nie winna dyskusja

3 października 2016

Uczestnicząc na różnych forach graficznych w dyskusjach coraz częściej trafiam na najzwyczajniejsze chamstwo w wypowiedziach uczestników. Pomijam tu ataki ad personam, choć i w nich bluzg zastępuje argumenty. Bardziej razi rynsztokowe słownictwo „fachowców”, bluzg i agresja, na ogół ludzi bardzo młodych, zaczynających dopiero drogę zawodową. Nie wiem czy to taka moda „na chama”, czy też to swoista „siła przebicia” – jak nie umiem dyskutować, to chociaż poobrażam bluzgiem.

Aby nie być gołosłownym prezentuję zapis dyskusji, z dziś, na grupie facebookowej, z udziałem, jak się okazało, nekrofila (R). Dyskusję już usunięto, na szczęście dla tegoż nekrofila (R), który zapomniał był, iż słowo raz rzucone w necie nie tak łatwo znika i świadczy o nim długo, czy chce, czy nie chce.

A zaczęło się niewinnie:

zapis dyskusji na fb 3.10.2016

Dlaczego użyłem określenia „nekrofil”? No cóż, moja ś.p. Mama zmarła wiele lat temu i tego typu odzywki zwykłego chama, o Niej, są po prostu nie do przyjęcia. I nie, nie pisał tego facet ukryty pod jakąś ksywką, jak najbardziej pod swoim własnym imieniem i nazwiskiem.


bigos reaktywacja?

13 stycznia 2016

Dawno temu, czyli 7 lat nazad, w 2009 r., zaprezentowałem pierwsze przymiarki do systemu promocji Polski. Nota bene znaczek Polski znalazł się także w logo mojego bloga, którego właśnie czytasz.

system PL

system PL, bigos, proj. alw

Temat takiej promocji Polski powracał na blogu, przez kolejne 3 lata, 24 razy, dyskutowany i omawiany detalicznie. W końcu znalazł się chętny na jego zastosowanie, wykupując prawa majątkowe do projektu, a ja o projekcie prawie zapomniałem, aż do dzisiaj.

Szymon Pawlas podesłał mi dzisiaj link, do grupy na Facebooku, a tam taki obrazek.

grupa na FB

Nie daję linku do tej grupy, sami musicie sobie poszukać.

Ciekawa reaktywacja w cudzym wykonaniu.


kolekcjoner

5 grudnia 2015

Co jakiś czas dostaję mailową prośbę o gadżety firmowe. Takie seryjnie wysyłane „zbieram gadżety firmowe, czy moglibyście państwo mi podesłać swoje”. Dotychczas wszystkie lądowały w koszu, tak z racji swej formy, jak i braku u mnie owych firmowych duperelek, skoro firmą nie jestem. Ale tym razem kolekcjoner mnie pozytywnie zaskoczył. Formą. Przeczytajcie.

Witam Państwa bardzo serdecznie
I pragnę przedstawić się dostatecznie.
Mam na imię Paweł i w Radomiu przebywam,
Nie pijam „Zbyszka” i chytry nie bywam.
Jestem konstruktorem maszyn i urządzeń,
Pracuję w biurze, lecz mam też inne żądze.

Po pracy, gdy już odpocznę,
Włączam komputer i przeglądam pocztę.
Wszystko przez moje hobby nietypowe,
Jedni wolą pić piwo, ja piszę wiadomości nowe.

E-maile z prośbami i zapytaniami.
Czy ktoś obdaruje mnie kilkoma drobiazgami?
To właśnie moje hobby całe,
Jestem kolekcjonerem, zbieram rzeczy i duże i małe.

Ulotki, mapy, informatory i przewodniki,
Długopisy, pendrivy, kubki i notatniki.
Mam też zbiór pocztówek, przypinek i smyczy,
Kilka czapek, koszulki i breloki do kluczy.
Czy istnieje możliwość, by choćby drobną rzecz,
Kolekcjoner mógł od Państwa mieć?

Posiadam też gadżety dziwne lub nietypowe.
Mały spadochron, skrobaczki do szyb, piłki plażowe,
Podstawkę do jajek, wiatraczek, płaszcz przeciwdeszczowy,
Frisbee i bumerang, który gadżetem nie jest typowym.

Dla logotypów i nadruków je kolekcjonuję,
Każda przesyłka serce me raduje,
Nie istotna jest dla mnie wartość rzeczy,
Sam fakt otrzymania najbardziej cieszy.
Nie chcę się na nich wzbogacić,
Dlatego mogę za przesyłkę zapłacić.

Państwa adres nie zostanie nigdzie przekazany,
Nie jestem z firmami marketingowymi związany.

Przepraszam za zajęcie Państwa czasu cennego,
Prosiłbym tylko o odpowiedź na e-maila mojego.

A oto jego kolekcja.

kolekcja

Przyznam, że miałbym ochotę, po przeczytaniu, coś z gadżetów mu podesłać, za tę formę, ale nie mam co. Gdyby ktoś z czytających chciał pomóc kolekcjonerowi służę adresem. Na pewno zachowa i w kolekcji i we wdzięcznej pamięci.


2 wywiady

30 listopada 2015

Mogę śmiało powiedzieć, że w listopadzie pracowałem z wywiadem, z racji tego, że zwywiadowano mnie w tym miesiącu dwukrotnie 🙂 Taki miesiąc.

graffus.com

Najpierw Krzysztof Bochnacki z portalu graffus.com przepytał mnie dokumentnie i czteroczęściowo:

cz. 1. „Potknięcia raczej dopingowały”

„W PRL 10 lat spędził jako grafik w Państwowym Instytucie Wydawniczym, po transformacji 15 lat prowadził autorską pracownię projektową. Ilustrator. Doradca. Obecnie freelancer i jednoosobowa orkiestra projektu Orli Dom.”

cz. 2. „Komfort nierobienia”

„Pewnie każdy tak ma, że są sprawy, które go uwierają, albo chciałby coś w określonym temacie zrobić, a tu akurat nikt nie kwapi się ze zleceniem, pozostaje zrobić to dla siebie. Andrzej-Ludwik Włoszczyński o działaniach niekoniecznie komercyjnych.

cz. 3. „Szkicując na boku”

„Mówiąc szczerze ten temat wydawał się na początku bardzo prosty do ogarnięcia. Tu wyciąć, tam wyprostować i gotowe. Andrzej-Ludwik Włoszczyński o orle, iskrzeniu między wojewodą a marszałkiem oraz mnogości indywidualizowanych sylwet generowanych oprogramowaniem.”

cz. 4. „Poradnik nie poradnik”

„Gdy mówimy o estetyce znaku, jest to przede wszystkim estetyka preferowana przez nas, projektantów, choć i ona podlega zmianom. Nie bierzemy wtedy pod uwagę estetyki jaką preferują grupy docelowe danego znaku. I czasem nas ta nasza estetyka pakuje w maliny… „

A następnie znana pisarka Eliza Chojnacka, autorka Nieporządnej, Sinicuik i Placebo,  uznała za ciekawego człowieka i przepytała na swoim blogu – „Duże znaczenie ma biblioteka doznań i obrazów”, prezentując przy okazji spore portfolio moich prac.

Duże znaczenie ma biblioteka doznań i obrazów

„Kiedy poznaję interesującą osobę, rozpala się we mnie ciekawość. Często wobec takich osób mam dużo pokory, lubię je słuchać, interesuje mnie to, co mają do powiedzenia. Fascynuje mnie to co robią, jacy są, gdzie szukają inspiracji, a nawet co czytają. Lubię poznawać ich spojrzenie na świat. Cenię ich mądrość i często dystans do siebie i innych. Taką osobą jest Pan Andrzej-Ludwik Włoszczyński. Bardzo się cieszę, że miałam okazję go poznać i z nim współpracować. Profesjonalizm i znajomość tematu sprawia, że można być spokojnym o efekt końcowy danego projektu. Byłam również tą szczęściarą, bo Pan Andrzej zaprojektował dla mnie, mój własny monogram.”

Poczytajcie, co Wam szkodzi 🙂


taka rzeczywistość, mędząca

23 września 2014

Cztery lata temu pod wpływem pewnej arcyciekawej inicjatywy napisałem tekst, o prezydenckim samolocie „Polski Air Force One”, a ściślej o jego braku i co z tym możemy zrobić. Inicjatywa zebrania funduszy na samolot prezydencki, jako daru od Narodu dla KAŻDEGO Prezydenta RP, z jaką wyszli Maciej Bielaczyk i Mirosław Marek z Poznania, była interesująca, ponad podziałami, wydawało się więc, że ma szanse zaistnieć szerzej i coś z tego wyjdzie. Napisałem wtedy, optymista, tak:

„Ciekawa i cenna bo z jednej strony – nawiązująca do obywatelskich zbiórek na szczytny cel z okresy międzywojennego, z drugiej zaś będąca ewenementem na skalę światową, nikt jeszcze na takie coś nie wpadł, a więc dająca poprzez swoją wyjątkowość duże pole do promocji Polski. Inicjatywa godna poparcia z prostego powodu – po wieloletnich narzekaniach na stan rządowych samolotów, przepychankach o latanie, a wreszcie katastrofie, jest szansa na podarowanie Panu Prezydentowi, niezależnie kto tym prezydentem zostanie, teraz czy w przyszłości, samolotu do jego własnej dyspozycji. Taki Polski Air Force One, najlepszy z możliwych i najlepiej wyposażony. Wbrew pozorom nie jest to nierealne marzenie, ani wymagające ogromnych poświęceń obywateli.”

dar Narodu, samolot dla Prezydenta

Fotka z nieistniejącej już strony darnarodu.pl

I co?

Minął czas, po stronie www darnarodu.pl, z tąże inicjatywą, słuch zaginął w głębinach internetu, a zanim zaginął zebrała owa inicjatywa sporo batów, od narzekaczy. Bo przecież jak to „za nasze krwawice będą się wozić, a niech se latajo rejsowymi” itp. itd. Polskie piekiełko rączo dezawuowało i inicjatywę, i jej Twórców. Pewnie bym do sprawy tej nie wracał, ale oto po czterech latach Pan Prezydent Komorowski poleciał na sesję ONZ, do Nju Jorka, samolotem rejsowym. No bo niby czym miał lecieć? I oto w komentarzach to samo smędzenie i mędzenie, tym razem na odwyrtkę.

Najpierw spec od terroryzmu zajarzył:

„Pawel40: Taka bieda? Poprostu nie bylo innej opcji zeby poleciec. Mozna pomyslec ze Komorowski bierze niewinnych obywateli jako zakladnikow by go niezestrzelili, szybko nauczyl sie od terrorystow :D”

Kolejny spec, od obciachu wali instrukcję, gdzie co można:

„michal_kacprzak: Matko co za obciach. Rejsowym to niech sobie lata do Niemiec, Słowacji czy Czech, ale nie do USA !!”

A sekunduje mu równie wielki spec od dziadostwa:

„Mapanari: „Prezydent rejsowym nie powinien latać wcale. Dziadostwo.”

No i super spec od słomy, ze swoimi przemyśleniami:

„Koles87 5 : Jak cię widzą tak się piszą. Słoma z butów wystaje.
Wstyd że kraj gdzie żyje niemal 40 mln ludzi prezydent lata jakby był z jakiegoś afrykańskiego kraju, który w wolnym czasie lata po drzewach i banany prostuję….
PS. Może zamiast garnituru prezydent od dziś będzie w dresie śmigał, takim z bazarku.., będzie taniej..”

A powiedzcie im, że mogli by złotówkę, na ten samolotowy dar Narodu, ściepnąć, to dopiero zapiejo, zabulgoczo i zaplujo sie. To, że mamy taką sytuację właśnie dzięki takim specom, krasnoludkom siusiającym do mleka, grzmiącym, co by nie zrobić, świętym oburzeniem, zupełnie im nie przeszkadza, bo pamięć mają motylą, rękę w naczyniu nocnym a tematem do oburzania i wylewania kubłów pomyj może być wszystko i zawsze, dosłownie. Byle się oburzyć i dać odpór. Gdzieś w końcu musi wytłamsić z siebie frustracje codzienne, w domu nie podskoczy, w pracy cicho sza, to na forach odbija sobie na całego.

Taka rzeczywistość, mędząca.

PS I pomyśleć, że to cytaty  tylko z jednego portalu…


finał zabawy

31 lipca 2014

Dziękuję wszystkim biorącym udział za wspólną zabawę w gesty.

Rozstrzygnięcie i wybór tego jednego gestu nie były łatwe, bo nadesłaliście sporo ciekawych skojarzeń. Żal, że książka tylko jedna.

Po namyśle postanowiłem nagrodzić Marcina (bruxist) za „głowa mnie boli” – C1.

C1 - głowa mnie boli

Czekam zatem na adres pocztowy zwycięzcy, by wysłać nagrodę, i do następnej zabawy.


zabawa wakacyjna

24 lipca 2014

Tym razem zabawa wakacyjna w skojarzenia, z książkową nagrodą za najciekawsze skojarzenie gestu.Taka nieco zmieniona wersja dotychczasowych książkursów, na luzie.

Nagrodą jest książka „Nie tylko logotyp. Wyróżnienie i przynależność w biznesie”, co prawda nieco już leciwa pozycja, ale ten egzemplarz nadal jest jeszcze w oryginalnej folii.

Na czym polega zabawa?

Z trzech poniższych elementów powstała tabela gestów, jakie wykonujemy przy różnorakich okazjach.

elementy

Do każdego ze znaków w tabeli należy przypisać jakiś słowny opis np. „taką rybę złapałem”, „wyżej Pan nie podskoczysz”, „gdzie leziesz baranie” itp. Trzeba zatem wybrać jeden, lub kilka znaków, i dopisać do niego skojarzenie. Wystarczy w komentarzu napisać tak jak niżej:

C7 –  „gest Kozakiewicza”

Macie czas do 30 lipca. Zatem zapraszam do zabawy z 40 znakami gestów.

kod gestów

Możecie naturalnie zbudować własny gest, z trzech pokazanych elementów i podesłać go, z opisem, mailem lub umieścić w komentarzu.

Miłej zabawy 🙂

PS. małe ostrzeżenie – wulgary nie przejdą.


nieprzydatna przydatność

15 czerwca 2014

Poczytałem sobie artykuł o notatnikach, Maja Święcicka „Franklin Mill zamiast Moleskine’a?” i zastanawiam się nad przydatnością tych tychże ekstra, hiper, ekskluzywnych notatników. Przydatnością, nie modą, dla grafików, tym bardziej, że sporo razy trafiałem na poszukujących, owych notatkochłonnych produktów, z rozpalonem czołem i szaleństwem ich posiadania w oczach.

szkic ołówkiem, alw

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński. All Rights Reserved.

Sam notuję, jak to się ładnie mówi, na czym się da, bywało że i na bilecie komunikacji miejskiej. Sporo szkiców powstało na makulaturowych pustych stronach wydruków, gazetach, serwetkach papierowych, ale używam też zeszytów, pustych makiet książek czy najzwyklejszych notatników za pięć złoty. Ilustratorka Irena Czusz pokazała ostatnio na Facebooku swoje notatki rysunkowe, na kartonikach z rajstop. I fajnie.  Fakt faktem, że te notatki na luźnych skrawkach trudno się archiwizuje, potrzebne pudła, pudełeczka. Z drugiej strony taki super notatnik powoduje u mnie jakiś nabożny lęk, przed zapapraniem go czymś nie koniecznie równie wspaniałym, jak on. Mam na półce taki ekstra notatnik, w twardej oprawie, ze złoconymi tłoczeniami, otrzymany dawno temu, od znajomego grafika z Rumunii. Cud, miód, pomada. Stoi tam i kurzy się od wieków, bo jakoś żal psuć te karty jakimkolwiek szybkim szkicem, niedokończoną myślą, bazgrołem ot tak na szybko, a wymyślanie czegoś równie eleganckiego, jako wypełnienia, trwa i będzie trwało nadal, bo każdy pomysł jeszcze nie sięga, nie dostaje tej wspaniałości.

Te cudownie wykonane notatniki jakoś bardziej pasują mi do pensjonarek prowadzących dzienniczki intymne. To moje zdanie, nie znam się, bo nie używam i pewnie nie wiem co tracę. Niby poręczne, ale jednak, dla mnie nieporęczne, zbyt ładne, powiedziałbym nawet nobliwie ładne, takie do postawienia na półce albo pokazywania na wystawach. Brak mi w nich całkowicie luzu. Złote ramy, i wstaw w nie byleco. No, ale jedni potrzebują narzędzi do pracy, a inni markowych narzędzi, z naciskiem na Markowych.

Marka rządzi i potrafi wmówić odbiorcom rzeczy czasem całkowicie zbędne, jako niezbędne. Tak niezbędne, że oddychać przestajesz i więdniesz, nieświadom tej niezbędności. Wiele takich nieprzydatnych przydatności, coraz więcej z każdym rokiem i coraz bardziej cool, extra, trendy & top class, bo inni, jak to głoszą marki, „już to docenili, a Ty?”. A Ty nie,nie jesteś trendy, jesteś wsteczny, anachroniczny, nie doceniający szansy bycia Kimś Kto Już Ma i Może To Pokazać, ale i jesteś wrednym typem, bo nie dajesz marce zarobić, a przecież się napracowała, stworzyła, wyceniła i tylko tej Twojej kasy brak…

Jak w tej piosnce, zanotowanej na karteluchu – „i tylko mi Ciebie brak, Ciebie brak, w tym więźniu”.


na Nowy Rok

31 grudnia 2013

Wszystkim, wszystkiego, z pięknymi widokami, na kolejne wszystko!

Szczęśliwego Nowego Roku 2014!

happy NY 2014

Bądź człowiekiem, fajerwerki tylko w kreacji!


podsumowanie roku

29 grudnia 2013

Zgodnie z tradycją, nie wiem czyją, ale na pewno świecką, czas na podsumowanie roku, jeszcze bieżącego. Podsumowanie to zadanie matematyczne, proste, już bez niewiadomych i ułomków, bo kilku się zsumowało do zera.

podsumowanie roku 2013

Co by nie mówić wynik jest oczywisty i mówi sam za siebie – 2013 był rokiem minimalizmu. Kolejny rok, już na starcie, obiecuje wzrost +1.

Więc, Do Siego, Nowego, Roku, 2014, Wszystkim Czytelnikom 🙂