ich numeru,  na jakiej się pojawia. Mówiąc krótko – czytanie jest męczące przy takiej aergonomicznej konstrukcji, jak dla mnie, efekciarskiej i bez uzasadnienia. Wiem, że to nie wina Karakteru, tak złamany został oryginał wydania angielskiego i Autor jest z tego layoutu w pełni zadowolony, o czym zresztą wspomina w książce. Mimo to…

Polecam tę książkę  z czystym sumieniem, jest to bowiem jedna z tych pozycji, jakie powinny się znaleźć w „niezbędniku” dizajnera, młodego i starego, tuż obok „Elementarza stylu w typografii” Bringhursta  i Frutigera „Człowiek i jego znaki”.


sierpniowy skrót 1/2

1 września 2011

Pierwsza połowa miesiąca była nieco rozleniwiona, wakacyjnie, skupiłem się też bardziej na projekcie Orli Dom, HIT  pojawił się później…

1 sierpnia
1. Krój dla dyslektyków? Na studiostudio.nl, ba, tylko czy mamy już jasność z samą dysleksją…

krój dla dyslektyków

2. Szymon Wanatowicz o gdyńskim systemie informacji

System Informacji Miejskiej w  Gdyni

2 sierpnia
Rozstrzygnięto konkurs w Ministerstwie Rolnictwa… wydano kasę… i konfiturka, ciekawe po co to komu było….

Mój Rynek logo

A Tak poważnie to mam jedno pytanie skąd ta moda na pisanie każdego wyrazu w nazwie z dużej litery? Bo przecież chyba nie chodzi o np. Rynek wrocławski,  a raczej o „rynek owocowy”. Wytłumaczenia widzę dwa: 1. anglicyzowanie, 2. bo dziury wtedy nie ma w logotypie, od góry. Oba wytłumaczenia bez sensu.

3 sierpnia
1. Sztuka ekstremalna. Zacznij się bać.

2. Interesujący Pafnucek… 🙂 koniecznie trzeba obejrzeć tę animację.

4 sierpnia
„Niektóre kraje mają dość własnego wizerunku – albo wizerunek ten jest na tyle spaprany – że podejmują wysiłek jego zmiany.” no właśnie, o ten nieszczęsny wysiłek chodzi… 😉

5 sierpnia
Kongresowa ciekawostka – logo-tik, nerwowy. Ciekawe kto jest autorem… Inna sprawa że „Kongres mobilności aktywnej” to też niezły zgrzyt w zębach.

Kongres mobilności aktywnej logoPrzepis przyrządzania: bierzesz ślad po kawie, skanujesz, powielasz, zmieniasz kolor i jest mo bilnie

2. Diabły grasują w Legnicy –  jakiś wysyp przewrażliwionych w temacie „symboliki”, szczególnie tej wykoncypowanej…  chyba

3. Oficjalnie wystartował „projekt Orli Dom”, są już pierwsze artykuły.

strona www projektu Orli Dom

7 sierpnia
Jeszcze o znaku Dolnego Śląska

8 sierpnia

Bez słoneczek, pióreczek i ptifurków, a wiadomo o co chodzi – Hildesheim

Hildesheim

11. sierpnia
„też grafik” czy też menda?

14 sierpnia
Dorabianie ideologii do flaszki, w ramach mistrzostw….

ultimate logo

To podobno jest logo?!


smutne refleksje

17 marca 2011

Takie trzy refleksje, smutne w sumie, przyszły mi do głowy  przy okazji czytywania polskich forów graficznych:

1.
Zastanawia mnie dość specyficzna, a powszechna, warstwa skojarzeniowa Panów Grafików, i Pań też, jakoś dziwnie kręci się im wszystko kole dupy i narządów rodnych… ewentualnie z dodatkiem ekstrementów…. Chyba jednak prawdziwe to zdanie – jakie doświadczenie, takie kojarzenie….

2.
Ale widać to nie jedyny ich problem. Powszechnie panuje moda, w wypowiedziach, na terminologię rodem z programów komputerowych, koniecznie anglojęzycznych. Te problemy z terminologią we własnym języku, a jest takowa, chyba nie najlepiej świadczą o zasobach słownictwa w tymże rodzimym języku…. Excellently panocku, excellently, a nawet very und so weiter.

3.
Rzadko zdarza się by Panowie Graficy potrafili analizować znak pod kątem jego egzekucji, zgodności z tematem, briefem, założeniami. Jeśli już analizują, to na zasadzie oderwanego od kontekstu obrazka, samego dla siebie.

Sztuka dla sztuki… noc dla nocników.


2 poczytajki

22 czerwca 2010

1. Wywiad z Janusz Kaniewskim autorem aktualnego logo Fiata.

2. Zanim zaczniesz współpracę z grafikiem czyli „9 sposobów, aby wkurzyć grafika”, autor Monika Chitra

Miłej lektury.


Kroje i kolory pisma

7 czerwca 2010

Polecam nową książkę Wydawnictwa Naukowego PWN. Przydatne wspomaganie dla grafików.

Timothy Samara, Kroje i kolory pisma, Przewodnik dla grafików (tyt. org. Type Style Finder. The Busy Designer’s Guide to Choosing Type).

Timothy Samara, Kroje i kolory pisma, Przewodnik dla grafików

Format: 17,5×23,5 cm, oprawa zintegrowana, stron 256
cena: 79,-,  u Wydawcy tylko 70,-, a w Godi: 62,49 PLN

Notka Wydawcy:

Ponad 850 przykładów stylów pisma, ponad 40 palet barw.
Nieodzowny w codziennej pracy grafików, projektantów i designerów przewodnik po krojach i kolorach pisma. Ułatwia szybkie i sprawne poruszanie się po bibliotekach z fontami. Dzięki podziałowi krojów pisma na wiele kategorii, między innymi kroje oddające nastrój albo kojarzące się z wybranym okresem historycznym, książka podpowiada najtrafniejsze rozwiązania dla różnych typów projektów i ich odbiorców. Wskazuje także kolorystykę, którą można zastosować przy wybranym liternictwie. Całość poprzedza zwięzły opis historii typografii, wstęp do klasyfikacji krojów oraz najważniejsze zagadnienia teorii koloru.


Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie

24 maja 2010

Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie ma nowy znak.

logo Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie

Punktem wyjścia dla nowego logotypu jest literka ‚K’ z drzwi Katedry Wawelskiej – symbol naszego miasta, Gwiazda Dawida oraz hebrajska litera ‚kof’, od której zaczyna się hebrajska nazwa Krakowa.

symbolika znaku

Autorem nowego logo jest izraelski grafik Oded Ezer , który jest również autorem tegorocznego plakatu.

plakat 20 Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie

autor: Oded Ezer

20. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie potrwa od 25 czerwca do 4 lipca 2010 (program)

Poniżej plakat ubiegłorocznej 19. edycji Festiwalu

plakat 19 Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie

autor: Olgierd Chmielewski

Galerię wszystkich dotychczasowych plakatów (prace min. Ryszarda Horowitza, Rałała Olbińskiego, Lecha Majewskiego, Andrzeja Dudzińskiego) można obejrzeć na stronie jewishfestival.pl

Źródło: jewishfestival.pl


Tfu(r)czy brief

11 marca 2010

Na wielu forach odbywa się nieomal codzienne bicie  za  „kiepskie logo”. Po większej części słusznie, ale… pewne rzeczy warto rozgraniczyć. Część tak pieczołowicie obsobaczanych znaków została opracowana w stylu  „misie” – znaczy „mi się tak podoba”, jak najbardziej zasługując na baty. Są jednak i takie opracowane na podstawie briefu. I ten fakt, istnienia takowego briefu, jakoś oceniaczom umyka, a rzecz warta zastanowienia. Dlaczego? Oto mam świetny przykład (zaczerpnięty z GL), jako odpowiedź, prawdziwy, krwisty kawałek prozy życia, a może już poezji…, dla przypomnienia – stworzonej jako baza do projektu znaku:

Opis bazowy:
Waga oparta na słoniu (załącznik). Trąba słonia w kształcie węża farmaceutycznego (np. kształt na wzór w logo Wydziału Farmaceutycznego – w załączniku). Na jednej szalce wagi: symbol $ i napis WARTOŚĆ. Na drugiej szalce człowiek na tle EKG (Obrazek) + napis ZDROWIE. Napisy poniżej, powyżej na tle symboli??? – zostawiamy decyzję autorowi. Szalki wagi są w równowadze.

Napis (taki jak w logo Wydziału Farmaceutycznego) w trzech wersjach
1. WARSZAWSKI UNIWERSYTET MEDYCZNY + ZAKŁAD FARMAKOEKONOMIKI
2. UNIVERSITAS MEDICA VARSOVIENSIS + ???? (prześlę później)
3. MEDICAL UNIVERSITY OF WARSAW + DEPARTMENT OF PHARMACOECONOMICS

Wersje kolorystyczne
1. Tło czerwone (jak w godle WUM) + biały słoń i reszta wagi + trąba w kolorze szafranowym (jak w logo Wydziału Farmaceutycznego)
2. Tło czerwone (jak w godle WUM) + szafranowy słoń i reszta wagi + trąba w kolorze szarym (jak w logo Wydziału Farmaceutyczneg
3. Tło szafranowe (jak w logo Wydziału Farmaceutycznego), biały słoń i reszta wagi + trąba w kolorze czerwonym (jak w godle WUM)

Perełka tfurcza, ale może to się da farmakologicznie i bezinwazyjnie leczyć…

Że grafik nie musi podejmować się takich prac? Jasne. Ale niektórzy, poza miłością do sztuki projektowej, najzwyczajniej by coś zjedli i podejmują się kaskaderki. Może to nie jest mocny argument, ale w końcu, podobno, „Klient ma zawsze rację”. O ile ją naturalnie  ma.


Odpowiadając Endi-emu

16 czerwca 2009

Popełniam pewnie jakiś błąd, bo linki w komentarzach nie nadają się do klikania, by obejrzeć co pod linkiem trzeba niestety kopiować . Postanowiłem więc odpowiedzieć na komentarz Endiego w osobnym wpisie, przezentując jego projekty.  Ma to też tę zaletę że i mnie umożliwi obrazkowe odniesienie.

Endi napisał tak, (cały komentarz tu).

Zatem, uważam, iż pomysł, aby promować jest zacny, a Pan, jako człowiek obrazu, realizuje go z pasją, jakkolwiek sama forma zamkniętych granic Polski jest mi wroga… Odnoszę przy tym wrażenie, że broni Pan jej zbyt zaciekle, jak na grafika z potężnym bagażem doświadczeń. Jeżeli założymy, że znak promocyjny, powinien budzić pozytywne skojarzenia, Pański pomysł, może nie przejść tego „testu”. Solidne i mocne obramowanie, w dodatku czerwone (czytaj: ostrzegawcze), ma konotacje przeciwne i wskazuje raczej na silną odrębność kraju oraz ściśle zamknięte granice. Jednym słowem kraj jest obwarowany, czy raczej „nie zaprasza”…

Nie wiem czy bronię zaciekle, może tak to wygląda, raczej podpuszczam. Im więcej szczegółowych uwag krytycznych tym większa szansa na dopracowanie systemu tip-top. W kwestii czerwieni – nie przeceniałbym tej sugerowanej ostrzegawczości, co nie znaczy że jej nie biorę pod uwagę. Znak w założeniu występuje wraz z literami, zatem nie będzie odbierany tak jak w wypadku samodzielnego wystąpienia. Konotacje spowodują jednak zmianę postrzegania. Inna sprawa, czy na tyle dużą zmianę, by oderwać się od tej ostrzegawczości, tu przydałyby się badania „na żywca”. Co prawda mam już mały i wyrywkowy ogląd, jak widzą to Polacy, ale istotniejsze jak widzą to cudzoziemcy. Na razie, a propos tego odbioru przez cudzoziemca, podesłana mi wypowiedź Anglika: „jest OK i bardzo to zaznacza, zachęca i ciekawi, jest niezbadane i nieco skomplikowane, pewnie jak Wy”

Pański znak zaaranżowany w różny sposób, na różnych mediach, prezentuje się dobrze, ale tylko dlatego, że ową prezentację, przygotował doświadczony grafik. Sam znak się nie broni, a powinien. Czy zatem jest nieodpowiedni? Myślę, że w tej formie tak. Zabieg „otwarcia” znaku, mógłby wyposażyć go w furtkę, dopuszczającą pozytywne skojarzenia. Nie mnie sugerować Panu rozwiązania, ale być może warto wpuścić pozytywne emocje Helem (to także gaz rozweselający). Włóżmy rękę do „kieszonki”…:)

Muszę nad tym pomyśleć, pewnie jeszcze w tym tygodniu uda się pokazać nieco inne kształty. Mam jednak i uwagę ogólniejszą do stwierdzenia – „prezentuje się dobrze, ale tylko dlatego, że ową prezentację, przygotował doświadczony grafik” – zawsze powinien robić to projektant, bo każdy znak eksponowany nie przemyślanie i bez wyczucia traci, czasem bardzo wiele. Ale przejdźmy do Twojego znaku:

znaki Endi-ego
większy format tu.

Zaprojektowałem je swego czasu dla polskiego wydawnictwa. Prezentuje bardziej ukierunkowany przekaz, który miał (logo nie ujrzało światła dziennego) trafić do mieszkańców Wielkiej Brytanii. […] Poniżej tego logo, dodałem jeszcze znak, który powstał przy okazji realizacji tamtego projektu. Potraktujmy go, jako moją, skromną propozycją znaku promocyjnego dla Polski. Chciałbym go poddać Pańskiej ocenie, jako koledze z dużym stażem, napotykającego inny punkt widzenia promocji. Co prawda, po czasie uważam, że samo obramowanie znaku jest zbyt skomplikowane i wymaga uproszczenia, ale idea jest zaprezentowana czytelnie.

Jak dla mnie, wybacz, chwyt nieco już ograny, nawet bardzo, a swoją drogą ciekawe czego jeszcze w środek nie wlano. Piszesz, że idea czytelna, hm… jeśli miał być dla Anglików, to owa idea mówi co W Polsce, taka Polska pół nasza, pół angielska. Jeśli to odwrócić, czyli znak funkcjonuje w Polsce, jest już lepiej Anglia, Anglicy w Polsce. Tak to postrzegam. Tyle tylko, że mamy pewien dysonans, w postaci nieodpowiedniego tła brytyjskiej flagi – winien być granat i krzyż czerwony. Z kolei flaga samej Anglii to prosty, dwuramienny, czerwony krzyż na białym tle, jak widać poniżej. Chcemy poszanowania naszych symboli, szanujmy cudze.

flagi Wielkiej Brytanii i Anglii

I tak oto owa prostota idei, jak dla mnie, rozmyła się i straciła czytelność. Jasne że można to bronić, że sam wygląd brytyjskiego krzyża jest na tyle charakterystyczny, ale to niewielkie pocieszenie moim zdaniem. Obrys, czy jest zbyt skomplikowany? właściwie nie ma to znaczenia, gorsze że jest za cienki, co widać w znaku na czerwonej apli, i  przy zmniejszeniu o połowę (a to nie koniec możliwych zmniejszeń) po prostu zniknie w sinej mgle. Przepraszam, czerwonej naturalnie.

Endi, Twoją propozycję znaku traktuję bardzo poważnie, choć idzie w zupełnie innym kierunku, niż idea systemu, jaki wydumałem. Ale zastanówmy się nad czymś co, w oparciu o Twoją propozycję, można by zrobić, by znak był dla nieco większej liczby odbiorców, niż samo UK. Mówię o prawym znaku, lewy w ogóle nie niesie żadnej treści, a jeżeli już to kompletnie nieczytelną dla mnie. Otóż moim zdaniem można zrobić tylko jedno – wlewać kolejne flagi, tu nie da się jednak uniknąć właściwych im kolorów. Ale to nadal będzie znak pokazujący związki z danym krajem U NAS w środku, nie sądzisz?


Czarna zagadka

26 lutego 2009

O Czarnych Słupsk i ich pierepałkach z prawami do znaku pisałem w grudniu, Autor-klub 1:0, tymczasem 13 lutego br. klub poinformował już o nowym znaku.

nowe logo klubu Energa Czarni Słupsk

Ciekawe są dwie kwestie wspomniane na stronie klubowej. Pierwsza informacja, o autorach/autorze projektu, brzmi tak:

„Znak projektowała firma związana z Energą.”

Enigmatycznie, kto wie to wie, reszta nie musi. Druga zaś informacja zastanawia:

„W logotypie brak jest barw klubowych, niebiesko-czarno-czerwonych, ale nie oznacza to, że z tych barw rezygnujemy. Wszędzie, gdzie to możliwe: na flagach, szalikach, w kolorze strojów, nadal barwy będą eksponowane jako główne. Pozostają one jedynie poza logiem, co jest dopuszczalne. W rozmowach z projektantem sugerowaliśmy zawarcie barw klubu w logotypie, ale nie okazało się to możliwe ze względów graficznych.”

Grafik projektuje klubowi znak i nie uwzględnia barw klubowych, bo się nie da? Dziwne. A fiolecik się dał? dał, ale on ci jest Energi… Inna sprawa że w poprzednim też nie mieli. A tak jeszcze na marginesie – światła międzyliterowe i w „Energa” i w „Czarni” wyją, jak ta pantera…

źródła:
energa-czarni.pl
polskikosz.pl