Zimny Lech jednak ok

14 września 2010

No i mamy stanowisko Komisji Etyki Reklamy w sprawie „Zimnego Lecha”

„Zimny Lech” niedaleko Wawelu nie narusza dobrych obyczajów.

No i piknie.


zakazane imię

3 sierpnia 2010

Wracam raz jeszcze do afery z Zimnym Lechem. Czytam oto, na onet.pl, wypowiedz szefa agencji PR i zastanawiam się co jest grane. Autor wypowiedzi odnosi się do badań konsumenckich zrobionych przez Kompanię Piwowarską przed powieszeniem reklamy:

– Tak to jest z badaniami, że rozmijają się z rzeczywistością – mówi Marek Wróbel, prezes agencji Neuron PR. – Gdyby wystarczyły badania, nie trzeba byłoby przeprowadzać wyborów. Każda kampania marketingowa byłaby trafiona. Wiadomo, że tak nie jest. Stąd nie trzeba było badań, bo te potrafi zamówić automat. Wystarczyło pomyśleć i wykazać się taktem – wskazuje Wróbel. Uważa, że problemem nie jest hasło kampanii, tylko niefortunna lokalizacja plakatu. – Przedstawiciele Kompanii sami z siebie powinni wiedzieć, że koło Wawelu nie ma miejsca na słowo Lech, a już na pewno nie zimny – stwierdza szef Neuron PR.

Biorąc serio, tę wypowiedź, mam kilka pytań :

  • To po co nam w ogóle robić badania, skoro wystarczy takt i pomyślunek, a badania kosztują? nie kopie sobie aby szef Neuronu PR dołu, w który sam wpadnie?
  • Czy ktoś może mi wytłumaczyć co ma Prezydent z piwem wspólnego? Tylko proszę o nie wiązanie obu słowem „Lech”. Za prezydentury nikt nie mówił do Pana Prezydenta per „Lech”, zwracano się jak przystało „Pan Prezydent”, „Prezydent Kaczyński” albo „Prezydent Lech Kaczyński”.  Samo „Lech” funkcjonowało w dowcipach, ale nie sądzę by do nich warto się odwoływać w tej sprawie. Czy w ogóle samo takie skojarzenie/porównanie/zestawienie nie uwłacza bardziej jego pamięci?
  • Na jakiej zasadzie wokół Wawelu ma być zabronione używanie słowa „Lech”, ochrona imienia? Toż na Wawelu leży wiele innych osobistości, które mają swoje imiona – Władysław, Jadwiga, Jan, Zygmunt, Anna, Michał, August, Ludwika, Cecylia, Stanisław, Marysieńka, Barbara, Adam, Juliusz, Kamil, Józef, Tadeusz, pewnie wszystkich i tak nie wypisałem. Czy zatem te imiona też nie należy chronić i zakazać używania pod Wawelem? Czy wszyscy szefowie agencji „sami z siebie” nie powinni tych imion unikać pod Wawelem?
  • Czy przemożna chęć ochrony imienia nie przeradza się w śmieszność i nie czyni aby większego zła temu imieniu? jak ktoś ma wątpliwości wystarczy poczytać fora internetowe.

PS polecam lekturę Zimne nóżki w galarecie.


Zimny Lech i…

1 sierpnia 2010

i… witajcie w paranoji.

Pod Wawelem, w Krakowie, stanęła wielkoformatowa reklama piwa Lech.  Lato, najlepsza pora, najlepsza lokalizacja. „Pod Wawelem” to trochę w przenośni, w Krakowie wszystko jest „pod Wawelem” a jak pisze pardon.pl, jest stosowna dokumentacja foto na okoliczność,  trzeba parę kroków specjalnie zrobić:

Kiedy krakowski turysta wyjdzie z Wawelu nad Wisłę i uda się w kierunku Skałki, widok spotka go niecodzienny. Jeśli stanie na moście Grunwaldzkim, po jednej stronie będzie miał zamek wawelski, gdzie spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy.
A po drugiej gigantyczny baner na hotelu Forum z reklamą Lecha. Zimnego Lecha.

Bilboard jak się patrzy prezentuje in flagranti naklejkę piwa Lech i co? No i afera. PiSowscy posłowie będą bojkotować piwo, bo im się skojarzyło (sic!) ze świętej pamięci Prezydentem. Toż trzeba mieć duży problem z oczami, może okulista pomoże? Gdyby to w radiu szło, to rzeczywiście mogłyby być to aluzyjne słowa w określonym kontekście, ale z taką wizualizacją? Piszą o uwłaczaniu pamięci, tym bilboardem, ale, moim zdaniem owszem, uwłaczanie jest tyle że takimi skojarzeniami. Witajcie w paranoji. Za chwilę okaże się że niewłaściwie kojarzy się KKS Lech, bo na mecze przychodzić mogą kibole, PPHU Lech – zajmujący się utylizacją odpadów (a fe), czy hotel Lech, spanie to też może być aluzyjna sprawa. A każde dziecko urodzone po 10 kwietnia i mające na imię Lech, to na cześć….  A może tylko się podobało rodzinie,  po prostu?

Spokojnie Panowie, nie wszystko odnosi się do, jest aluzją czy kpiną. Weźcie głęboki oddech i łyk zimnego Lecha, może przejdzie. Chyba, że… to marketing szeptany, choć adekwatniejsze do tych gromów będzie „marketing krzyczany”, wspomagający sprzedaż, bo nic tak nie robi dobrze sprzedaży,  jak zadyma.

PS. Marek Kondrat na owsiakowym Przystanku Woodstock powiedział:

„Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie. Bo ono jest jedno. Jeżeli będziemy zadowoleni z życia, to Polska też na tym zyska”

I tak to jest.

PS (5.08.10)

Panowie posłowie, od skojarzeń niecnych, strzelili sobie zdrowo w stopę i teraz maja problem, jest nowy bilboard –  „Ożyj i zwyciężaj”. I jak tu protestować? a to Panowie podejrzewam dopiero początek medialności tego miejsca. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co się stanie, jak się znajdą obrońcy zdejmowanego za miesiąc.


Superslogany

3 czerwca 2010

Ukazała się pozycja warta polecenia i choć nie dotyczy projektowania graficznego, to jednak obracająca się w obszarze z którym projektanci mają do czynienia na co dzień.

Wolters Kluwer Polska wydał Superslogany Steva Cone

Superslogany, Steve Cone

276 stron, miękka oprawa , format 165×240, cena 59 zł, ale na bonito.pl dużo taniej, jedyne 49,60 złotych polskich.

Cytat z notki na okładce:

Superslogany, czyli wyjątkowe hasła pamiętane jeszcze długo po zakończeniu kampanii, wyróżniają się spośród innych komunikatów reklamowych i sprawiają, że produkt, usługa, firma, kandydat czy organizacja zdobywają przewagę nad konkurencją.

Steve Cone, twórca wielu znanych kampanii reklamowych, analizując doskonale oraz chybione hasła z dziedziny marketingu, polityki i popkultury, w inteligentny i dowcipny sposób zdradza wszystkie tajniki sztuki tworzenia supersloganów.

Przy okazji można się pocieszyć, czytając przywołane przez autora hasła promocyjne amerykańskich stanów, że nie tylko u nas wymyśla się bzdurne i nijakie hasła miast czy regionów. Książka ciekawa, oparta na przykładach, co prawda tylko z rynku amerykańskiego, ale z interesującymi odniesieniami historycznymi. Napisana wartko, czyta się jak powieść. Polecam wszystkim, którzy interesują się wszelkiego typu promocją. Warto też by zapoznali się z nią właściciele firm wymyślający co i rusz ambitne slogany dla własnych marek.


Ekstra PGR

5 kwietnia 2010

Ekstra jest w tym naszym PGR. I nie ma się naprawdę czego wstydzić, wręcz przeciwnie, co pokazują Jacek Mrowczyk i Michał Warda w solidnej edytorsko i wagowo książce pod wdzięcznym tytułem „PGR. Projektowanie graficzne w Polsce”, wydanej przez krakowskie wydawnictwo Karakter. Sam tytuł właściwie wyjaśnia wszystko. Choć, może nie do końca – chodzi o projektowanie współczesne, po okresie transformacji.

PGR. Projektowanie graficzne w Polsce

Sześć rozdziałów: książka i prasa, plakat, ekran, opakowania, identyfikacja wizualna; ponad stu projektantów, kilkaset ilustracji: wszystko to składa się na obraz współczesnego polskiego projektowania graficznego.

Ale to nie wszystko: z myślą o czytelnikach książki powstała strona internetowa pgrdizajn.pl, która z jednej strony zawiera rozbudowany indeks wszystkich autorów, których prace reprodukowano w książce, jest to też baza adresów stron internetowych poszczególnych twórców, jest to wreszcie szczegółowy opis zawartości książki. Zapraszamy do czytania – i do księgarni!

Cena w księgarni wydawnictwa Karakter: 89.10 zł
Twarda oprawa i dobry papier, format: 240 x 280, stron: 300

Kupiłem, polecam. Tej książki nie wypada nie mieć.


Różę Ci dam…

18 lutego 2010

Mieliśmy już świąteczne jabłka z napisem Merry Christmas, pieczołowicie „produkowane” słońcem na owocu przez czas jego dojrzewania. Dziwne, nie zauważyłem jakoś prób powtórzenia tego z logo firmowym, choć tu zapewne dużym minusem był nakład pracy + ilość. Ale życie nie stoi w miejscu.

Oto nowy „gadżet” do wykorzystania pod nadruk logo – świeżutkie, cięte róże. W czterech kolorach. Pomysł co prawda amerykański, oni to wszystko obrandują, ale już w dostępny Polsce via strona kwiatymowia.pl

róże z logo

Kwiaty z logo są bardzo popularne w Stanach. Podczas ostatniej gali Grammy Awards, były wręczane właśnie róże z nadrukiem. – informuje Łukasz Tkaczyk, przedstawiciel handlowy

Pomysł został przeniesiony na nasz grunt i z racji dużo większej tradycji wręczania kwiatów wróżę mu spore powodzenie,  mimo pewnej nietrwałości, jednak, „nośnika”. Nie od rzeczy jest przypomnienie, tym co z rozpędu, a bez zastanowienia, wchodzą w każdą nowość, ze to jednak musi być stosowane z rozwagą. Nie każde logo wyjdzie dobrze i w wypadku niektórych szkoda, w postaci kpin, w wizerunku zapewniona.

Zresztą sam producent pisze w ofercie tak :

Róże wzbogacone o możliwość naniesienia dowolnej treści, rysunku jeszcze bardziej stają się przydatne w biznesie. Będą oczywistym sprzymierzeńcem w tych branżach, w których od wrażenia i miłej atmosfery bardzo wiele zależy. Restauracje, hotele, domy weselne, recepcje, lotniska, biura podróży, filharmonie, teatry…

A tak swoją drogą, nawiązując do podlaskiego żubra autorstwa Tarasiewicza, wyobrażacie sobie to logo na tej różanej bieli, w kryształowym wazonie, stojące na fortepianie? No, ruszcie wyobraźnię…. Mnie to się marzy logo na bielusich płatkach stokrotek… na każdym! Oj byle nie proszku do prania.


3 bałwany

8 grudnia 2009

Zobaczyłemm dziś taką reklamę, na Wirtualnej Polsce

Jeden bałwan wymyślił, drugi zaakceptował, teraz czekają na trzeciego bałwana, który to łyknie, bo „razem lepiej”.


Oferta dla You

25 października 2009

Znalazłem na wp.pl taki, niby luzacki, slangoslogan, ciekawostkę okrutną, to i zapodałem kolegom na forum w formie takiej:

Czym się kończy moda na anglijski, szczególnie w wersji niedouczonej? pokazuje przykład nowej kampanii PiS – „Join to PiS”. Jak olewać to olewać 🙂 Ot czysto patriotyczne podejście… po anglijsku.

No i wesołości sporo, z owej iście karkołomnej, a niecenzuralnej, polsko-angielskiej zbitki językowej.

Studio emptypage na spółkę z Mareksym poszło za ciosem, reklamowym naturalnie – „jak szaleć to szaleć” – rzekł Mareksy, puentując tak:

Poczytajcie na Creamteam koniecznie – Weekend! Love Me, Love Me, Kiss Me, PiS Me!

I ty zostaniesz licencjonowanym (?!) sympatykiem… olewaczem (?) anglijskiego. W końcu walczymy o tożsamość narodową.


Kontekst robi różnicę

13 grudnia 2008

Meksykański Playboy poszedł na całość i ukazał się w okolicach święta Matki Boskiej z Guadalupe, najważniejszego święta katolickiego Meksyku, z kontrowersyjną okładką.

Zdjęcie samo w sobie ładne, ale… Dwuznaczność, i kontrowersyjność zarazem, wynika nie tyle z upozowania Marii Onori, co z zestawienia tytułu/charakteru pisma, hasła i daty publikacji. To samo zdjęcie w zupełnie innym profilu pisma byłoby zapewne traktowane diametralnie inaczej, może nawet niezauważone, a tak jest słuszne oburzenie katolików i padające gromy.

A może parcie na top za każdą cenę jest już tak duże, że konteksty nie maja znaczenia… byle zaszokować, byle mówili…

A może wszystko już było? W maju 2007 roku pisałem o wystawie Alfonsa Muchy, na której to wisiał plakat, reklamujący Madonną z dzieciątkiem mydełko Notre Dame,  z roku 1891.

Dopiero co opisałem wpadkę Max Planck Forschung. I tu i tam zagrały konteksty, tam z niedopilnowania, tu stworzone z rozmysłem, efekt w obu wypadkach ten sam – zniesmaczenie odbiorcy.

Źródła:
news.ninemsn.com.au
www.foxnews.com
snackfeed.com
msnbc video
france24.com


Burdel w nauce?

12 grudnia 2008

Szacowny Instytut Maxa Plancka, przy okazji wydania kolejnego numeru własnego periodyku, poświęconego Chinom, postanowił ozdobić okładkę piękną kaligrafią chińską. Niestety piękno bywa zdradliwe. Wspaniała kaligrafia okazała się najzwyklejszą reklamą burdelu.

Poniżej okładka pierwotna i po zmianie.

Nie czepiam się też nie znam chińskiego, ale tam mogli kogoś znającego zapytać…

Źródła:
deser.pl
The Sydney Morning Herald
Hanzi Smatter