Aneba raz

31 stycznia 2013

Trochę znudziły mnie już utyskiwania na wszystko w koło, a na dizajn w szczególności, więc zamierzam wlać do tej łyżki dziegciu sporą beczkę miodu. Dzisiaj inauguracja, ciekawego, mam nadzieję, cyklu prezentacji  pod wspólnym hasłem „md+” (spróbujcie sami rozszyfrować ten skrót). Dzieje się sporo i to bardzo ciekawych rzeczy, wartych propagowania i pochwalenia. Więc zaczynam chwalić.

Na pierwszy ogień idzie Aneba – krój pisma zaprojektowany przez Mateusza Machalskiego, CEO studia Borutta. Krój ciekawy i może się podobać. Dzięki uprzejmości Mateusza mam możliwość pobawienia się nim i przyznam daje ciekawe możliwości stosowania.

O powstaniu, impulsach i niuansach opowie sam Autor kroju Mateusz Machalski.

Aneba jest bezszeryfowym jednoelementowym krojem o przyjaznym charakterze. Głównym impulsem do powstania tej rodziny był cel zrobienia czystego kroju z mocnym, wyrazistym detalem.

ANEBA proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz MachalskiANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Istotna była obserwacja tego co obecnie dzieje się na rynku. Powstaje niezliczona ilość ciekawych i wybitnych realizacji takich jak: Proxima, Nexa, Verb, Halis etc. Jednak wolałem trochę odejść od tendencji mocno geometrycznych grotesków na rzecz czegoś o bardziej organicznym charakterze, czegoś przyjemnego budzącego zaufanie i ciepłe odczucia. Ważną obserwacjo-inspiracją była rodzina TIMELINE zaprojektowana przez Mariana Misiaka. Ink traps (pułapki farbowe) w wersji italic tego kroju uświadomiły mi jak ciekawie i pożytecznie może działać mocny detal w literze.

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Zamierzeniem było, żeby Aneba wyglądała dobrze zarówno w małym rozmiarze jak i przy znacznych powiększeniach. Istotnym elementem tego kroju są zmiękczone linie diagonalne w literach posiadających skosy : AVWKXY. Dzięki temu zabiegowi poszczególne glyphy nie rzucają się tak mocno w oczy.Wydłużenia górne wersalików przebiegają nieco ponad wysokością wielkich liter.

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Wszystkie odmiany w posiadają znaki diakrytyczne pozwalające na używanie jej w przeszło 40 językach. Mam nadzieję, że wkrótce doprojektuje przekład Aneby na cyrylice. Cała rodzina składa się z 5 grubości w dwóch odmianach: regular oraz oblique. We wszystkich odmianach niezmienny pozostaje charakterystyczny ink trap (pułapka farbowa) w punktach styku.

A teraz informacja dla zainteresowanych krojem Mateusza: całą rodzinę można kupić w promocyjnej cenie 20$ na MYFONTS. Albo targować się z Autorem drogą mailową: mmachalski@gmail.com

Do krojów Mateusza Machalskiego być może jeszcze wrócę, Aneba to nie jedyne jego dzieło. Mam też zamiar wybrać się do studia Borutta, na rozmowę, robią dużo dobrej roboty. Ale to na razie w planach.


o „Tożsamości” raz jeszcze

30 stycznia 2013

O  przedstawionej przeze mnie parę dni temu książce „Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek”, tym razem bardziej merytorycznie co do zawartości, głos zabrał Jan Tyliszczak, podsyłając swoją jej ocenę. Zapraszam więc do lektury.

Jan Tyliszczak
Książkę zamówiłem z nadzieją

Książkę zamówiłem z nadzieją, że wreszcie znajdę jasny i porządkujący wykład o tożsamości wizualnej. Niestety, już początkowe strony spowodowały, że ta nadzieja mnie opuściła. Szczególnie, gdy przeczytałem wyjaśnienia autorów co jest znakiem, co symbolem a co logo.

Pogubiłem się w tych wyjaśnieniach i dochodzę do wniosku, że wg autorów istnieje jakaś grupa znaków, które możemy określać jako logo, a innym to określenie nie przysługuje. Jak odróżnić te znaki niestety nie wskazano. To był pierwszy sygnał. A przecież Szanowni autorzy powinniście wiedzieć i jasno przedstawić pogląd, że logo to w naszych warunkach potoczne określenie każdej formy znaku graficznego. Nie ma specyficznej grupy znaków zwanych logo. Niestety takiego zastrzeżenia nie poczyniono, co dalej spowodowało kolejne niejasności . Np. tytuł rozdziału „Logo jako rdzeń systemu tożsamości wizualnej”.

Sporo miejsca, i słusznie, poświęcają autorzy zawartości Księgi Znaku. Ale jakość tego wykładu momentami zniechęca. Przykład str. 55  (cyt.) „ Jego [ tj. katalogu znaku – przyp. J.T.] podstawowym zrębem jest standaryzacja logo […]”. O co chodzi?

Piszą autorzy, co powinien zawierać Katalog znaku i w zasadzie zgoda. Ale po kiego diabła umieszczać tam karty „modyfikacje zabronione”. Czy jest ktoś w stanie wszystkie te deformacje przewidzieć? Jeśli Katalog będzie miał solidnie opracowaną część opisową, tam należy te przestrogi czy obawy zaprezentować, obok takich treści jak objaśnienie co to jest Księga, w jakim celu została opracowana, jak należy z niej korzystać itp.

System identyfikacji wizualnej” to tytuł największej części książki. Słusznie, że zagadnieniu nadano taką rangę, bo nie jest proste a „znawców”  sporo.  Mam jednak żal do autorów, że prześlizgnęli się po najważniejszym, czyli co to jest ta identyfikacja? Jak ją opracować? Jak zarządzać? A tu właśnie tkwi istota sprawy. Sądzę, że uznano za wystarczającą uproszczoną definicję wg której identyfikacja wizualna / firmowa  to zbiór oznakowania danej firmy. To błąd. Nie wprowadza więc książka w skomplikowanie identyfikacji wizualnej, jako procesu komunikacyjnego, lecz pozostaje na poziomie katalogu, jako zbioru projektów przyszłej tożsamości wizualnej. A to stanowczo za mało, jeśli chodzi o budowę systemu identyfikacji wizualnej.

Zupełnie niezrozumiałym jest w tej sytuacji określanie Księgi znaku ,w wersji jaką proponują, mianem Systemu Identyfikacji Wizualnej. Żeby tak można było Księgę nazwać opracowanie winno zawierać opis idei projektu wizualnego (rysunki to niepełna ilustracja tej idei), opis dotychczasowej tożsamości wizualnej ze wskazaniem jej zmian,określenie sposobów ich uzyskiwania itp. Systemu identyfikacji wizualnej powinien także zawierać projekt komunikacyjny, czyli jak to robić.  Te treści powinny być uzupełnione o słownik stosowanych pojęć (bo bałagan tu spory), projekty niektórych wdrożeń, projekt zarządzania zmianami tożsamości wizualnej itd. To część opisowa projektuje zmiany a nie część ilustracyjna. Czyżby autorzy nie zdawali sobie z tego sprawy?

Są też pozytywy książki. Najważniejszy, że to jedno z nielicznych na naszym rynku opracowań z obszaru tożsamości wizualnej. I to się liczy.


ŁK Zakopane

29 stycznia 2013

Łukasz Kułakowski zaprezentował na Behance swój projekt znaku dla Zakopanego, pod tytułem „Zakopane – The Winter Capital of Poland. Rebranding concept 2013”. Zakopane projekt łukasz Kułakowski 1
Nie tylko znaku zresztą, całego systemu identyfikacji wizualnej miasta.

Ale zanim poczytacie co mam do powiedzenia na ten temat, proponuję dokładnie przyjrzeć się pracy Łukasza Kułakowskiego, całości, jaką przedstawił na Behance, a potem wrócić i poczytać co wyłuszczę.

Włożone mnóstwo pracy, są zachwyty i gratulacje, znak pewnie będzie się podobał mieszkańcom, a ja mam wątpliwości, dwie, niby drobne, ale sądzę sporej wagi.

Na początek, skoro obejrzeliście dokładnie, proste pytanie – jaki to jest właściwie znak? herb czy logo promocyjne? Pytanie jest proste i niezwykle ważne, dla zrozumienia co zrobił Autor tego projektu, Łukasz chyba dla utrudnienia zatytułował to „rebranding”. Ale czego?

Stan na dzisiaj jest taki jak poniżej. Jest herb Zakopanego, zatwierdzony uchwałą Rady Miasta i znak Biura promocji Zakopanego

herb Zakopanego i logo Biura Promocji Zakopanego

Sądząc po oglądzie pracy Kołakowski zmiksował symbolikę i formę heraldyczną z funkcją znaku promocyjnego miasta. Ale to tylko pozory. Powstała bowiem dziwna hybryda znakowa, patrząc na jej zakres działania, jaki przed nią postawił w ramach opracowanych materiałów.

Przejdźmy do moich wątpliwości, zostawiając klasyfikację znakową w spokoju.

Pierwsza wątpliwość dotyczy symboliki użytej w znaku. Założenie: jest to znak promocyjny. Zatem sądząc po projekcie miasto nie tyle chce być stolicą zimową, co wypunktował Autor w tytule pracy, co stolicą katolicką, z konkretnym odniesieniem do naszego śp. pamięci papieża, klucze papieskie.

Kułakowski projekt 2

Ale to jest już w herbie. Co prawda wyjęcie figury heraldycznej jest jak najbardziej dozwolone, a i jej nawet modyfikacja, większa czy mniejsza. O ile przyjęcie zmodyfikowanej formy figur heraldycznych w promocyjnych znakach miejskich można spotkać np. w Niemczech, to jednak są to współczesne wersje logo inspirowane owymi figurami heraldycznymi, nie rysowanie od nowa całego herbu „nowocześniej”.  Ale tu owa figura (klucze papieskie), nie została przetworzona w znak promocyjny, stała się ozdóbką do multiplikacji, drugim planem.

Kułakowski projekt 3Więc o co chodzi?. Razi mnie takie potraktowanie symboliki herbu, klucze papieskie, jak wspomniałem wyżej odwołują się bowiem do Polaka na stolicy Piotrowej,  są, przypomnijmy, częścią symboliki zawartej w  herbie  Watykanu. Sprowadzenie tejże symboliki, kluczy św. Piotra, i tego poprzez nią odwołania do pamięci naszego Papieża, do roli ozdobnika, multiplikowanego motywu graficznego, wydaje mi się co najmniej niezręczne i chyba jednak temu symbolowi papieskiemu uchybia. Do takiego celu odwołanie do folkloru byłoby zdecydowanie lepsze.

Na ów promocyjny kierunek, myślenia Autora, zdaje się wskazywać choćby wykorzystanie kształtu tarczy do wypełnienia go fotografią, ciekawe po co?

Kułakowski projekt 4

Wskazują też na to wersje „imprezowe” znaku.

Kułakowski projekt 5

A jednak coś mi w tym nie gra.

Wątpliwość druga. Założenie: jest to herb. Herb rządzi się swoimi precyzyjnie określonymi prawami.

herb Zakopanego i znak Kułakowskiego

Zatem jeśli to rebranding herbu, to mamy dziwną sytuację rozdzielenia herbowej symboliki na dwie części, spełniające różną rolę. Mamy zatem naruszenie urzędowego znaku samorządowego poprzez wycięcie z herbu jednej z ważnych figur heraldycznych (klucze  papieskie), co samo w sobie jest niedopuszczalne, chyba, że taka zmiana w herbie otrzymałaby zgodę ministra i weszła w życie ponowną uchwałą, o zmianie herbu, Rady Miasta Zakopanego. Bo taka jest procedura przy tak drastycznej zmianie. Ale skoro herb to po co wchodzi w funkcje znaku promocyjnego, na dodatek opracowanego jako system pozwalający na dalsze wycinanie symboliki urzędowej, a dodawanie symboliki promocyjnej. a nawet tworzenie wersji znaku dla innych instytucji, vide Straż Pożarna czy TOPR, a więc instytucji nie podlegających miastu, nie będących też jego własnością.

KKułakowski projekt 6Jeśli jednak to nie herb… to co z herbem właściwym? Niestety opracowanie nie pokazuje współdziałania dwu znaków, herbu i logo, zatem podejrzenie o zawłaszczeniu pola urzędowego znaku i wymiksowaniu go, do szuflad, jest jak najbardziej uzasadnione.

Zastanawiałem się co skłoniło Autora do takiego potraktowania tematu.

Po analizie całej pracy mam wrażenie że Autor chciał zunifikować wszystko, co się tylko da, nawet to czego nie należy, bo ma własne urzędowe znaki. Ostemplować to wszystko jednym jedynym, swoim znakiem.  Taka trochę metoda rodem z małych firm „co sobie same poradzą” – „gdzie by tu jeszcze koniecznie wkleić znak”. Jak wynika z przedstawionej dokumentacji chce bowiem Autor, ni mniej, ni więcej – zastąpić funkcjonujący, urzędowy herb miasta. Mamy więc nie znak promocyjny a rzeczywiście próbę zmiany herbu. Ale wcale to nie jest znów takie jednoznaczne zaszufladkowanie. Koncepcja Kułakowskiego po pierwsze zawłaszcza pola ewidentnie przynależne znakowi wyższego rzędu, herbowi miasta. Próbuje go bodiczkiem wymiksować za bandę. Ale tu jest pewien problem, herb jest, jak wspomniałem znakiem urzędowym, przyjmowanym uchwałą rajców po uprzedniej zgodzie, na taki nowy kształt herbu, wyrażoną przez Ministra Spraw Wewnętrznych. Minister jednak posiłkuje się opinią Komisji Heraldycznej, a jej opinia na pewno będzie negatywna, z racji błędów heraldycznych projektu znaku (np. kształt tarczy,brak barw). Jednak to nie wszystkie zawłaszczenia jakie proponuje Autor, wchodzi też w kolizję ze znakami innymi, vide straż pożarna. Tak się składa, że straż ma swój urzędowy znak, także ta ochotnicza. Do tego dochodzi całe szerokie pole działań promocyjnych i oznakowania komunikacyjnego. Mamy więc dziwną sytuację wynikającą jak mniemam z nieprzemyślenia, od początku, co projektujemy i jakie funkcje ma ten znak pełnić, a jakich nie powinien.

Zgodzę się z opinią, że, na pierwszy rzut oka, projekt budzi uznanie, dużym nakładem pracy, ale nie mówmy o uporządkowaniu, to tylko pozorne wrażenie. Powiem więcej, ta unifikacja dezinformuje. W tym uporządkowaniu mamy bowiem cały czas mieszanie pól działania logo promocyjnego i herbu. Takie złe zagarnianie wszystkiego. Tym bardziej, że jest i wchodzenie w ogródki inne, nie swoje, zupełnie zresztą nie uzasadnione.

Przejrzałem i przeanalizowałem pokazany projekt i nadal nie wiem jak ten znak sklasyfikować, gdzie przypisać. Chyba wyjdzie że to „nowatorskie podejście”, a może nowotarskie….


Elbląg SIW

27 stycznia 2013

Elbląg umieścił w BIP ogłoszenie o zamówieniu o wartości do 14 000 EUR, na wykonanie Systemu Identyfikacji Wizualnej miasta Elbląga. Nie, nie, żaden tam całkiem nowy projekt od zera. Wszystko w oparciu o mój znak i opracowaną księgę. Termin składania ofert upływa 31 stycznia 2013.

Chętnych lojalnie uprzedzam, jest haczyk – trzeba się wykazać choćby jedną dokumentacją SIW dla miasta co najmniej 100 tysięcznego.

Ciekaw jestem bardzo co z tego wyniknie. Może być ciekawie.

A na razie postanowiłem pokazać jeden z moich ubiegłorocznych pomysłów elbląskich a la Milton Glaser, na „granie znakiem”.

wariacja serduszkowa znaku Elbląga, alw 2012


tożsamość wizualna

26 stycznia 2013

Dostałem z wydawnictwa Newsline ciekawą książkę  „Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło.

Tożsamość wizualna, wydawnictwo NewslineNa naszym ubogim we własne opracowania, dotyczące tego tematu, rynku każda taka pozycja jest oczekiwana. Zacznę więc nietypowo od polecenia książki, choć nie do końca jestem przekonany. Na pewno się przyda dla poszerzenia wiedzy. Dla jasności – mówię o treści książki, choć i tu są pewne braki i niespójności, nie jej szacie edytorskiej, ale o tym dalej.

Jak reklamuje wydawca na swojej stronie internetowej:

„Autorzy – naukowcy i praktycy, prezentują proces od początku – powstawania logo, przez budowanie systemu, po wpływ tożsamości wizualnej na image organizacji.
W przejrzysty sposób autorzy przeprowadzają czytelnika przez obszar tych zagadnień, począwszy od źródeł i przesłanek projektowania znaku firmowego, przez zasady budowania na jego podstawie systemu identyfikacji wizualnej oraz posługiwania się nim, aż po znaczenie takiego komunikowania dla wizerunku firmy czy instytucji. Przykłady, ilustracje i schematy obrazują opisywane zagadnienia, odwołując się do brandów funkcjonujących na rynku od lat ale pokazują też mniej znane marki i ich symbolikę.”

I prawie to prawda. Jest o percepcji,  logo, jest o manualach większych i mniejszych. Mamy również omówione systemy identyfikacji, w tym miejskiej, z uwzględnieniem w niej ważnej roli herbu. Jest także o stronie prawnej zagadnienia. Wydawca pisze dalej tak:

„Pozycja ta jest jedną z nielicznych książek na polskim rynku wydawniczym, poruszających z naukowego punktu widzenia tematykę corporate identity, […]”

że jedna z nielicznych pełna zgoda, byłbym jednak ostrożny z klasyfikowaniem tej pozycji jako naukowej, czy pisanej z naukowego punktu widzenia, co nie umniejsza jej wartości poznawczej, choć niektóre sprawy, jak choćby testy percepcyjne, wzmiankowane są jedynie w podpisie pod ilustracją lub jedynie wspomniane mimochodem. Jak na pracę o naukowym spojrzeniu na temat ma też zbyt skromną bibliografię.

Wszystko ładnie, ale… szata edytorska. Leży.

W słowie wstępnym, od Autorów, czytam:

„Gdyby książka ta powstała w latach 90.,a właściwie gdyby wówczas była wydana (bo w pewnym sensie powstała już wtedy) […]”

zaś parę linijek dalej taka  konstatacja:

„Dużo się od tamtych czasów zmieniło […]”

Nie przypadkiem zacytowałem powyższe, bo otóż główny mój żal, do Autorów i Wydawcy, dotyczy formy edytorskiej, w jakiej książka się ukazała. To jeden z elementów wpływających na przejrzystość „przeprowadzania czytelnika przez obszar tych zagadnień”. A forma ta, niestety, bliska przeszłości, latom PRL, kiedy to o dobry papier było trudno.  Niestety, sposób wydania totalnie rozminął się i z możliwościami, i z tym, czego można by oczekiwać, tu i teraz, po tego typu pozycji. Jak się wydaje takie książki wystarczy popatrzeć na dostępne u nas tytuły obcojęzyczne z tego zakresu. A tu mamy papier offsetowy,  mocno wsiąkliwy, co odbiło się natychmiast na jakości kolorowych ilustracji. Dobry papier musi być, bezwzględnie. I dobry druk, że o łamaniu nie wspomnę. Łamanie tekstu na mocno powiększonej interlinii tutaj akurat nie wygląda na przemyślane. Trochę sprawia wrażenie „watowania” książki, do tych 190 stron.

Pretensja druga, wynika z pierwszej – ilustracje i schematy. Szkoda, że papier skutecznie zabił prezentowane przykłady znaków, szczególnie kolorowych. Piszę znaków, bo mimo że autorzy poświęcili wiele słów księdze i jej zawartości, różnym systemom identyfikacji wizualnej, to zilustrowanie tego jest, powiedzmy sobie szczerze, mocno nie zadowalające. Aż prosi się pokazać karty księgi czy większych opracowań SIW. Toż mamy erę wizualizowania, a o tym w książce mowa co i rusz. Pokazać. Ale nie pokazali. Szkoda.

Schematy, jako takie, powinienem właściwie dyskretnie pominąć głębokim, znaczącym milczeniem. Przepraszam, ale w książce zajmującej się tematem identyfikacji wizualnej nie uchodzi odwalenie schematów na szybko i byle jak. Infografika i prezentacja danych to już nie są szare tabelki połączone kreskami drodzy Autorzy. Chyba jednak, w tym właśnie miejscu szczególnie, nie zauważyliście Panowie zmian wokół, ogromnych zmian. Jeśli był problem jak to ugryźć wystarczyło wziąć do ręki choćby pokrewną tematycznie pozycję „Designing brand identity” A. Wheeler. Przyjemnie ją wziąć do ręki, czytać, oglądać. Podsumowując temat ilustracyjny – sporo za mało ilustracji, jak na ten temat i taką ilość tekstu.

Trzeci słaby punkt, bo trudno to nazwać pretensją, to początek książki. Rozpoczynanie wprowadzania Czytelnika, w temat identyfikacji wizualnej, od definicji rozczepienia światła, długości fal etc. to czysta szkolna wiedza z fizyki, niejednego może zniechęcić, ledwie zaczął. Czy na pewno jest to potrzebne, już na pierwszej stronie? Nie, jest zbędne, bo i nie wynika z tego nic dalej, żadne odniesienie. Ot, wyuczone, wyrecytowane, ładnie brzmi i nic nie wnosi. Zresztą, moim zdaniem, cały temat wzroku i percepcji, o ile uznać że powinien to raczej nie na początku, nie wiedzieć czemu wstawiony w „rozdział I Znak”.  Logiczniej, skoro już ma na tym początku być, byłoby dać osobno, bo dotyczy wszystkich 3 rozdziałów po nim następujących.

Oczywiście potrafię zrozumieć oszczędnościowe myślenie wydawcy, mające zapewne wpływ na formę wydania książki. Ale to zrozumienie niczego, co napisałem wyżej, nie zmienia. Po prostu dzisiaj tak się nie wydaje takich pozycji, ba, nawet literatura sensacyjna potrafi być wydawana na najwyższym poziomie edytorskim. To się nazywa walka o Czytelnika, tak tylko przypominam, na wszelki wypadek, w razie gdyby te braki literatury polskiej, dotyczącej identyfikacji wizualnej, miała być usprawiedliwieniem „i tak kupią, bo nic innego nie ma”. Książka o identyfikacji wizualnej, w której estetyka także jest pewnym kryterium postrzegania, nie może tejże estetyce zaprzeczać.

„Tożsamość wizualna. Znak, system, wizerunek” Autorzy: Krzysztof J. Rychter, Zbigniew Chmielewski, Dariusz Tworzydło. Wydawnictwo Newsline 2012 r.
Numer ISBN: 978-83-927713-7-1
Ilość stron: 190
cena u wydawcy: 49.00 PLN + przesyłka


zabójczy lifting

23 stycznia 2013

Urząd Miasta Bielsko-Biała zaprezentował nowe-stare logo miasta. Piszę nowe-stare, bo właściwie dokonano liftingu, unowocześnienia (?!) znaku w stylu dobajerowania. Mamy więc przestrzenność i musowo gradienty. Taka karma, nowoczesność kojarzy się z 3d i gradientami. Naprawdę?

Stare logo powstało 1996 r. Jest/było znakiem i dobrym, mówię o sygnecie nie całości, i świetnie rozpoznawalnym.

stare logo Bielska-Białej

Jak piszą:

„Jego czcionka, jak i kolorystyka nawiązują do stylizacji lat 90-tych.”

a ja mam wrażenie, że ktoś robi ze mnie głupca, bo o ile rozumiem i popieram zmianę kroju w logotypie, to nijak mi kolor, jako kolor, nie wpasowuje się w żadne stylizacje. To nie ta kategoria w znaku. Więcej, o tejże zieleni „w stylizacji lat 90.” autorzy piszą kwieciście, przy okazji wykorzystania go w nowej wersji znaku:

„Zieleń podkreśla oczywiście najważniejsze atrybuty związane z położeniem naszego miasta, jak i to, że są tu parki, liczne skwery i  tereny zielone.”

To po co bzdury pisać o stylizacji lat 90.?

Za lifting znaku odpowiada:

„[…]profesjonalna agencja Papajastudio mająca bardzo duże doświadczenie w budowaniu jakości marek i produktów.
Specjaliści z tej agencji, po konsultacji z autorem znaku, zadecydowali, że najlepiej zachować jego obecną formę i pracować tylko nad kolorystyką i typografią.”

nowe logo Bielska-Białej

I szkoda, że na zmianie typografii nie pozostali. Nie to żebym był przeciwny całkowicie takiemu ubajerowaniu, są miejsca gdzie można sobie na to spokojnie pozwolić i ma to sens,  choćby postawić to w rzeczywistej formie przestrzennej na rogatach. Ale i są miejsca gdzie takiego podrasowania, ciągnącego znak w stronę widoczkowości, nie widzę zupełnie. Niestety zapowiedziano już sukcesywne wprowadzanie nowej wersji znaku wszędzie.

Nie przekonuje mnie też opis symboliczno-skojarzeniowy:

„Zastosowanie koloru pomarańczowego podkreśla ważny sposób interpretacji znaku – widzimy tu motyw człowieka. Osoba ta jest dynamiczna, w ruchu, może zjeżdża na nartach, może przygotowuje się do lotu szybowcem, jest przedsiębiorcza i ciekawa świata.
Znak dodatkowo nabiera przestrzenności – „bryłowatości”, dzięki gradientom promienieje z niego energia. […]”

Resztę objaśnień poczytajcie na stronie Urzędu Miejsiego w Bielsku-Białej. Ja, niestety, mam wrażenie że się ten człeczyna dusi, ściskany, wprasowywany w tę „miejską tkankę”. Po co mu ta bryłowatość? Promienieje? nawet goreje, spala się, z niemocy wydostania się, z tych kleszczy. Szkoda mi starej wersji znaku, wystarczyło zmienić typografię. Tamta wersja miała moc, a nowa się mocuje.

Patrząc na tę realizację obawiam się, że ów trynd widoczkowatego, cukierkowego, milusińskiego „unowocześniania” znaków  w 3d, z obowiązkowymi gradiencikami, odbije nam się czkawką jeszcze nie raz.

Co na to Cepelia?


lista nagród K4

21 stycznia 2013

Obiecana lista nagród w Książkursie nr 4. Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim ofiarodawcom.

Wydawnictwo d2d podarowało „Typografia książki. Podręcznik projektanta” autorstwa Michael Mit­chell i Susan Wight­man.

Typografia książki, wydawnictwo d2d

Pisałem o tej książce na początku stycznia, więc nie będę się powtarzał. Pozycja naprawdę godna uwagi.

Wydawnictwo Universitas zaoferowało trzy ciekawe pozycje:

3 książki wydawnictwa Universitas
„Architektura słowa i inne szkice o Norwidzie” Henryk Siewierski
„Oblicza hermeneutyki” Paweł Dybel
„Wieża Babel. Nowoczesny projekt porządkowania świata i jego dekonstrukcja” Patrycja Cembrzyńska

Gospodarstwo ekologiczne Eko-Ar Anny i Mirosława Lech z Lewina Kłodzkiego, tak, tak, nie ma żadnej pomyłki, jest za to świetne uzupełnienie, listy nagród. Bo czytanie, czytaniem, ale bez herbaty ani rusz. No i jest, a nawet są, bo aż 4 opakowania aroniowej herbatki, jak znalazł na tę porę roku.

herbata aroniowa Eko-Ar

Jest też coś ekstra z aronii, jako dodatek do Grand Prix – […]. Musiałem wycofać opis, bo ta nagroda nie może być reklamowana w jakiejkolwiek formie.

Jak widać warto się sprężyć i wziąć udział w zabawie.  Czasu jeszcze trochę jest, termin nadsyłania prac upływa 7 lutego 2013.


cytat z LdV

18 stycznia 2013

głowa

© ilustracja Andrzej-Ludwik Włoszczyński. All Rights Reserved.

„Ludzie wyższych talentów pracują, mimo że pozornie nic nie robią”
Leonardo Da Vinci


jeden most za daleko

14 stycznia 2013

Początek roku pokazuje pojawiający się trend skrajnego minimalizmu w projektowaniu znaków. To już przestaje być znak/logo i nawet nie jest to logotyp, po prostu wracamy do czytania i uczenia się nazw na pamięć czytając a nie zerkając z ukosa i przypadkiem. Trend ma bowiem to do siebie że poszczególne „znaki”, dla przeciętnego Kowalskiego, niczym się nie różnią od innych tego typu, no może poza ilością literek w nazwie. Smaczki dizajnerskie, czytelne dla tegoż Kowalskiego mniej lub bardziej, jak w FedEx, to już przeszłość. Teraz króluje sama litera, bez dodatków, czysta, ale i bez specjalnej wyróżnialności czy odróżnialności, od haseł, sloganów i tytułów itp. Nie mówię, że brak tu pracy projektanta i powstają te znaki ot, pyknięciem, z klawiatury.  A jednak takie dokładnie wrażenie odniesie Kowalski, który nie zna się na typograficznych niuansach a świat dzieli równo na Times i Arial, no może jeszcze Comic Sans. Zatem zaczyna się robić nijako i marki zamiast wyróżnienia z konkurencji i łatwości zapamiętania oferują model „chińska rewolucja kulturalna” – szaro, smutno i niemal jednakowo. Dziwne.

Dwa przykłady, jeszcze gorące, na to co powyżej. Pierwszy przykład z Niemiec. Na dodatek nie jest to znak firmowy a znak promocyjny miasta, miasta Kassel, znanego skądinnąd z Documenty,

nowe logo miasta Kassel, Niemcy
ale, mam nadzieję, że miasto ma coś więcej do zaoferowania, niż sama Documenta. Choć to właśnie ona staje się numerem 1, jaki ma promować miasto. Czy słusznie? nie wiem, może taka jest strategia miasta. Mam jednak wątpliwość co do szerokości targetu dla tej imprezy, bądź co bądź nieco elitarnej. Więcej można poczytać (język niemiecki wymagany) i obejrzeć na stronie Design Tagebuch.

Przykład drugi z Polski. Getin Bank stał się Get in Bank, i zafundował sobie nową identyfikację. Mówiąc szczerze nie bardzo rozumiem tą kosmetyczną zmianę nazwy i tak czytało się dokładnie to samo. Podkreślenie? być może jednak przedtem była nazwa własna Getin a teraz mamy hasło „idź do banku”, dość dwuznaczne o tyle że można to rozumieć „jakiegokolwiek”. Żeby było weselej, ten dwuznaczny gryps podkreśla nowo zaprojektowane logo

Get in Bank - nowe logo
Mam wrażenie że twórcy tak świetnie bawili się owym grypsem, że nie zauważyli otwartego włazu do kanału „chińska rewolucja kulturalna”. Gryps jest, ale tylko gryps, w kolorze green. Więcej można poczytać i zobaczyć na stronie marketing-news.pl.

Przyznam, że w obu powyższych wolę stare logo. Co by nie mówić były charakterystyczne i łatwo zapamiętywalne. Te nowe ciut mi przypominają sztukę konceptualną, koncept jest, a efektu nie widać. Jak dla mnie „o jeden most za daleko”.


inwestycje polskie

13 stycznia 2013

Nie ma co prawda prezesa, jeszcze, dopiero go poszukają. Ale Ministerstwo Skarbu Państwa już zaprezentował logo Programu Inwestycje Polskie

Inwestycje Polskie

Autor: dr hab. Piotr Garlicki, ASP w Warszawie

Oby te inwestycje nabierały mocy jak wino, co zdaje się sugeruje znak burgundową czerwienią, byle nie za długo i nie skwaśniały.

„Logotyp w jasny, przejrzysty sposób komunikuje główne idee przedsięwzięcia. Projekt znaku graficznego opiera się na dwóch elementach. Pierwszym z nich jest przetworzony geometrycznie kontur Polski. Drugi element to stylizowany widnokrąg, umieszczony pod sylwetą Polski. Całość symbolizuje projekt, który będzie jednym z kluczowych instrumentów dynamicznego rozwoju naszego kraju. Elementy graficzne, jak również barwy – dominująca czerwień z przejściem tonalnym nawiązują w jasny sposób do polskich symboli narodowych.” [wytłuszczenie alw]

No, to ja się idę doszkolić, z tych barw narodowych.