testuję druk u Saal

4 grudnia 2016

Miałem możliwość przetestowania na Saal digital Polska (druk online) „produkcji” własnej foto książki, w jakości high-end.

strona www Saal digital

Produkcja super prosta, wchodzimy na stronę i pobieramy aplikację, w której możemy spokojnie, na własnym komputerze, zaprojektować książkę (plakat, kalendarz, kartkę czy nawet footoobraz). Do dyspozycji mamy wysokiej klasy papiery fotograficzne, od matowego do high gloss, a gotową książkę możemy ekstra zapakować. Co istotne – płaskie łączenie stron książki, bez zagięcia na środku, a na dokładkę gwarancja 75 lat trwałości kolorów. Brzmi ładnie.

Sam programik działa bardzo dobrze, wszystko opisane po polsku, pełna intuicyjność. Spore możliwości wyboru papieru, ilości stron, formatów i opraw (wszystkie twarde). Siadamy projektujemy (z szablonami lub bez), co ważne, cały czas mając również podgląd ceny końcowej. Zapisujemy projekt i… jednym kliknięciem wysyłamy do drukarni. Zależnie od objętości może to trochę potrwać, ale ułatwienie ogromne.

Ja zafundowałem sobie przetestowanie moich miksowanych apli, fotki różnej jakości (od wysokiej po marną), zdecydowanie bardzo ciemne. Już w podglądzie mogłem zobaczyć na niektórych pikselozę, ale brnąłem dalej. Format zdecydowałem niewielki 19 x 19 cm i 40 stron, foty na rozkładówkach. Programik podpowiadał papier błysk (lepsze czernie) więc przekornie dałem matt. Jako, że były to same zdjęcia, na full, zasób fontów sprawdziłem dopiero przy kombinowaniu okładki. Nie powala na kolana, raczej kroje ozdobne, ale da się coś wybrać. Wymyśliłem tytuł, bo jakiś powinien być, „Mirror sleep by alw”, i interesowały mnie jednoelementowe kroje, jest np. Verdana, Myriad, Robo, Minion, Infini. Dla fanów Comic Sans też jest.

Zrobiłem i wysłałem 29 listopada, mając od tego momentu możliwość monitorowania zamówienia. Gotową książkę kurier dostarczył 2 grudnia. Normalny ekspres, mimo, że druk był w Niemczech.

A jak efekt końcowy, czyli jakość wydruku? dla mnie rewelacja. Co prawda matt foto to nie matt papierów drukarskich, bo jednak błyszczy nieco, ale to było do przewidzenia. Wygląda to tak.

test-3

test-2

test foto książki

Spokojnie można polecać fotografikom do drukowanych portfolio, ale także nie fotograficy będą zadowoleni. Dzięki #saaldigitalpolska 🙂

Koszty? no cóż niskie nie są, ale raczej nie przerażają. Moją foto książkę formatu 19 x 19 cm, przy 40 stronach, okładka twarda bez watowania, wyceniono na 194 zł.


dobre czeskie

7 sierpnia 2016

Identyfikacja wizualna miasta to nie tylko logo umieszczane gdzie się da (na ogół mało sensownie, aby upchać) i w jak największym rozmiarze. Współczesna identyfikacja operuje oprócz logo także całą sferą ilustracyjną z nim powiązaną. Mam wrażenie, że w przeciwieństwie do naszych gospodarzy miast Czesi czują tę różnicę i doskonale potrafią ją wybrać z konkursowych propozycji. Tak właśnie – wybrać. Bo istotnym, a nawet najważniejszym z elementów konkursów na identyfikację miasta jest właśnie wybór tej najlepszej propozycji. I nie na misia (mi się podoba), ale z uwzględnieniem całej sfery realizacyjnej oraz efektu z niej wynikającego.

A skoro postawiłem za przykład Czechów, to i przykłady dobrego projektowania i dobrego wybierania warto pokazać. Tak się składa, że w obu prezentowanych przykładach autorem jest jeden i ten sam projektant –  Štěpán Holič z praskiego studia Lemon Design.

Przykład 1 –  po dwuetapowym konkursie miasto Frydek-Mistek na Morawach zaprezentowało swoją nową identyfikację miejską. Prostota znaku, z  niebieską podwójną tyldą (U+2248) wstawioną między składowe nazwy miasta zamiast dywizu,  pozwala na modyfikacje nie tylko nazwy miasta, ale także ujednolicenie logotypów instytucji miejskich.

Frydek-Mistek-4

Frydek-Mistek-7

 

Tak zaprojektowany znak wraz z systemem ikon i budowanych na ich bazie ilustracji daje duże pole manewru, zachowując jednak jednolitość wizualnego stylu

Frydek-Mistek-11 Frydek-Mistek-17

fm-page-001

Dla podkreślenia indywidualności instytucji miejskich autor zaprojektował dla nich nieco inny styl wizualny, o czym przekonacie się zaglądając do prezentacji projektu w PDF. Warto ten projekt porównać z opisywanym przeze mnie wcześniej projektem identyfikacji wizualnej Nysy – „Nysa – system czy chaos.

Przykład 2 – tego samego autora  jest również logo miasta Příbram, z ubiegłego roku. Również wybrane w konkursie. To doskonały przykład na wykorzystanie w sposób nowoczesny godła z herbu miasta.

pribram-logo1 pribram-logo4

Ten sam styl mają oczywiście ikony informacji miejskiej.pribram-logo8

 

Więcej informacji i ilustracji znajdziecie w źródłach:
http://www.mediar.cz/tvorbu-loga-pro-frydek-mistek-vyhral-holic/
http://www.font.cz/logo/frydek-mistek-ma-novou-identitu.html
http://www.font.cz/logo/frydek-mistek-druhe-kolo.html
http://www.lemondesign.cz/aktuality/2016/cervenec/#novinka-frydekmistek-ma-novou-identitu
http://www.mediar.cz/pribram-ma-nove-logo-vychazi-z-mestskeho-znaku/


po co Ci logo?

13 sierpnia 2015

No to dobrnąłem do finału, czyli wydania mojej blogowej książki „PO CO CI LOGO?”. Już jest do nabycia i poczytania.

"po co Ci logo?" alw, okładka

ISBN 978-83-7859-543-4
stron: 264
formaty: PDF, ePub, mobi

link do księgarni: https://www.e-bookowo.pl/poligrafia/po-co-ci-logo.html

Specjalnie dla Czytelników bloga po wpisaniu kodu „alwblog” rabat 7 zł. Najpierw trzeba się zalogować. Rabat ważny do końca sierpnia.

Może to poradnik, może nie poradnik, przeczytaj i zdecyduj sam. Książka „PO CO CI LOGO?” powstała z moich tekstów pisanych w większości tu na blogu, ale też w 2+3D, Beauty&Business i Visual Communication. Podpuszczano mnie do sprokurowania jej wielokrotnie, ale jakoś brak było czasu na przejrzenie prawie tysiąca wpisów. Impulsem do tej kompilacji moich tekstów było wydanie, w formie ebooka, innej mojej książki, pierwszego tomu opracowania koncepcyjnego herbu Rzeczypospolitej „projekt Orli Dom”. Ukazała się ta pozycja w Wydawnictwie Ebookowo, w maju tego roku. W końcu jednak nadszedł czas nieco wolniejszy i jest także ta książka, również wydana w wersji elektronicznej, póki co, w tym samym wydawnictwie. Na 264 stronach piszę o sprawach związanych nie tylko z projektowaniem znaku, ale i szerzej o wizerunku,  jego zagrożeniach, a także wielu sprawach łączących się, z tym projektowaniem i budowaniem wizerunku, w sposób pośredni i bezpośredni. Jest zatem trochę  do poczytania i przemyślenia. Co prawda niektóre tematy wywoławcze straciły aktualność, ale to, co przy ich okazji pisałem można spokojnie odnieść do wielu aktualnych sytuacji. Wystarczy wyciągać wnioski z cudzych błędów. I tak na to spójrz Drogi Czytelniku.

Nie ma w tej książce niestety prostych recept, w stylu „jak zostać bogatym w 5 minut” ani też,  tym bardziej, „jak zrobić genialne logo przy użyciu Worda”, sądzę jednak, że jest wiele moich spostrzeżeń, które po przemyśleniu będą  przydatne w życiu, dla obu stron barykady, tak dla prowadzących biznes, jak i robiących w grafice użytkowej. Książkę podzieliłem na rozdziały, jest więc o logo, wizerunku, reklamie, heraldyce, symbolice i konkursach, ale są i varia, czyli tematy nieco na uboczu. Niech Cię jednak Drogi Czytelniku nie zwiedzie ten rozdziałowy podział, częściowo jest on przypadkowy. Większość tekstów bowiem powinna znaleźć się w dwóch, a czasem w trzech rozdziałach. Opisuję bowiem sprawy mające wiele aspektów. Bo czymże jest np. samo logo, jak nie początkiem, punktem startu do budowania z jego użyciem wizerunku, no a tu już wchodzimy w reklamę, marketing i kilka jeszcze drobniejszych detali. Aliści samo logo ma też swoje początki, czy to w postaci formułowania założeń do projektu, określania własnych wizji firmy, strategii tejże firmy. Czy też, już na etapie projektowania, koncypowanie nie tylko kształtu, ale i symboliki, czasem zaś heraldycznych odniesień. A może także, z innej strony, dość modnej, ogłaszanie konkursu i jego merytoryczna ocena, nie na zasadzie podoba się/nie podoba, a właśnie merytoryczne ocenianie projektów. Bo przecież znak firmowy musi być efektywny w działaniu, a nie jedynie efektowny. Musi zapadać w naszą pamięć, a nie jedynie nam się podobać. Czasem jego siłą jest jego kontrowersyjność właśnie, a przez to zapamiętywalność, a czasem tylko jego prostota. Choć z tą prostotą, minimalizmem,  chyba coraz częściej lądujemy na mieliznach nijaczenia i rafach wtórności. Ale co tu gadać, trzeba poczytać, pomyśleć i wyciągnąć wnioski, a na pewno NIE kopiować opisanych przykładów.

Patroni medialni:

http://www.brief.pl/

eGospodarka http://www.eGospodarka.pl/

Marketing przy kawie http://www.marketingprzykawie.pl/

Graffus http://www.graffus.com/


angelus sumienny

18 czerwca 2014

z serii „znaki czasu” (a series of „signs of the times)

angelus 23, czyli janioł klauzury sumienia / angel enclosure conscience

angelus 23 - janioł klauzury sumienia

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński, 2012. All Rights Reserved.


akwarelowe klimaty

26 marca 2014

Dwa akwarelowe klimaty, design ze Stanów Zjednoczonych i Nowej Zelandii. Bez zbędnych słów.

1. Evolution

evolution fresh logo

evolution fresh

evolution harvest opakowania

Więcej informacji i przykładów na underconsideration.com

2. The Great Catering Company

Great Catering Company logo

Great Catering Company logoGreat Catering Company logo wersje

Więcej informacji i przykładów na  strategy.co.nz


njusy z 4 stron

30 listopada 2013

Njusy z czterech stron świata, z rodzynkiem przedświątecznym.

1/ Nowa marka dyskontowa Real,-, trochę wielkanocne klimaty

nowa marka własna Real,-
Zobacz więcej: unseremarken.real.de, designtagebuch.de

2/ Nowy Nixon Peabody, od Wolff-Olins, w stronę naszej gwiazdki policyjnej

nowe logo Nixon Peabody, od Wolff OlinsZobacz więcej: underconsideration.com

3/ Poręczny gadżet dla, grafika, pod choinkę – Fifty Three. Ładnie zrobiona strona produktu fiftythree.com,

Fifty Three - Digital stylus for Paper iPad app

Zobacz także:  fubiz.net

4/ Zmienność znaku? tylko czasem warto zapytać – po co?

zmnienny znak Czeskiej Akademii NaukAutor: Honza Dobeš. Zobacz więcej: www.font.cz, designiq.cz


mail z Rzepy

7 października 2013

Jest ciąg dalszy sprawy honorarium z Rzepy, a właściwie jego części. Dostałem właśnie mail od red. Stanisławskiego, którego akurat nie winię za powstałą sytuację, ale On widać poczuł się winny. Wklejam całość tak, jak dostałem (wielkość fontu i formatowanie oryginalne).

Szanowny Panie,

Ze sporym zdumieniem przeczytałem fragmenty naszej korespondencji na Pańskim blogu. Spodziewając się, że podawanie maili do wiadomości publicznej bywa Pańską stałą praktyką, postaram się pisać de publicis jak najzwięźlej. Oszczędzę Panu zatem relacji o trybie powstawania tygodnika Plus-Minus. Przemilczę równie obraźliwą, jak nieprawdziwą sugestię, że jestem oszustem („Znaczy zamówili, ale wiedzieli, że nie było ich stać, to nie zapłacą, chociaż wykorzystali”) – ubolewając jedynie, że tak łatwo przychodzi Panu ferowanie podobnych wyroków.

Ograniczam się – pod nieobecność red. Dominika Zdorta, będącego na urlopie (stąd „martwa cisza”, na którą Pan się skarży) – do wyrażenia ubolewania z powodu qui pro quo, do którego doszło. Zapewniam Pana również – w imieniu w/w red. Dominika Zdorta i kierownictwa gazety – że wnioskowana przez Pana kwota zostanie wypłacona w możliwie najszybszym czasie: będąc redaktorem, a nie pracownikiem działu księgowości, nie potrafię podać Panu dokładnego terminu, będę jednak zabiegać o to, by stało się to jak najprędzej. Zarazem – czy to zdanie również zechce Pan opublikować? – dla własnej satysfakcji moralnej z przyjemnością przekażę darowiznę w wysokości równej kwocie, o jaką Pan zabiega, na rzecz Caritas Polska.

Bardzo żałuję, że nawiązana z mojej inicjatywy współpraca kończy się w ten sposób i w tym tonie.

Z poważaniem,

Wojciech Stanisławski

Odpowiedziałem Panu redaktorowi:

„Szanowny Panie,
Opublikuję oczywiście Pański mail, z tej choćby racji, iż akurat Pana za całą sprawę nie winię. To również z Pana zakpił p. Zdort, przytoczony zaś, przez Pana, zwrot tyczy wydźwięku, jaki pojawia się w mailach p. Zdorta.”

Qui pro quo? Aha. Przyjmuję oczywiście wyrazy ubolewania od red. Stanisławskiego. Szkoda tylko, że trzeba było sprawę nagłośnić, by otrzymać zapewnienie płatności. Chociaż, po zdeawuowaniu Pana Redaktora przez p. Zdorta nie wiem co mam myśleć i w co wierzyć. Na razie czekam, dalej, na brakującą kwotę honorarium, płatną w terminie nieokreślonym.

PS. A co do dalszej współpracy Panie Redaktorze, to ona nie miała jakichkolwiek racji bytu, już po pierwszym mailu p. Zdorta.

14.10.2013
Minął tydzień, równo, od tej deklaracji powyżej, a kasy nadal brak, pewnie Caritasowi też się już ckni…

21.10.2013
2 tygodnie, ani widu, ani słychu.

31.10.2013
Kasy nadal brak…

14.11.2013
Przyszedł mail od Pana red. Stanisławskiego, z potwierdzeniem wpłaty na Caritas. Dobrze, że chociaż oni dostali.


nos Pinokia a z gęby cholewa

5 października 2013

czyli  jak zażądałem (?!) „monstrualnego honorarium” od biednej „Rzeczpospolitej” i prawie je dostałem.

Aby jednak wyjaśnić co to za monstrualne honorarium mieli mi zapłacić, za mój projekt grafiki, z orłem,  prześledźmy historię, jak do tego doszło. Wszystkie wytłuszczenia w cytatach są moje.

22 sierpnia br. pisze do mnie Wojciech Stanisławski, redaktor prowadzący „Plus-Minus” (taki dodatek Rzepy):

„Wśród prezentowanych przez Pana na stronie ‚Galerii’ stylizacji orła trafiłem na Pańską „archaizującą” grafikę z roku 2012, która jest – z naszego punktu widzenia – wprost wymarzona na okładkę „Plusa”. Stąd pytanie-suplika: czy widziałby Pan możliwość jej wykorzystania przez nas / użyczenia / sprzedaży?”

Rozmawiamy telefonicznie, ustalamy moje honorarium, za publikację jednorazową na okładce, na 450,- zł, NETTO. Przesyłam wieczorem projekt, w dwu wersjach do wyboru.

23 sierpnia dostaję od p. red. Stanisławskiego potwierdzenie odebrania projektu i stawki honorarium:

„Serdecznie dziękuję i potwierdzam odbiór (Dropbox raz jeszcze się sprawdził) – i, tak jest, potwierdzam i ja wolę zapłacenia przez „Rz” 450 zł. netto honorarium (ponieważ złożyć się na nie muszą dwa działy – Fotoedycja oraz Opinie – najpewniej pójdzie to jako dwa przelewy. Takie dziadowanie nasze. Ale suma powinna wynosić 450 netto).”

„Rzeczpospolita” publikuje grafikę na przełomie sierpnia/września. Ja trafiłem na nią 4 września, stąd owa nieprecyzyjność „na przełomie”.

okładka w Rzepie z moją grafiką

Wysyłam więc pytanie kiedy dostanę honorarium. W odpowiedzi dostaję info, że za miesiąc, od daty publikacji. Po kolejnych dwu mailach dostaję honorarium 13 września. Fajnie, tylko suma zupełnie nie ta, no, ale uprzedzał p. red., że w dwu ratach będzie. Czekam spokojnie do końca miesiąca. 1 października zadaję p. red. Stanisławskiemu, mailem, pytanie o brakujące 71 zł. Z jego strony cisza, w zamian odpowiada mi 3 pażdziernika  p. red Zdort:

„Bardzo mi przykro, że suma, jaką Pan otrzymał, jest niższa od tego, której się Pan spodziewał, ale umawialiśmy się na 450 zł brutto – byłem świadkiem Pańskiej rozmowy z redaktorem Wojciechem Stanisławskim, i sam zabiegałem potem w kilku działach o to, aby zebrać taką sumę (dla nas monstrualną – tyle płacimy za dwie kolumny zagranicznego reportażu). Niestety w Polsce podatki są takie jakie są i fiskus obciął część wypłaconego Panu honorarium – czego jednak powinien się Pan chyba spodziewać.
Z poważaniem
Dominik Zdort, „Rzeczpospolita”, Kierownik Działów Opinie i Plus-Minus „

Ha, jeśli był, przy tej mojej rozmowie telefonicznej z red. Stanisławskim, to powinien pamiętać, że targowania specjalnego nie było, ja podałem stawkę, druga strona zaakceptowała. Za drogo? To kto Pana Zdorta zmuszał do publikowania, trzeba było nie publikować. Na moje oko nos Pinokia rośnie. Odpowiadam:

„Raczy Pan żartować, nasze negocjacje cenowe zostały potwierdzone przez p. Stanisławskiego mailowo i można to sprawdzić – 450 zł netto. Zatem nadal oczekuję zgodnie z zawartą i potwierdzoną mailem umową, na kwotę 450 zł, brakującej części honorarium.”

I jednocześnie, przy pomocy kalkulatora, liczę to honorarium na rękę (netto), od podanej przez redaktora sumy 450,- (brutto). No i nijak nie chce wyjść to, co rzeczywiście zapłacili, bo:
suma brutto = 450,-
50% uzysk twórcy = 225,-
50% do opodatkowania  =225,-
podatek 18%  =40,50
honorarium do zapłaty  =409,50
dostałem 379,-
Jakby nie liczył, też brakuje, równo 30,50 ?!

Dostaję kolejnego maila od Dominika Zdorta, „Rzeczpospolita”, Kierownika Działów Opinie i Plus-Minus „. Warto to przeczytać dwa razy:

„Niestety nic nie poradzę na tę niezręczną sytuację. To ja podejmuję w dziale ostateczną decyzję, a nie redaktor Stanisławski i jego maile nie mają żadnego formalnego znaczenia. Pamiętam doskonale swoją rozmowę z redaktorem Stanisławskim i decyzję, aby zapłacić Panu tak monstrualne honorarium za ilustrację okładkową, jakim jest dla nas 450 złotych (zazwyczaj za robione specjalnie na nasze zamówienie okładki płacimy ok. 250 zł). Nie jesteśmy w stanie płacić tak wysokich honorariów, jakich Pan oczekuje.

„Niestety nic nie poradzę na tę niezręczną sytuację.” – i to pisze odpowiedzialny redaktor poważnej gazety, po fakcie skonsumowania  umowy, a nie przed. Znaczy zamówili, ale wiedzieli, że nie było ich stać, to nie zapłacą, chociaż wykorzystali. Wychodzi, że opublikowali z  premedytacją, bo przecież mogli powiedzieć – za dużo – i nie publikować otrzymanej grafiki. Nos Pinokia przebił ścianę.

Wkurzony maksymalnie wysyłam odpowiedź:

„Szanowny Panie,
jak widzę kpi Pan ze mnie.

1. Nie raczył mnie Pan, poinformować PRZED publikacją o fakcie niemożności zapłaty wynegocjowanego honorarium ani, że rozmawiam z osobą niedecyzyjną. Mało tego ani się Pan zająknął płacąc, nie poinformował ani słowem, że kwota będzie diametralnie różna.

2. Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz od kiedy to podatek, i co to za podatek, od sumy 450 zł brutto wynosi 71 zł? [tu załączyłem wyliczenie zrobione wyżej] Fakty są jakie są, suma ustalona, praca opublikowana i ktoś tę pozostałą część, 71 zł, musi zapłacić.”

Po tym moim mailu zaległa cisza, martwa.

Takie rozgrywanie honorarium, po opublikowaniu pracy i minionym od tego faktu miesiącu, uważam za mało etyczne, powiedziałbym wręcz, że to najzwyklejsze krętactwo Pinokia. Tym bardziej to żałosne, iż przy okazji p. red. Zdort ujawnia mizerię finansową własnej gazety, pisząc o owym „monstrualnym honorarium”, jak i chwaląc się tym, jak nisko płaci innym współpracownikom. Pomijam tu najzwyklejszy brak szacunku i do cudzej pracy, i do jej autora. No i mamy co mamy – monstrualny… nos Pinokia.

Panie Zdort, „Rzeczpospolita” tę pozostałą część honorarium, 71 zł, musi zapłacić, czy to Panu pasuje czy nie, nie ma zmiłuj,  bo mi Pan takim traktowaniem ubliżył i wkurzył. Z gęby nie robi się cholewy. Czekam na resztę honorarium i słowo „przepraszam”.

PS jeżeli komuś te 71 zł wydaje się sumą małą i nie wartą zachodu, to niech poczeka, jak wyjmą mu dużo więcej z kieszeni, metodą na biednego Pinokia.


transkrypcja filmu

27 lipca 2013

Interesująca praca dyplomowa Christopha Lohse zatytułowana „Grafische Filmtranskription nennt“. Przełożenie filmu na infografikę dało niesamowity efekt. Zobaczcie sami.

Grafische Filmtranskription ze strony Büro für Exakte Ästhetik na Vimeo.

Na stronie  projektu Grafische Filmtranskription (w ramach Büro für Exakte Ästhetik) można zobaczyć kilka fotografii z wystawy w Hamburgu.

Info za Design Tagebuch.


Godło z wzornika

12 lipca 2013

Na czwartkowym spotkaniu (pogaducha w biegu) Alfer Alferowski dał mi w prezencie kilka odbitek orła, z zasobu symboli produkowanych przez odlewnie czcionek. Ten prezencik, za który bardzo serdecznie dziękuję bo ukontentował mnie niepomiernie, podkręcił moje zainteresowanie tym tematem i chęć poszukania innych tego typu odbitek oraz porównania, jak to było za PRL i w międzywojniu. W PRL-owskich jest pewna ciekawostka w rysunku orła.

godło z wzornika

Zatem szukam i pytam znajomych, a i tu wrzucam – kto ma jakikolwiek wzornik czcionek drukarni lub odlewni proszony jest o pomoc – fotkę karty wzornika z orłami i info o wzorniku (czyj i rok). Bliższe informacje o odlewniach również mile widziane.

PS jak by ktoś miał zbędną czcionkę z orłem, fizyczną, metalową, albo jakieś informacje gdzie to można dostać/kupić/obejrzeć będę wdzięczny za info