akcja RAFI

24 września 2012

O kłopotach Rafiego możecie przeczytać na jego blogu Ja Rafi. Mówiąc krótko Rafi to jeden z bardziej znanych grafików i blogerów, ceniony tak w jednej, jak i drugiej działalności. Niestety, wypadki i choroby chodzą po ludziach a całkowita utrata wzroku, w jedynym sprawnym oku, dla grafika, to całkowita katastrofa.  Dzięki Bogu jest szansa, by temu zapobiec. Są już pierwsze pozytywne rokowania. Wszystko jednak kosztuje sporo (leczenie, operacje) stąd Rafi potrzebuje wsparcia, nie tylko duchowego, ale także finansowego.

Więcej informacji na bieżąco możecie znaleźć w grupie pomocy Rafiemu, na Facebooku.

Postanowiłem wesprzeć zbieranie funduszy dla Rafiego także w inny sposób – podarowałem mu, do zlicytowania, egzemplarz, specimen, Księgi „projektu Orli Dom”. Jest więc jedyna okazja zdobycia księgi pomagając jednocześnie Rafiemu. Zajawka księgi do obejrzenia na fotkach w galerii Orlego Domu lub na Facebooku

Egzemplarz będzie specjalnie wydrukowany tylko dla zwycięzcy, z podziękowaniem. Jest też możliwość, na życzenie zwycięzcy, zmiany koloru okładki. Księga ma 120 stron, w tym 70 stron księgi herbu i 50 stron opisu. Format 300 x 300 mm. Twarda oprawa.

O licytacji i szczegóły na blogu Rafiego, jak również o innych możliwościach pomocy. Dla chcących poznać szybciej szczegóły licytacji cytat z bloga Rafiego:

Cena wywoławcza: 200 zł

AUKCJA TRWA DO 3 PAŹDZIERNIKA DO GODZ. 23:59.

OFERTY PROSZĘ PRZESYŁAĆ E-MAILEM hello@rafi.pl LUB ZGŁASZAĆ TELEFONICZNIE.

Zapraszam, licytacja ruszyła 🙂

O aktualnym stanie licytacji postaram się informować w miarę na bieżąco.

STAN LICYTACJI:
jest 300 🙂
aktualnie już 888,-


Bez logo…

16 września 2012

i innego obrandowania naturalnie, to pomysł UE na walkę z palaczami tytoniu, uzasadniany troską o zdrowie tychże. Tak sobie czytam o tej trosce, za moje naturalnie, jako palacza papierosów pieniądze, coraz większe, i myślę że może mają rację…. No bo zdrowie przede wszystkim.

Ale, jak już tak troskliwie dbamy to po co się ograniczać, zadbajmy kompleksowo. Proponowałbym po kolei zakaz brandingu i reklamy leków, bo lekomania, no i można by, przy okazji,koniecznie, zakazać tych co pomagają na jedno a szkodzą na drugie. Zakaz brandingu alkoholi, koniecznie, bo wątroba etc. Zakaz wszelkiego brandingu producenta na pojazdach, bo wypadki drogowe i spaliny z metalami ciężkimi. Dalej, zakaz brandowania urządzeń elektronicznych, takich jak telefony, komputery, monitory, bo emitują fale i szkodzą naszej głowie, pewnie dlatego tylu bezmyślnych. To na początek. Potem akcję zdrowotną można rozszerzyć, na kolejne grupy towarów zagrażających zdrowiu.

A co do, na razie, zakazu brandowania paczek papierosów, to mówiąc szczerze przypomina mi się podobny durny zakaz reklamowania piwa, z wyjątkiem bezalkoholowego. No i piwa nie było w reklamach, poza naturalnie bezlkoholowym, które dziwnym trafem postanowiły produkować wszystkie browary. Wiem sytuacja niby nieco inna, ale od czegóż kreatywne głowy? Sam już wpadłem jak można to rozwiązać – kształtem opakowania, patentując oczywiście kolejny genialny kształt, znany od wieków, jak Apple. Jakby ktoś był zainteresowany moim ,to chętnie służę danymi do przelewu i dalszymi szczegółami.

A tak na marginesie ciekaw jestem, skoro przywołałem jabcoka, jak by sobie poradziła firma na rynku mając zakaz jakiegokolwiek brandowania wyrobu, nawet tylko logo o wielkości główki szpilki, jak wszystkie inne firmy z branży. No jak? Może dodawali by kosztele, antonówki, kortlandy, jonagoldy czy papierówki, jako bonus, do odgryzienia wiadomego fragmentu na miejscu. Można by przy okazji selekcjonować tych o niewłaściwym zgryzie.

Wiarę w moc zakazów i nakazów  już przerabialiśmy, z wiadomym skutkiem. Eh, dziwnie mi ta UE zaczyna przypominać moją młodość. Wtedy też wymyślaczy/dbaczy było na pęczki, dzięki czemu solidarnie przeszliśmy w zupełnie inny zestaw wymyślaczy/dbaczy. Opakowanie było ładne, brand podobno ekstra, to wzięliśmy w ciemno. A teraz zawartość nam się dziwnie zgadza, z tą co już mieliśmy i była kiepska. To po co było kupować?


promocja kraju

12 września 2012

O znaku promocyjnym Polski wałkuje się od długiego czasu. Co i rusz pojawiają się nowe panele dyskusyjne w temacie marki Polski i jej promocji. Niestety efekt ten sam czyli zerowy. Niegdysiejsza inicjatywa Polskiej Organizacji Turystycznej, z zatrudnieniem Olinsa (więcej w numer z Olinsem i Wally Olins chciałby), guru marketingu krajów, skończyła się jak się skończyła – niemożnością dogadania się z ówczesną władzą. Przyszła nowa władza i tematu nie podjęła. Po co, są ważniejsze sprawy. Zawsze są ważniejsze.

Wstęp trochę minorowy, ale z czegóż się cieszyć. Oto Design Tagebuch przygotowało świetny zestaw znaków promocyjnych państw. Świetny odnosi się w tym wypadku do ilości znaków in gremio, zebrane zostały wszystkie obecnie stosowane znaki. Świetne, niestety, nie koniecznie odnosi się do wyglądu tychże znaków w niektórych wypadkach. Warto też przeczytać artykuł wprowadzający, język niemiecki.

znaki promocyjne krajów

Polska niestety, co stwierdzam ze smutkiem, nie wypada najlepiej. Mieścimy się raczej w ogonie wyznaczonym przez dwie skrajne oceny dobre-złe. Nie jesteśmy co prawda samotni, w tej licznej grupie maruderów, ale to naprawdę marne pocieszenie. Marna to też reprezentacja i naszego kraju i naszego dizajnu, który wbrew pozorom nie odbiega zbytnio od kreatywnej czołówki, ale tego niestety nie widać w naszym znaku.

Oglądajcie więc i oceniajcie. A przede wszystkim wyciągajcie wnioski co z takiego znaczka wynika, lub nic nie wynika, dla potencjalnego jego odbiorcy.


jabłko a prostokąt

11 września 2012

Nie tak dawno Apple wygrało z Samsungiem, proces, o kradzież wartości intelektualnej. Wojna o patenty między gigantami trwa jednak nadal, ze zmiennym szczęściem, ale ciekawe jest co innego. Otóż rzecz cała, owej wygranej bitwy, sprowadza się do patentu na prostokąt, Tak, tak. Samsung został ukarany za prostokątny kształt urządzenia. Dziwne? Dziwne, a nawet dziwaczne. Tym bardziej, że mamy wokół siebie mnóstwo prostokątnych urządzeń, znając jednak dotychczasowe zapędy prawników Apple można się spodziewać kontynuacji tak ładnie wygranego procesu. Może więc czeka nas zmiana prostokątnych kartek papieru na okrągłe….

Śmiech śmiechem, ale oby nie był to śmiech przez łzy. Bo choć nie mam nic przeciw patentom na rzeczywiście odkrywcze rzeczy, to jednak ochrona własności intelektualnej, ochrona marki idą już chyba za daleko i zupełnie nie w interesie ogółu. Gorzej, bo zaczynają robić za hamulec.

„Przepisy dotyczące własności intelektualnej oparte są na założeniu, że kopiowanie szkodzi kreatywności.”

Wszystko dobrze, tyle, że to założenie jest błędne.

„W rzeczywistości jednak imitacje są w olbrzymim stopniu motorem innowacji. Przepisy zabraniające kopiowania są czasem konieczne, ale w wielu przypadkach spowalniają rozwój. Krótko mówiąc, kopiowanie jest istotnym elementem kreatywności. Może zarówno hamować innowacyjność, jak też jej sprzyjać.”

Kopiowanie pomysłów, części, elementów, nawet całości, było elementem całej naszej drogi cywilizacyjnego rozwoju, niezależnie od kultury i czasu. Kopiowanie + modyfikowanie, ulepszanie, jest motorem napędowym od tysięcy lat. Gdyby nie kopiowanie nie było by choćby Renesansu.

„Tymczasem innowacja to często proces przyrostowy, zbiorowy i oparty na konkurencji. Możliwość tworzenia na bazie istniejących rozwiązań – modyfikowania ich i udoskonalania – stanowi klucz do nowych, lepszych projektów.”

Co ciekawe podobno sam guru przyznał:

„Jobs przyznał, że jego firma zawsze bezwstydnie kradła wspaniałe pomysły.”

Dobre. I co ciekawe rzeczywiście Jobs to palnął. My ukraść – dobrze, nam ukraść – bardzo źle, jak Kali.

Że ta ochrona wartości intelektualnej zaczyna się wypaczać, idzie w niewłaściwą stronę, świadczy kolejny przykład, oczywiście z Apple w roli głównej.

„Apple wystąpił do Urzędu Patentowego RP o unieważnienie znaku towarowego A.PL należącego do firmy Internet S.A.”

A.pl to… delikatesy internetowe, polskie i sprzedające towar w Polsce. Strona nastawiona jest na rynek wewnętrzny i nie ma nawet wersji anglojęzycznej, łatwo sprawdzić.

” Główne zarzuty to konfuzyjne podobieństwo oraz wykorzystanie renomy znaków Apple.”

Konfuzyjne podobieństwo? wykorzystanie renomy? a może zwykłe wykorzystanie pierwszej litery alfabetu, jak i rzadkiej możliwości wykorzystania domeny jednoliterowej? Jabcokogłowi twierdzą że domenę czyta się „ej.pl”, ale na tej podstawie równie dobrze można zakazać w Polsce używania słowa „apla”, liczba mnoga to „aple”. Pomijam tu, że owi jabcokogłowi widać mają problem z posługiwaniem się językiem polskim w Polsce, na podstawowym poziomie.

Mam nadzieję że Kolegium ds. Spornych Urzędu Patentowego RP nie da się wpuścić w te maliny.

Ograniczenia, stwarzane taką ochroną, mają niestety jeden cel  – rozszerzanie zasięgu władania, ograniczenie dostępu, a co za tym idzie kasa, kasa, kasa, dla posiadacza patentu. To z jednej strony rzecz zrozumiała, ponosi koszty badań, opracowań, ale z drugiej takie patenty „na zawsze” powodują, wbrew pozorom, blokowanie inowacyjności i dostępu, z racji wysokiej ceny jednego producenta, przykładem są choćby leki i ich ceny. Przykład Apple pokazuje, że firmy próbują zawłaszczyć dla siebie, machając patentami czy ochroną znaku, coraz więcej z naszej wspólnej przestrzeni, nawet jeśli owa przestrzeń nie ma nic, a nic, wspólnego z ich działalnością, ani produktami.  Bo chyba Apple w spożywkę nie wchodzi. To chory system. Tak, jak chore jest tantiemowanie twórców muzyki w nieskończoność i żądania wielokrotnej zapłaty, za coś, co raz już zapłaciliśmy. Coraz więcej rzeczy posiadamy tylko na niby, a i to w ograniczonym wszelkimi licencjami zakresie, vide „licencja zabierze wszystko”

dla ciekawych interesującej drogi wojennej firmy od jabłek polecam poczytanie moich wcześniejszych wpisów na blogu:  „wojny jabłkowe”, „apple kontra woolworths”, „pożyczone jabłko” , „apples wars” , „jabłkowa wojna” , a także o zastrzeganiu nazw „face to face” i kolorów, czy pomysłów odbierania emblematu właścicielowi samochodu „w kierunku paranoi”.

Na koniec słowo do ewentualnych obrońców, działań firmy od jabłka: myśl głową, nie jabłkiem, nawet jeśli to jabłko Adama.

Uzupełniam o ciekawy głos w kwestii zawłaszczania litery A, wypowiedź ze strony Anagram Naiming.

Źródła: gielda.onet.pl , telepolis.pl


angelusy

10 września 2012

a series of „signs of the times” (z serii „znaki czasu”)

angelusy, czyli janioły codzienne / everyday angels

angelusy, czyli janioły codzienne

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński, 2012. All Rights Reserved.



trzech rozmowa o znakach

6 września 2012

Razem z Janem Tyliszczakiem i gospodarzem audycji Piotrem Wilczkowskim miałem przyjemność porozmawiać przez godzinę o znakach, skrótach, myśleniu i oczywiście orle.. Jak ktoś ma ochotę posłuchać tej wczorajszo wieczornej audycji Piotra  „Zmowy, rozmowy, namowy”, w radiu Wnet, to zamieszczam link.

„Zmowy rozmowy namowy” audycja dziesiąta


rebranding i sentymenty

5 września 2012

Na Facebooku trafiłem na taki oto obrazek

pierwsze znaki znanych marek

Zestawienie stareńkich logo, jak zestawienie, bardziej zdziwił mnie komentarz do tego obrazka

PND Futura napisał taki komentarz:

Pomnik ku czci rebrandingu i przestroga przed sentymentalizmem w komunikacji marketingowej. Jeśli komuś szkoda dawnych logotypów, proszę przyjrzeć się z bliska głowie pumy PUMY lub landszaftowi Appla!
Za: http://www.atissuejournal.com/

Ej, ej, chyba coś tu naginane. O ile można się zgodzić co do sentymentalizmu, nie pozwalającego czasem na niezbędne zmiany, to jednak wzięcie pierwszego znaku każdej z  firm i udawanie, że między nim a współczesnym nic się nie działo jest lekką manipulacją. Zresztą, to porównanie, pod hasłem przestrogi, jest nią także. Z bardzo prostej przyczyny –  porównanie, by miało sens, musi uwzględniać kontekst, tamten i dzisiejszy.   Same uwarunkowania kulturowe, po porównaniu, są diametralnie różne, a zatem odbiór wtedy i dzisiaj różny,  krańcowo. Ale jest i inna ciekawostka, na przykładzie Nokii, wtedy firmy z branży rybnej, teraz komórkowej, i co? Warto też mieć na względzie, że wiele tamtych znaków, tak jak wiele dzisiejszych, było tworzone amatorsko, jak choćby Coca-Cola. Odpowiadały tak poziomowi odbiorcy, jak i sprawności manualnej twórcy znaku. A nie od rzeczy także wspomnieć, że inny był  status znaków dawniej i dzisiaj, inną przykładano do nich wagę. W czasach dość powszechnego analfabetyzmu znak „opowiadał detalem”. dziś komunikuje skrótem myślowym, zadrażnia, ale o detalach nie opowiada. Choć to nie reguła, co pokazuje nie tak znowu stary znak Apple, ale to wypadek dość specyficzny, nawet na tle swojej epoki.

Rebranding musi mieć mocne podstawy. Tak, jak pokazują to zmiany różnych znaków, niekoniecznie taką podstawą jest samo uznanie znaku za de mode. Rebranding oparty o nową strategię ma taki mocny fundament w postaci nowego celu/strategii. Zmiana znaku i identyfikacji wymuszona bywa zmianą obszaru działania firmy, co  jest zrozumiałe i konieczne, ale już zmienianie znaku na nowszy, bo widzi się (komu?) zbyt mało nowoczesny bywa niezłym polem minowym.

Sentymentalizm, tu się z autorem komentarza zgadzam, kosztuje, tak jak i przyzwyczajenia, czasem drogo. Ale jest i strona druga, wcale nie tak optymistyczna wbrew pozorom. Mamy bowiem w tej całej masie rebrandingów takie które były wskazane i dobre, ale i takie które nie wypaliły, zostały wycofane jak rebranding GAP.  Mamy też rebrandingi bardzo udane, projektowo, ale gdzieś gubiące cel, czasem ideę, nie wspominając o odbiorcy.

Lepiej, ale czy lepiej?

Redesign znaku niesie za sobą parę niebezpieczeństw, mówię o  zmianie daleko idącej, nie liftingu. Przede wszystkim następuje uderzenie w przyzwyczajenia odbiorców, mających już znak zakodowany na tyle silnie by odczuć dyskomfort pojawieniem się nowego, na ile ten dyskomfort potrafi być silny pokazał casus GAP. Pojawia się bowiem coś co nie pasuje do zapamiętanego wzorca. Kolejne zagrożenie to „zgubienie” odbiorcy znaku. I tu właśnie, w tym zgubieniu odbiorcy a i zawartości muzeum, jak oceniam, mieści się rebranding Muzeum Lalkarstwa w Chrudimie.

Muzeum przeszło sporą ewolucję, jako całość, i otrzymało także nowe logo i identyfikację, z konkursu. Poniższe prezentacje zaczerpnąłem ze strony designcabinet.cz

now logo muzeum lalkarstwa w Chrudinienowa identyfikacja muzeum lalkarstwa w Chrudinie

Autor Michal Kukačka, na serwisie designcabinet.cz znajdziecie więcej prezentacji

Sam w sobie koncept ciekawy, dobrze zrobiony i jak najbardziej minimalistyczny. Nie da się teżukryć że koncept dający ogromne możliwości rozwijania tematu w identyfikacji, co samo w sobie jest cenne. Ale, czy sam znak nie jest zbyt minimalistyczny i wpisujący się w aktualnie panujący trend rebrandingowy, ograniczania się do litery? Samo wpisywanie się w trend nie jest naturalnie zarzutem. Jednak odbiorcą takiego znaku jest raczej dorosły wykształcony człowiek i tu jest moim zdaniem drobny problem, bo klientelą muzeum, w większości, są dzieci. Do dzieci też i ich poziomu percepcji i kodowania odwoływał się stary znak autorstwa  Jana Hlíny.

stary znak muzeum lalkarstwa w Chrudinie, autor Jan Hlinastary znak Jana Hliny

foto: idnes.cz

Znak ma bardzo dobre noty i trudno się dziwić, ale…  jednak się dziwię, temu nadeksponowaniu nowoczesności muzeum, jako budynku, chodzi o sam znak główny, a gubienie tradycji lalkarstwa, jego zawartości, jako sztuki jednak z czasu przeszłego, o swoistym klimacie.

Mamy więc bardzo dobre podejście projektowe, warsztatowo, przy jednoczesnym abstrahowaniu od odbiorcy, nie przejmowanie się jego poziomem percepcji, ale i tradycji.  Mamy zatem dobry projekt, ale, moim zdaniem, źle kierowany. To oczywiście moje odczucie i może się jednak mylę z tym odbiorcą, jego percepcją itd.

O tym dziwnym ostatnio trendzie znaków wyłącznie literniczych, w dobie spadku czytelnictwa i wszech rządów obrazkowości, chyba napiszę osobno, bo to ciekawe w sumie zjawisko.

Źródła:
www.designcabinet.cz, pardubice.idnes.cz, font.cz


wraca nowe, na e-alw

3 września 2012

Zmieniłem, w końcu, moją stronę z logo portfolio  e-alw.com, rewolucji nie ma, jest ewolucja i ograniczenie, tak jak pisałem zaczynając. Stary serwis rozrósł się do prawie 500 podstron (w dwu wersjach językowych) i mówiąc szczerze przestał być funkcjonalny. Budowany przez lata bardziej pod kątem pozycjonowania niż funkcjonalności, stał się mało przejrzysty i poruszanie się po nim było, przyznaję, dość trudne. Teraz, mam nadzieję, powinno to się zmienić na lepsze, pod względem funkcjonalności, pytanie jaki będzie wpływ tej zmiany na pozycjonowanie strony.

zmiana zawartości strony e-alw.com

Przede wszystkim wróciłem do starego znaku, z sentymentu, jak już zapodałem na początku sierpnia. Kolejna zmiana to ograniczenie zbyt już dużej ilości prezentowanych w portfolio  znaków, a i tak nie uzupełniałem ostatnio o nowe. W zamian znaki są pokazane nieco szerzej.

Wycofałem także całą część „tekstowo-opisow0-edukacyjną”, w większości pochodzącą sprzed lat. Tę rolę, edukacyjną, jaką miała pełnić, dużo lepiej spełnia ten blog. Inna sprawa, że kopie moich tekstów z e-alw znajduję co i rusz rozsiane po polskim necie, oczywiście bez podania autora, że niby tacy sami wyedukowani, sami napisali, a niech tam im na zdrowie wyjdzie.

Część angielska portfolio zyskała własną domenę. Teraz good logo design jest dostępne pod goodlogodesign.eu, czyli zgodnie z nazwą, jaką dotąd miała i ma nadal strona. Pozwoliło to na rozdzielenie obu wersji językowych i odrębne pozycjonowanie. Obie wersje językowe są połączone linkowaniem na stronie głównej. Dodatkową domenę zyskała też część polska, taki dodatkowy, europejski sznyt z dotarciem do mojego logo portfolio e-alw.eu

Trochę dziergania w html było, ale chyba wyszło ok, choć pewnie jeszcze jakieś  poprawki przyjdzie zrobić, jak i dodać, za czas jakiś, kolejne nowe znaki. Czas pokaże jak się ta nowa odsłona strony sprawdzi w oczach klientów.

Gorąca prośba do odwiedzających – dajcie znać o  ewentualnych błędach. Z góry serdecznie dziękuję 🙂

PS. Chyba w ramach ujednolicania także tutaj, na blogu, zagości ponownie dawne logo, zgodnie z hasłem „wraca nowe”.