bajeczka o myśleniu

31 grudnia 2011

Bajeczka na Nowy, 2012, Rok, z dedykacją serdeczną.

Jedzie furmanka. Na furmance siedzi rozparty koń, w zębach słomka, pogwizduje wesoło trzaskając czasem z bata. Na przodzie, w chomącie, chłop zaprzężony, stara się utrzymać kierunek i  równy kłus.

Dwie babiny, stojąc na poboczu, przyglądają się, jedna zadziwiona wielce, obrazem owym, mamrocze stropiona:

Widzieliście kumo, nie może to być, no nie może…

Druga na to:

Może, może. Mój stary tak często powtarzał, że koń ma wielki łeb, to niech myśli, że bydle pomyślało. Taki to i efekt. 🙂

Puenta:
myślenie pozwala wygodnie siedzieć, gdy inni kłusują.


księga logokręcioła

30 grudnia 2011

Temat wywołał mail, od Łukasza Barucha, z pytaniem:

Dzień dobry.
Widziałem wiele kart znaku, jednak w żadnej nie spotkałem się z zasadami animacji logo/logotypu. Czy nie sądzi Pan że dzisiaj projektant powinien z oczywistych względów ustalić zasady użycia swojego znaku w ruchu (kierunek/rodzaj ruchu/obrotu, kolejność pojawiania się elementów, itp)?

Pytanie niby proste, ale to tylko pozór, bo niby o jaką animację chodzi autorowi? prostą pętlę czasową ze znakiem obracającym się, np. wokół osi? czy raczej o algorytm zmieniający kształt znaku w określonym czasie lub na przy spełnieniu określonych warunków, powiedzmy dla kolejnego obserwatora?

W pierwszym wypadku, kręcącego się na stronie internetowej, jak otępiała fryga znaku, sprawa dość prosta odpowiedzieć. Księga znaku to nie miejsce dla tego typu, powiedzmy sobie szczerze, wątpliwych popisów stosowania, jeżeli już toto ma być, to co najwyżej pomieszczone w katalogu zastosowań. Dlaczego napisałem o wątpliwych popisach? Ano, mamy tu do czynienia bowiem z zaprzeczeniem dobrej ekspozycji logo, ułatwiajacej zapamiętanie znaku, ale to akurat jeden z grzechów. Drugim grzechem, kompletnie ignorowanym, a może nieuświadamianym,  przez twórców tych bączków,  jest rzecz bardzo istotna z kolei dla całej witryny – otóż tak skonstruowany, obrotowy, migający czy co tam kto jeszcze wymodzi, „efektowny” gadżecik jest nie tylko nieefektywny a wręcz odciąga uwagę od elementu najważniejszego jakim jest kontent strony. Mamy zatem sytuację ekstremalną, gdzie z jednej strony ciężko zakodować prawidłowy kształt znaku, z racji jego migowości obrotowej, z drugiej jego funkcja oznaczania kontentu na stronie leży w gruzach, bo gadżecik skutecznie dominuje, zadrażnia nasze widzenie i od tego najważniejszego kontentu wzrok odciąga. Czasem, co prawda, tego kontentu na stronie brak i znak robi za intro,  jak w wypadku opisywanego niegdyś przeze mnie moblogota Burnley, co jednak sprawia wrażenie zapchajdziury służącej jedynie zabawie projektanta.

Zupełnie inną sprawą są znaki zmienne w kształcie, oparte na algorytmach, jak, opisywane równo rok temu na tym blogu, norweskie żywe logo Uniwerystetu Przyrodniczego, opracowanym przez Tangram Design, gdzie istnieje nawet możliwość wygenerowania własnej wersji tego znaku w oparciu o biogram.Przy takich znakach widać nie tylko ową zmienność, ale i myślenie/planowanie jego wyglądu i zarazem oddziaływania znaku na odbiorcę, szukanie nowej jakości z uwzględnieniem psychologii postrzegania, a więc efektywnego działania znaku, a bez nachalnego koncentrowania na sobie wzroku kosztem treści, którą logo znakuje/firmuje.

Taki znak, bez wątpienia, jest dokładnie opisany w księdze, wraz ze wszystkimi możliwymi jego kombinacjami, fragment takiego specyfikowania w księdze prezentowałem właśnie w tamtej prezentacji logo. Mamy tu jednak, w wypadku pełnego opisu budowy znaku i rządzących nim algorytmów, do czynienia z wkroczeniem na teren informacji wrażliwych, o które się dba i niekoniecznie ujawnia konkurencji, ochrona znaku, poprzez nieujawnienie jego wszystkich detali algorytmu, a zatem trudno oczekiwać by taki opis szczegółowy był, w księdze ogólnodostępnej, prezentowany ze wszystkimi detalami.

Trzeba przy okazji zauważyć, że większość z dostępnych w internecie opracowań, czy to nazywanych księgą, brandbookiem, manualem lub style guide, jest jedynie mniejszym lub większym fragmentem rzeczywistego opracowania. Z różnych względów nie pokazuje się publicznie wielu opracowań szczegółowych, szczególnie w części zawierającej zastosowania znaku, gdzie dochodzą tak nowe, nietypowe opracowania, jak i stosowane są nowe technologie lub nowatorskie rozwiązania w tym zakresie. Jest też i powód prozaiczny zupełnie czyli konkurencja, której nie należy uprzedzać ani względem co zrobimy, ani jak to rozwiązaliśmy. Stety lub niestety, rola edukacyjna, takich opracowań, dla innych projektantów, nie jest zupełnie istotna i w ogóle brana pod uwagę.

Między obydwoma, wymienionymi wyżej, przykładami jest naturalnie ogromne pole możliwości pośrednich animowania znaku. Jedno wszakże trzeba sobie powiedzieć szczerze – każda taka realizacja musi być w pełni przemyślana, nie tylko co do efektu, ale i wpływu tego efektu tak na postrzeganie samego logo, ocena łatwości zapamiętania, jak i pod względem wpływu ruchu na postrzeganie pozostałych elementów na stronie, w tym treści najważniejszych, na które przecież chcemy skierować uwagę odbiorcy.

I na koniec jeszcze małe odniesienie, do animowanego, w sposób najprostszy, znaku, w postaci np. animowanego gif-a. Jaki sens jest opisywać taki znak, który sam w sobie jest li tylko efekem dla samego efektu, bajerem dla samego bajeru, nic nie wnoszącym, w niczym nie pomagającym? Jaki więc sens ma opisywanie detaliczne, klatka po klatce, pętli czasowej, takiego znaku czy kolejność pojawiania się elementów? Żaden. To nie jest neon na budynku. Tym bardziej, to porównanie z neonem trafne, że choć efekt podobny, to jednak neon pełni zupełnie inną funkcje, niż znak na stronie www, i w zupełnie innym występuje anturażu. Neon nie odwraca uwagi od treści istotnych, których szuka internauta, bo ich w miejscu jego posadowienia, w przestrzeni miejskiej, nie ma, nie odwraca tym samym, bo nie może, skoro nie ma, od nich jego uwagi. Nikt rozsądny oczywiście nie mówi  że takich efektów nie można używać, należy jednak wiedzieć z jednej strony po co, z drugiej jak wpływają na postrzeganie innych części serwisu, wspomagają, są neutralne, czy może przeszkadzają w odbiorze.

Logokręcioł, to nic innego, jak kwiatek do kożucha. A jako że zbliża się rok nowy, miejmy nadzieję z zimową aurą, to i kożuch przydatny będzie, kwiatki niekoniecznie. Życzę zatem Wszystkim Czytelnikom mojego bloga sukcesów w pracy, determinacji w obronie dobrych koncepcji, a przede wszystkim widzenia spraw projektowych w szerokim horyzoncie, dużo szerszym niż sama poprawność techniczna.

Do Siego Roku!


zmiana, zmiana, zmiana…

26 grudnia 2011

Na obejrzenie tego filmu naprawdę warto poświęcić te 53 minuty. Może łatwiej będzie później zrozumieć nie tylko coraz większą jednorazowość produktów. Wbrew pozorom ma to wszystko bardzo wiele wspólnego z projektowaniem produktów, jak również logo i  identyfikacji. Coraz nowocześniej, coraz lepiej zaprojektowane i coraz szybciej do zmiany. Zmiany, zmiany, zmiany… więcej zmian, więcej produktów o coraz krótszym żywocie.

Spisek żarówkowy
nieznana historia zaplanowanej nieprzydatności


Lodz Airport

21 grudnia 2011

Port Lotniczy w Łodzi zmienia swoje logo.

Autor: Iwona Kasperkiewicz.

„- Projekty nowego znaku są bezpośrednim odniesieniem do logo miasta Łodzi i województwa łódzkiego.
Bieńkowska dodaje, że głównym założeniem projektowym było stworzenie takiego znaku, który będzie harmonijny ze strategią komunikacji naszego miasta i regionu.”

Wygląda pomału na to, że Łódź umocni zaklęty krąg Strzemińskiego i kolejne znaki eksplorować będą jego alfabet do całkowitego zgrania. Przesadzam? obym się mylił, choć biorąc pod uwagę łatwość wykorzystania tego gotowca, nawet przy braku pomysłu, oraz łatwość dopisania ideo o spójności ze znakiem promocyjnym Łodzi, scenariusz więcej niż prawdopodobny. Że to łatwe pokazuje czas potrzebny na pojawienie się nowego znaku, długo bowiem nie trzeba było czekać kolejny na znak strzemińskopodobny. Oba znaki dzieli raptem 2 tygodnie, licząc między jedną a drugą prezentacją.

I pewnie można by i o tej spójności dywagować, gdyby nie jedno, a może dwa, ale. Otóż sprawa pierwsza – różni autorzy, a więc zapewne i różne wizje rozegrania znaku. Choć, być może, niepotrzebnie się martwię i jedno będzie naśladować drugie, dla spójności Panie, dla spójności, czyli w celu wyższym.

Sprawa druga – mam jednak wrażenie, że w obu wypadkach problem będą mieli odbiorcy sztuki wyższej w dziedzinie logo. Permanentna powtórka z alfabetu Strzemińskiego, znudzeni niezrozumieniem idei awangardy i zakałapućka zamiast tworzyć w pamięci zwarty pozytywny kod. Po pojawieniu się zaś kolejnych znaków w tym trendzie może być duży problem z przypisaniem co czyje co jest czyje.

Znak Portu, w przeciwieństwie do pierwszego, logo Łodzi, jest bardziej zwarty i łatwiejszy do zakodowania, ale, paradoksalnie, może to mieć wpływ na dzielenie i nieprawidłowe kodowanie znaku głównego Łodzi, jako zbioru znaków trudno zapamiętywalnych w całości.


I wreszcie, na koniec, nurtujące mnie pytanie – skoro tak, czyli nawiązanie do wcześniejszego znaku promocyjnego Łodzi, to czemu w tym nawiązaniu jest Z, ostatnia litera nazwy miasta po angielsku, a nie Ł, pierwsza litera, lub choćby L, skoro to wersja angielska logotypu ?


zaprzeszłe listopadowe

18 grudnia 2011

W listopadzie trochę się działo ciekawych rzeczy, a że dotąd nie zrobiłem z tego miesiąca zbiorku moich niusów, z Facebooka , to i wypada uzupełnić, w ramach przedświątecznych porządków.

Zaczynamy od kwiatka na łączce wykorzystywania – PAIIZ pyta o cenę, ale…

„Zamawiający dokona ostatecznego wyboru Wykonawcy po obejrzeniu przedstawionych 3 propozycji logo. Logo Centrum będzie wykorzystywane w materiałach informacyjno-promocyjnych wspólnie z logo PAIiIZ S.A. „

Kryteria? 6:4 dla ceny, nie merytoryczności.


Uwaga! trefny konkurs, w Czechowicach-Dziedzicach, tracisz prawa już wysyłając??!!. Cytat z regulaminu:

„1. Z dniem przystąpienia do konkursu, uczestnik zobowiązuje się przenieść na Organizatora wszelkie autorskie prawa majątkowe do pracy konkursowej dostarczonego Organizatorowi oraz prawa do nieograniczonego korzystania i rozporządzania przez Organizatora w kraju i za granicą, na polach eksploatacji określonych w art. 50 Ustawy”


Kolejny konkurs z trefnym zapisem, o prawach autorskich, i co ciekawe taką samą nagrodą, jak w Czechowicach-Dziedzicach. Oj wesoło jest.


Pokazali logo Tokio 2020, na FB.

logo Tokio 2020


Khem… khem… 220 tysi za niepotrzebne znaczki, w Ministerstwie Finansów, w dobie kryzysu, jakoś zapomnieli, że są, przede wszystkim, urzędem tego państwa. Ktoś czegoś nie zrozumiał i to po obu stronach, no i wyszły wprawki, zamiast identyfikacji.

nowe znaki Min. FinansówAutor: Plan B – Agnieszka Krawczyk


Nowy znak szwajcarskiego PALEXPO

nowe logo Palexpo


Finałowa piątka konkursu na logo czeskiej Opavy


W Wysokim Mazowieckim kłopot z promocją mają z głowy, choć, czy to dobrze dla miasta dać się zdominować w taki sposób?


Coś a propos Partnerstwa wschodniego, w którym jest i Azerbejdżan. Identyfikacja Merit Pasha Holding. Warto też zajrzeć na Behance, gdzie przy prezentacji krótkie info – PASHA Holding (Azerbaijan), For BBDO Branding, Year: 2008


Warto obejrzeć liternicze logo arabskie

arabskie znaki


Powiat sławieński, nowe logo.

powiat Sławieński nowe logo

Hmmm… coś mi to przypomina… ale jedna uwaga, a właściwie pytanie – czemu nie ma zachowanych kątów między elementami, skok co 60 stopni?
Jak na logo promocyjne powiatu ma też dziwny logotyp, po którym bez wejścia na stronę, trudno dociec który to powiat nadmorski. Zagęszczenie liter sprawi też kłopot z czytelnością logotypu.


Otwarli centrum dizajnu Concordia Design, w Poznaniu 🙂


Anna Giedryś, logo inspirowane tatuażem

logo Merlin People, Anna Giedryś


Alior wchodzi we frytki?

Alior Sync logo


Dziwny konkurs. 700 euro, za projekt, identyfikacji wizualnej Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Deadline 7 grudnia. Rozstrzygnięcie 8 grudnia. Ekspres. Poczytajcie regulamin.


Dowcipne nowe logo miasta – Ludwigshafen. Prościutko i dobrze.

Logo miasta Ludwigshafen


Historyczne, nowe logo Uniwersytetu w Poitiers, podoba mi się.

logo Universite de Poitiers


Odświeżona filharmonia, po czesku, hm…


Stajemy się tanim zapleczem dla Ukrainy?


„Sąd Okręgowy w Warszawie potwierdza: zarejestrowano symbol „Zakaz pedałowania” jako znak Narodowego Odrodzenia Polski.” – źródło: TOK FM. Ekspertyzę sądową warto poczytać… „ciekawa”


Czeska promocja, ze znanymi nam problemami zlogowacenia w tle, ale i peruwiańskim smaczkiem


NBP prezentuje dorobek projektowy Andrzeja Heidricha

„Z okazji 50-lecia współpracy Andrzeja Heidricha od 18 listopada do 30 grudnia 2011r. w Oddziale Okręgowym NBP przy Placu Powstańców Warszawy 4. Wstęp wolny.”

Warto pooglądać bo to nie komputerowe twory 🙂


Nowy turystyczny znak USA. I co na to Netia ?

Nowy znak promocyjny USA


Mosaic Leaf – free font od Emptypage Design Studio, gratulacje dla Łukasza Kołakowskiego.

Mosaic Leaf by Emptypage Design Studio


Kancelaria wyjaśnia o co chodzi z logosami dla Prezydenta, jak dla mnie nic nie wyjaśnili.


Eksperymentalny krój Mekkanika, świetne

krój Mekkanika


Białe niedźwiedzie w Polsce? Jasne, w Suwałkach.

Suwałki, logo i maskotka

Autor Aleksander Bąk, wie jak.


Francuski region Auvergne zmienił logo.

Auvergne nowe logo


Nowe turystyczne Malediwy.

nowe logo Malediwów


było sobie logo, HP

16 grudnia 2011

Pojawiła się, w sieci, nowa wersja logo HP autorstwa Moving Brands, a za nią cała masa pochwał, ochów i achów,

ale nagle zaczęło się robić dziwnie. Najpierw pojawił się „pierwowzór”, by Brian Plemons, sprzed sześciu lat.

logo by Brian Plemons

Chwilę później Tagebuch Design napisał w materiale „HP – wizje znikają z powrotem w szufladzie” że publikacja owej koncepcji była nieuzgodniona z HP i… prezentacja ze strony Moving Brands zniknęła, jak nie przymierzając kamfora.

Jak pisał poeta – Już był w ogródku, już witał się z gąską… (Adam Mickiewicz, Lis i kozioł). Była wizja, jest rewizja.

I teraz pytanie w głowie się kołacze – wpadka czy zamierzony viral? bo trochę się to zdążyło po świecie rozejść.

Fotki zostały zaczerpnięte z artykułu Design Tagebuch  „HP-Visionen verschwinden wieder in der Schublade”.


tfurcza Polska

13 grudnia 2011

Kiedyś zacząłem zabawę w System PL. No i poszedł ów system w lud, i stało się, co się stało, czyli ludycznie ewoluował i tfurczo oklapł.

przyklapnięta Polska

Za to ile opinii o genialności owego przyklapa…. Jak to na Digarcie….

Autor: „iforin” o sobie –” Nie idę tędy, którędy podążają nowe trendy.”. Nooo… nie idzie.


Łódź 2 polemika

11 grudnia 2011

Polemika adwokata diabła.

Na swojej stronie odniósł się do nowego logo Łodzi Adam Jarecki, pewnie machnąłbym ręką, gdyby nie dziwność, weryfikacji jaką zastosował Autor, przy pomocy też dziwnych czasem tez Piotra Sajnoga:

Nowe logo Łodzi łamie cztery z pięciu podstawowych zasad dobrego logotypu. Daje radę tylko z jednym.

Sprawdźmy.

1. PROSTOTA
Prostota logo czyni go łatwo rozpoznawalnym, uniwersalnym i łatwym do zapamiętania. Powinno zawierać w sobie unikatowe elementy ale z drugiej strony nie powinno być „przerysowane”. [w znaczeniu nadmiaru formy – przyp. AJ] Tymczasem nowe logo Łodzi jest nieczytelne, niezrozumiałe, wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu.

No i mamy pierwszy pasztet, bo niby chodzi o prostotę formy, ale wyciągana jest unikatowość. Na dodatek nie może zawierać „nadmiaru formy” – tyleż to stwierdzenie prawdziwe co bałamutne, vide logo Bahamas zawierające więcej tej „formy”, niż to łódzkie, i w niczym to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie. Prosta formy niekoniecznie przekłada się na czytelność – tu akurat forma (liter) jest aż za bardzo prosta, a czytelności brak. Z kolejnym stwierdzeniem trudno się zgodzić, że „wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu”, i to z dwu powodów: a/ nieczytelność liter nie musi mieć wpływu na czytelność samego komunikatu, który akurat tu jest w pełni jasny, choć niejasne jest przypisanie do miejsca; b/ autor oczekiwał chyba łopatologii, która dawno już przeszła do historii projektowania – szewc=but.

2. ŁATWOŚĆ ZAPAMIĘTANIA
Konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu nowego logotypu umiałby narysować je z pamięci. Byłaby to zresztą pouczająca zabawa, gdyż pokazałaby jak właściwie te kreski i kropki ludziom się kojarzą.

O ile warstwa skojarzeniowa może być tu rzeczywiście bogata, co nie jest minusem, to jednak nie ona jest najistotniejsza, istotniejsza jest wartość mnemotechniczna całości znaku. Nie jest problemem dla wprawnego odrysowanie znaku z pamięci, mógłbym w tym miejscu złapać Autora za słowo i poprosić o tego konia, z rzędem. Obserwator niewprawny nigdy odtwarzać manualnie nie będzie, to kwestia nie odtwarzania a zakodowania kalki i mnemotechnicznego odtworzenia/wywołania w pamięci, więc po cóż to porównanie. Tu kwestią otwartą  jest – czy zapamięta znak w całości, czy tylko jego fragmenty. Gdyby jednak potraktować poważnie ową przywołaną manualność, potrzebną Autorowi do zapamiętania, szkolne, mozolne kreślenie literki „A”, by ja zapamiętać, jak pies Pawłowa, to ręczę że nie jest w stanie prawidłowo narysować nawet znaku NIKE, różnica będzie zawsze, co nie ma wpływu żadnego na tego znaku rozróżnialność.

3. PONADCZASOWOŚĆ
Czy nowe logo Łodzi przetrwa próbę czasu i będzie tak samo świeże, inspirujące i ciekawe za dziesięć lat? Wolne żarty.

Tu się zgadzam, z jednym, że to wolne żarty, to co napisano wyżej. To znak promocyjny, zatem o ponadczasowości możemy nie rozmawiać w ogóle, bo niby jakiej? Znaków promocyjnych nie robi się na wieczność. Zresztą, praktycznie nie ma już znaków ponadczasowo niezmiennych. Ten znak jest do tej, a nie innej, strategii. Zmieni się strategia i postawione cele, zmieni się znak, bo musi. Znak promocyjny, to nie herb, choć gdyby  autor prześledził historię heraldyki miejskiej , to szybko zauważy wpływ różnych czynników, choćby polityki czy zależności gospodarczych, etc.,  na ów znak. Ma tu też swoje pięć groszy najzwyklejsza moda – vide kształty tarcz i kartuszy, ale i samo odwzorowanie godeł.

4. ZROZUMIAŁOŚĆ
Tutaj Sajnog trafił w dziesiątkę, podając przykład kancelarii:
Zastanawiając się nad projektem logo, należy zwrócić uwagę na to, czy jego wymowa jest odpowiednia dla firmy, którą reprezentuje. Nieprawidłowe logo: (…) nazwa kancelarii prawniczej napisana czcionką wyglądającą jak ręczne pismo małego dziecka. Takie logo na pewno nie doda prestiżu firmie. Taka czcionka powinna być użyta w logo sklepu dla dzieci a nie w nazwie banku czy instytucji prawniczej.

Sajnóg nie trafił, niestety nawet w pole tarczy, bo nie ma to nic wspólnego ze zrozumiałością, za to dużo z adekwatnością formy do treści, to spora różnica.

Czcionka (?) użyta w nowym logotypie Łodzi byłaby bardzo dobra dla Muzeum Sztuki, galerii malarstwa lub sztuki współczesnej. Nie ma jednak żadnego związku z tym, z czym Łódź chciałaby być kojarzona: z nowymi technologiami, innowacyjnością, nowoczesnością.

Z tym można by się i po części zgodzić, gdyby nie fakt, że ujęcie tych wymienionych cech w jedno pojęcie ” przemysły kreatywne” nieco zmienia obraz i wydzwięk.

Podam przykry argument: Strzemiński i Kobro nie żyją od 60 lat. Są fundamentem sztuki współczesnej, ale nie są siłą rzeczy postaciami „nowoczesnymi”.

Drogi Autorze, to że nie są współcześni, żyjący, nie oznacza że nie są nowocześni. Wielu współczesnych twórców, jak najbardziej żyjących i chyba żywych,  jest bardziej de mode i staroświeckich niż akurat ta para artystów. Mnie bardziej martwi  ów krąg zaklęty, w jakim Łódź sie obraca, krąg awangardy i li tylko awangardy miedzywojnia, jako sztandar na każdą możliwą okazję, vide znak sejmiku wojewódzkiego, chyba że co łódzkie, to wojewódzkie, a poza awangardą ino pustynia, w co akurat nie wierzę.

5. UNIWERSALNOŚĆ OSADZANIA

Swoją drogą ciekawe określenie to osadzanie, tylko nieco wydumane. Chodzi jak rozumiem o egzekucję znaku na wszelkich nośnikach.

Logo musi być równie efektowne, gdy będzie wydrukowane:

Efektowne nie musi, musi być efektywne, to spora różnica.

„w jednym kolorze; w negatywie (jasny kolor na ciemnym tle); w rozmiarze znaczka pocztowego; w rozmiarze billboardu na ulicy”.

A inne media? druk to nie wszystko, co można ze znakiem zrobić, vide panele led, formy przestrzenne itd. Przyjęcie zaś założenia minimalnej wielkości znaczka pocztowego też trochę dużawe, znak da się, powinno się dać, zmniejszyć dużo bardziej, nawet do 5 mm podstawy.

I to jest jedyny punkt, który nowe logo Łodzi spełnia w 75% (poza tym znaczkiem pocztowym).

Co do procentów można by się i zgodzić (ze znaczkiem), przy założeniu stosowania samej tylko wersji kolorowej, z racji owej żółci, uciekającej nieco, 25% odpada. Ale, przy założeniu realnego stosowania, wszystkich wersji, może być to dużo więcej, niż tylko owe 75% spełniania.

A teraz przejdźmy do kolejnej części. Bo i kolejny wpis Jareckiego, reminiscencje z panelu dyskusyjnego, dotyczącego logo Łodzi, trudno zostawić bez choćby zdania.

„najciekawsze było wystąpienie Grzegorza Kiszluka z Briefa, który niejako „na dzień dobry” wylał kubeł zimnej wody na wszystkich pasjonatów brandingu samorządowego. Stwierdził on, że tak naprawdę logo może być jakiekolwiek, bo jest obietnicą tego, co dane miasto może zaoferować. Jeżeli logo obiecuje coś, czego w danym mieście nie ma – jest skazane na porażkę, tak jak złoty papier owijający nietrafiony prezent.”

Nie wiem czy tak to padło, czy też autor nieco zmienił sens, nie byłem. Ale, pomijając kto powiedział, skupmy się na tym co powiedział. A nie powiedział kompletnie nic nowego, że logo może być jakiekolwiek, bo może, co widać naokoło. Tak się bowiem składa, że albo znak dobrze pasuje i identyfikuje strategię, albo nie ma nic ino ładne/nieładne logo. Czy ono dobre, czy nie, okazuje się w praniu, czyli ponoszonych kosztach. Niestety z kolejnym przemyśleniem już zgodzić się trudno, chodzi o obiecywanie tego co jest. Otóż znak niczego takiego nie musi identyfikować, bo to nie kwestia tego co wyłącznie jest, a tego jakie cele wyznaczamy i chcemy osiągnąć, i to te cele znakuje logo, jak i ich wprowadzanie w czyn. Gdyby przyjąć założenie znakowania tylko tego co jest, wedle Kiszluka, czy może Jareckiego, to na co zdałoby się tworzenie logo na początku? logicznie należałoby najpierw osiągnąć cele, dopiero potem, jako już istniejące, je znakować, tyle, że to z lekka bez sensu, o czym obaj Panowie milczą, albo przeoczyli. Jeśli strategia zrealizowana, cel osiągnięty bez identyfikacji, to po co ta identyfikacja? tym bardziej, że finał na ogół jest początkiem wyznaczania nowych celów do osiągnięcia.

Autor stawia, jak mu się zdaje, retoryczne pytanie:

gdzie w Łodzi masz przemysły kreatywne, które tym nowym złotym papierkiem będziemy opakowywać?

Otóż drogi Autorze, łodzianinie, rozejrzyj się nieco po swoim mieście. Zaczątki widzę nawet ja, ślepnący i z odległości. A co będzie dalej zobaczymy, Rzymu nie zbudowano z dnia na dzień. Identyfikacja nie jest li tylko opakowaniem, bo wtedy opakowaniem by ją zwano, ale rzeczywiście nim być może, jeśli za nią nic nie stoi, albo strategii, wypracowanej, się nie realizuje.

Tak jak przypuszczałem jeszcze przed panelem, nowe logo Łodzi jest po prostu swoistą odmianą dzieła sztuki i tylko jako takie ma sens istnienia. Natomiast jego siła promocyjna, aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian, z których pieniędzy powstało, przepadł w pomroce dziejów.

Ciekawe na jakiej podstawie Autor neguje wartość promocyjną (jak to zbadał?) i co to jest takiego „aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian „?. Bo chyba nie chodzi o ilość włażących w oczy egzekucji czy załapanie się na gadżety, pomijając oczywiście fakt że logo nie jest wyłącznie do wewnątrz skierowane.  Ciekawe też skąd się Autorowi wzięło okrąglutkie i beztreściowe „przepadanie w pomroce dziejów” bo logo raptem ma parę dni i na dobre jeszcze nie rozpoczęło swojej egzystencji, ale z drugiej strony chwytliwe te przenośnie w zestawieniu z wielkością kasy i dla dobra ogółu podkręcające, że oto „gore, naszą krwawicę wydawają”, a jak nie wydawają, to też źle, bo „inni mają, a my..” .

Ja mógłbym zweryfikować krótko to logo, w oparciu o 4  najważniejsze cechy dobrego logo według J.S.B. Morse’a, wedle których logo, logotyp musi:
1. spełniać podstawowe zasady projektowania
2. być funkcjonalny
3. dobrze reprezentować firmę
4. być unikatowy

ad1. jest dobrze, choć znak nie stanowi jedności,
ad2. powinien dać się egzekwować w miarę dobrze, poza zastrzeżeniem co do koloru żółtego,
ad3. czy dobrze reprezentuje okaże się w praniu, czyli co zostanie zbudowane, jako jego wsparcie,
ad4. unikatowy jest bezsprzecznie.

Osiołkowi w żłoby dano w jednym owies, w drugim siano…. chciałby oba zjeść… oba mieć.

Poczytaj też logo Łodzi odcinek 1.


Łódź 1

10 grudnia 2011

Łódź ma logo, nowe.

nowe logo promocyjne Łodzi

Zacznijmy od cytatów. Prezydent miasta Hanna Zdanowska przedstawiła je tak:

„Nowe logo Łodzi jest inspirujące i aspirujące. Podkreśla współczesny, kreatywny potencjał miasta”

„Według autorki logotypu, Justyny Żychalskiej, inspiracją do jego opracowania był alfabet Władysława Strzemińskiego z 1932 roku, wykorzystujący podstawowe kształty geometryczne. „Bazą logotypu jest przede wszystkim geometria, konkret formy, czytelność, prostota” – mówiła Żychalska.”

No i tu jest pewien problem, a nawet kilka. Sprawa pierwsza, do której warto się odnieść, to czytelność, którą wymienia Żychlińska, otóż nie ma jej i być raczej nie może, przy tak awangardowej literze, w zestawieniu z równie awangardowo potraktowanymi przez Strzemińskiego polskimi  diakrytykami. Nie ma też drugiej z wymienionych cech czyli prostoty, bo o ile każda z liter, z osobna, taka formą prostą  jest, o tyle ich zestawienie, z rozbiciem na dokładkę na dwa wersy i owymi mało czytelnymi diakrytykami,  że nimi są, już nie. Rozstawienie liter i duże światła ewidentnie rozczłonkowują znak na odrębne byty. Mamy więc logotyp wedle zapowiedzi, ale konia z rzędem temu, co nie ma problemu z odczytaniem/odkodowaniem liter jako Łódź.

„Siłą tego logotypu jest fakt, że może on być czytany oraz może być postrzegany na poziomie formy abstrakcyjnej” – powiedziała autorka nowego logo Łodzi. „

I tu wypada się zgodzić z autorką, co do postrzegania na poziomie formy abstrakcyjnej, ale nie co do czytania. Choć, być może, jego wersja pozioma jest bardziej logiczna i zmierzająca ku czytelności, w końcu czytelność liter warunkuje możność czytania, nie jest też żadnym odkryciem, że nieczytelnego nie da się czytać. Z owej czytelności znaku pozostaje nam claim i można odnieść wrażenie że to właśnie owa forma abstrakcyjna firmuje słowo „kreuje”, tworząc swoją nieczytelnością sygnet, ale jeśli tak ująć, to ginie gdzieś „Łódź” i może wartało by ją do claimu dodać. Tak dla czystej czytelności.

W tejże samej notce prasowej czytam:

„Kolorystyka czterech liter nazwy miasta zawarta jest w czterech kolorach – magenta, żółty, cyjan i czerń.”

OK. Jest i widać, jak na dłoni, a tu, w innym miejscu Autorka znaku, odnosząc się do kolorów, stwierdza:

– To nie są podstawowe kolory – odpowiadała Justyna Żychalska, autorka logo z Pheno Agency.

Nie? No to jakie one są? bo jak bym nie patrzył, to są kolory CMYK, podstawowe kolory druku. Inna sprawa, przy okazji, że czysta żółć w delikatnej formie i przy zmniejszeniu zaczyna uciekać w tło, gubi się i rozmazuje, co także będzie miało duży wpływ na ową „czytelność”, ale i, przede wszystkim, prawidłowość kodowania znaku przez odbiorcę.

Kolejne moje zastrzeżenie budzi takie oto stwierdzenie:

– Jedni mogą go czytać, inni podziwiać abstrakcję – tłumaczą się w Pheno Agency.

I nie chodzi o czytanie, bo to już opisałem wyżej. Bez poświęcenia znakowi sporej ilości czasu i posiadania, nie tyle wiedzy o międzywojennej awangardzie i jej dokonaniach, co wykształconej wyobraźni, czytać się nie da. Chodzi mi o owo wywołane „podziwianie”. Problem w tym, że znak nie jest od podziwiania, a do ciężkiej pracy. Podziwiać abstrakcję można, w muzeum, na podziwianie znaku, poza jego studiowaniem przez innych projektantów, nie ma czasu. Styk obserwatora ze znakiem bywa milisekundowy, w tak krótkim czasie powinien on ogarnąć i zarejestrować znak w całości, z czym tu może być spory problem – rozdzielanie sie znaku na 4 elementy.

Kolejne problemy, jakie widzę:
Problem  skojarzeniowego przypisania, tu mamy kłopot, z racji trudności przypisania/wywołania skojarzeń dla znaku, jako całości, pojawiają się bowiem osobne zupełnie skojarzenia z każdą z figur/liter. Funkcja mnemotechniczna znaku, jako całości, jest problematyczna i równie skomplikowana jak zapamiętanie przypadkowo widzianego kartusza z imieniem faraona, zapisanego hieroglifami.

Problem z założeniem rozpoznawalności, na świecie, bo Strzemiński. Jest to dość istotny problemem, bo oparty na znajomości tegoż artysty i jego dokonań w dość wąskim gronie specjalistów i problemem pewnie by nie był, gdyby to do nich tylko był znak kierowany, niestety, tak nie jest, a w szerszym spektrum odbiorców możemy o nawiązaniach zapomnieć, powinna więc choć pozostać czytelność znaku, a z niej na razie zostaje połowa, claim „kreuje”. Żeby coś zakodować, przyswoić, polubić musi być właśnie przyswajalne, dające się ogarnąć i, jeśli abstrakcyjne, powiązać skojarzeniowo, nazwać/zaetykietować, na podstawowym choćby poziomie poznawczym, jako całość. Drugie i trzecie dna mają rację bytu dla wtajemniczonych, lub gdy działają na podświadomość.

Plakat tak, logo dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej też, ale jako logo miasta, moim zdaniem, problematyczne. Koszt oswojenia, a więc wytłumaczenia znaku, będą ogromne, inaczej znak zacznie funkcjonować cząstkowo, jako znak oderwany od Łodzi, znak samej kreacji.

Każda teoria jest tylko tak dobra, co oczywiste, na ile jej tezy potwierdza realne stosowanie, i tu, jak zawsze, dochodzimy do sedna. Pomijając kwestie kosztów, dla zakodowania znaku odbiorcom, istotniejsze jest jak ten znak będzie nie tyle funkcjonował, a co go wesprze, co z obietnicą przez niego komunikowaną. Samo funkcjonowanie znaku to sprawa dość prosta, choć do pewnego momentu i nie bezkosztowa, da się wyegzekwować wielością prezentacji. Ot choćby zaczynając od takich drobiazgów (jest fotka):

„Tuż po oficjalnej premierze nowego logo Łodzi w wielu piekarniach pojawił się chleb z wyjątkową ozdobą. Ma na sobie pieczęć z nowym logo Łodzi.”

Należy mieć tylko nadzieję, że spektrum zastosowań będzie szersze, niż ów standarcik rodem z małej firemki.

Twórcy pokazali torby, notatniki, długopisy, plakaty i billboardy z nowym logo. W materiałach promocyjnych proponują wykorzystywać nie tylko kompletny znak, ale także jego fragmenty.

Bo jeśli to ma iść w takim kierunku – kubek, długopis, bilboard, to cieniutko. Ale wracając do najważniejszego, powtórzę, nie jest kwestią ile razy logo zostanie pokazane, a co z tej obietnicy zostanie zrealizowane, a więc nie samo logo będzie budowało wizerunek Łodzi, a łącznie z budową  tych przemysłów kreatywnych, którego to przedsięwzięcia logo będzie oznaczeniem. Samo z siebie niczego nie zbuduje.

W odcinku 2 będzie mała polemika z Adamem Jareckim, z pozycji adwokata diabła.

Dodatek ekstra:
Warto poczytać, w Dzienniku Łódzkim, co sądzą eksperci od marketingu i grafik:
Anna Proszowska-Sala, pomysłodawczyni i szefowa Festiwalu Promocji i Regionów, szefowa agencji Citybell Consulting i współautorka książki „Promocja miast i regionów. Nowa Perspektywa”;
Marcin Gajownik, specjalista marketingu terytorialnego, prezes zarządu krakowskiej Agencji Promocji Miast i Regionów;
Dawid Korzekwa, grafik-projektant, doktor sztuk plastycznych, adiunkt w Katedrze Projektowania Graficznego ASP w Katowicach. Prezes Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej

Warto też przeczytać drugi artykuł z tego samego źródła, Dziennik Łódzki, głosy inne, ale i ciut tej proponowanej wizualności na kubkach i długopisach.


Biennale Plakatu Polskiego

6 grudnia 2011

Grand Prix Biennale Plakatu Polskiego dla łódzkiej artystki Agnieszki Ziemiszewskiej. W pełni zasłużenie. Gratulacje.

plakat Agnieszki Ziemiszewskiej

Wystawa w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach potrwa do 20 stycznia