komunikacja

15 kwietnia 2016

z serii „znaki czasu” / a series of „signs of the times

komunikacja /communication

communication

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2016. All Rights Reserved.


przerabiamy i mamy

10 kwietnia 2016

Co zrobić gdy inwencji brak? Ano zamiast się męczyć okrutnie można przerobić cudze. No może nie można, ale jak się pokombinuje, to i nikt nie powinien się czepiać specjalnie. No chyba, że trafimy na jakiegoś upierdliwego.

Zatem mały instruktaż kombinowania.

Znajdujemy sobie logo, które nam się podoba. Tu posłuży nam za przykład mój znak promocji Polski z roku 2004, dostępny na mojej stronie e-alw.com za free. Był też prezentowany na blogu alw.pl, przy okazji jego eksponowania na targach Carer &Education 2008 w Singapurze.

Mamy zatem logo do przerobienia.Poland, by alw 2004Krok pierwszy – wycinamy zbędny logotyp.

poland-2Krok drugi – poziomujemy dolny element.

poland-3Krok trzeci – odbijamy dolny element lustrzanie.

poland-4Krok czwarty – pozbywamy się nadmiaru pustej przestrzeni, między dwoma elementami.

poland-5Krok piąty – rozciągamy nieco znaczek.

poland-6Możemy jeszcze nieco skorygować przy okazji wąsy górnego elementu i gotowe. Tą prostą metodą mamy własny znaczek. Poniżej fragment logo znalezionego w internetach, polskiego jak najbardziej.

fragment logo

A może tylko nam się wydaje, że „własny”?


erzatz, cwana gapa

8 kwietnia 2016

Czyli co robi młody zdolny wkraczający do zawodu? Próbuje brak własnego myślenia przerzucić na innych.

Na ogół odbywa się to dość prosto i niestety coraz częściej – oto młody, zdolny, tzw grafik, dorwał zlecenie. Bomba. Ale tu zaczynają się schody, bo to, co trzeba zrobić, nijak nie wyzwala krztyny wyobraźni, wiedzy w temacie brak i nie bardzo chce się w nią zagłębiać, ani śladu pomysłu, zero weny,  poza jedną jedyną kołaczącą w mózgu, aż echo niesie, myślą – pomocy! No i wpada na ciąg dalszy tegoż hasła – toż jest grupa dyskusyjna dla grafików – jak cwanie sformułuję post, to dostanę na tacy. I formułuje:

„Pytanie na wyobraźnię: jak wyobrażacie sobie logo litery „S”, która mogła być znakiem portalu informacyjno-turystycznego, który miałby kojarzyć się z wypoczynkiem, wakacjami…” (autentyk)

Wystarczy teraz poczekać, aż grupowi doradcy, czyli tzw jelenie, ruszą na pomoc zagubionej owieczce, uruchomią własne mózgi i podsuną pod nos gotowca, a nawet kilkanaście, do wyboru. A potem tylko szybciutka realizacja i zainkasowane 100,- w porywach 120,-. I do następnej okazji. Zastanawiam się zawsze, przy takich postach, po co ludzie zabierają się za rzeczy, których nie ogarniają bez pomocy bardziej kumatych doradców…

Co najbardziej mnie dziwi, to owa bezczelna dezynwoltura, niektórych takich „twórców”, i to nie tylko w wypadku braku pomysłu, ale i przy pokazywaniu wizualnie tegoż braku pomysłu, na przykład w takim oto kształcie:

„Cześć, ostatnio tak kombinowalem z kilkoma liniami, poobracałem troche i wpadlem na taki pomysł, ogolnie czas robienia ok. 8min, czas wykonania krotki, ale za to efekt jak dla mnie wow, co o tym sądzicie?” (autentyk)

Tu załączony zostaje stosowny obrazek (nie pokazuję z litości), ilustrujący owo kombinowanie z wyginaniem i obracaniem, jako erzatz myślenia, z pobożnym życzeniem by coś sensownego komputer podpowiedział. A on wygiął, obrócił i nic nie podpowiedział, o czym „tfurca” nie wie, więc się chwali, tą niewiedzą. W sumie to podziwiam to samozadowolenie (połączone z brakiem samokrytycyzmu), że się coś wygło abo obróciło, niemal jak radość dziecka które zrobiło pierwsze dwa kroki w życiu. No ale na szczęście małe dzieci nie chwalą się,  na przykład na portalach dla biegaczy, że już chodzą. Przynajmniej jeszcze się nie chwalą.

Oba cytaty są autentyczne i zapodane jedynie poglądowe. Takimi cytatami mógłbym zapełnić blog codziennie, przez kilka lat. Autorów i linków też nie zapodaję, bo problem jest szerszy, narastający wraz z poszerzaniem się grupy tzw. „grafików”. O przynależności do tej grupy zaczyna świadczyć już bowiem samo posiadanie lub dostęp do kompa i programu graficznego, umiejętności oraz wiedza nie są konieczne.

A skoro tak, to zaprezentuję pewną pracę, młodego grafika 🙂

Filip Lewiński, lat 4, rysunek w Corelu

Bez tytułu. Autor: Filip, lat 4. Format A4. Program: Corel X5. Ze zbiorów ALW.

Wiem, nie powinno mnie to nawet dziwić, a dziwi, ale proszę zauważyć, że o czymś takim jak reserch, poznanie dokładnie klienta, obszaru jego działań i konkurencji w ogóle nie wspomniałem.

Może za stary jestem, marudzę i czepiam się. I nie jarzę gimbazy. No nie jarzę, ni w ząb.


Łódź sprząta

4 kwietnia 2016

Łódź sprząta bałagan reklamowy i bardzo dobrze. Prezydent miasta Hanna Zdanowska tak anonsuje projekt na Facebooku:

„Tak, pozbędziemy się z centrum szpecących reklam, lawet i tandetnych potykaczy. Projekt kodeksu reklamowego jest już gotowy”

Projekt kodeksu reklamowego Łodzi wygląda w skrócie tak.

projekt kodeksu reklamowego w Łodziprojekt kodeksu reklamowego w Łodziprojekt kodeksu reklamowego w Łodziprojekt kodeksu reklamowego w Łodziprojekt kodeksu reklamowego w Łodziprojekt kodeksu reklamowego w Łodzi

W większym formacie znajdziecie te plansze na stronie www.facebook.com/hannazdanowska/photos

Ciekawe czy inne miasta pójdą za przykładem Łodzi i podejmą wyzwanie, z unormowaniem zasad reklamy w mieście. Szczególnie te dużo mniejsze miejscowości.

Mnie dziwi w tym opracowaniu tylko jeden mały drobiazg – czemu opracowanie robione przez Urząd  Miasta Łodzi sygnowane jest znakiem promocyjnym, zamiast herbem miasta. Mam nadzieję, że jednak, mimo tego znaczka promocyjnego, nie będą to li tylko działania kończące się na opracowaniu a konsekwentne wdrażanie, monitorowanie i reagowanie, bez jakichkolwiek wyjątków szczególnych.


bez ograniczeń

3 kwietnia 2016

z serii „znaki czasu” / a series of „signs of the times

bez ograniczeń / no limit

bez ograniczeń / no limit

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński 2016. All Rights Reserved.


marketowe miny

2 kwietnia 2016

Chodzenie na skróty we własnej identyfikacji wizualnej bywa czasem bardzo bolesne i zamiast zysku, przynosi straty. Szczególnie gdy pada słowo „plagiat”. Nie zawsze jest to oczywiście realny plagiat, czasem tylko skorzystanie z logozowego marketu, czy przerysowanie cudzej pracy nazywane eufemistycznie „inspiracją”.

Skoro już przebrnęliście przez ten dość ogólny wstęp, to zapewne zastanawiacie się po co raz kolejny powtarzam te ogólniki. Widać trzeba bo czas mamy taki, że logo nabywa się również w marketach, logozowych, za kilka zł albo dolców. I ani komu przyjdzie do głowy, z nabywających, iż ten sam obrazek kupiło już być może kilku innych, a kupi pewnie jeszcze więcej. Co za tym idzie podstawowa cecha logo oryginalność znaku, unikatowość, idzie w siną dal. No bo jak się niby wyróżnić krawatem w jelenie, jak pół wsi ma dokładnie taki sam?

Nie zastanawiają się też owi nabywcy taniochy z marketu iż na ogół praw żadnych, lub prawie żadnych nie nabywają, a co za tym idzie o ochronie „własnego” znaku mowy nie ma. No bo jak zakazać konkurencji używania znaku, jak ona kupiła w tym samym markecie i na dokładnie takich samych zasadach – szybko, tanio i bez sensu. Jeszcze śmieszniejsze, choć tragicznie smutne w sumie, jest kupowanie tychże logosów marketowych i podsyłanie ich, jako własne dzieła, na konkursy. A to wcale nie wymyślony, na użytek tego artykułu, patent. Mieliśmy już taki kwiatek konkursowy, który wygrał konkurs a potem poszedł smród. Niestety ów przypadek widocznie mało nagłośniony, bo co i rusz pojawiają się takie cwaniackie patenty w konkursach.

Przejdźmy jednak do konkretu, choć mówiąc szczerze coraz mniej chce mi się pisać o takich kfiatkach z projektowej łączki, pokazujących cwanych zleceniodawców (tanio) czy równie cwanych „projektantów”.

Przypadek 1 marketowe mnożenie

Zdarzają się w marketach znaczki, które choć same w sobie słabe, to jednak cieszą się niebywałym popytem. O gustach się nie dyskutuje, ale o ilości już można a nawet trzeba. Bo o ile zakup takiej samej kosiarki w markecie, jak sąsiada, nie przysparza nam problemu wizerunkowego, co najwyżej mamy dyskomfort bliźniaczości z nielubianym sąsiadem, o tyle zakup takiego samego znaku w tym samym markecie może nam przysporzyć strat. Wyobraźmy sobie bowiem taki obrazek –  Kowalski otwiera gdzieś na osiedlu swój biznes, powiedzmy sprzedaż choinek. Biznes pomału rośnie i nagle na tymże osiedlu pojawia się Nowak, z identycznym biznesem, ale w lepszej lokalizacji, konkurencja. Ale jest coś gorszego – z takim samym znakiem! Zgroza! Jak tu walczyć z konkurencją, skoro i ona i my mamy takie same prawa do znaku, czyli żadne.

Przypadek 2 konkursowy

Stare, ale aktualne. Miasto Wadowice postanowiło mieć , zgodnie z obowiązującą modą na logozę, swoje własne miejskie logo. Ogłosiło więc stosowny konkurs i skończyło się niczym. To znaczy prac było sporo, tylko wybierać nie było w czym, jak informował Urząd Miasta. Nie zrażeni ogłosili konkurs drugi, skierowany do profesjonalistów, konkretnie do tych co sami się za profesjonalistów uważają. Efekt „nie powala” cytując burmistrza, ale jednak wybrali i nagrodzili. No i wyszła afera.

Robert Widomski 2 sprawy dotyczące tego „Logo”: 1 – nie mam zamiaru pisać czy znak jest poprawny czy nie ale szerzej o zastosowaniu (nie tylko projektuję ale i zajmuję się marketingiem). Wystarczy usunąć logotyp i mam graficzne opracowanie litery „W”, nudny i nic nie znaczący symbol. Może to być symbol Wrocławia, Wólki, czy innego Wypierdowa … czemu projektanci, jury szukają takich prostych rozwiązań? Znak graficzny miasta, imprezy, itp, nie zyskuje poprzez samo powstanie ale nabiera wartości poprzez wartość danego „celu” dla jakiego powstał. To „cel” ma wartość a Logo tylko symbolizuje dany „cel” Wartości i rozpoznawalności może nabrać z czasem „kropka i kreska” ale wyłącznie poprzez to że wartość ma ASP w Szczecinie Emotikon smile a nie Logo. 2 – co do plagiatu lub zakupienia istniejącego szablonowego logo prze sic! projektantkę ze agencji. Jak napiętnować takich ludzi jak spowodować ostracyzm w branży, jak wykluczyć takich „projektantów” bo to trzeba zrobić. Należy czyścić rynek z pseudo projektantów

Tak na marginesie, zaczynam się zastanawiać kiedy wreszcie organizatorzy takich konkursów zabiorą się za weryfikowanie nadesłanych projektów w internecie, choćby tylko wytypowanych kilku, Na powyższym przykładzie doskonale widać, że nie jest to specjalnie trudne, co udowodnili internauci.